Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza

07.06.05, 10:52
WItajcie. Coraz częściej zastanawiam się, dlaczego wielu ludzi tak bardzo
narzeka na swoich bliskich. Słyszę od matek: ”Moje dzieci są okropne, mam ich
dość”, ”Moja córka to jest od lat w najgorszym wieku, jest nie do
wytrzymania”. Słyszę żony, które narzekają na swoich ”chłopów” tak jakby ich
paplanie dotyczyło nieświeżych pomidorów na straganie. Wyciągają i obmawiają
ich słabości, wyśmiewają się z nich, z ich nieporadności życiowej. Słyszę też
mężowskie gadanie o największym błędzie życia jakim jest ”dać się zawlec
przed ołtarz”. A jednocześnie jakoś tkwią w tym ”błędzie” i chyba im dobrze.
Tylko sobie pogadać lubią. Ponażekać, bo co to za facet, co nie narzeka na
swoją kobietę. Co by to było, gdyby powiedział przy znajomych, że jego żona
jest piękna, mądra i kochana. Że cieszy się, że z nią jest.
Nie chodzi mi tu o zwierzenia w cztery oczy, rozmowę z przyjacielem, gdy w
małżeństwie źle się dzieje, gdy trzeba porady, gdy z dzieckiem są kłopoty.
Chodzi mi jawne narzekanie, często przy tej osobie. Szczególnie boli mnie,
gdy dziecko biega gdzieś w pobliżu i słucha, a matka krytykuje jego
charakter, albo w rozmowie z koleżanka wyciąga na jaw jakieś dziecinne
wstydliwe sekrety.
Powiecie, że może ja nie mam powodów do narzekania. Pewnie dużo by się
znalazło. Tylko staram się wad moich bliskich nie podkreślać na każdym kroku,
trochę nawet ich nie dostrzegać.
Też się nad tym czasem zastanawiacie?
    • lila1974 Re: Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza 07.06.05, 11:06
      Ja w tym watku chyba moge zabrac glos, bo raczej nie przypominam sobie, abym
      kogos z bliskich oplotkowala. Nie mam z nimi upiornych klopotów, wiec grzechem
      z mojej strony byloby obgadywanie. Kazde z nas ma swoje ciemne strony i
      jednoczesnie mamy do siebie duuuzzzooo cierpliwosci. A tendencje do wyciagania
      cudzych wad, to mieli juz ludzie tysiace lat przed nami, inaczej by im nie
      wytykano belki w oku, prawda?

      I jeszcze sie pochwale. Mezowi sie wymsknelo, ze jego kolega z pracy uwaza mnie
      za fajna (choc mnie nie zna, czyli chyba maz mówi o mnie dobrze. No,
      spróbowalby inaczej !!!
      • kawusia76 Re: Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza 07.06.05, 11:21
        mnie sie nie chce bawic w takie gry ale wiem ze w mojej rodzince nie jest to
        rzadkosc.celuje w tym bratowa mojego meza-osoba zazdrosna,zawistna i -jak sądze-
        niezrealizowana i zakompleksiona.obmawia nas do wszystkich - do
        teścia,teściowej,wspolnych znajomych, a co najciekawsze mieszkamy 150 km od
        siebie i informacje o naszym zyciu ma naprawde ograniczonesmileale kazdy powód
        jest dobry-ze dziecko rozpieszczone,ze ja ,,wymalowana lafirynda",ze maz
        spełnia moje zachcianki,ze kto to widział zeby po slubie sie tak zachowywac jak
        my,ze moja matka sie stroi,ze po co nam dwa samochody.wystarczy jedna wizyta i
        tematów do obmowy jest milionsmilewiecej-kiedy tesciowa mówi ze rozmawiała z nami
        przez telefon- zaraz pada zjadliwe pytanie ,,i co ?znowu jakies radosci i
        sukcesy?"a mam lojalnie nam to przekazuje...
