mama_kakaszka
18.06.05, 00:12
Pan mąż zabrał dzisiaj pana Łukasza autem na plac zabaw. Do placu jest dobry
kawałek - około kilometra w jedną stronę, normalnie chodzimy na piechotę, ale
się chmurzyło więc było bezpieczniej. Na placu było fajnie, jak zwykle, do
tej pory Łukasz interesowała tylko ślizgawka, dzisiaj też - dopóki nie
przyszły dziewczynki i tak się biedny zapatrzył, że spadł ze ślizgawki, nie
mocno, ale płakał. Pan mąż wziął go na ręce i pocieszał go, w tym momencie
podbiegł do nich duży pies rasy obronno-zaczepnej z przewagą zaczepnej i
zaczął na nich skakać, właściciela nie było nawet w zasięgu wzroku, a piesek
skakał i skakał, nie wiadomo było o co mu chodziło. Mały przerażony za
strachu jeszcze upadkowego i psiego, a mąż nie może się ruszyć, żeby psa
odciągnąć, ani małego postawić, bo mały i jak piesio skoczy to wogóle będzie
miał uraz do psów, poza tym nigdy nie wiadomo jak piesio się zachowa. Trwało
to dobre 10 minut jak piesio pobiegł do innych dzieci na podwórku, które
wdrapały się na drabinki więc były bezpieczne, mąż wykorzystał moment i
poszedł do auta. W tym czasie pojawił się właściciel, epitety same cisnął mi
się na usta, ale palce jakoś się powstrzymują. Pan stwierdził, że piesek
chciał się bawić bo młody jest. Mój maż zmieszał go z błotem, żadne z nas
psich zamiarów nie potrafi rozpoznać, oboje mimo tego, że lubimy psy, boimy
się ich, poza tym przecież mam prawo nie życzyć sobie żeby jakiś pies brudził
mi ubranie, mogę mieć też alergię, albo co gorsza dziecko i mogę mieć jeszcze
tysiąc innych powodów dla których nie chcę, żeby psy zbliżały się do mnie,
nawet na 10m. Mieszkamy na dużym osiedlu domków jednorodzinnych i notorycznie
się zdaża, że ludzie pozwalają biegać psom bez kagańca, o smyczy zapomniałam
już dawno, mimo że osiedle jest pod lasem, część psich właścicieli wyprowadza
je na boisko szkolne i plac zabaw właśnie, mimo, że do lasu jest 50m.
Przeraża mnie bezmyślność. Ja naprawdę bardzo boję się psów, zdarza mi się
wpaść w histerię, jako dziecko byłam pogryziona przez psa, widziałam też jak
pies zaatakował moją mamę i wygryzł jej kawałek ramienia (był za płotem,
wyskoczył nad płot i użarł, mama była na chodniku), może to stąd.
Wkurza mnie, że właściciele pozwalają podbiegać do obcych swoim psom, mając
pewność, że nie ugryzie, a może mają przyjemność obserwując jak ktoś się boi.
W każdym razie mąż po zdarzeniu zadzwonił na policję, dowiedział się, że mogą
przyjechać ale najpierw musi powiadomić straż miejską (wynik 0). Nie mam
pretensji, że nie przyjechali. Pan właściciel usłyszał i uciekł z pieskiem.
Mam świadomość, że wielu z Was się ten telefon nie spodoba, ale my już mamy
dość ciągłego strachu czy tym razem piesio się pobawi czy ugryzie. Mój mąz
denerwować się nie może i właśnie zdarzenie odchorowuje (specyfika jego
choroby). Mały ma dwa latka mówił, że pies chciał ich zjeść i że go ugryzł i
pokazał na główkę, nie ma śladów, pewnie trącił go pyskiem jak skakał, ale po
co to.
Mam pytanie, może ktoś wie gdzi mogę zgłosić, takie miejsca wyprowadzania
piesków, żeby może ktoś np. straż miejska, kontrolowali, plotka się rozniesie
i może wyprowadzacze zmienia upodobania miejscowe. Nie chodzi mi o jakąś
mściwość, tylko o bezpieczeństwo dzieci i mojego i innych.
Mam jeszcze dość zasranych piaskownic.
Skończyłam.
Pozdrawiam serdecznie Ania
Jak dobrze się wygadać.