galia29
06.06.05, 14:26
Mam 30 lat i 2,5 letniego synka.Mały był fajnym spokojnym niemowlakiem,
często jadł w nocy więc byłam permanentnie niewyspana przez pierwszy rok ale
ogólnie byłam zachwycona macierzyństwem.Gdy trochę podrósł okazało się,że ma
dość ciężki charakter i wymaga ogromnej konsekwencji i "prowadzenia", bo jest
potwornie uparty i ma skłonności do despotyzmu.Do tej pory sobie z tym
całkiem nieźle radziłam i w efekcie dziecko było mimo wszystko grzeczne i
posłuszne a ostatnio nie wiem co się dzieje. Czy jemu się mocno pogorszył
charakterek (kryzys dwulatka??), czy to mnie brak cierpliwości i popełniam
błędy.Bo oczywiście dopóki jestem opanowana to jakoś udaje mi się zapanować
nad nim , ale jak sama się denerwuje to mam wrażenie ,że jest to
samonakręcająca się spirala.Zawsze miałam morze cierpliwości do niego i tym
wygrywałam, byłam łagodna ale nieustępliwa a teraz nie wiem co mi jest.Czasem
mam ochotę poprostu go stłuc, a wiem,że bicie to tylko wyraz własnej
bezsilności.Ale kiedy kolejny raz okazuje się,że on nie zje obiadu - bo
widelec jest nie taki albo talerzyk nie taki albo ja coś pokroiłam a on nie
chciał pokrojonego albo sto innych problemów w tym stylu, to sobie myślę,że
choć bardzo go kocham to czasem go nie lubię.I oczywiście za wszystko winię
siebie- jest niegrzeczny bo na pewno jestem fatalną matką itd. itp.Ominęła
mnie depresja poporodowa to teraz chyba złapię depresję mamy dwulatka. Oboje
z mężem kochamy siebie i Jego, jest otaczany miłością i troską - wydawałoby
się ,że powinien być szczęśliwym malcem a od jakiegoś czasu jest chodzącym
niezadowoleniem.Pocieszcie jakoś bo właśnie mieliśmy zacząć starania o drugie
dziecko, ale jak skoro nie radzę sobie z pierwszym.Buuuuu. ewa