Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (długie)

16.06.05, 15:36
Muszę sie wreszcie podzielić historią, która trwa w moim życiu od kilku lat.
A dodtyczy ona nie tylko mojego życia ale i trzech innych ( bardzo bliskich
mi osób).
Mam przyjaciółkę taką jeszcze z liceum (wiele razem przeszłyśmy) - ona jest
mężatką od 12 lat ma syna (11 letni chłopak).
Po latach przyjaźni z nią zaprzyjaźniłam się również z jej mężem. Bywały
okresy kiedy prawie u nich "mieszkałam" (stateczne małżeństwo z dwójką dzieci
z czego jedno dziecko to ja big_grin ). Byłam wtedy samotna nie miałam dziecka ani
faceta. I wtedy po raz pierwszy mąż mojej przyjaciółki wyznał mi miłość.
Powiedział, ze kocha nas obie !!! Nie moglam się z tego otrząsnąć - nasze
kontakty sie bardzo oziębiły. I wtedy jego żona pełna zaufania do mnie (i do
niego również) zaczęła pytać czemu nie przychodzę - myślała, że się na nią
pogniewałam. Co miałam zrobić - powiedzieć jej? Nigdy nie zebrałabym się na
odwagę aby powiedzieć jej co usłyszałam od jej męża.
Potem zaszło dużo zmian głównie w moim życiu. Mam dziecko, faceta,
przeprowadziłam się do innego miasta. Cały czas utrzymuję kontakt z moją
przyjaciółką i z jej...mężem. Odwiedzamy się całymi rodzinami.
On nadal twierdzi, że mnie kocha a ja zaczynam dostrzegać jak bardzo pasujemy
do siebie. Jak doskonale czujemy sie w swoim towarzystwie, jak cudownie
rozumiemy się bez słów. Jego filozofia i podejście do życia pokrywają sie z
moją. Nigdy nie mówiłam mu, że coś do niego czuję (bo nie kocham - ale wiem,
że gdyby nic nas nie ograniczało - zakochałabym się) ale on widzi, że przy
nim rozkwitam.
Nasi partnerzy absolutnie niczego nie podejrzewają, mało tego uważają, że ja
i on stanowimi doskonałą parę kumpli, która może ze sobą konie kraść. Dażą
nas bezgranicznym zaufaniem (do tego stopnia, ze mogłabym razem z nim i
dziećmi wyjechać na wczasy a jego żona i mój partner nie mieliby nić
przeciwko temu - taki pomysł już padł).
Ja kocham mojego faceta - jestem mu wierna i cenię go za wiele jego cech i za
to co dla mnie zrobił.
Ale wiem, że naprawdę szczęśliwa mogłabym być tylko z mężem mojej
przyjaciółki i on myśli tak samo.
Nie pytam o radę - bo wiem co mam zrobić - najlepiej NIC nie zmieniać.
Zastanawiam się tylko, czy mając szczęście w zasięgu ręki należy po nie
sięgać, czy bacząć na innych nam bliskich, brnąć dalej w poukładanym życiu -
bez namiętności i zrozumienia?
    • kokolores Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 16.06.05, 15:52
      nik1 napisała: (miedzy innymi!)
      > Ja kocham mojego faceta - jestem mu wierna i cenię go za wiele jego cech i za
      > to co dla mnie zrobił.
      > Ale wiem, że naprawdę szczęśliwa mogłabym być tylko z mężem mojej
      > przyjaciółki i on myśli tak samo.

      > Zastanawiam się tylko, czy mając szczęście w zasięgu ręki należy po nie
      > sięgać, czy bacząć na innych nam bliskich, brnąć dalej w poukładanym życiu -
      > bez namiętności i zrozumienia?


      Ty swojego faceta raczej cenisz("kocham" to za duzo powiedziane) i jestes mu
      wdzieczna(jak koledze) a z tym drugim bylabys moze szczesliwa i moze mielibyscie
      super sex.Moze!
      :o)
      Szkoda mi Twojej kolezanki!!
    • g0sik Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 16.06.05, 15:53
      Tylko czy jak przyjdzie proza życia on zawsze będzie TAKI WSPANIAŁY,
      wyrozumiały, cudowny itd, itp? Czy będzie dobrym ojcem dla Twojego dziecka?
      Często pociąga coś co jest niedostępne bo owoc zakazany kusi najbardziej.
      Idealizujesz tego faceta bo nie musicie razem rozwiązywać codziennych problemów
      i bolączek. Nie warto niszczyć związku i ranić tylku osób dla namiętności która
      może się bardzo szybko wypalić. Może się okazać że jak będziecie żyć razem i
      zaczniesz mieć wymagania, on zupełnie przestanie Cię rozumieć....
      • sowa_hu_hu Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 16.06.05, 16:35
        masz cholernie ciężką sytuacje... po czesci nawet cie to rozumiem...

        myśle że macie juz tak ułozone zycie ze nie można tego zmieniać... gdybyscie
        chcieli byc faktycznie razem to moglibyscie nie przetrwac tej burzy przez to
        wywołanej...

        napisałas ze kochasz swojego faceta - mnie sie wydaje ze sobie to wmawiasz...
        gdybys go kochala to nie myslałabys o innym w taki sposob w jaki myslisz o
        tamtym męzczyźnie... gdybyś kochała to bylabys szczesliwa w tymz wiązku w którym
        teraz jestes bo z tego co piszesz facet jest dla ciebie dobry... no i milośc jak
        i szczescie wiąże sie z namiętnością nierozerwalnie - a tobie tego brakuje...
        tak wiec moim zdaniem go nie kochasz - jestes mu raczej wdzięczna i oddana...
        ale to nie jest miłośc w moim wyobrazeniu... - pod tym względem wiem co mówie...

        pozostaje kwestia przyjaciółki - przyjaciel wg mnie to ktoś kogo sie kocha ,
        ktoś bardzo , bardzooooo bliski... wg mnie łatweij jest kochać (mężczyzne) niz
        sie przyjanić... i jesli ta kobieta to twoja przyjaciółka to powinnas
        definitywnie dac do zrozumienia jej męzowi ze nigdy nic z tego nie będzie...
        ja na twoim miejscu w ogóle bym sie nie spotykała z nim... jesli juz to na
        osobności z przyjaciółką... (choć sama nie wiem jak mogłabys jej taką sytuacje
        wytłumaczyć...) - a ja w ogóle będa w twojej sytuacji nie wiem jak by dalej taka
        przyjaźń mogla wyglądać... moze nawet bym ja zerwała... po to zeby COŚ ocalić...

