mamapotwora
05.05.05, 18:14
Wiem, że to nie temat na to forum, ale proszę nie wyrzucajcie mojego postu na
edziecko, czy wychowanie. Jestem obecna na tym forum od kilku lat, pod innym
nickiem. Nie chcę pod nim pisać, jest mi trudno, może ktoś zrozumie.
Problem dotyczy nie tylko mojego dziecka ale i mnie. Jestem mamą małego
tyrana. Syn ma prawie 7 lat, od zawsze był rozkapryszony, wszystko próbował
egzekwować krzykiem, wrazaskiem. I pomimo, że mu się nigdy nie ulegało, wcale
nie wyciąga z tego wniosków. Jest wręcz przeciwnie, robi się coraz bardziej
nerwowy i coraz bardziej próbuje postawić na swoim. Jest odporny na wpajane
mu zasady, a przy tym okropnie uparty.
Nie ma dla niego kary, każdą ma za nic i za nic ma też nas, dziadków i
wszystkich.
Kilka razy zdarzyło mi się, że uciekł na dworze i szukałam go po 15-20 minut,
bo nie wiedziałam gdzie jest. Kiedyś przyszłam z nim do rodziców i wpuściłam
go do klatki schodowej, miał wejśc na piętro, a ja zamknęłam drzwi i poszłam
do sklepu. Kiedy wróciłam, okazało się, że mojego dziecka nie ma - poczekał
aż ja odejdę i uciekł. Dzisiaj było podobnie, poszedł z kolegą na dwór, miał
być pod blokiem. Kolega przyszedł do domu, a ja mojego szukałam przez 15
minut. Za każdym razem po takim zdarzeniu dostaje karę, najczęciej nie wolno
mu samemu wychodzić na dwór przez jakiś czas np. tydzień. Tyle, że na niego
kara nie skutkuje!!!
Do tego pyskuje, czasem nawet próbuje bić. Oczywiście, że mu się na to nie
pozwala, staramy się, żeby go oderwać od domu, podwórka, nie biega całymi
dniami samopas. W miarę możliwości organizujemy mu czas. Spędzamy dużo czasu
na spacerach, jeździmy do parku, nad wodę, na rowerach, zimą sanki. Od
urodzenia trzeba mu było poświęcać 100% uwagi, bo inaczej broił, albo starał
się zwrócić na siebie uwagę inaczej (np. trzaskając klockami o ziemię). Nie
powiem, że teraz nie potrafi się zająć owszem uwielbia klocki, potrafi się
nad nimi skupić.
Kolejna sprawa to traktowanie dzieci. Kilkakrtotnie zdarzyło się, że był w
stosunku do dzieci bardzo agresywny, kilka dni temu nakrył 2 lata młodsze
dziecko kocem i przyduszał. Mogło się to skończyć tragicznie!!!!!
Ja robię się coraz bardziej nerwowa, boję co będzie dalej. Staję się
bezsilna, nie mam na niego sposobu. Jestem z dziećmi dłużej w domu niz mąż,
bo on pracuje do późna. Córka jest zupełnie innym dzieckiem, a wychowana
przecież przez tych samych rodziców?
Nie jestem zwolenniczką bicia, ale kilka razy nie wytrzymały mi nerwy. Nie
potrafię nad sobą zapanować, kiedy on wie że źle zrobił, a jeszcze pyskuje.
Nie ma w sobie nic pokory. Nie wymagam, żeby błagał mnie, przepraszał, nie o
to chodzi. Chciałabym, żeby choć raz wyciągnął wnioski, stał się
posłuszniejszy.
Do tego krzyki, kaprysy, kiedy nawet najmniejsza rzecz jest nie po jego
myśli. Nawet z przyjemności nie potrafi się cieszyć, tylko marudzi. Nie wiem
jaki przykład podać, ale każda najdrobniejsza rzecz jest przyjmowana z
grymasem, bo coś ZAWSZE jest nie tak jak chciał.
Prosze pomóżcie mi, poradźcie coś kochane mamy, bo boję się co będzie dalej z
nim i ze mną i z relacjami między nami. Nie chcę, żeby w mojej rodzinie tak
było. Jak reagować na takie dziecko, co zrobić aby go wychować i aby to
wychowanie nie było porażką. Czasem nie umię z tym wszystkim żyć.
Kocham go, ale ta miłość jest coraz trudniejsza.Nie chcę krzyków, awantur,
kar. Staram się jak mogę nad sobą panować, podchodzić do niego z uśmiechem,
rozmawiać, ale nie zmienia to jego zachowania.
Byłam u psychologa, ale chyba niestety źle trafiłam, a na prywatnego mnie w
tej chwili nie stać.