Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)?

06.04.05, 18:53
Wracałam dziś z małą ze spaceru, a na drodze stoi mama z trójką dzieci.
Najstarsze obok rowerka zalewa się łzami. Matka pochyla się nad nim i krzyczy
(bardzo głośno i agresywnie): Jak będziesz mówił, że ci się nie uda, to nigdy
ci się nie uda !!! Wsiadaj na ten rowerek! Bo nic ci się w życiu nie uda!!
Wsiadaj, k..., na ten rowerek!!! A mały z płaczem: Mamusiu, ja już nie chcę!
Pozostałe dzieci siedzą jak trusie.
Tak się zdenerwowałam, że mi się kolana ugięły, i mówię do niej: Ale metody
wychowawcze! (oczywiście z wyraźnym przekąsem). Ona do mnie krzyknęła: Coś
się pani nie podoba? Odpowiedziałam: Tak, pani hitlerowskie metody z Trzeciej
Rzeszy. Ona mi mówi, żebym lepiej swojego dziecka pilnowała, odwróciła się i
dała z dziećmi dyla. Wtrąciłybyście się? Czy źle zareagowałam? Ja do dziś nie
mogę bez nerwów o tym mówić..Jakbym mogła, to bym jej w mordę dała, serio. W
ogóle coraz więcej widzę mamuś, które walą dzieci w dupsko, bo za wolno idą,
albo ciągną za rękę, gdzie dziecko prawie wisi w powietrzu...Strasznie się
denerwuję, jak patrzę na tę agresję młodych kobiet..Ja się czasem łapię, ze
też się wkurzam, jak wstaję 6 raz w nocy, ale przecież nie krzyknę na nią,
ani nie potrząsnę, moja agresja znjduje ujście w ten sposób, że pod nosem
mamroczę niecenzuralne słowa. Wracając do pytania: Reagować czy nie?
    • maadzik3 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:00
      Ogolnie uwazam ze reagowac, acz sama czasem trzorze nie chcac siebie narazac na
      epitetysad((
      M.
      • mufka51 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:17
        jak najbardziej reagować!!!!!!!!
    • caith Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:06
      tez bym dala takiej kopa w tylek wink
      a tak na serio, mnie tez irytuja takie sytuacje, ale nie zwrocilabym uwagi,
      najwyzej zamrozilabym wzrokiem. pomysl jak Ty bys sie poczula gdyby ktos
      zwracal Ci publicznie uwage na temat Twoich metod wychowawczych. oczywiscie
      zakladam, ze nie bylyby one tak drastyczne wink
      w kazdym razie ja z tych co sie nie wtracaja...
      pozdrawiam
    • berdyczow7 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:08
      Reagować!!!! Ja kiedyś postraszyłam jedną mamusię, że policję zawołam, bo tłukła
      dzieciaka za to, że wysmarował sobie kurtkę (siedziała obok mnie na ławce, więc
      słyszałam wszystko i nie miałam wątpliwości za co mały obrywa). Jak mi
      powiedziała, żebym się nie wtrącała, to udałam, że po nich dzwonię. A jak się
      uspokoiła, to i tak jej obiecałam, że od teraz będę ją miała na oku smile - w
      naszej okolicy nie ma specjalnie innych miejsc do spacerów... od tamtej pory jak
      mnie widzi, to niemalże ucieka. Może to nie jest najsensowniejszy sposób, ale na
      inny nie mam pomysłu.
      Kurka, mam nadzieję, że za to nie dostanę w ciemnej bramie...
      Ale trudno, ja zareaguję zawsze w takim przypadku.
      J.
    • yenna_m Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:17
      moze matka miala zly dzien
      moze byla niewyspana
      moze ma jakies klopoty, z ktorymi sobie nie radzi?
      Przyznam, ze stalowe nerwy mam w przypadku... cudzych dzieci.
      Wychowywanie cudzych dzieci i ocenianie cudzych postaw tez mi wychodzi
      najlepiej.

      Jasne, ze ta matka zachowala sie zle.
      Ale dowartosciowywanie się w taki wlasnie sposob na forum kosztem matki TROJKI
      dzieci - mozliwe, ze zmeczonej - oj, ladne nie jest....

      Rzucac kamieniem to powinien ten bez winy wink
      I generalnie nie lubie, gdy matki, ktore nie zmierzyly sie z trudem
      wychowywania wiecej niz jednego dziecka, krytykują matkę wiekszej ilosci dzieci
      za jakies tam zachowanie.
      I bardzo jestem ciekawa, jaka bylaby matką ta matka, gdyby zostala doswiadczona
      takim wielodzietnym macierzynstwem...

      Dodam, że mi, gdy ide z dwoja dzieci - z dwoma rowerami, ktore musze wytaszczyc
      z wiezowca, łapiąc dzieci, zeby przy okazji nie pospadaly ze schodow, pilnując,
      zeby sie w windzie tymi rowerami nie pozabijaly, nie wkladaly palcow w otwor w
      windzie i te de i te pe tez czasami nerwy puszczaja. Rzadko, ale jednak.
      Wlasnie wtedy, gdy mam zly dzien, gdy jestem zmeczona, albo mam mase problemow,
      z ktorymi sobie nie radze...

      Odrobine empatii...