        pozdrawiam
        zycze wytrwałości
        i głęboko współczuje sytuacji
    • zuzannanatalia Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 16.06.05, 16:43
      bardzo Ci wspolczuje ale i bardzo podziwiam
      i troche rozumiem
      fajnie, ze dorosle podchodzisz do tematu, jestes lojalna wobec Twojego partnera
      i przyjaciolki i nie folgujesz sobie nawet wewnatrz
      ALe to smutne strasznie i sama sie zastanawiam, to znaczy na pewno to co robisz
      (czyli nic) jest sluszne tylko nie wiem czy powinno sie w ten sposob posiwecac
      swoje szczescie
      a moze to tylko zludzenie, na zasadzie: wszedzie jest fajnie gdzie nas nie ma?
      moze sobie go wyidealizowalas po prostu?
      pozdrawiam,
      • nik1 Znam fakty - nie idealizuję 16.06.05, 17:20
        Jak wcześniej pisałam znamy się od lat i były momenty, ze naprawdę cholernie
        dużo czasu spędzałam u nich w domu. Miałam okazję obserwować go jak zachowuje
        się w codziennych sytuacjach. Z niczym nie kryli się przede mną aby oszczędzić
        mi małżenskiej szarości dnia. Byłam jak członek rodziny, który pomaga
        rozwiązywać kłopoty a nie przygląda sie z boku. I tu tkwi paradoks - wpakowałam
        w kłopoty nas wszystkich. Jego, ją, siebie a teraz wciągnęłam w to jeszcze
        mojego partnera.
        Wyobrażcie sobie taką sytuację kiedy moje dziecko mówi, że woli bawić sie z
        wójkiem x. Jego syn mówi ciocia Ty mnie rozumiesz - nie tak jak mama.
        Czy to nie dowodzi jakiemuś szczególnemu dopasowaniu?
        A z tą namiętnością to trochę przesadziłam. Chodziło mi o namiętność jako
        cudowanie przeżywanie emocji niekoniecznie sex. Mój obecny partner jest
        doskonały - a jaki jest tamten - nie wiem.
        • pesteczka5 Re: Znam fakty - nie idealizuję 16.06.05, 20:08
          nik1 napisała:

          > Wyobrażcie sobie taką sytuację, kiedy moje dziecko mówi, że woli bawić sie z
          > wujkiem x. Jego syn mówi ciocia Ty mnie rozumiesz - nie tak jak mama.
          > Czy to nie dowodzi jakiemuś szczególnemu dopasowaniu?


          Nie. To nawet całkiem typowe. Ciocia i wujek są 'fajniejsi' - dosyć bliscy, a
          nie zaganiają do łóżka, nie każą myć zębów, nie zrywają do szkoły itpsmile)

          pesteczka
    • karolcia111 Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 16.06.05, 16:52
      to brzmi jak historia" przeminęło z wiatrem gdzie " gdzie Scarlet idealizowała
      Ashleya, a gdy przyszło co do czego okazało się że to nie to.
    • g0sik Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 16.06.05, 19:03
      zuzannanatalia napisała:

      ....ALe to smutne strasznie i sama sie zastanawiam, to znaczy na pewno to co
      robisz (czyli nic) jest sluszne tylko nie wiem czy powinno sie w ten sposob
      posiwecac swoje szczescie....

      Twoja wypowiedź tylko dowodzi że punkt widzenia zależy od punktu
      siedzenia...Ciekawa jestem czy byłabyś równie wyrozumiała dla kobiety która
      wyciągnęłaby rękę po Twojego męża i rozwaliła Twój związek bo jej brakuje
      namiętności w swoim!!!

    • karolcia111 Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 16.06.05, 19:12
      i Ty jeszcze nazywasz się jej przyjaciółką?? obłuda.
      • kkatie Re: g0sik :) 17.06.05, 08:17
        zgadzam sie z toba w 100%. autorka watku sama pisze, ze traktowali ja jak
        czlonka rodziny, a ona taki numer wywija..
        wiem, ze serce nie sluga, ale skoro uwaza siebie za lojalna wobec przyjaciolki,
        to nie powinna razem z jej mezem sie spotykac, ewentualnie z nia sama.
        pisze, ze on widzi, ze przy nim rozkwita.. hmmm, widocznie w jakis sposob daje
        mu do zrozumienia lub pokazuje, ze w jakis sposob jej na nim zalezy. a po co to
        skoro nic nie zamierza robic.
        ja na pewno odsunelbym sie od nich, pomimo przyjazni.
        po co ciagnac cos co nie ma przyszlosci i rozbijac cudzy zwiazek, nawet jesli
        widzi, ze w "tamtym" maz przyjacilki czuje sie niespelniony. to jest ich
        sprawa, w ktora ja bym sie nie wtracala..


        • leli1 Re: g0sik :) 17.06.05, 09:12
          smile ona numer wywija??, a przepraszam bardzo....sama? Chyba ten "przyjaciel" tez ma w tym swój udział, przeciez autorka watku go nie uwiodła!
          Ale zgadzam sie z wiekszoscia, czasami ganiamy za króliczkiem....a najlepszy mąż to cudzy.
          Jesli zalezy ci na tej przyjaźni to faktycznie nie rób NIC, a najlepiej spróbuj spojrzec na ta sytuacje oczami swojej przyjaciółki, moze to ostudzi wasze mysli.

          • dzindzinka Re: Dziewczyno daj sobie spokój. 17.06.05, 09:17
            Masz jak piszesz wspaniałego faceta, dziecko, po co to psuć. A tamten facet to
            niezłe ziółko: kocha was obie. Może marzy mu się harem?
    • twinmama76 Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 17.06.05, 09:16
      Czy dobrze zrozumiałam - jesteś od tego faceta dużo młodsza?
      Jeśli tak, to po prostu facet podbudowuje swoje ego. Wiadomo - żona prędzej czy
      później zaczyna nudzić, a inne laski są takie piękne, nie gonią do zmywania, a
      jak któraś w dodatku jest młoda i tak blisko, bo w jednym mieszkaniu - czego
      jeszcze chcieć? Zresztą nawet jesli nie jesteś młodsza, to mechanizm pozostaje
      ten sam.
      Mówiąc prosto - facet Cię uwodził, a ty niby nie dałaś się złapać, ale
      schlebiało Ci to. Pielęgnujesz w sobie nawet nie uczucie, ale nadzieję na
      uczucie i tworzysz telenowele. Twój pomysł, że nawet ich syn uważa Cię za
      lepszą matkę jest po prostu kuriozalny uncertain Może wspólnie z tym gościem
      wytrujecie jego żonę i twojego męża, i będziecie życ sobie długo i
      szczęśliwie uncertain
      Na poważnie - gdybyś wtedy dała facetowi to co chciał - czyli d..y, to do dziś
      byłabyś tylko mglistym wspomnieniem. Stawiam na to, że i tak zdradził swoją
      żonę.
      • dzindzinka Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 17.06.05, 09:20
        Pewnie Twoje przypuszczenia są słuszne. Też kiedyś miałam podobną sytuację (z
        tym że ja nie byłam nim szczególnie zafascynowana, lubiłam go jako kolegę), ze
        mną nic nie wyszyło, ale z innymi owszem.
    • an_ni Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 17.06.05, 09:19
      nie wierze jakos w te opowiesc
      ze taka czysta milosc przez tyle lat
      ze utrzymujesz konakt mimo tego obciazenia
      ze nikt sie nie domysla (slepi ci wasi partnerzy?)
      no i ze mozesz byc tak podla dla wielu ludzi na raz i tak sobie lekko o tym
      pisac ze to przeznaczenie ...
      • nik1 ależ Wy się mylicie!!!! 17.06.05, 09:46
        to wszystko co przeczytałam tylko dowodzi jak płytko potraktowałyście mój post.
        Tylko Sowa coś mądrego napisała. A cała reszta zaczęła mnie oceniać. Albo męża
        mojej przyjaciółki, którą nadal smiem nazywać w ten sposób. Bo nie zrobiłam
        nic, żeby tą przyjażń spieprzyć. To co dzieje się wokół nas jest bardzo
        złożone. Nie byłam w stanie opisać wszystkiego, bo nie miałybyście czasu tego
        czytać. Bla, bla , bla tak jak Wy tutaj zapewne powiedziałaby każda osoba,
        którą obarczyłabym tą opowieścią. Zawiodłam się. Święte mamuśki.
        • umasumak Re: ależ Wy się mylicie!!!! 17.06.05, 09:54
          nik1 napisała:

