lola211
06.05.05, 14:54
W grupie zerowkowej córki jest pewna dziewczynka.Rzadko usmiechnieta, robi
wrazenie wiecznie nadasanej.Bardzo podobna do swojej mamy, ktora jak idzie,
wyglada jakby kij polknela albo chodzila w gorsecie, idzie wyprostowana i na
boki sie nie rozglada.Sprawia wrazenie bardzo chlodnej i wynioslej.Dzien
dobry odpowie, ale sama nic nie zainicjuje, Krolowa Sniegu.
Nie mam w zwyczaju uprzedzac sie do kogos, kogo nie znam, tlumaczylam sobie,
ze moja ocena moze byc mylna(choc najczesciej prognozy sie sprawdzaja), a one
obie sa byc moze tak naprawde sympatyczne, a jedynie sprawiaja wrazenie
niedostepnych ksiezniczek.
Dzis porozmawialam sobie z dziewczynka niezobowiazujaco.Otoz mama nie pozwala
jej do zadnej kolezanki pojsc z wizyta ani tez zadnej nie zaprosi, bo nie
wiadomo co to sa za ludzie, tak to ujela.Uznalam, ze jednak wrazenie mylne
nie bylo.
Zastanawiam sie, jak ona zamierza dziecko, ktore wkraczyło w wiek szkolny,
wychowywac.Kontakty tylko w szkole, zero spotkan towarzyskich, z obawy
przed "tymi ludzmi"? A moze to ja przeginam, starajac sie nawiazywac kontakty
z rodzicami, zapraszajac dzieci(przyznam, ze to moze rodzic problemy, jakich
mama tej dziewczynki stara sie uniknac- zapraszalam dziecko, ktore teraz
uwazam za nieodpowiednie dla mojej córki towarzystwo, musze to odkrecac).
Wasze dzieci spotykaja sie z innymi w domu, czy wzorem tej mamy nie
pozwalacie na takie kontakty z "niewiadomokim" w trosce o nie?