      Czemu nie zaproponowalas pomocy zamiast pouczac?
      • malazuzia Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:26
        Popieram. Jestem zdania, że już nerwy są tak napięte, skoro rodzic publicznie
        uderza czy głośniej krzyczy na dziecko.
        A z drugiej strony - może tylko to jest usprawiedliwienie się. Dziecko nie jest
        winne naszych problemów, prawda?
        Ale jak takie dziecko jest podobne do naszej córci, z którą ciężko jest godzine
        wytrzymać, to rozumiem takie mamy.
      • ledzeppelin3 Re:yenna_m 06.04.05, 19:37
        Popierwsze, nie wiadomo, czy wszystkie dzieci były jej.
        > Ale dowartosciowywanie się w taki wlasnie sposob na forum kosztem matki
        TROJKI
        > dzieci - mozliwe, ze zmeczonej - oj, ladne nie jest....
        Oj, łatwo ci przychodzi ocena innych...Widzisz, może Cię to zdziwi, ale nie
        każdy musi się dowartościowywać. Jak widzę babę krzywdzącą dziecko, to chcę coś
        zrobuić, by przestała, i tyle. Daruj sobie dorabianie teorii do mojego
        zachowania. Nie baw się w psychologa, nijak Ci nie wychodzi. Dziecko nie ma
        możliwości obrony, zwłaszcza, jeśli agresorem jest matka, a więc ktoś z
        założenia najważniejszy na świecie i dla kilkulatka nieomylny. Kiedyś ten
        chłopiec odpłaci agresją swoim dzieciom, i łańcuszek będzie trwał dalej.
        > I generalnie nie lubie, gdy matki, ktore nie zmierzyly sie z trudem
        > wychowywania wiecej niz jednego dziecka, krytykują matkę wiekszej ilosci
        dzieci
        >
        > za jakies tam zachowanie.
        To nie było jakieś tam zachowanie, ale naganny atak na dziecko.
        > moze matka miala zly dzien
        > moze byla niewyspana
        > moze ma jakies klopoty, z ktorymi sobie nie radzi?
        Dziecko TEŻ jest człowiekiem. Ona nie ma prawa odbijać sobie na nim swoich
        niepowodzeń życiowych. Jak sobie nie radzi z życiem, to niech kwiatki sadzi, a
        nie robi sobie dzieci. Taka "tolerancyjna" postawa prowadzi do pobłażania
        nagannym zachowaniom matek wychowującym następne pokolenie, a więc, jakkolwiek
        patetycznie by to nie zabrzmiało, mających duży wpływ na to, jak będzie
        wyglądać przyszłość.
        • kingusi Re:yenna_m 06.04.05, 23:07
          Absolutnie i w 100% sie z toba zgadzam. Te dzieci beda tak samo wychowywac
          swoje dzieci a zanim dorosna beda obijac pol szkoly, bo gdzies agresje
          wyniesiona z domu musza odreagowac. A potem sie wszyscy dziwia skad tyle
          lobuzerstwa, narkomanow i w ogole agresji.
          Nie wiem jakbym byla zmeczona to nie wyobrazam sobie wytrzasac sie nad wlasnym
          dzieckiem, to okropne.
          • kingusi poprzedni post byl do autorki watku 06.04.05, 23:08

      • zona_wojtka Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 20:44
        I to jest to co ja także bym napisała.
        Dodam tylko, że mam dwie córki i naprawdę ale czasem nie daję sobie rady sama z
        sobą. Wiem, że dzieci na tym tracą, ale mi czasem nie wystarcza siarczyste k...
        pod nosem.
        Ja MIMO WSZYSTKO podziwiam te mamy, które mają więcej niż dwójkę dzieci. Mam
        wrażenie, że gdybym miała jeszcze jedno takie żywe jak moje dwie, to chyba
        wszystkie by mi się rozbiegły po ulicy, a ja nie wiedziałabym, które łapać.
        Mnie zraziłoby tylko to k... przy dziecku. No ale cóż... Myślę, że owa pani
        sama żałuje, że tak się jej czasem wymyka. Bo nie sądzę, że to było raz.
      • magdalenax Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 20:17
        Moja mama wychowala trojke dzieci. Moje obie ciotki mialy po dwoje niezlych
        urwisow i nigdy nie zachowywaly sie tak wobec dzieci. Nawet w najwiekszych
        nerwach. Jezeli matka ma zly dzien to nie powinna wybierac akurat tego dnia na
        nauke jazdy na rowerze. A uzywania takich wulgaryzmow w obecnosci i do dzieci
        niczym nie da sie uzasadnic.

        Pozdrawiam,
        Magda
    • moofka Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:24
      ledzeppelin3 napisała:

      > Tak się zdenerwowałam, że mi się kolana ugięły, i mówię do niej: Ale metody
      > wychowawcze! (oczywiście z wyraźnym przekąsem). Ona do mnie krzyknęła: Coś
      > się pani nie podoba? Odpowiedziałam: Tak, pani hitlerowskie metody z Trzeciej
      > Rzeszy. Ona mi mówi, żebym lepiej swojego dziecka pilnowała, odwróciła się i
      > dała z dziećmi dyla. Wtrąciłybyście się? Czy źle zareagowałam
      __________________________________
      a po o z przekąsem?
      co miałaś na celu pomóc dziecku czy dokuczyć matce?
      to pierwsze na pewno ci sie nie udało
      to drugie tak, tylko po co?
      • ledzeppelin3 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:38
        Napisz więc, jak powinnam zareagować. Co Ty byś zrobiła? Dajesz mi burę, o.k.,
        ale może trochę konstruktywniej?
        • moofka Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:48
          bynajmniej zadnej bury smile
          gdybym uwazała ze musze zwrócic uwage matce jak postępować z jej własnym
          dzieckiem zrobiłabym to jak najbardzie delikatnie, zeby nie wywołac agresji
          wiadomo ze kazda jest czuła na punckie swoich wychowawczych metod
          akcja równa sie reakcja
          twój przekąs własnie i uwagi o rzeszy nie pomogły małemu, wkurzyły babe, a
          najpewniej za rogiem wydarła sie na dzieko 2 razy głosniej
          jesli chciałabym pomóc dziecku zwróciłabym sie do babki mimo wszystko
          grzecznie, a do dziecka jakos spokojnie
          albo bym z udawaną zyczliwoscią (rozumiem ze o zyczliwosc szczerą wobec takiego
          babona jest trudno) no wiec z tą udawaną spytałabym baby co dzieje sie, a
          napredce wymysliłabym historie o siostrzenicy, która sie nauczyła kiedy ... itd
          itd
          jest nadzieja, ze zwykła ludzka zyczliwosc jakos by babe ostudziła
          a moze nawety by sie z nią fajnie gadało smile
          • umasumak Moofka i Ledzeppelin 06.04.05, 22:42
            Masz sporo racji, tyle że grzeczne zwracanie uwagi, w przypadku takich osób jak
            owa pani, działa również niczym przysłowiowa płachta na byka.
            Pamiętam, gdy kiedyś poszłam do kosmetyczki, trafiłam na scenkę, gdy matka
            zmuszała swoją dwuletnią córkę do przebicia uszów. Dziewczynka płakała,
            kwiczała, błagała: "mamusiu nie, mamusiu plosie, nie ciem kuj, kuj", a kochana
            mamusia wydzierała się na nią. Gdy bardzo grzecznie zwróciłam jej uwagę, że
            przecież to maleństwo i po co ją narażać na taki stres, zostałam "zjechana" z
            góry na dół, zwyzywana i poinformowana, że to ona jest matką, a mnie g*** ma
            obchodzić, co ona robi z WŁASNYM dzieckiem.
            Być może, że gdybym zagroziła tej mamuśce od siedmiu boleści, a kosmetyczkę
            postraszyła jakimiś konsekwencjami (bo co za durna baba, że podejmuje się
            przebijania uszu tak małemu dziecku, na dodatek gdy te chce wyskoczyć ze skóry
            ze strachu), to może dałyby spokój tej małej....