          > to wszystko co przeczytałam tylko dowodzi jak płytko potraktowałyście mój
          post.
          >
          > Tylko Sowa coś mądrego napisała. A cała reszta zaczęła mnie oceniać. Albo
          męża
          > mojej przyjaciółki, którą nadal smiem nazywać w ten sposób. Bo nie zrobiłam
          > nic, żeby tą przyjażń spieprzyć. To co dzieje się wokół nas jest bardzo
          > złożone. Nie byłam w stanie opisać wszystkiego, bo nie miałybyście czasu tego
          > czytać. Bla, bla , bla tak jak Wy tutaj zapewne powiedziałaby każda osoba,
          > którą obarczyłabym tą opowieścią. Zawiodłam się. Święte mamuśki.

          Jeżeli opisujesz coś powierzchownie, to nie dziw sie, że ocena Twojego
          postępowania też jest powierzchowna. Ja wogóle się dziwie niektórym
          dziewczynom, że decydują się pisać na forum o takich problemach. Nigdy, nikt
          nie będzie mógł z boku należycie tego ocenić.
          • umasumak a propos świętych mamusiek 17.06.05, 09:59
            jak to raczyłaś określić... przeleciałam wzrokim po wszystkich postach i w
            kilku z nich (nie tylko Sowy), jest zawarte zrozumienie dla Twojej sytuacji, w
            wielu zaś trafne spostrzeżenia. Dwie wypowiedzi są w ostrzejszym tonie. Nie
            przesadzaj zatem z tym płytkim traktowaniem Twojego postu.
        • g0sik Re: ależ Wy się mylicie!!!! 17.06.05, 10:05
          Jak już zdecydujesz się pójść za głosem namiętności, przyjaciółka i jej syn Cię
          znienawidzą za zabranie męża i ojca (przyznasz że 11 letni chłopak potrzebuje
          ojca w domu a nie w łóżku nawet najbardziej ukochanej cioci)mąż przyjaciółki
          spowszednieje, a Twój własny nie będzie Cię chciał z powrotem....Wtedy
          napiszesz jaka jesteś biedna, samotna (no może nie do końca - masz własne
          dziecko)i nieszczęśliwa -wtedy będziemy dla Ciebie bardziej wyrozumiałe....
          • nik1 nie dam się za nic 17.06.05, 10:18
            nie liczę na Waszą wyrozumiałość. Zasiałam i patrzyłam jak wyrośnie. Mam
            jasność .
            Dzięki za szczere intencje.
            Pa, pa
            • sowa_hu_hu Re: nie dam się za nic 17.06.05, 10:26
              musisz wiedzieć ze pisząc na forum zawsze znajdą sie osoby które ostrzej
              potraktują to co napisałaś albo i nawet wykazą sie totalnym brakiem zrozumienia
              i glupotą - tak było w moim przypadku kiedy pisałam tutaj na różne tematy... na
              poczatku mnie to ruszało , teraz sie uodporniłam... słucham tylko rad dziewczyn
              które znam "dobrze" z tego forum nawet jesli te rady wypowiadane są w ostrym
              tonie...

              ja cie rozumiem bo przechodziłam przez równe perypetie milosne... wiem ze nic
              nie jest czarno - białe... i wyobrazam sobie jak twoja komplikacja jest
              skomplikowana...

              jesli ktoś ci pisze ze jestes obłudna to jest to dla mnie jakas totalna bzdura
              bo ja nie widze obłudy w twoim zachwaniu... a o oczuciach nie mozna napisac ze
              są obłudne...
              moim zdaniem powinnaś pokierowac sie rozumem - choć wiem jakie to trudne...
              gdybyś poszła za glosem serca skrzywdziłabyś wielu ludzi... choć uwazam ze
              trzeba tez myslec o sobie a nie o innych... ale byc moze gdybys tak zrobiła los
              by cie ukarał..

              trudno jednak jest zyć juz zawsze ze swiadomościa jakiejś starty... jakiegoś
              niespełnienia... wiem co mówie...


              pozdrawiam
            • umasumak Jeśli mam być szczera... 17.06.05, 10:28
              ... to uważam, że powinnaś uciąć wszelkie kontakty z tamtą rodziną. Nie da się
              przez całe życie balansować na granicy bezpieczeństwa.
              • sowa_hu_hu uma 17.06.05, 10:38
                tez tak myśle - to jest najlepsze rozwiązanie...
        • an_ni Re: ależ Wy się mylicie!!!! 17.06.05, 11:13
          ooo nastepna co czyta tylko to co chce uslyszec
        • twinmama76 ble ble ble 17.06.05, 12:50
          Masz rację, bardzo płytko potraktowałam twój post, a wasze relacje są baaardzo
          złożone uncertain
          Niestety na tym świecie relacje damsko-męskie są zadziwająco proste.
          A jak już jakaś kobieta wypisuje, że jej "syn woli się bawić z wujkiem X, a
          jego syn woli ją od swojej mamy - i to na pewno jest przeznaczenie", to krew
          zalewa mi oczy sad
          Dobrze, że masz na tyle przywoitości (rozumu?) i nie starasz się pogłębiać tej
          fascynacji.
          Pytałaś, co masz robić? NIC.
    • iwles Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 17.06.05, 10:39
      Zastanawiam się, czy mąż przyjaciółki też ma takie rozterki wewnętrzne jak Ty.
      Bo to, że nic nie robi - to widać.
      I dobrze, że nic nie robi, aby się do Ciebie zbliżyć.