        wiec to chyba prawda ze z rodzina to najlepiej na zdjeciusmile
        • galia29 Re: Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza 07.06.05, 11:33
          Zawstydziłam się bo to akurat ja ostatnia tu narzekałam na mojego synka- ale ja
          naprawdę nie z tych zrzędzących tylko tak mi się jakoś nazbierało. A nikomu
          innemu się nie pożalę bo jestem bardzo skrytą osobą - tutaj było mi łatwiej- i
          to co tu potem przeczytałam rzeczywiście mnie podniosło na duchu. Postaram się
          już więcej nie zrzędzićsmile)ewa
          • j_e_s_z Re: Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza 07.06.05, 11:43
            Galio, ja nie o Tobie, choć przyznam, że trochę mnie rozeźliły odpowiedzi
            innych forumowiczek w Twoim wątku. Jakoś mnie nie śmieszy, gdy rodzice żartują
            na temat swoich dzieci że ”szkoda, że się ich wcześniej nie zjadło”. Mam
            przyjaciółkę, która o swoich córeczkach-bliźniaczkach mówi właściwie wyłącznie
            w ten deseń ”moje potwory”, ”w kółko chorują”, ”wiecznie z nimi
            kłopoty”, ”coraz więcej z nimi problemów”, podczas gdy dziewczynki biegają w
            kółko i ni to się bawią, ni to słuchają. Jak się dziecko nasłucha, że same z
            nim kłopoty, to rzeczywiście zaczyna sprawiać same kłopoty... A właściwie nie
            pamiętam, kiedy ta matka powiedziała coś z zachwytem, z radością o swoich
            córkach. A przecież kocha je, wiem! Tylko dlaczego o tym nie mówi? Czemu tylko
            narzeka? Czemu to takie powszechne?
    • natiz Re: Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza 07.06.05, 11:36
      Dołączę i ja swoje trzy grosze.
      Powiem tak: uwielbiam podróże, poznawanie nowych ludzi, miejsc, tradycji.
      Jestem osobą towarzyską i kontaktową. Miłość do wszystkiego nowego wpoili mi
      rodzice. Tato chciał byc marynarzem, mama - ostatnie grosze wyciagała, abym
      poznała świat. Do konca życia bedę im wdzięczna. Zawsze lubiliśmy rozmawiać - o
      wszystkim, mielismy pełno tematów do rozmów. Moja mama to pełna dobroci
      kobieta, która NIGDY nie mówi źle o innych, zawsze stara się w każdym znaleźć
      dobrą stronę.
      Kiedy związałam się z moim mężem i poznałam jego rodzinę przeżyłam szok.
      Dosłownie. Ze stresu ledwie uratowano moją ciążę... Znałam wielu ludzi, ale
      nigdy takich... Rozmowy sprowadzane do pieniędzy, materializmu, wyglądu.
      Przyklaskiwanie cwaniactu, oszustwom, obłudzie. Zderzenie dwóch światów.
      Skłócanie matki z synami, zawiść, zazdrość i najniższe ludzkie uczucia.
      Wyzywanie mnie i mojej rodziny. Nie wiedziałam jak z tym postępować, dopiero
      niedawno do tego przywykłam, ale nigdy nie zaakceptowałam.
      Powiem krótko - ludzie są różni i dla każdego ważne są różne wartości.
    • aleksandrynka Re: Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza 07.06.05, 12:20
      Moja mama wielokrotnie mi powtarzała, że nie powinno się tak robić. Co innego
      zwierzenia przyjaciół w trudnych chwilach, co innego "nadawanie" na swoich,
      paplanie bez zastanowienia. Oj, nasłuchała się ta moja mama w pracy! Mnóstwo
      kobiet, co i rusz teksty typu: ten mój chłop nie do zniesienia! Taki, owaki,
      brudas, nieudacznik, dzieciaki daja popalić, leniwe, blablabla. Mama jest osobą
      raczej powściągliwą i niewiele opowiada o sobie, a już na pewno nic złego o
      swojej rodzinie i najbliższych. I ja to po niej przejmuję. Oczywiście, bywa, że
      w babskim gornie śmiejemy się, że "te skarpetki pod kanapą" i takie tam, ale
      chyba mi się nie zdarzyło obcym opowiadać, jak to mój m nóg nie myje (przykład
      zmyślony smile). Spotykam tez na spacerze dziewczynę, zamieniłyśmy w zyciu może
      kilka słów, a ona o swojej rocznej córce też co raz: niedobra, złośliwa,
      uparciuch, wścieka się... Może mówi to "z miłością", ale mi przykro słuchać.