            Tak szczerze, to trudno mi powiedzieć jakie postępowanie jest właściwe.
            Reagować trzeba - to pewne. Ale jak to robić, gdy przecież oczywiste jest, że
            takie osoby nie traktują swoich dzieci jak kogoś, kto ma prawo zdecydować czy:
            chce jechać na rowerku/mieć przebite uszy itp, tylko jak SWOJĄ WŁASNOŚĆ,
            zwierzątko, które nie ma prwa głosu sad. Przecież jest to forma przemocy, tyle
            że takiej, wobec której środki prawne nie mają mocy, a powinny mieć. Pzdr
      • verdana Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:42
        Jestem matka srodze doswiadczoną, mam troje dzieci, nie raz zdarzyło mi się
        nawrzeszczeć, a nawet przylac - bo nerwy puściły.
        I tym bardziej jestem ZA zwracaniem uwagi. To, ze mi nerwy puściły nie jest
        żadną pociechą dla mojego dziecka. Najpierw wzywamy, aby nie zwracać uwagi, jak
        matka znęca sie nad dzieckiem, a potem dziwi nas powszechna znieczulica.
        Wszystko jedno - matka nie matka, jak ktoś na ulicy znęca sie nad słabszym
        reagować należy.
        Z tym,że bez przesady. Jak widzę matke lejącą dzieciaka bo wybiegł na ulicę,
        moge najwyżej podejść i uscisnąć dłoń.
        • lila1974 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 02:17
          Popieram Cię Verdano!
          Niestety też mam czasami nerwa na Nuśkę i to z byle powodu, ot człapie sobie
          powoli, gdy mnie się akurat najbardziej spieszy, w kałuży potapla, przewróci,
          gdzieś pięknie w białych rajtuzach ... A ja na nia mszczę, jakby mnie diabeł
          opętał. I w takiej chwili "życzliwa" mama narobiłaby mi takiego wstydu, że bym
          oprzytomniała raz dwa, a kobietę jeszcze przeprosiła i zapadła się pod ziemię.

          Niestety, obawiam się, że w przypadku tej pani, o której debata, żadne uwagi
          nie pomogą. Obym się mylila!
    • kawka74 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 19:42
      Nie wiadomo, co było przedtem, jakiej sytuacji konsekwencją była ta scena.
      W każdym razie w tego typu scenkę nie wtrąciłabym się.
      Metody jak metody - każdy ma swoje i każdy ma najlepsze.
      Poza tym wierzę, że matka trójki dzieci może tracić cierpliwość szybciej, niż matka jednego dziecka.
      • berdyczow7 różnica 06.04.05, 19:49
        No cóż, widzę ciągle niestety takie osoby co to święcie się oburzą na złe
        traktowanie psiaka, za to dziecka już nie... sad