      Jeśli ta sytuacja Cię męczy - to poradzę Ci podobnie jak Uma - ogranicz
      kontakty, bądź zerwij, zanim sytuacja Cię przerośnie i zaczniesz porównywać
      swojego partnera z mężem przyjaciółki (na niekorzyść swojego mężczyzny - bo to
      może Was zniszczyć)

      Dla Twojego dobra, dla Twojego zdrowia i dla Twojego szczęścia.
      Chyba, że uważasz, że jesteś tak silna, że sobie poradzisz.

      Pozdrawiam.
      • dzindzinka Re: Wniosek: "goń babę z domu" 17.06.05, 11:53
        Tak mi przyszło do głowy, że ta cała historia może być dla nas żon i matek
        przestrogą. Kiedyś czytałam zwierzenia kobiety zdradzonej przez męża z
        najbliższą przyjaciółką. Kobieta ta dostała wcześniej radę od starszej i
        doświadczonej osoby: "goń babę z domu", oczywiście ją zlekceważyła, bo miała
        pełne zaufanie do przyjaciółki.
        Sytuacja, w której koleżanka żony (lub kolega męża, co chyba jednak się rzadziej
        zdarza) jest niemalże domownikiem jest chora. Gdy ktoś wchodzi do naszego życia,
        to po pewnym czase uzurpuje sobie prawo do jego oceniania i ingerowania w nie.
        Wiem co mówię. U mnie tą "babą" była teściowa, traktowałam ją jak przyjaciółkę,
        zawsze o niej dobrze mówiłam, przyjeżdżała raz na miesiąc, siedziała zwykle dwa
        tygodnie, gdy wyjechała dzwoniłam do niej codziennie jak do matki (synkowi
        przypominałam, by do niej zadzwonił). Aż wyszło szydło z worka. W przypływie
        złego humoru ni stąd ni zowąd wygarnęła mi co sądzi o naszym małżeństwie i
        oczywiście o mnie, bo to ja jestem winna, że nasze małżeństwo nie przypomina jej
        beznamiętnego małżeństwa z ojcem mego męża. Jej opinia była bardzo subiektywna i
        niesprawiedliwa, bo tylko my wiemy jak jest z naszym małżeństwem i wiemy, że
        obecnie jest tak dobrze jak może nigdy. Za 5 minut mnie przeprosiła, ale ja już
        wiem na 100%, że należy "gonić babę z domu". Chłopa zresztą też. Moja znajoma
        strzeliła sobie romans z przyjacielem męża, który niemal z nimi mieszkał.
    • triss_merigold6 Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 17.06.05, 12:10
      Trochę to dziwne...
      Samo wyznanie uczucia nie musi nic znaczyć i niewiele kosztuje. Prawdopodobnie
      facet jest Tobą zauroczony ale wygoda + stabilizacja + zobowiązania rodzinne są
      i będą ważniejsze.
      Lepiej dla zdrowia psychicznego wszystkich byłby mocno ograniczyć kontakty a
      panu mężowi - przyjaciółki wyjaśnić powód bez ogródek.
      Szczerze wątpię czy bylibyście razem tak szczęsliwi jak sądzisz. Może w innym
      życiu.
      Kolejny dowód na to, że przygarnianie pod rodzinne skrzydła samotnych dowolnej
      płci to strzelanie sobie w stopę.
      • tynia3 Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 17.06.05, 13:10
        Straszliwe dyrdymały wink.
        Ciesz się, że nie masz większych problemów i nie komplikuj życia sobie i innym.
        Powodzenia.
      • honorka75 [...] 17.06.05, 13:13
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • sowa_hu_hu honorka75 daj dziewczyno na luz!!! 17.06.05, 17:14
          jakim prawe wyzywasz autorke postu???

          bo co? bo ciebie mąz i przyjaciółka zrobili w bambuko??? zastanów sie kobieto co
          TY wypisujesz... nie ma to jak patrzeć na cały świat przez pryzmat swojej osoby...
          weź może sobie pobiegaj bo widze że cie roznosi z nienawiści... albo daj w pysk
          męzowi i przyjaciółce to może ci przejdzie a nie wyzywaj sie na innych...

          przeczytałm twój post dwa razy i to ja uwierzyć nie moge jakie dyrdymały
          wypisujesz...

          brak słów...
          • ledzeppelin3 Re: honorka75 daj dziewczyno na luz!!! 17.06.05, 17:58
            He he, w życiu żadnej zabłąkanej duszyczki (zwłaszcza płci żeńskiej) pod swój
            dach nie przyjmę. I bez koleżanek mój mąż też się jakoś obywa...
          • dzindzinka Re: honorka75 daj dziewczyno na luz!!! 17.06.05, 18:13
            Honorka wyzywając autorkę wątku przesadziła niewątpliwie, ale moim zdaniem przez
            pryzmat własnej osoby patrzy właśnie Nik1. Czy zastanowiła się co może czuć jej
            koleżanka jeśli się dowie o całej historii? Ja na jej miejscu chyba bym takiej
            "przyjaciółce" nogi z "d" powyrywała i mężowi również. Ciekawa jestem ile Ty
            Nik1 masz lat? Bo zachowujesz się jak nastolatka. Te teksty o dziecku koleżanki,
            które rzekomo Cię woli od matki są paradne. Postaw się na moment na miejscu tej
            kobiety.
            Dobrze, że sprawy nie zaszły jeszcze zbyt daleko, jest jeszcze czas, by się
            wycofać z życia tej rodziny.
          • umasumak Sowa 17.06.05, 23:58
            Wydaje mi się, że Honorata jak najbardziej miała prawo tak zareagować. Mnie
            samej podobne słowa cisnęły się na usta, chociaż nie przeżyłam tego co Ona.
            • sowa_hu_hu Re: Sowa 18.06.05, 09:27
              a ja uważam że prawa nie ma! ja przezyłam już różne rzeczy i na własnej skórze i
              w gornie moejej najbliższej rodziny... więc mam w tym temacie doświadczenie...