      Moje dziecko jest wspaniałe i wyjątkowe, i żadna jego awantura na ulicy nie
      skłoni mnie do tego, zeby go tak niesympatycznie obgadywać.
    • twinmama76 Re: Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza 07.06.05, 12:26
      Mieszacie dwie rzeczy. Czym innym jest wygadanie się, na forum lub w realu, gdy
      się nam przeleje (dziecko, mąż, teście, rodzice wkurzą nas niemożebnie). Lepiej
      wylać złe emocje. I ocenianie takiej osoby "jak ty możesz tak źle mówić o
      swojej matce/mężu/teściowej itp." jest bez sensu. Lepiej ją polepac po plecach,
      choćby wirtualnie.
      Czym innym natomiast jest ustawiczne narzekanie na dzieci czy męża w ich
      obecności, wyśmiewanie ich wad i słabości przed osobami trzecimi. Takim
      postepowaniem mozna zrujnować swoje małżeństwo, a dzieci "zakompleksić" na
      długie lata.
      Tak więc pierwsze mi się zdarza, drugie - nigdy.
      • verdana Re: Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza 07.06.05, 16:15
        Zgadzam sie z Twinmamą - to co, o rodzinie tylko dobrze? Wsród znajomych, którzy
        zapamietają, znają, oplotkuja - trzeba uwazać. Ale tu? Świetny sposób na
        "wypuszczenie pary", a nie trzymanie wszystkiego w brzuchu. Bo co? Nikt z
        Waszych rodzin nie ma wad?
        Zresztą w tzw. realu też mam watpliwosci. Wcale nie uważam, aby spraw odzinnych
        nie należało nikomu opowiadać. Czasem przyjaciółka może pomóc - gdy dziecko się
        źle zachowuje, gdy mąż cos robi nie tak. Nie "obmawiająć" rodziny pozostajemy
        same ze wszystkimi kłopotami. I coś mie w dodatku ta dyskrecja, a co więcej
        uczenie jej dzieci, wcale się tak bardzo nie podoba. Z jednej strony lojalność -
        zgoda. Z drugiej jednak uczymy dziecko, że o tym co w domu - cicho/ Tata pije i
        bije? Wujek molestuje - a ty dziecko nie plotkuj, twoim zadaniem jest cierpieć w
        milczeniu, bo o rodzinie tylko dobrze.
        Nie, wole już plotki.
        • aszar.kari Re: Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza 07.06.05, 19:16
          Bo to chyba zalezy od celu w jakim porusza sie jakikolwiek temat. Jezeli
          opowiadam historie szwagra, ktory np. pije, bije i wynosi wszystko z domu a ja
          szukam wsparcia dla Jego rodziny to celem nie jest zwyczajne "oplotkowanie"
          najblizszych tylko poszukiwanie rozwiazan albo i przedyskutowanie problemu (od
          razu dodaje - takiego szwagra nie posiadam). Jezeli jednak opisuje (w realu lub
          tutaj) jakas tam historyjke o jakiejs krewnej, ktora np. poi dziecko wylacznie
          Coca-Cola i moim celem jest wylacznie rozpoczecie watku pietnujacego kogos tam
          abym to JA poczula sie lepsza i madrzejsza, to jest to cokolwiek dziecinne i
          raczej bez sensu.
          W realu plotki moga przy tym byc wrecz niebezpieczne, gdy odpowiednio
          zabarwiona lub podbarwiona opowiastka stanie sie poczatkiem niszczenia czyjegos
          dobrego imienia lub tworzenia podzialow w rodzinie albo w grupie znajomych.
          Wiadomo, kazdy lubi sobie pogadac smile Co innego bysmy tu wszystkie robily? wink
          Ale przeciez mozna rozmawiac o bliskich lub znajomych bez jadu, mozna nawet
          innych krytykowac byle w sposob cywilizowany i generalnie taki, ktory daje
          poczucie, ze to co mowie O PANI X moglabym swobodnie powiedziec DO PANI X
          stojac na wprost Niej.