        • ledzeppelin3 Re: różnica 06.04.05, 20:01
          Dodam, że kobieta była BARDZO agresywna, rzucając ..urwami kazała przerażonemu
          małemu wsiadać na rowerek w sytuacji, gdy on nie tylko nie miał ochoty, ale się
          panicznie bał. Ona była w jakimś amoku..."matka trojga dzieci, miała prawo do
          zdenerwowania", ble ble ble...Nic nie usprawiedliwia znęcania się nad
          dzieckiem. Fakt, jakby pieska biła, to by się dopiero oburzano...
          • kawka74 Re: różnica 06.04.05, 20:16
            Ło matko. NIe dorabiajcie ideologii, do jasnej Anielki. Bo pieska to nie wolno, bo nic nie usprawiedliwia, ble ble ble. Rozumiem, że jesteś zdenerwowana, ale czy to ma być dyskusja? Po prostu za mało mam danych, żeby oceniać tę dość niejasną sytuację. A jeśli już oceniam, staram się poznać jak najwięcej szczegółów. Podałaś ich na początku zbyt mało. Teraz doprecyzowałaś, że matka była BARDZO agresywna. Może w tej sytuacji wtrąciłabym się. Może.
            poza tym pytałaś się, czy zareagowałbyśmy. Ja napisałam, że nie, teraz stwierdzam, że PRAWDOPODOBNIE nie. Ale najwyraźniej nie o moje zdanie Ci chodziło, tylko o potwierdzenie tego, że słusznie się wtrąciłaś. (czyżbyś miała wątpliwości?) Jeśli tak, to przepraszam i wycofuję się z rozmowy.
            • berdyczow7 Re: różnica 06.04.05, 20:31
              Nie, Droga Kawko74 ani pieska, ani dziecka (a właściwie odwrotnie). Ja jestem za
              tym, żeby zawsze, ale to zawsze przejawiać zainteresowanie agresywnym
              zachowaniem matki (czy opiekuna względem dziecka). Bo dlaczego niby mam być
              świadkiem (do tego jeszcze udającym, że nic ni słyszy), jak ktoś znęca się nad
              dzieckiem, czy to w słowach, czy czynnie? Mało mamy przykładów newsowych z
              telewizji czym niektóre z takich zachowań się kończy? Moim zdaniem trzeba
              zwyczajnie wychowywać społeczeństwo w przekonaniu, że nie mozna znęcać się nad
              dziećmi (bo jak tu przeczytałam: dziecko jest "własnością" matki i wara innym od
              jej metod wychowawczych, bo można ją urazić) i każdorazowe zwracanie uwagi na
              taką matkę da jej w końcu może do myślenia.
              Trochę może przesadzam z tym nauczaniem, ale słowo honoru, w stosunku do
              niektórych to (jak mawiała moja nauczycielka od łaciny): "słowa wielokrotnie
              powtarzane, mimowolnie się utrwalają".
              • kawka74 Re: różnica 06.04.05, 20:40
                Tylko że zwrócenie uwagi w taki sposób, w jaki zrobiła to autorka postu startowego, zaowocowało co najwyżej gratisowym lańskiem w cztery litery dla malca z rowerkiem jako osoby winnej temu, że ktoś obcy się wtrącił ("gdybyś zrobił to, co mówię, to..."). Reagować trzeba spokojnie, a nie taką samą agresją, jaką prezentowała owa piętnowana matka.
            • ledzeppelin3 Re: kawka74 06.04.05, 20:43
              Ło matko, no dobra, ponosi mnie. Nie róbmy afery, co my, agresywne mamuśki
              jesteśmy?smilePewnie, że fajnie, jak inni się ze mną zgadzają, ale ja NAPRAWDĘ
              jestem ciekawa Twojego i innych zdania. A dyskusję lubię czasem ostrą. Co do
              piesków, dziś wyskoczył na mnie taki bydlak bez kagańca i właściciela, jak
              szłam z dzieckiem koło kościoła, warczał, w gardle mu bulgotało i chciał użreć,
              więc miałam pełne portki ze strachu. I wkurza mnie, że we własnej miejscowości
              muszę się bać agresywnych psów (to już 3 taki wypadek w ciągu dwóch miesięcy),
              a więc się wszystkim pieskom dostało przy okazji. Pozdrawiam. Nie kłóćmy się.
              • kawka74 Re: kawka74 06.04.05, 21:46
                też pozdrawiam smile
                mam zły dzień dzisiaj sad przepraszam
                co o psach puszczanych beztrosko luzem pomiędzy ludzi myślę, to pozostawię na osobny wątek, bo mi się dużo spostrzeżeń nasuwa (odnośnie włascicieli). ALe myślę, że trochę zbyt ostro zareagowałaś, wiem, ze w takiej chwili, kiedy chętnie by się agresywną matkę za włosy odciągnęło od dziecka, trudno kalkulować, ale ona, jak sądzę, była tak wściekła, że niewiele do niej dotarło. Pewnie tylko to, że trzeba ukarać "winnego" to znaczy oporne dziecko. Zastanawiam się nad sposobem, jak zareagować, tak, żeby nie było gorzej. I nie bardzo wiem. Podejść i spytać: "Jak mogę pani pomóc, bo widzę, że nie radzi sobie pani z własną agresją"? Nie wiem.
                • ledzeppelin3 Re: kawka74 06.04.05, 21:51
                  Wiesz, jak o tym myślę, to chyba zareagowałam tak jak Gołota, który, gdy go
                  spytano: "Dlaczego bił pan Tysona poniżej pasa?", odpowiedział: "A bo mnie
                  wku..wił..." smile
        • kawka74 Re: różnica 06.04.05, 20:09
          To było do mnie? Jeśli tak, to mam ochotę na taką uwagę odpisać "wolę psy niż dzieci", co nie byłoby do końca prawdą, ale przynajmniej byłaby całkiem niezła szpila.
          Wyraziłam tylko swoje zdanie, jak wszystkie moje poprzedniczki. Tak to widzę, a raczej niewiele widzę, bo niewiele wiem. Nie było mnie tam.
    • marzek2 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 20:00
      Ja też jestem mamą trójki. I przyznam, że czas, jakiego mi trzeba żeby "wyjść z
      siebie" przy dzieciach niestety skrócił się wprost proporcjonalnie do ilości
      dzieci sad Czytając opisaną przez Ciebie sytuację mam dwa odczucia:
      1) rozumiem, że kobieta mogła stracić cierpliwość i powiedzieć o wiele za dużo;
      2) punkt 1 nie usprawiedliwia bynajmniej takich słów do dziecka.