              nie mamy prawa jej tak oceniać - jak na razie nic sie nie stało... jesli zerwie
              z nimi kontakty zachowa sie wg bardzo dobrze , jeśli pójdzie z nim do łóżka
              itd... wtedy będziecie mogły mówić że jest suką... zwłaszcza wobec przyjaciółki...
        • marcelino1 Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 17.06.05, 18:19
          Honorka,
          przeżyłaś sama coś takiego i masz moim zdaniem prawo tak twierdzić. Taka
          wredota pod własnym dachem sad Nie rozumiem tylko dlaczego masz największą winę
          do niej. Mąż na to pozwolił, a przecież mógł sam zareagować. Wiem, wiem łatwo
          powiedzieć sad
          Nie zgadzam się natomiast z oburzoną Sową, która pyta jakim prawem tak
          oceniasz. Przeżyłaś - więc masz prawo oceniać. Trzymaj się i nie zapraszaj
          więcej żadnych bidulek do domu. pozdrowionka
          • kkatie Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 17.06.05, 21:12
            honorka, strasznie mi przykro, naprawde sad
            a co do stwierdzenia, ze patrzysz przez pryzmat wlasnej osoby, hmmm a jak w
            takiej sytuacji nie patrzec? rzadko kiedy opinie sa obiektywne, zwlaszcza w
            takich przypadkach. przemawia przez Ciebie zal i rozgoryczenie i to jest dla
            mnie zupelnie zrozumiale. moze troszeczke za ostrych slow uzylas, ale
            generalnie rozumiem Cie. sama jestem baaardzo ostrozna w temacie wszelkich
            takich "przyjaciolek".
            a jesli chodzi o nik1, to stwierdzenie, ze dziecko przyjaciolki woli ja od
            matki wlasnej, hihi, jest grubo przesadzone.
            normalne, ze male dziecko woli ciocie/wujka. sama wolalam chrzestna, pamietam
            to bardzo dobrze, jak bylam mala, bo nie zaganiala do lekcji i nie "czepiala"
            sie o byle co. wiec takie stwierdzenie jest wedlug mnie niedojrzale.
            no i jeszcze to, ze wszystkie jestesmy swietoszkowate..
            no przepraszam bardzo, ale jesli Ty uwazasz, ze kazda dziewczyna, ktora uwaza
            taka sytuacje za niezdrowa i w pewnym sensie za zdrade jest swietoszkowata, to
            przeanalizuj swoj system wartosci, bo cos tu jest nie tak, skoro uwazasz, ze
            utrzymywanie nadal z "ta" rodzina tak bliskich kontaktow jest ok. facet
            widzi "zakazany owoc" w Tobie, ktory zawsze pociaga, jak ktoras z dziewczyn juz
            tu napisala. ciekawe jak potraktowalby Cie gdybys mu w koncu ulegla.
            nie nalezy generalizowac, ale watpie zeby to "piekne, czyte, wieloletnie"
            uczucie takim pozostalo.
            niestety rzeczywistosc jest szara, czasem brutalna.
            zejdz na ziemie dziewczyno..
            popatrz trzezwym okiem na sytuacje jeszcze raz. moze dojdziesz do nowych
            wnioskow.
            pozdrawiam



    • marcelino1 Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 17.06.05, 18:21
      Dla mnie Nik1 to jesteś po prostu beznadziejna. Daj sobie spokój kobieto zanim
      zniszczysz życie kilku osób. Nie masz prawa się w taki sposób zachowywać.
      Dla mnie dno totalne.
    • czajkax2 Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 17.06.05, 18:54
      Ja roxzumiem,że są sytuacje rózne,uczucia trudno kontrolować itp itd. i nie
      zamierzam tu najeżdżac na ciebie,twoje sprawy,twoje życie.
      Tylko jedno ale.
      Piszesz że ta sytuacja trwa od lat,więc mam jedno spostrzeżenie.
      Nie nazywaj się przyjaciółką kobiety,o której męzu myślisz. Bo nie jesteś jej
      przyjaciółką. gdybyś była,to byś lata temu ucięła tą niezdrową sytuację.
      sama piszesz że na początku ty do niego nic,a potem zaczęłaś "rozkwitac" przy
      nim. To na tym początku trzeba było jasno dac do zrozumienia,ze nic z tego nie
      będzie. Ale po co,prawda? Skoro tak fajnie jest być adorowaną przez kogoś. Jak
      miło wiedziez że ktoś tam wzycha do ciebie i to nic że to MĄŻ PRZYJACIÓLKI.
      Tak więc nie nazywaj się jej przyjaciółką,bo szrgasz to swłowo swoim
      zachowaniem. zaraz napiszesz że jestes jej wierna we wszystkim oprócz kontaktów
      z jej męzem. Podkreślam,że to JEJ mąż. I ty nie masz praw do niego. gdyby
      koleżanka znała sutyację to uwierz mi na pewno nie nazwałaby cię
      przyjaciólką,tylko zgoła inaczej.
      I nie pisz bzdur że jej dzieci wolą ciebie bo to śmieszne.
      Piszesz,że to złożona sytuacja. Wyobraż sobie ze role się zamieniają i to twój
      mąż i twoja przyjaciółka tak sobie się "lubią'. Czy wtedy też byś uważała że o
      na jest twoją przyjaciółką i że to skomplikowana sprawa,te uczucia między
      nimi??? Czy raczej miałabyś zdecydowane,skrystaliozowane poglądy na tę kwestię?
    • maleslonko Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 18.06.05, 00:21
      Boże przeczytałam wszystkie posty i .... jak łatwo kogoś sie ocenia i radzi .
      Wyobraź sobie jakbyś... a gdybyś Ty była w odwrotnej sytuacji itp itd. Ja chyba
      też do niedawna tak bym napisała - chodząca idealistka i strażnik moralności.
      Tymczasem sytuacja sie zmieniła i w sytuacji jestem może nie podobnej bo
      łatwiejszej (ja mężata i dzieciata -on nie ), ale dylematy mam bardzo daleko
      posunięte. Życie lubi nam płatać figle, oj lubi!!!I naprawdę Ci współczuję z
      całego serca. Radzić nie będę bo rady dla siebie nie znajduję. Ale wiesz -
      życzę tym radzacym, żeby chociaz przez chwile poczuli to "coś" - te dylematy,
      poczucia winy, wzloty i upadki. Nie mówię już o przekroczeniu pewnej bariery
      kiedy zostaje tylko tzw "wóz" albo "przewóz". Najgorsze jest jednak to bycie na
      krawędzi. Więc małe słówko do wszystkich piszących- NIGDY NIE MÓW NIGDY!!!. I
      do Ciebie nik 1-myślę, że mogłybyśmy ze soba pogadać- bez rad, ocen i tego
      całego zamieszania. Jakbyś chciała sie wyżalić pisz na priv-chyba już teraz
      wszystko potrafię zrozumieć - jak zwykły człowiek ze swoją niedoskonałością.
      Pozdrawiam. I trzymaj się
      • kkatie Re: maleslonko 18.06.05, 07:43
        ojej, jakie my wszystkie beee jestesmy. jak w ogole smiemy oceniac takie
        sytuacje. przeciez kazda z nas moze cos takiego spotkac bla bla bla..
        ja sie za obcymi facetami nie ogladam i taki mam charakter, ze po cudze nie
        siegam, nie mowiac o krzywdzeniu bliskich, nie ma dla mnie znaczenia czy facet
        bylby zonaty czy nie.
        a tak a propos Twojej "obiektywnosci", ze nie bedziesz oceniac itd.
        pewnie, ze nie bedziesz jak jestes w podobnej sytuacji. mozecie sie co najwyzej
        doswiadczeniami powymieniac.
        i znowu patrzenie przez pryzmat wlasnej osoby..
        ktos chyba juz tu o tym wspominal? ...
      • umasumak Ojoj Małesłonko :-) 18.06.05, 09:32
        A skąd ty możesz wiedzieć, co ktoś inny przeżywał? Wyobraź sobie, że byłam w
        bardzo podobnej sytuacji, co Nik ładne parę lat temu. I wycofałam się, mimo że
        żona mojego "obiektu", nie była moją przyjaciółką - to jego znałam od zawsze.
        Ale wycofałam się przy pierwszych sygnałach z jego strony, mimo tego, że dobrze
        mi było z jego zainteresowaniem. Po prostu - po cudze się nie siega, jak ktos
        tu napisał. Pzdr
        • sowa_hu_hu Re: Ojoj Małesłonko :-) 18.06.05, 09:40
          no nie ojej... wiem kto ten cos przezywał a dlaczego to pisac nie musze...

