tunia78
27.06.05, 19:18
Wrrr czasami bym najchetniej kopnęła siebie w 4 litery za to roztrzepanie.
Miałam dzisiaj pojechać na uczelnię po wpis z przedmiotu . Więć spóźniona (
synek za długo spał) w biegu pakuję sie i jego, zbiegam ze schodów , do
samochodu , małego do bratowej. Jadę co sił w nogach przez miasto(
Szczecin-godziny szczytu) po ten nieszczęsny wpis. Wysiadam pod uczelnią
i...oczywiście nie wzięłam indeksu, a więc wracam (dalej godzina szczytu)
spóźniona już do domu na 5-te piętro(bez windy), zabieram indeks i spowrotem
na uczelnie. Facetki od wpisu nie było ale przypadkowo dowiedziała się ze mam
JUTRO rano egzamin który miałam mieć w przyszłym tygodniu(dodam że powtarzam
cały boży rok z powodu niezdanego owego egzaminu) więc myślę sobie-dobra teraz
sunka do babci ( bidulek) a sama do domu pouczyć sie,lece do samochodu i
....okazała się zę z tych emocji ZGUBIŁAM torebkę z kluczami dowodem
portfem!!! ech powiedzcie gdzie ja mam do cholery głowę. Acha nawet jak by był
ta kobieta od wpisu do indeksu to i tak bym nie mogła go dostać
bo...zapomniałam karty egzaminacyjnej.

(