ania_wal
20.06.05, 09:57
od poczatku: w sobotę po południu dzwoni moja komórka,odbieram -ona.nie mówi
nic na powitanie tylko zaczyna mi pyskować że przez mnie mój mąz nie chce
pozyczyc im pieniędzy.ze jestem podła,chciwa,samolubna...normalnie mowę mi
odjeło.nawrzeszczała na mnie i wyłczyła się nie dając mi dojść do słowa.
mąz wrócił do domu, opowiedziałam a on sie dosłownie zagotował z wściekłosci.
jak sie okazuje brat poprosił go o pozyczenie 5 tys zł ( nota bene raz
pozyczyliśmy im 500zł ,mineło ól roku i nie oddali)a on odmówił stwierdzajac
zgodnie z prawdą ze mamy wydatki,luzem 5 tys nie ma a lokaty zrywał nie
będzie.na tym ich rozmowa sie zakonczyła.tyle ze oni sobie widocznie
wywnioskowali ze to moja wina/zasługa.
na koniec czerwca mamy jechac w odwiedziny do tesciowej,spotkamy sie z bratem
i bratową i obawiam sie ze będzie jakis ,,dym" bo tym razem nie daruje!!!!
sory,ale musiałam sie pozalić