          skoro ty sie wycofałas to super - oby autorka postu tez to zrobiła - poza tym
          jak na razie jeszcze nie doszło do niczego złego... więc oby ucieła to jak
          najszybciej...
          • sowa_hu_hu Re: Ojoj Małesłonko :-) myslałam ze to do mnie :) 18.06.05, 09:42

    • maksimum Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat...DZIECI 18.06.05, 05:12
      nik1 napisała:


      > Nasi partnerzy absolutnie niczego nie podejrzewają, mało tego uważają, że ja
      > i on stanowimi doskonałą parę kumpli, która może ze sobą konie kraść. Dażą
      > nas bezgranicznym zaufaniem (do tego stopnia, ze mogłabym razem z nim i
      > dziećmi wyjechać na wczasy a jego żona i mój partner nie mieliby nić
      > przeciwko temu - taki pomysł już padł).

      Jesli taki pomysl padl,to ja bylbym podejrzliwy,ze twoj facet i twoja kolezanka
      niespodzianke wam szykuja.

      > Ja kocham mojego faceta - jestem mu wierna i cenię go za wiele jego cech i za
      > to co dla mnie zrobił.
      > Ale wiem, że naprawdę szczęśliwa mogłabym być tylko z mężem mojej
      > przyjaciółki i on myśli tak samo.
      > Nie pytam o radę - bo wiem co mam zrobić - najlepiej NIC nie zmieniać.
      > Zastanawiam się tylko, czy mając szczęście w zasięgu ręki należy po nie
      > sięgać, czy bacząć na innych nam bliskich, brnąć dalej w poukładanym życiu -
      > bez namiętności i zrozumienia?

      Dla niektorych dzieci to szczescie,a przy okazji jakbyscie rozwiazali sprawe z
      dziecmi?
      • sowa_hu_hu Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat...DZIEC 18.06.05, 09:24
        wg mnie uczucie moze przyjśc nagle i niespodziewanie - i wtedy moze to byc mąz
        mojej przyjaciółki czy chłopak mojej siostry... niestety - serce nie sługa...
        najwazniejsze jest to co z takim uczuciem zrobimy... - czy pozowlimy aby czyjeś
        życie legło w gruzach czy bedziemy próbowali je stłamsić...
        nie uwazam ze autorka postu jest wrogiem swojej przyjciółki - ale uwazam ze
        powinna zerwac z nia kontakty... nawet jesli przyjaciółka źle sobie o niej
        pomysli - cóż , takie są konsekwencje tego wszystkiego...
        • umasumak Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat...DZIEC 18.06.05, 09:35
          sowa_hu_hu napisała:

          > wg mnie uczucie moze przyjśc nagle i niespodziewanie - i wtedy moze to byc mąz
          > mojej przyjaciółki czy chłopak mojej siostry... niestety - serce nie sługa...
          > najwazniejsze jest to co z takim uczuciem zrobimy... - czy pozowlimy aby
          czyjeś
          > życie legło w gruzach czy bedziemy próbowali je stłamsić...
          > nie uwazam ze autorka postu jest wrogiem swojej przyjciółki - ale uwazam ze
          > powinna zerwac z nia kontakty... nawet jesli przyjaciółka źle sobie o niej
          > pomysli - cóż , takie są konsekwencje tego wszystkiego...
          >
          >
          > Ale Sowa, ta sytuacja trwa od lat, ona juz dawno powinna była ją zakończyć.
          Jeżeli tego nie zrobiła, to oznacza, że kiepsko u niej z lojalnością.
          • sowa_hu_hu Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat...DZIEC 18.06.05, 09:41
            może i kiepsko... ale tez nie na tyle zeby sie bzyknąc z mężem kolezanki więc
            moim zdaniem ona moze jeszcze sie wycofać i wyjśc z tego z twarzą...
            takie jest zycie - ludzie popełniają błędy... czyż nie tak?
            • umasumak Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat...DZIEC 18.06.05, 09:44
              sowa_hu_hu napisała:

              > może i kiepsko... ale tez nie na tyle zeby sie bzyknąc z mężem kolezanki więc
              > moim zdaniem ona moze jeszcze sie wycofać i wyjśc z tego z twarzą...
              > takie jest zycie - ludzie popełniają błędy... czyż nie tak?

              Popełniają. Ale nie wiem czy zauważyłaś, że Nik wcale nie ma zamiaru się
              wycofać. I to jest wredne.
              >
              >
              • sowa_hu_hu Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat...DZIEC 18.06.05, 09:49
                a gdzie napisała że sie nie wycofa??? bo chyba nie doczytałam...

                moim zdaniem napisała bo ją to dręczy i pewnie zastanawia sie jak to rozwiązać...
                gdyby miała wszystko gdzieś i była taką wredną suką już dawno pukneła by sie z
                męzem kolezanki...
                a jej dylematy dowodza tego ze nie jest taka zła...
                jesli nie odpuści i nadal będzie sie z nimi widywała to kiedyś pęknie , nie
                wytrzyma albo on , albo ona... i dwie rodziny szlag trafi...
                • umasumak Sówko 18.06.05, 10:11
                  "Nie pytam o radę - bo wiem co mam zrobić - najlepiej NIC nie zmieniać.
                  Zastanawiam się tylko, czy mając szczęście w zasięgu ręki należy po nie
                  sięgać, czy bacząć na innych nam bliskich, brnąć dalej w poukładanym życiu -
                  bez namiętności i zrozumienia?"


