j_e_s_z
07.06.05, 10:52
WItajcie. Coraz częściej zastanawiam się, dlaczego wielu ludzi tak bardzo
narzeka na swoich bliskich. Słyszę od matek: ”Moje dzieci są okropne, mam ich
dość”, ”Moja córka to jest od lat w najgorszym wieku, jest nie do
wytrzymania”. Słyszę żony, które narzekają na swoich ”chłopów” tak jakby ich
paplanie dotyczyło nieświeżych pomidorów na straganie. Wyciągają i obmawiają
ich słabości, wyśmiewają się z nich, z ich nieporadności życiowej. Słyszę też
mężowskie gadanie o największym błędzie życia jakim jest ”dać się zawlec
przed ołtarz”. A jednocześnie jakoś tkwią w tym ”błędzie” i chyba im dobrze.
Tylko sobie pogadać lubią. Ponażekać, bo co to za facet, co nie narzeka na
swoją kobietę. Co by to było, gdyby powiedział przy znajomych, że jego żona
jest piękna, mądra i kochana. Że cieszy się, że z nią jest.
Nie chodzi mi tu o zwierzenia w cztery oczy, rozmowę z przyjacielem, gdy w
małżeństwie źle się dzieje, gdy trzeba porady, gdy z dzieckiem są kłopoty.
Chodzi mi jawne narzekanie, często przy tej osobie. Szczególnie boli mnie,
gdy dziecko biega gdzieś w pobliżu i słucha, a matka krytykuje jego
charakter, albo w rozmowie z koleżanka wyciąga na jaw jakieś dziecinne
wstydliwe sekrety.
Powiecie, że może ja nie mam powodów do narzekania. Pewnie dużo by się
znalazło. Tylko staram się wad moich bliskich nie podkreślać na każdym kroku,
trochę nawet ich nie dostrzegać.
Też się nad tym czasem zastanawiacie?