          Co mnie zas najbardziej drazni w wielu watkach to totalna krytyka "tej drugiej"
          strony bez zadnej proby rozwazan na temat wlasnych ulomnosci. To jest widoczne
          szczegolnie w watkach o tesciowych lub o rodzinach mezow. Az sie czasem sama
          smieje do siebie jak czytam, ze "moja mama" czy "moja rodzina" to CACY w 100%
          ale "moja tesciowa" czy "rodzina meza" to AZ SLOW BRAK zeby wyrazic Ich
          potwornosc. Czy w Polsce nie ma luster? smile
          Obysmy tylko zdrowi byli,
          Aszar
        • j_e_s_z Twinnmama, Verdana... 08.06.05, 09:00
          Przeciez napisałam wyraźnie, że nie chodzi mi o sytuację, gdy komuś trzeba
          wsparcia i porady. Gdy ma problem, gdy mąż pije i bije. Zanim skrytykujecie
          przeczytajcie dokładnie, co krytykujecie.
          Chodzi mi o sytuacje, gdy na wieczorze kawalerskim wszyscy faceci (z wyjątkiem
          jednego, który budzi sensację) narzekają na swoje stare, na te baby, z którymi
          muszą żyć, straszą przyszłego małżonka, że małżeństwo to jeden wielki kanał. A
          potem wracają do swych żon, jedzą zrobioną przez nie zupę, przytulają się do
          nich i w sumie, są z życia zadowoleni. Tylko wypada ponarzekać.
          Albo żona na spotkaniu rodzinnym opowiada, jaki z jej męża brudas. Facet siedzi
          obok, obok siedzą jego kuzyni i słuchają, że majtki musiała prać w vanishu bo
          całe w plamach. Nie lepiej mu to w cztery oczy powiedzieć?
          Siedzi matka i mówi przy swoich dzieciach, że z jednym to wieczne problemy,a to
          drugie takie grzeczne. Aż serce boli, gdy się patrzy na zgaszony wzrok
          tego "łobuza".
          I nie chodziło mi także o to, że czasem na forum pojawia sie wątek dla
          upuszczenia pary, dla wyzbycia się wściekłości na te drugą stronę, że cos
          ciagle robi nie tak, że czasem złości. Mówię o realnych, rzeczywistych
          rozmowach, rozmowach, które bardzo ranią, a jakoś wciąż są tolerowane w
          towarzystwie.
          • twinmama76 Re: Twinnmama, Verdana... 08.06.05, 09:18
            j_e_s_z napisała:

            > Przeciez napisałam wyraźnie, że nie chodzi mi o sytuację, gdy komuś trzeba
            > wsparcia i porady.
            niby tak, ale w odpowiedzi na post Galii oburzałaś się na pewne forumowe
            odpowiedzi.
            Dla mnie forumowe posty są wogóle poza rozważaniami o słuszności. Przeciez nie
            jestem w stanie sprawdzić, w jakim stanie psychicznym jest pisząca osoba. Czy
            narzeka zawsze i wszędzie, czy po prostu ma chwilową potrzebę wylania żółci. Na
            forum dopuszczam nazwania dzieci "wrednymi potworami", matki - "starą wredotą",
            męża - "cuchnącym brudasem", teściowej - "głupią zołzą". Przyjmuję, że za te
            mocne słowa odpowiedziale są emocje.
            > Chodzi mi o sytuacje, gdy na wieczorze kawalerskim wszyscy faceci (z
            wyjątkiem
            > jednego, który budzi sensację) narzekają na swoje stare, na te baby, z
            którymi
            > muszą żyć, straszą przyszłego małżonka, że małżeństwo to jeden wielki kanał.
            A
            > potem wracają do swych żon, jedzą zrobioną przez nie zupę, przytulają się do
            > nich i w sumie, są z życia zadowoleni. Tylko wypada ponarzekać.
            Kluczem jest twoje ostatnie zdanie _wypada ponarzekać_. Polacy narzekają, nawet
            jak nie mają na co. Mężowie na żony, żony na mężów, małżeństwa na teściów,
            rodzice na dzieci. W ostateczności zawsze można ponarzekac na pogodę smile
            Jest to taka pusta gadka, którą wszyscy puszczają mimo uszu.