                  TU napisała, że nie zamierza nic zmienić - czyli że się nie wycofa, chociaż
                  oczywiście kołacze jej się po głowie, czy aby nie dobrze by było po te
                  szczęście sięgnąć, skoro się je ma w zasiegu ręki.
                  • sowa_hu_hu Re: Sówko 18.06.05, 10:25
                    ja to odebrałam bardziej w ten sposób że nie zmieniać - czyli właśnie nie sięgac
                    po tego faceta...

                    jak dla mnie autorka postu oszukuje chyba troche samą siebie - pisze ze kocha
                    swojego faceta a jednak mysli o innym i pize ze tylko z nim byłaby szczęsliwa...

                    powiem tak - jeśli chce zaznac troche namiętności to niech znajdzie sobie
                    kochanka a nie męza kolezanki...
                    no chyba ze ona mysli o wspólnym zyciu z nim - jak dla mnie jest to niewykonalne
                    gdyż pociąga za sobą szereg komlikacji...
                    moim zdaniem pwinna pokazac klase i odciąc sie od tego na maxa...

                    to moze miec naprawde powazne komplikacje - bo jakby poczuła sie jej
                    przyjaciółka gdyby dowiedziała sie ze dwie najbliższe osoby ją zostawiły...? (bo
                    nie wiem czy moge napisac oszukały - jakoś mi to nie lezy...) ano mogłaby np.
                    tabletek sie nałykać albo innego sposobu uzyć - wiem ze to extremalna sytuacja
                    ale takie rzeczy sie zdarzają kiedy człowiekowi zawala sie śiwat... bo jeden da
                    sobie z tym rade , inny nie...
                    • kkatie Re: Sówko 18.06.05, 11:37
                      sowa_hu_hu napisała:

                      > ja to odebrałam bardziej w ten sposób że nie zmieniać - czyli właśnie nie
                      sięgac po tego faceta...


                      ja akurat tez tak to odebralam..


                      • sowa_hu_hu Re: Sówko 18.06.05, 11:56
                        wydaje mi sie ze chodzi nam o to samo - o to żeby ona zerwała kontakt z ta
                        rodziną bo to nic dobrego nikomu nie przyniesie...
                        tyle że ja staram sie zrozumieć jej uczucia... jestem daleka od nazywania jej
                        zimną suką...
                        • kkatie Re: Sówko 18.06.05, 12:36
                          alez kochana Sowko, ja rowniez uwazam, ze okreslenie bylo nieco za ostre, ale..
                          zreszta swoja opinie juz wyrazilam smile)))
                          pozdrawiam
                          • sowa_hu_hu Re: Sówko 18.06.05, 12:41
                            ja tam dziewczynie życze żeby dobrą decyzje podjęła...
                      • umasumak Pomyślcie logicznie 18.06.05, 20:19
                        jeżeli Nik napisała, że chce pozostawić sprawy takimi jak są do tej pory, to
                        oznacza, że nie zamierza ucinać kontaktów z tą rodziną, ani nic zmieniać w
                        charakterze tej znajomości - czyli nadal flirt z mężem koleżanki. Na dodatek
                        napisała, że zastanawia się, czy dobrze robi, nie korzystając z szansy na
                        szczęście. To oznacza, że niczego ucinać nie zamierza.
                        >
                        >
                        >
                        >
        • iwles Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat...DZIEC 20.06.05, 12:02
          sowa_hu_hu napisała:

          > wg mnie uczucie moze przyjśc nagle i niespodziewanie - i wtedy moze to byc mąz
          > mojej przyjaciółki czy chłopak mojej siostry... niestety - serce nie sługa...
          > najwazniejsze jest to co z takim uczuciem zrobimy... - czy pozowlimy aby
          czyjeś
          > życie legło w gruzach czy bedziemy próbowali je stłamsić...
          > nie uwazam ze autorka postu jest wrogiem swojej przyjciółki - ale uwazam ze
          > powinna zerwac z nia kontakty... nawet jesli przyjaciółka źle sobie o niej
          > pomysli - cóż , takie są konsekwencje tego wszystkiego...


          Sówko !! - ale dziewczyna napisała, że go n i e ... k o c h a.
          Kocha ojca swojego dziecka. Więc nie chodzi tu o uczucia. No właśnie - nawet
          nie wiadomo o co tu chodzi. Po co w to brnąć ???
          • dzindzinka Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat...DZIEC 20.06.05, 12:34
            iwles napisała:
            "Sówko !! - ale dziewczyna napisała, że go n i e ... k o c h a.
            Kocha ojca swojego dziecka. Więc nie chodzi tu o uczucia. No właśnie - nawet
            nie wiadomo o co tu chodzi. Po co w to brnąć ???".

            No właśnie! I w dodatku mąż przyjaciółki kocha żonę. Gdzie tu sens i logika.
            • umasumak Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat...DZIEC 20.06.05, 12:39
              dzindzinka napisała:

              > iwles napisała:
              > "Sówko !! - ale dziewczyna napisała, że go n i e ... k o c h a.
              > Kocha ojca swojego dziecka. Więc nie chodzi tu o uczucia. No właśnie - nawet
              > nie wiadomo o co tu chodzi. Po co w to brnąć ???".
              >
              > No właśnie! I w dodatku mąż przyjaciółki kocha żonę. Gdzie tu sens i logika.

              No jak kto gdzie? W rozporku tego pana. On chce ją puknąć, ona myśli że łączy
              ich coś wyjatkowego, pochlebia jej to i za wszelką cenę chce utrzymać ten stan
              rzeczy. Pzdr
    • 18lipcowa Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 18.06.05, 13:35
      heh dobre. facet chce po prostu pobajerzyć, pobzykać na boku, bez
      zobowiązań..nie podniecaj się tak tym, lepiej odpuść sobie znajomośc...
      • kkatie ooo lipcowa :)) 18.06.05, 13:37
        jak tam Twoja praca? promotor wrocil?
        • 18lipcowa kkatie 18.06.05, 14:57
          kkatie napisała:

          > jak tam Twoja praca? promotor wrocil?