      Kobieta tłamsiła poczucie wartości dziecka ewidentnie, żadne zachęcanie to nie
      było, wiadomo, tylko dołowanie i tylko utwierdzanie małego, że nic mu się w
      życiu nie uda.
      Mnie jeszcze się nie zdarzyło aż tak stracić cierpliwość publicznie przy
      dzieciach. Ale w domu...i owszem niestety sad choć na szczęście takich słów w
      stosunku do dzieci nie używam nigdy, nawet w najgorszych chwilach.
      Zastanawiam się jednak... gdyby to mnie przydarzyło się coś takiego, nie wiem,
      czy z powodu emocji byłabym w stanie przyjąć jakąkolwiek krytykę, nawet słuszną
      i konstruktywną. Być może... gdyby było to powiedziane bardziej ze współczuciem
      dla mnie i mojego dziecka (choć nie usprawiedliwiam takiego zachowania
      bynajmniej), a nie z poczuciem wyższości ("ja tym tak nigdy nie zareagowała"
      itp) może by to odniosło jakiś skutek.
      Ale trudno tak ocenić widząc tylko kobietę krzyczącą na dziecko. Bo równie
      dobrze może to być jakaś kiepska mamuśka, z rodziny, w której słówa na "k" i
      pogardliwe traktowanie dzieci są na porządku dziennym, jak i mama, która się
      stara tylko czasem ma gorszy dzień, jest zmęczona, no i czasem puszczają jej
      nerwy...
      • ledzeppelin3 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 20:04
        Rzeczywiście mogłam spokojniej zareagować, ale babsko było straszne, naprawdę.
        Jakbym ja tak się zachowywała, to daję pełne prawo postronnej osobie, zeby mnie
        nawet brutalnie sprowadziła na ziemię.
        • marzek2 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 20:12
          Widzisz Ledzepplin, tylko jeśli ta kobieta była z gatunku mamuś, które na
          codzień rzucaja "k" do dzieci i tak je traktują, to obawiam się, że ona NIKOMU
          nie daje prawa do sprowadzania się na ziemię... Ale z drugiej strony być może
          stanowcza reakcja i nieprzejmowanie się "k" z jej strony, które być może
          poleciałyby w Twoją stronę, pomogłaby faktycznie dziecku, przynajmniej może by
          się jej choć trochę wstyd zrobiło i by przystopowała.
          Ja bym pewnie się oburzyła "wewnętrnie", ale na stanowczą reakcję by mnie nie
          było stać. Bo czy tacy ludzie zastanawiają się w ogóle nad swoim stosunkiem do
          dzieci? Czy Twoja reakcja by coś zmieniła? Ale z drugiej strony brak reakcji
          kogokolwiek może prowadzić do znieczulicy na wszystko, co i tak już widzimy na
          ulicach. Sama nie wiem, trudne to.
          • moofka Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 20:20
            marzek2 napisała:

            > Ja bym pewnie się oburzyła "wewnętrnie", ale na stanowczą reakcję by mnie nie
            > było stać. Bo czy tacy ludzie zastanawiają się w ogóle nad swoim stosunkiem do
            > dzieci?
            _______________________
            tacy ludzie?
            to znaczy jacy?
            tacy co ich poniesie, czy tacy którzy przeklną siarczyście?
            zawsze w takich stwierdzeniach czuje jakąś nieuzasadniona wyższość nad tymi,
            którzy sa "tacy" bo wszak my "tacy" nie jestesmy
            sprecyzuj prosze co to znaczy tacy, i dlaczego niby "tacy" nie myślą
            ja tez czasem krzyknę
            a czasem przeklnę
            a kocham moje dziecko najbardziej na swiecie,
            tylko mam wyjatkowo dokuczliwy PMS
            jestem "tacy"?


            Czy Twoja reakcja by coś zmieniła? Ale z drugiej strony brak reakcji
            > kogokolwiek może prowadzić do znieczulicy na wszystko, co i tak już widzimy na
            > ulicach. Sama nie wiem, trudne to.
            • zzz12 a z drugiej strony.. 06.04.05, 20:34
              ...wyobrazcie sobie, ze wasze dziecko odstawia histerie w miejscu publicznym (z
              tarzaniem sie po ziemi, waleniem rekami w podloge i placzem). Co zwykle
              denerwuje was w takich momentach - jako rodzicow- najbardziej? Mnie- komentarze
              obcych ludzi z cyklu: ale nieudolna matka, niewychowane, niegrzeczne dziecko,
              teksty do dzieci- bo cie zabiore, bo cie policja aresztuje, itd. Czyli
              generalnie- szeroko pojete wtykanie sie obcych ludzi w nie swoje sprawy. IMHO o
              ile nie jestem swiadkiem znecania sie czy maltretowania dziecka - nie komentuje
              i nie reaguje, zwlaszcza, ze skutecznosc takiej reakcji i tak jest zerowa.
              • wieczna-gosia Re: a z drugiej strony.. 06.04.05, 20:49
                no mnie tez takie komentarze wkurzaja. Z drugiej strony pomaga mi jak czuje ze
                ktos mnie rozumie. Powie cos w stylu "pewnie zmeczony, co?", albo "niech sie
                pani nie martwi tez tak mialam" to mnie wycisza, sprowadza na wlasciwa
                perspektywe, ja sie przestaje wkurzac, dziecko tez to jakos czuje ze ja
                odzyskalam kontrole nad soba. I stad tak sie staram do innych. Nawet jak widze
                ze ktos przezywa dzieciaka od glupich gnojow.
            • marzek2 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 20:34
              Moofka, pisząc "tacy" nie miałam na myśli ludzi, którym zdarza się zakląć, czy
              krzyknąć. W poprzednim poście napisałam, że mogła to równie dobrze być mama,
              która "się stara" i tak jak Ty napisałaś, kocha swoje dziecko nieprzytomnie,
              tylko czasem zdarza się jej gorszy dzień po prostu. To rozumiem. Można stracić
              cierpliwość i objechać dziecko, tak że się potem tego wstydzi, choć nie użyje
              się nieparlamentarnych słów - czego ja sama czasem jestem niestety dowodem sad
              Pisząc "tacy" miałam na myśli raczej rodziny hmmm jak powinnam napisać? -
              zaniedbane społecznie? Żeby nie napisać patologiczne? I nie uważam, że jeśli
              ktoś zaklnie to automatycznie do takiej kategorii się zalicza smile
              A sposób na takie zachowanie, jaki przytacza poniżej Wieczna Gosia jest super!
              Będę pamiętać jeśli mnie by się przydarzyło obserwowanie takiej sytuacji kiedyś
              na spacerku.
        • wieczna-gosia Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 20:26
          Pewnie nie strzelilabym tekstu o II rzeszy.
          Zauwaz led ze jesli maluch byl przerazony to twoja gwaltowna reakcja pewnie mu
          nie pomogla.
          Ja staram sie reagowac poprzez solidarnosc- nawet jak mam ochote z buta. Mowie
          wtedy cos typu "ciezki dzien, co?" i usmiecham sie solidaryzujaco, zagaduje.
          Mamom spada napiecie a wtedy przytaczam uspokajajaca historyjke jak to moje
          dziecko tez sie balo a po tygodniu juz sie nie balo. albo proponuje ze moze
          pokazemy maluchowi jak Ola jezdzi i on sie zacheci. Albo mowie ze mozemy
          hulajnoge pozyczyc.

