blanca31
19.06.05, 22:52
A więc drogie Mamy w piatek jak codzień zostawiłam moje 6 letnie dziecko w
przedszkolu a moje roczne dziecko w żłobku. Ja pracuja od 8 do 16,
przedszkole i żłobek jest czynne do 16 więc dzieci wybiera zawsze mój mąż.
Przy czym sie zawsze musi nagomanstykować zeby zdążyć. Wiecie jak to jest.
Więc w piatek 15 57 dostje telefon od mojego męża : "gdzie jest Wojtek czy
zostawiłać go u dziadków?" ja na , to ze nie jest w przedszkolu. Więc o na
to, że przedszkole zamiknięte. Rozłączył się. Zamurował mnie. Myslę sobie 4
jescze nie ma, gdyby był chory Pani by zadzwoniła, do domu go nie
odprowadzono bo jescze czwartej nie, zreszta pani by zadzowniła. Wiec dzwonię
znowu do męża on zdenerwowany odbiera telefon i mówi mi, że przedszkole
zaknięte, nie ma żadnego numeru telefonu na zewnątrz a wogóle żeby to
spawdzic to musiał jescze przejśc przez płot bo ogród przedszkola jest
zamkniety a nasze drugie dziecko siedział w tym czasie w wózku za płotem. w
momencie kiedy ze mna rzomawia przez telefon słyszę jak mówi "jesteś???!!!"
to " To wyjdź???!!" w tym momencie sie rozłącza. Więc dzwonie jescze raz> Noe
odbiera. Dzwonie jescze raz. A on mówi, że nasze dziecko zostało zakniete w
przedszkolu i juz wiecej nie był w stanie powiedzieć. Ja jak stoje wychodzę z
pracy wsiadam w samochód i jadę do przedszkoloa. Zajedżam widzę
zdenerwowanego męża który stoi pod przedszkolem ażeby dziecka nie zostawic
samego ale w ten sposób nie mógł do nikogo zadzownić ani znależć numeru
telefonu. Na całym przedzkolu nie ma numeru telefonu ani nazwiska ani jednej
osoby z która sie mozna by było skontaktować. Dzoecko dalej w przedszkolu.
Biore małą i ide dosąsiedniego bloku bo wiedzialam , że tam mieszkała jedna z
pań. Mieszkała alejuz nie mieszka. Wracam. Przypomniało mi sie że wcześniej
pracowałam z kolegą którego tesciowa pracowała w tym przedszkolu. Dzwonie do
niego by natychmiast zadzwonił do tesciowej by ta zadzwoniła do Dyrektor by
ta natychmiast przyjechała bo jak nie to dzownię na policje. W Tym czasie mąż
rzomaiwa i pouiesza mojego "Bohatera" przez szybe y ten w tym momencie
dopiero się rozpłakał i opowiada tatowi, że wybił szybe w przedszolu ale i
tak mu sie nie udało wyść bo były drugie dzwizaknete. Ale ta szybe on rzozbił
reką, pieścią!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Gdyby sie skaleczył, lub przeciła
zyłę to by się wykrwaił. Mąż go zobaczyła przez przypadek jak stał i
rozmawaił ze mną. Dziecko rozbiło szybe wczesniej, gyby sie skaleczył nie
ppodszedł by do okna i mąz mógłby go niezauwazyć.Bo w zyciu by mu nie
przyszło do głowy że Panie zakneł przedszkole i poszły do domu i że zostwiły
zamkniete w przedszkolu dziecko. Po pierwsze zakneły przedszkole przed czwrta
on sobie wiązał buty w szatni, sztania jest przy wyjsciu lale z wiązania
butów nauczył sie niedawno i troche mu schodzi. One wychodziły w 4 zapomiały
sobie, że zotawiły dziecko w szatni chociaz same go tam wysłąy. Horror.
Przybiegła pierwsza Pani. otworzyła drzwi jedne, drugie a najpirwe ogród
otwieramy i wołam moje dziecko a on biedk jescze sie bał wyjśc bo ta szybe
st=ukł i wydawało mu sie że zrobił coc złego. Pani do niego z
pytaniem "dlaczego ni wołałeś? To moje dziecko ma sie jescze czuc winne bo
nie wołało. Mysłam , że nie poweim co. Im dłużej o tym mysle tym bardziej nie
mięsci mi sie to w głowie. juz misie nawet nie chce wiecej na ten temat pisać.