          Wraca po 20 tym czerwca.
          >
          >
    • kawka74 Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 18.06.05, 14:49
      Kocha Was obie? Ciekawostka przyrodnicza ten mąż.
      Szkoda mi Was wszystkich, ale najbardziej kołowanych partnerów. Robicie ich
      oboje w balona, bo to, że "do niczego nie doszło" czy jak to się tam mówi, to
      ma w tej chwili niewielkie znaczenie. Świństwo i tyle.
      Wiesz, co masz robić - NIC. I to jest beznadziejne wyjście z sytuacji. Oboje
      będziecie się wzajem nakręcać, podbechtywać, aż do zarżnięcia sokoła. Nastąpi
      punkt kulminacyjny jak w klasycznej noweli - albo partnerzy się dowiedzą, albo
      mąż przyjaciółki się z Tobą prześpi, przy czym jedno i drugie będzie miało
      podobnie opłakane skutki. Partnerzy się na Was wypną, a Wy nagle przejrzycie na
      oczy - że najpiękniejszym okresem Waszej znajomości było popatrywanie na siebie
      z daleka, a nie życie razem, które okaże się zupełnie normalne. Albo w ogóle
      tego wspólnego życia nie będzie, bo mężowi się nagle odechce romansów i
      zapragnie nie patrzenia sobie w oczy i rozkwitania, tylko solidnego obiadu, a
      wieczorem miast kąpieli przy świecach szybkiego prysznica (o ile zechce się
      umyć, bo to różnie bywa), a potem równie szybkiego buzi i spokojnego chrapania
      na dwa głosy.
      Kończ to, dziewczyno, póki czas, złaź na ziemię. Robisz sobie smaka na cudze
      ciasteczko, które potem może się okazać niestrawne. Może by Wam się udało, ale
      tego raczej statystyki nie przewidują...
      Mimo wszystko współczuję.
      • basia313 Re: Mąż mojej przyjaciółki-to trwa od lat... (dłu 18.06.05, 15:18
        Mysle, ze to dobra rada. Poluzowac znajomosc dopoki jeszcze do niczego nie
        doszlo. Po przekroczeniu pewnej granicy nawet tylko w umysle, mozna juz byc za
        daleko i nie byc w stanie powrocic. Mysle tez, ze od CIebie teraz wszystko
        zalezy. MEzczyzni raczej logicznie nie mysla i Ty jako kobieta powinnas
        fizycznie sie zdystansowac do tego znajomego. We mnie sie kiedys taki zonaty
        mezczyzna zakochal. JA bylam wolna, on mi sie podobal, ale wiedzialam ze byl
        zonaty, wiec na pewno na nic bym sie nie zdecydowala. Porozmawialam z moja
        dobra znajoma. Jej rada byla dokladnie taka:skoncz to teraz poko jeszcze
        mozesz. Tak zrobilam. Zal troche mi bylo ,ale wiedzialam ze to bylo najlepsze.
        Mysle, ze byc moze jestes jeszcze w sytuacji, w ktorej jestes w stanie
        swiadomie taka decyzje podjac. Szkoda by bylo i Twojej i Twojej przyjaciolki
        rodziny. JEj maz niestety bardzo zle sie zachowal i zachowuje, od CIebie teraz
        zalezy czy sprawy pojda w dobrym kierunku. Moim zdaniem tylko odizolowanie sie
        od tamtej rodziny, dyskretne i tak, zeby nikt niczego nie podejrzewal.
    • 18lipcowa buaaa poryczałam się... 18.06.05, 15:09
      Prawidziwa brazylisko - kolumbijska opera mydlana..
      on ją kocha, ona jego, nie mogą razem być, bo ....

      o matko...
      • kawka74 Re: buaaa poryczałam się... 18.06.05, 15:20
        kurczę, Lipiec, nie wiedziałam, że Ty taka wrażliwa jesteś wink)
        • 18lipcowa Re: buaaa poryczałam się... 18.06.05, 15:22
          kawka74 napisała:

          > kurczę, Lipiec, nie wiedziałam, że Ty taka wrażliwa jesteś wink)

          Kawka nie mieście mi się w głowie że dorośli ludzie mogą takie rzeczy
          wyczyniać...
          • kawka74 Re: buaaa poryczałam się... 18.06.05, 16:38
            Ano mogą, jak widzisz. MOże to dlatego, że nie są naprawdę dorośli? Dowód,
            małżeństwo i potomstwo nie czynią człowieka dorosłym, odpowiedzialnym i zdrowo
            myślącym.
            Po mojemu - ujmując rzecz po żołniersku - facet jest nieodpowiedzialnym
            chłopczykiem, któremu pomieszała się miłość z chęcią pobaraszkowania na boku z
            ładną kobitką, która wierzy w zapewnienia o miłości.
            Eeeeeeeeeeeeeeeeee.......
            • 18lipcowa Re: buaaa poryczałam się... 18.06.05, 16:41
              kawka74 napisała:

              > Ano mogą, jak widzisz. MOże to dlatego, że nie są naprawdę dorośli? Dowód,
              > małżeństwo i potomstwo nie czynią człowieka dorosłym, odpowiedzialnym i
              zdrowo
              > myślącym.
              > Po mojemu - ujmując rzecz po żołniersku - facet jest nieodpowiedzialnym
              > chłopczykiem, któremu pomieszała się miłość z chęcią pobaraszkowania na boku
              z
              > ładną kobitką, która wierzy w zapewnienia o miłości.
              > Eeeeeeeeeeeeeeeeee.......


              I ja się z Tobą w 100000% zgadzam - facet chce pobzykać, pobajerzyć i tyle. A
              laska stara a głupia i wierzy...
              • kasik751 Re: buaaa poryczałam się... 18.06.05, 20:42
                Ja bym wymiekła juz dawno na etapie tekstu : "kocham was obie". Nie łykam
                takich dyrdymałów.
                Pozdrawiam.
    • triss_merigold6 Przyjaźń męsko-damska LOL 18.06.05, 20:58
      Zgadzam się z wersją Kawki: kiedyś się wyda, ktoś dostanie po gębie,
      romantyczny wielbiciel uzna, że jednak woli rodzinę, autorka będzie ryczeć w
      poduszkę.
      Na marginiesie - niech autorka nie chrzani o przyjaźni.
      To zrozumienie bez słów; "rozkwitanie" w jego obecności; przeczucia; chęć
      spędzania razem czasu itd. to romantyczne zauroczenie a nie żadna przyjaźń.
      Polecam artykuł Dodziuk w dzisiejszych "WO".
      • honorka75 Re: Przyjaźń męsko-damska LOL 20.06.05, 09:24
        Sorry, dziewczyny, może trochę za ostro napisałąm, ale w tamtym momencie po
        prostu ręce mi sie na kwaiaturze tak trzęsły, nie mogłam opanować złości.
        Ona po prostu jest facetem zauroczona, i ma ochotę w to brnąć i nazywa sie
        przyjaciółką.
        Ciekawe Sowo -hu -hu, gdyby Ciebie coś takiego spotkało -czy dałabyś na luz.
        Chyba musiałabym ze dwa lata chodzić na haju.
        To była przyjaciółka "od serca" najbliższa mi osoba, która była jakby drugą
        mną, rozumiałyśmy sie doskonale -choć, o ironio, jak nieprawdopodobnie
        iwstrętnie to dzisiaj brzmi.
        A dlaczego mam żal większy do niej -tu nie chodzi o usprawiedzliwianie meża bo
        do niego też mam wielki żal,
        ale jego znałam kilka lat - a z nią "konie kradłam". Mam nadzieję ze wiecie o
        co chodzi.
        Ból był nie do zniesienia, nie potrafię tego opisać. Dwie osoby którym
        bezgranicznie ufałam napluły mi po prostu w twarz.

        Więc jeżeli ktoś ekscytuje sie podobna sytuacją -mam ochotę go udusić
Inne wątki na temat:
Pełna wersja