wejkra
24.05.05, 23:05
Pewnie już temat wałkowany wiele razy, ale tak mnie dziś nosi, że musze o tym
napisać. Od dłuższego czasu toczę z teściami "wojnę" o niedawanie mojemu
dziecku słodyczy (psują się mu juz ząbki).Przez poprzedni rok opiekowali się
synkiem i mimo zapewnień, że nie je u nich słodyczy, co dzień znajdowałam na
jego ubraniu ślady lizaków, batonów, czekolad itd. Do picia były tak słodkie
napoje,że dla mnie nie do przełknięcia. Prosiłam, prosiłam i nic. Niestety,
byłam zależna od ich pomocy. Teraz dziecko jest ze mna w domu i problem dalej
pozostał. Teściowie czesto nas odwiedzają i zawsze przynoszą małemu cos
dobrego, jak to nazywają. Staram się to jakoś potem schować, zeby nie zjadł
wszystkiego.Ale dziś przeszli samych siebie. Na moje protesty, że synio nie
moze jeść słodyczy, bo ma chore ząbki, teść z usmiechem stwierdził, że
batonik to nie słodycz i może jeść. Po czym wyjął mi z ręki zabranego
batonika i dał małemu. A dziecko jak to dziecko-zjadło, bo kolejny raz juz mu
nie zabrałam. Szkoda mi synka, bo muszę mu zabierać słodycze, a jak nie ma w
ręku, to nawet o nich nie pamięta. Poza tym poczułam się jakoś tak
upokorzona. Z nerwów wyszłam do kuchni i długo tam siedziałam. Nie chcę
zaczynac regularnej wojny z tesciami, bo musiałabym zabronić im widywania
wnuków (drugi na szczęście jeszcze za mały na słodycze), ale dość juz mam
podważania mojego autorytetu matki. Pewnie, ze dziadek czy babcia będa lepsi,
bo dają słodycze, a mama tylko zabrania. Mąż stoi po mojej stronie, tez
rozmawia, ale też bez efektu. Kurcze, dlaczego ci ludzie są tak
niereformowalni i ograniczeni!!! Czy komus się udało wygrać z tesciami
(dziadkami)?