pees
13.04.05, 10:40
Chcemy dziecka.
Moja partnerka już teraz, ja jeszcze nie, ale w ciągu maks. 2 lat, tak czuję.
Nie może tego zrozumieć. Oboje mamy za sobą nieudane małżeństwa, mieszkamy z
jej dzieckiem, moje wychowuje moja była żona. Między mną a jej dzieckiem
(dziwnie mi się pisze jej, bo jest jak nasze) jest bardzo dobrze. Jesteśmy
razem 3,5 roku. Od pół roku mieszkamy. Wspaniały był czas czekania na siebie.
Czuję jakąś obawę przed kolejnym dzieckiem, że je unieszczęśliwię (-wimy?) ze
względu na to, że już się raz tak stało. Może trochę zachwiało też to, że w
ostatnich tygodniach było między nami ciemno, szaro, głośno, ale słońce już
znowu zaczęło świecić. Straszna kłótnia wyniknęła z tego, że podjąłem
odpowiedzialność do jej dziecka, a nie chcę do kolejnego. Znaczy się bawiłem i
eksperymentowałem z jej dzieckiem, bawiłem się. Świnia jestem.
Tak jak myślałem i myslę o moim dziecku, że je zostawiłem z matką, bez ojca,
tak myślę o dziecku mojej kobiety, że mogłem je skrzywdzić. I dalej mogę.
Szanowne Panie, powiedzcie mi proszę o co chodzi: jeśli kobieta ma obawy to
mężcyzna stoi obok i ją wspiera i daje nadzieję. Jeśli facet ma obawy to jest
wielka afera. Nie mogę zrozumieć. Chcę dziecka i chcę żeby nasza sytuacja się
ustabilizowała, Ona jest dla mnie mnie bardzo ważna i tak ją kocham. I od
zawsze chciałem mieć z nią dzieci.
pees