            > Albo żona na spotkaniu rodzinnym opowiada, jaki z jej męża brudas. Facet
            siedzi
            >
            > obok, obok siedzą jego kuzyni i słuchają, że majtki musiała prać w vanishu bo
            > całe w plamach. Nie lepiej mu to w cztery oczy powiedzieć?
            > Siedzi matka i mówi przy swoich dzieciach, że z jednym to wieczne problemy,a
            to
            >
            > drugie takie grzeczne. Aż serce boli, gdy się patrzy na zgaszony wzrok
            > tego "łobuza".
            To natomiast są sytuacje, które zaliczyłam do drugiej grupy. Takie zachowanie
            jest absolutnie niedopuszczalne.
          • umasumak Re: Twinnmama, Verdana... 08.06.05, 09:21
            j_e_s_z napisała:

            > Przeciez napisałam wyraźnie, że nie chodzi mi o sytuację, gdy komuś trzeba
            > wsparcia i porady. Gdy ma problem, gdy mąż pije i bije. Zanim skrytykujecie
            > przeczytajcie dokładnie, co krytykujecie.
            > Chodzi mi o sytuacje, gdy na wieczorze kawalerskim wszyscy faceci (z
            wyjątkiem
            > jednego, który budzi sensację) narzekają na swoje stare, na te baby, z
            którymi
            > muszą żyć, straszą przyszłego małżonka, że małżeństwo to jeden wielki kanał.
            A
            > potem wracają do swych żon, jedzą zrobioną przez nie zupę, przytulają się do
            > nich i w sumie, są z życia zadowoleni. Tylko wypada ponarzekać.
            > Albo żona na spotkaniu rodzinnym opowiada, jaki z jej męża brudas. Facet
            siedzi
            >
            > obok, obok siedzą jego kuzyni i słuchają, że majtki musiała prać w vanishu bo
            > całe w plamach. Nie lepiej mu to w cztery oczy powiedzieć?
            > Siedzi matka i mówi przy swoich dzieciach, że z jednym to wieczne problemy,a
            to
            >
            > drugie takie grzeczne. Aż serce boli, gdy się patrzy na zgaszony wzrok
            > tego "łobuza".
            > I nie chodziło mi także o to, że czasem na forum pojawia sie wątek dla
            > upuszczenia pary, dla wyzbycia się wściekłości na te drugą stronę, że cos
            > ciagle robi nie tak, że czasem złości. Mówię o realnych, rzeczywistych
            > rozmowach, rozmowach, które bardzo ranią, a jakoś wciąż są tolerowane w
            > towarzystwie.


            W życiu nie spotkałam się z takim zachowaniem, Przynajmniej w kręgu mojej
            rodziny i znajomych. Wręcz przciwnie - obserwuje raczej tendencje do chwalenia.
            Nie wiem, jak niski poziom musi reprezentować ktoś, kto w towarzystwie
            rozprawia o brudnych majtkach męża. Pzdr
      • zona_mi Re: Krytykowanie i obmawianie bliskich-zgroza 07.06.05, 21:07
        twinmama76 napisała:

        > Mieszacie dwie rzeczy. Czym innym jest wygadanie się, na forum lub w realu,
        gdy
        >
        > się nam przeleje (dziecko, mąż, teście, rodzice wkurzą nas niemożebnie).
        Lepiej
        >
        > wylać złe emocje. I ocenianie takiej osoby "jak ty możesz tak źle mówić o
        > swojej matce/mężu/teściowej itp." jest bez sensu. Lepiej ją polepac po
        plecach,
        >
        > choćby wirtualnie.
        > Czym innym natomiast jest ustawiczne narzekanie na dzieci czy męża w ich
        > obecności, wyśmiewanie ich wad i słabości przed osobami trzecimi. Takim
        > postepowaniem mozna zrujnować swoje małżeństwo, a dzieci "zakompleksić" na
        > długie lata.
        > Tak więc pierwsze mi się zdarza, drugie - nigdy.

        Dodam tylko jeszcze, że dyskrecja i poczucie taktu (pozytywne) nie może być
        mylone z dulszczyzną (negatywne). Reszta jak wyżej.
        Zona
Pełna wersja