inguna2
12.06.05, 17:48
wlasnie poklocilam sie z mezem.Niewazne o co,glupota jak zwykle ale skonczylo
sie na tym,ze slubny stwierdzil,ze nasze ostatnie niepowodzenia to przeze
mnie.Bo ja zle mysle.Sciagam pecha bo z gory zakladam zly
scenariusz,kracze,ze sie nie uda.Fakt,bywam czasem pesymistka,to znaczy w
moim pojeciu realistka i wole sie przygotowac na najgorsze.Ostatnio mamy
klopoty z praca a co za tym idzie finansowe.Kilka razy juz bylo blisko
sukcesu ale jednak nie wyszlo.czy to mozliwe,ze moje myslenie polozylo sprawy
na ktore tak naprawde nie mamy wplywu bo zaleza od kogos innego.Maz sypal
przykladami z Anglii,stanow,Japoni,gdzie dzieci od malego sa "programowane"na
sukces.Moze rzeczywiscie za bardza sie przejmuje porazkami?dziewczyny co
sadzicie?A wy jak myslicie,pozytywnie czy negatywnie?I jak to sie
sprawdza?.Byc moze niedlugo uwierze w sprawcza moc amuletu.
Musze to wszystko jeszcze przemyslec.Moze on ma ,cholera,racje(nie lubie jak
ma

).Na razie ide godzic sie z mezem.Pozdrawiam serdecznie