myslenie pozytywne?

12.06.05, 17:48
wlasnie poklocilam sie z mezem.Niewazne o co,glupota jak zwykle ale skonczylo
sie na tym,ze slubny stwierdzil,ze nasze ostatnie niepowodzenia to przeze
mnie.Bo ja zle mysle.Sciagam pecha bo z gory zakladam zly
scenariusz,kracze,ze sie nie uda.Fakt,bywam czasem pesymistka,to znaczy w
moim pojeciu realistka i wole sie przygotowac na najgorsze.Ostatnio mamy
klopoty z praca a co za tym idzie finansowe.Kilka razy juz bylo blisko
sukcesu ale jednak nie wyszlo.czy to mozliwe,ze moje myslenie polozylo sprawy
na ktore tak naprawde nie mamy wplywu bo zaleza od kogos innego.Maz sypal
przykladami z Anglii,stanow,Japoni,gdzie dzieci od malego sa "programowane"na
sukces.Moze rzeczywiscie za bardza sie przejmuje porazkami?dziewczyny co
sadzicie?A wy jak myslicie,pozytywnie czy negatywnie?I jak to sie
sprawdza?.Byc moze niedlugo uwierze w sprawcza moc amuletu.
Musze to wszystko jeszcze przemyslec.Moze on ma ,cholera,racje(nie lubie jak
masmile).Na razie ide godzic sie z mezem.Pozdrawiam serdecznie
    • akseinga Re: myslenie pozytywne? 12.06.05, 18:02
      Coś w tym napewno jest. Moja mam twierdzi, że u niej się sprawdza i pozytywne
      myślenie przyciąga pozytywne zdarzenia no i faktycznie w miarę jej się układa.
      Ja cały czas nad sobą pracuje tzn przede wszystkim staram się nie zamartwiać na
      zapas i myśleć,że jakoś to będzie. Oczywiście nie zawsze się to udaje.
      Pozytywnego myślenia można się nauczyć bo ono napewno nie zaszkodzi.
    • gagunia Re: myslenie pozytywne? 12.06.05, 18:45
      Mysle, ze nie chodzi tu do konca o przyciaganie niepowodzen. Szzczegolnie, kiedy
      nie masz osobiscie wplywu na pewne fakty. Raczej nasze zachowanie, brak wiary w
      to, co sie robi powoduje, ze nie robimy tego zbyt dobrze (bo i tak sie nie uda)
      albo nie jestesmy zbyt przekonujacy w tym, co robimy z powodu negatywnych mysli.
    • allija Re: myslenie pozytywne? 12.06.05, 20:32
      Życie człowieka ma kolor jego wyobraźni - to powiedział juz dawno temu Marek
      Aureliusz.
      Jestem jak najbardziej za. Osobiście uważam, że nie jest prawdą, iż nie mamy na
      nic wpływu, to tylko nasza wiedza jest jeszcze za mała.
      Wystarczy jednak poczytac troche z psychologii czy psychoterapii, popróbowac,
      zeby samej stwierdzic iż jest inaczej. Ale to nie jest tak, że wmawiasz sobie
      kłamstwa, w które i tak podswiadomie nie wierzysz. To jest sprawa
      przeprogramowania swojego umysłu na takie wlasnie myslenie. Dla zagorzałych
      realistów sprawa bardzo trudna, wiem, poniewaz mój młżonek takze twierdzi, że
      on nie kracze, że jest tylko realistą.
      Zreszta wystarczy popatrzec jak zyja ludzie właśnie w Stanach, Anglii itd. a
      jak my. A Amerykanin, nawet jeśli ma złamane obie nogi, ręce i leży w karetce
      reanimacyjnej, na pytanie "jak się masz?" zawsze odpowie "świetnie".
    • ewapiotr6 Re: myslenie pozytywne? 12.06.05, 21:33

    • lila1974 Re: myslenie pozytywne!!! 12.06.05, 23:35
      Jak najbardziej, trzeba myslec pozytywnie, snic pozytywnie, mówic pozytywnie,
      zachowywac sie pozytywnie ... tyle tylko, ze musi to byc szczere. Nie da sie
      oszukac podswiadomosci. Nie mozna udawac, ze sie jest pozytywnie nastawionym do
      zycia. I wcale nie optymizm nie przekresla realizmu, np.
      maz ma DUZA szanse na podwyzke, prawie, ze jest w kieszeni, perspektywa wielce
      radosna ale przy calym moim i jego optymizmie wole sobie wmówic, ze to nic sie
      nie stanie jesli tej podwyzki nie dostanie. Walkuje te mysl i w koncu udaje mi
      sie przekonac sama siebie, ze faktycznie, nawet bez tego dodatkowego grosza
      jest dobrze i ... jak podwyzke dostanie mamy radoche / nie dostanie - nie
      rozczarowalismy sie.

      Optymista czlowiek sie chyba rodzi ale wierze, ze po czesci mozna go sobie
      wmówic. Ja np. za przykladem Scarlet z "Przeminelo z wiatrem"
      powtarzalam "pomysle o tym jutro", w efekcie uwierzylam, ze poradze sobie ze
      wszystkim (oczywiscie pomijam ostateczne wyroki losu).

      Z drugiej strony nie wywoluje wilka z lasu i nie klapie dziobem, ze mam super
      szczesliwe malzenstwo, maz kocha mnie jak wariat itd. itp. Mam wrazenie, ze
      licho nie spi, wiec po co je kusic?
Pełna wersja