johana2
29.06.05, 11:23
Gnębi mnie to i dziwnie się czuję. Kilka lat temu moja siostra wyszła za mąż.
Było wielkie weselicho, cała rodzina zaproszona - 150 osób. Wesele
finansowali nasi rodzice na spółkę z teściami. Potem ja wyszłam za mąż. Nie
stać nas było na weselicho, rodzice zgodzili się pomóc w niedużym przyjęciu
na 30 osób. Teściowie moi nie żyją. W związku z tym zaprosiłam tylko
najbardziej bliską rodzinę. Chciałam też bardzo zaprosić wujostwo ze wsi, mam
tam chrześnicę, kórą staram się opiekować i wspierać na odległość a ostatnio
zabierałam ją 2 lata pod rząd z nami na wakacje - generalnie na 2 m-ce +
wyjazd. Mama mi to zaproszenie wyperswadowała, ze względów finansowych. Źle
się z tym czułam no ale cóż - nie ode mnie wszystko zależało. W ubiegłym
miesiącu jeden z synów wujostwa żenił się. Robił wielkie wesele, w większości
sam na nie zapracował, zapraszał kogo chciał. Wesele na sali z orkiestrą.
Zaprosił całą wielką rodzinę, moją siostrę u której się bawił, moich
rodziców. Nas nie zaprosił nawet na ślub. Moi rodzice, moja siostra z mężem
pojechali na ślub, na wesele, poprawiny. Nie rozmawiają o tym przy nas, ale
rozmowy o tym weselu przetaczają się w większym gronie rodzinnym, stąd wiem
że byli tam i dobrze się bawili. Czuję się paskudnie. Taki brak solidarności
z własną córką i siostrą... A może przesadzam? A może słusznie nas nie
zaprosili? A może....