          Z tym, ze ja mam srodki tzn historyjki, hulajnoge, jezdzaca juz Ole itd.

          Ale ogolnie staram sie jak juz sie wcinam raczej chlodzic atmosfere a nie
          podgrzewac.
    • jagienkaa Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 21:12
      może i reagować ale nie w ten sposób!
      • wanda_76 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 06.04.05, 23:20
        Podpisuję się pod głosami moofki, kawki i wiecznej_gosi!

        Reagować należy po to, żeby pomóc dziecku - dlatego upokorzenie czy rozjuszenie
        matki wydaje mi się bezcelowe.To nie pomoże, a może jeszcze zaszkodzić (co już
        zostało zauważone).
        Ogólnie mam wrażenie, że dużo łatwiej jest przerwać naganne zachowanie w danym
        momencie niż pomóc usunąć jego przyczynę i chyba dlatego większość na tym
        poprzestaje.



        • ledzeppelin3 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 09:24
          > Ogólnie mam wrażenie, że dużo łatwiej jest przerwać naganne zachowanie w
          danym
          > momencie niż pomóc usunąć jego przyczynę i chyba dlatego większość na tym
          > poprzestaje.
          Czyli co konjretnie zrobić?
          • wanda_76 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 10:24
            Studzić atmosferę a nie podgrzewać - czyli to, co radziły moofka i
            wieczna_gosia.Sposoby, które proponują, są moim zdaniem naprawdę trafne.

            Pozdrawiam.
          • ledzeppelin3 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 10:43
            Dżizas, jakie ja literówy walę!! sorki.
    • lajlah Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 10:35
      Bardzo dobrze zrobiłaś. Ja kiedyś błam świedkiem podobnej sytuacji. Mama goniła
      w pasażu handlowym uciekające dziecko i gdy je złapała zaczęła nim potrząsać,
      bić po głowie i drzeć się jak opętana. Moj mąż podszedł i powiedział "proszę
      przestać bić dziecko i się uspokoić". Spojrzała na niego jak na wariata, ale
      natychmiast inni ludzie także stanęli w obronie dziecka. Jednak społeczeństwo
      zaczyna już zwracać na to uwagę.
    • szwedka_kredka Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 12:14
      My z moim mężem wędrowaliśmy kiedyś za małżeństwem z dzieckiem w hipermarkecie.
      To był chłopiec taki na oko dwunatsoletni. Pomiatali nim strasznie, dziecko
      płakało. Mój mąż podszedł do tej pani (to ona była szczególnie aktywna) i
      zapytał, czy może z nią chwilę porozmawiać. O dziwo, zgodziła się. I
      powiedział, że jest z Towarzystwa Opieki nad Dziećmi wink i ze nie godzi się tak
      z dzickiem etc.
      wcale nie wiem, czy to było skuteczne
      • berdyczow7 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 13:46
        ha! mam taką bojową koleżankę, bo własnie rozmawiałysmy o tym wątku i zwierzyła
        mi się, że kiedyś w parku miała aparat fotograficzny. Akurat się napatoczyła
        taka "zdenerwowana" mamusia, co to potrząsała dzieciakiem jak pacynką, no i ona
        zrobiła jej zdjęcie, z całkiem bliska i zagroziła, że je da do gazety, jak ta
        się nie będzie hamować. Niestety nie miała możliwości sprawdzenia, bo nie była
        "z tego parku", ale w zasadzie nie o to chodziło, bo cel dydaktyczny został
        osiągnięty.
        ja nie wiem, ale jak ktoś nie rozumie, to trzeba na niego sposobu. Jedna matka
        pójdzie i kopnie w drzewo, szpetnie zaklnie pod nosem żeby się wyładować
        (przecież nie ma świętych, co to zawsze tylko: tititi bobasku), druga da
        dzieciakowi w pupę, bo się z mężem pokłóciła, no albo i dlatego, że dzieciak
        maruda. Trzeba reagować, zawsze takie jest moje zdanie. Przeciez mozna tylko
        wyrazić zainteresowanie, ale żeby ono było. Nie za każdym razem trzeba lecieć i
        wyrywac dzieciaka matce (albo cykać zdjęcia zza krzaka wink), ale mozna spytać się
        co ono takiego zrobiło, że taka je straszna kara za to spotyka i to publicznie.
        Jestem pewna, że taka matusia chciaż przez chwilę się zastanowi. Nie musimy
        zaraz zbawiac całego świata, ale możemy go chciaż trochę spróbowac poulepszać,
        bo dlaczego nie smile
        J.
    • anek.anek Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 21:10
      Jestem za tym żeby reagować, ale w sposób przemyślany, a nie wyłacznie po to
      żeby mieć poczucie spełnienia społecznego obowiązku.
      Straszenie policją, czymówienie z przekąsem tak jak Ty zrobiłaś, nie ma
      najmniejszego sensu - policję wzywa sie od razu jeśli dzieje się naprawdę coś
      złego, a mówić z przekąsem możemy w rozmowie z koleżanką, a nie obcą kobietą,
      która jst w dodatku zdenerwowana. Twoje słowa nie przyniosły niczego. Dodatkowo
      wkurzyły tę kobietę i być może dzieciom jeszcze bardziej się oberwie z tego
      powodu. Trzeba spokojnie rozmawiać. wtrącać się ale z uśmiechem. Jeśli chcesz
      pomóc, to to zrób, zanim skrytykujesz głośno.
      • berdyczow7 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 21:28
        anek.anek napisała:
        >" Straszenie policją, czymówienie z przekąsem tak jak Ty zrobiłaś, nie ma
        > najmniejszego sensu - policję wzywa sie od razu jeśli dzieje się naprawdę coś
        > złego"

