inuanna
30.06.05, 01:43
Chyba się wkopałam... Jakiś czas temu przez koleżankę poznałam jej znajomego -
lekko upośledzonego faceta mniej więcej w moim wieku. Wiem, że to brzmi
okropnie, ale ma znaczenie dla sprawy. I oto ni z tego, ni z owego on zaczął
mnie odwiedzać w domu. Kiedy przyszedł po raz pierwszy, mój mąż był jeszcze z
nami(teraz jest na statku); przyjęliśmy tego znajomego uprzejmie, lekko
zaskoczeni, że spędził u nas 6 godzin, a wizyta przeciągnęła się do 23.00.
Potem zaczął przychodzić coraz częściej - pod pozorem pożyczenia płyt czy
pieniędzy, które zreszta zawsze oddaje w terminie. W ogóle jest sympatyczny,
bawi się z moimi dziećmi i w zasadzie nic nie można zarzucić jego zachowaniu,
ale... zaczyna mnie już drażnić. Przychodzi czasami 2 razy dziennie,
przesiaduje, męczy mnie to, że w zasadzie nie mamy o czym rozmawiać.
Oczywiście nie mogę poświęcic mu całego czasu, bo muszę np. zająć się dziećmi
czy obowiązkami domowymi, ale mimo tego czuję się nieswojo w jego
towarzystwie. Ostatnio dużo pracuję w domu przedpołudniami i jeśli on
wcześniej dzwoni, żeby zapytać, czy może przyjść, wówczas wymawiam się
zajęciami, ale zdarza się, że odwiedza mnie bez zapowiedzi. Nie mam odwagi,
żeby powiedzieć mu wprost, że nie jest pożądanym gościem, bo nie chciałabym
go urazić. Z drugiej strony jego wizyty stały się dla mnie uciążliwe i
chciałabym ich uniknąć. Może któraś z e - mam zna jakieś wyjście z tej
sytuacji?