        - rozumiem, że tłuczenie własnego dzieciaka nie jest złe? Czyli co, jest dobre?
        A policja przyjeżdża do byle głupiej stłuczki, to i uważam, że jak matka leje
        dzieciaka i szarpie nim w parku, bo sie przewrócił, czy zreszta cokolwiek by nie
        zrobił, to dla mnie jest podstawą, żeby zainterweniować, nawet z policją. Bo co,
        mam się ją z uśmiechem zapytac o pogodę?
        Dla mnie nie jest to misja społeczna, jak to nazwałaś, dla mnie to normalne,
        ludzkie zachowanie. Naprawdę nie jestem narwańcem i potrafię przytomnie reagować
        na różne zachowania, ale w takich wypadkach, jak omawiany po prostu krew mnie
        zalewa i nie przebieram wtedy w słowach. Trudno - dla tych bijących.
        J.
        • ledzeppelin3 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 22:05
          Chciałam podziękować za udział w dyskusji, i coś wyjaśnić. Otóż przypisujecie
          mi tu często (z pewnością z czystej życzliwości, właściwej nam, Polakom) różne
          motywy działania-jak potrzeba poczucia spełnienia społecznego obowiązku,
          potrzeba dowartościowania się na forum, złośliwość (oburzenie na mówienie z
          przekąsem). Natomiast ja chciałam po prostu ZROBIĆ COŚ BY TA BABA PRZESTAŁA
          dręczyć dzieciaka. To był jedyny motyw, który mi przyświecał. Moja reakcja była
          być może zbyt impulsywna, jedyna nadzieja, że (być może) otrzeźwiła babę.
          Gorzej, jeśli wzmogła jej agresję. Pozdrawiam.
        • wanda_76 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 07.04.05, 22:21
          Tylko możliwe, że "trudno" też dla tych bitych.Wydaje mi się, że o to chodziło
          anek.anek - żeby gwałtowna reakcja na dłuższą metę nie zaszkodziła temu, któremu
          przecież chcemy pomóc.
          Jeżeli jakiś rodzic rzeczywiście znęca się nad dzieckiem (co chyba nigdy nie
          dzieje się jednak publicznie), należy dziecko od niego odseparować -
          przynajmniej czasowo - i po to wzywa się policję.Natomiast w przypadkach, o
          których tutaj mówimy, lepiej jest dla dziecka pozostać z rodzicami, którzy w
          jakimś stopniu niewątpliwie je krzywdzą i dlatego reakcja powinna być subtelniejsza.
          Pozdrawiam.
          • berdyczow7 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 09.04.05, 19:37
            Jeżeli jakiś rodzic rzeczywiście znęca się nad dzieckiem (co chyba nigdy nie
            > dzieje się jednak publicznie), należy dziecko od niego odseparować -
            > przynajmniej czasowo - i po to wzywa się policję.Natomiast w przypadkach, o
            > których tutaj mówimy, lepiej jest dla dziecka pozostać z rodzicami, którzy w
            > jakimś stopniu niewątpliwie je krzywdzą i dlatego reakcja powinna być subtelnie
            > jsza.


            No tak, bo ci znęcający się nad dziećmi to w ogóle nie wyłażą z domów przecież!
    • aleksandrynka Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 09.04.05, 17:16
      Piszesz, że zwróciłaś uwagę i dostałaś od matki po głowie. Ale zadaj sobie do
      tej sytuacji pytanie: Co było Twoim celem? Pewnie poprawienie sytuacji dziecka.
      Tak się jednak nie stało, bo matke jedynie rozjuszył Twój tekst. Przyznaj sama,
      chciałaś jej dopiec, i ja to rozumiem, bo i mi się nóż w kieszeni otwiera, jak
      myslę/widzę o podobnych sytuacjach. Ale... Gdyby mi ktoś z Hitlerem wyjechał,
      pewnie też bym zbyt miła nie była... TREZBA REAGOWAĆ, problem w tym, JAK.
      Zwracając uwagę wściekłej kobiecie, i to w taki sposób nie osiągniesz nic
      konstruktywnego, a i dziecku może się jeszcze dostać sad W podobnej sytuacji,
      jesli zdecydowałabym się reagować, pewnie zwróciłabym się do dziecka, coś w
      stylu: "o, jaki masz ładny rowerek! Umiesz jeździć?" I dalej w ten deseń,
      pogadać z nim. Mały może przestanie płakać, zainteresuje się, sutuacja
      się "wyciszy"... To tylko propozycja, przykład, chodzi mi to to, ze w podobnym
      przypadku możnaby odwrócić uwagę matki i chłopca, jakoś to rozładować.
      oCzywiście nie ma gwarancji, ze i tak nie zostaniesz ofuknieta, ale mimo
      wszystko wygląda to inaczej i jest szansa nawiązania kontaktu z obydwojgiem. A
      to, co powiedziałaś było z góry skazane na niepowodzenie, niestety. Mimo to
      cieszę się, że zareagowałaś, chociaż nieskutecznie. Ta i inne podobne osoby
      będą miały przynajmniej świadomośc, ze inni WIDZĄ takie zachowania i że nie
      uchodzą one bezkarnie.
    • a_weasley Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 09.04.05, 17:45
      Nie wiem, czy bym zareagował. Ale uważam, że powinienem zareagować.
      I nie zgadzam się z Aleksandrynką, że

      > Co było Twoim celem? Pewnie poprawienie sytuacji dziecka.
      > Tak się jednak nie stało, bo matke jedynie rozjuszył Twój tekst.

      Tak się stało, bo matka swoją agresję wyładowała na Tobie, zamiast na dziecku.
      Matka miała jakiś przypływ agresji, sama się w nim nakręcała, a Ty to przerwałaś.
      To skutek natychmiastowy i wiemy, że nastąpił.
      Drugi skutek - dziecko w tej sytuacji nie było samo wobec przeważających sił
      rozjuszonej mamy.
      Trzeci skutek, który może być, choć nie musi - mama będzie się może trochę
      bardziej kontrolować, bo taka interwencja obcej osoby to nic przyjemnego.
      Chamstwu należy się przeciwstawiać siłą i godnością osobistą.
      • aleksandrynka Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 09.04.05, 20:38
        tego, czy wyładowała agresję TYLKO na autorce nie wiemy, a tak rozumiem Twój
        post. Zeppelinowa poszła sobie, a dziecko zostało dalej z mamą, i co było
        potem... Może chłopiec się jeszcze dowiedział, że wstyd matce na ulicy
        przynosi? Może się na nim jeszcze odegrała? Nie sądzę, żeby autorka przerwała
        tą agresję, wręcz przeciwnie, niestety. A dziecko wbrew pozorom zostało samo,
        nic dobrego mu ta interwencja nie przyniosła, chociaż chcę wierzyć, że się
        matce odechciało na nim wyżywać. Może, uwiarygodniając moje stanowisko w tej
        sprawie dodam, ze to właśnie radziła nam (na zajęciach) pani psycholog
        pracująca w Niebieskiej Linii - pokojowe podejście, nie atak, którego skutki i
        tak mogą się skupić na dziecku.
      • ledzeppelin3 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 09.04.05, 22:06
        a_weasley, mam wrażenie, że było jak mówisz...Matka wyraźnie zawstydziła się i
        czmychnęła pośpiesznie (ciągnąc PUSTY rowerek, hehe)
    • a_weasley Ja nie dziewczyna, ale też się odezwę 09.04.05, 17:47
      Nie wiem, czy bym zareagował. Ale uważam, że powinienem zareagować.
      I nie zgadzam się z Aleksandrynką, że

      > Co było Twoim celem? Pewnie poprawienie sytuacji dziecka.
      > Tak się jednak nie stało, bo matke jedynie rozjuszył Twój tekst.

      Tak się stało, bo matka swoją agresję wyładowała na LedZeppelin, zamiast na
      dziecku. Matka miała jakiś przypływ agresji, sama się w nim nakręcała, a LZ to
      przerwała.
      To skutek natychmiastowy i wiemy, że nastąpił.
      Drugi skutek - dziecko w tej sytuacji nie było samo wobec przeważających sił
      rozjuszonej mamy.
      Trzeci skutek, który może być, choć nie musi - mama będzie się może trochę
      bardziej kontrolować, bo taka interwencja obcej osoby to nic przyjemnego.
      Chamstwu należy się przeciwstawiać siłą i godnością osobistą.
    • mamausi Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 09.04.05, 21:36
      jeśli matka naprawdę robi krzywdę dziecku, to trzeba zareagować, ale w
      sytuacji, gdy poprostu nie radzi sobie w danej chwili,podniesie głos na własne
      dziecko,wydaje mi sie,że nietaktem jest wtrącać sie,to że akurat ci trafiło sie
      grzeczne dzieko i anielska cierpliwoć to pogratulowac,ale bezczelne uwagi
      kierowane do obcej matki, na ulicy,są moim zdaniem nie na miejscu.
      Apropo "ciągnięcia za ręke" u mnie jest taka sytuacja,że moja 3letnia
      córeczka/16kg/ absolutnie nie chce chodzic sama,wszędzie muszę brać wózek a jak
      nie wezmę to ciągle chce "apa", gdy wychodzimy niedaleko,to staram sie nie brać
      wózka by uczyła sie chodzić sama,bardzo często ładnie idzie,ale czasami gdy
      wracamy do domu to chce "apa", biorę ją, niosę ile dam rade, później
      tłumaczę,że musi iść sama,bo mamusię bolą raczki,ale ona nie chce sama
      iśc,zaczyna udawać,że płacze, mysli,że krzykiem wymusi na mnie,bym ją dalej
      niosła,a ja poprostu nie mam siły,gdy karzę jej samej iść to stoi w miejscu i
      krzyczy więc biorę ją za rączkę i idziemy,ona nadal krzyczy, jak uważcie,mam ja
      tam zostawić na ulicy?bo przecież nie wolno dziecka cągnąć za rączkę!czy może
      nie wychodzić z domu?
      • monia.jarotka Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 09.04.05, 22:01
        zgadzam sie nie stoje po stronie kar cielesnych ale pupa nie szklanka nie
        stłucze się. Klaps od czasu do czasu jeszcze nikomu nie zaszkodził(bez
        wulgaryzmow oczywiście i wyzwisk) uwieżcie cierpliwosć matek posiadających
        wiecej niż jedno dziecko ma swoje granice
      • ledzeppelin3 Re: Dziewczyny, czy byście zareagowały (i jak)? 09.04.05, 22:08
        Zaraz, jak to mówią? "Ten się tłumaczy, kto się czuje nie fair".
        • ledzeppelin3 Re:To było do mamyusi (mamausi?) 09.04.05, 22:09
Inne wątki na temat:
Pełna wersja