Mój "samodzielny" mąż :(

28.07.05, 13:20
Wczoraj się zdenerwowałam i muszę się wygadać. Mój mąż (uosobienie spokoju i
łagodności) zamienia się w rozzłoszczonego tygrysa, jeśli mój tata w czymś mu
pomoże. Mieszkamy sami, z dala od moich rodziców, więc kontakty są bardzo
ograniczone, ale czasem dochodzi do spotkań. Mój tata jest typem pracoholika,
nie lubi bezczynnie siedzieć, ale nie o to głównie chodzi. J€ż kiedyś były
sytuacje, że tata widząć potrzebę zrobienia czegoś u nas na działce czy przy
samochodzie podwijał rękawy i robił. Mąż widzał to, nawet mu w tym pomagał
pokornie, ale gdy tylko rodzice odjechali, wyżywał sie na mnie z furią, że
niby powinnam powstrzymać mego ojca, bo on sobie nie życzy żadnej pomocy!
Byłam w mocno zaskoczona, ale trudno, delikatnie wytłumaczyłam tacie, żeby
niczego u nas nie dotykał, choc nie łatwo było mi to wyjaśnić. Natomiast
wczoraj znowu - rodzice opiekowali się przez dwie godziny dziećmi, ja poszłam
do lekarza, mąż w pracy. Mój tata bawił się z wnuczkiem i podczas zabawy
wyszła potrzeba udoskonalenia pewnej zabawki ogrodowej (to była taka mocna
lina, którą zawiesiłam na gałęzi, z supłami, do wspinania się). Mały był nią
zachwycony, jednak potrzebowała jeszcze przymocowania na dole do ziemi, żeby
była stabilniejsza. No i tata przymocował ją solidnie za pomocą kilku płytek
chodnikowych, które leżały niedaleko. Fajnie to zrobił, tyle, że wziął akurat
takie płytki, których mąż używał do przytrzymywania drzwi garażowych. ALE SIĘ
WŚCIEKŁ!!! Znów na mnie naskoczył, że pewnie nie powiedziałam tacie, że ma
"ręce trzymać przy sobie", wobec tego on sam mu to powie. Nie pomogły
tłumaczenia, że tata chciał dobrze i robił t dla wnuczka i że nie wiedział, że
akurat tych płytek ma nie ruszać, tylko inne, które leżą na stercie i są
niepotrzebne. Wściekał sie i wściekał. Potem się zmęczył i poszedł spać. A mi
jest smutno i głupio. Co mam robić? Przecież nie zwiążę rąk tacie. On i tak
czuje się źle przyjeżdżając do nas (robi to tylko z obowiązku i z potrzeby,
kiedy go prosimy z mamą), bo widzi, że zięć krzywym okiem patrzy na to, co on
zrobił dla nas z dobrego serca. Rozumiem w pewnym sensie jednego i drugiego,
ale pomóc im nie potrafię. Smutno mi sad
Dziękuję za przeczytanie.
    • twinmama76 Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 13:33
      Napiszę tylko, że gdyby moja teściowa przyjeżdżając do dzieci zauważyła np.
      potrzebe umycia okien, ewentualnie wpadła na pomysł ekonomiczniejszego
      rozłożenia sprzętów w mojej kuchni to trafiłby mnie szlag (dla dociekliwych -
      identyczna reakcja byłaby na podobne zagrywki mojej mamy).
      Stoję na stanowisku, że to jest NASZ dom i nawet jeśli jest w nim cos do
      zrobienia, to jest to sprawa moja i mojego męża. Ja też będąc z wizytą nie
      sprzątam i nie mebluję cudzego mieszkania po swojemu.
      IMO twój mąż ma rację, dziadek niech się realizuje w zabawach z wnukiem.
      • purpurowazmija Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 21:37
        W 100 5 uważam tak samo.
        Uff a juzmyślałam, że to ja jestem taka zosia samosia
      • purpurowazmija Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 21:44
        Ja rozumiem Twojego męza, teżbym się wkurzyła, bo nie lubie jak ktoś w
        czymkolwiek mi pomaga (czy to teściowie czy mama), ale jak sobie pomyślę o ś.p.
        ojcu "złotej rączce" i że gdyby żył maz nie chciał by jego pomocy to mi bardzo
        przykro i smutno. Takze w tym ułamku sekundy zmieniam zdanie i pozowiłabym na
        wszystkie naprawy
    • fugitive Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 13:35
      mam wrażenie, ze Twój mąż ma bardzo niska somoocenę i boi się że teść oceni go
      źle, że niby on nie potrafi zabawki dziecku naprawić. Czy może Twój tata dał mu
      odczuć, że tak jest , choćby w żartach. Ja bym doprowadziła do jakiejś
      konfrontacji, ale własnie w żartach. Kiedy tata chwyci sie za jakąś robotę, a
      mąz bedzie obok, powiedziałabym cos w stylu: tato zostaw przecież tomek potrafi
      sam to naprAWIĆ, A TAK BEdZIE SIE CZUŁ GŁUPIO, że ciebie wykorzystuje, no i
      dać wtedy możliwośc obydwu Panom do skomentowania sytuacji. Notabene uważam, że
      twój mąż ostro przesadza.
    • iwoniaw Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 13:50
      W pierwszym odruchu chciałam napisać coś o wytłumaczeniu mężowi, że przesadza,
      ale post twinmamy dał mi do myślenia. No bo mąż przesadza, ale czy my same nie
      przesadzamy z reakcjami na teściów/rodziców? Często przesadzamy. A dlaczego? Ano
      dlatego, że do rodziców nie zawsze dociera, że naprawdę nie powinni
      uszczęśliwiać dorosłych dzieci w myśl hasła "ja to zrobię szybciej/lepiej/żeby
      wam ulżyć". Nie mówię tu, żeby nie korzystać nigdy z pomocy czy nie prosić o
      nią, ale wydaje mi się, że czasem delikatnie można i trzeba zwrócić im uwagę, że
      _w gościach_ u nas powinni odpocząć, pobawić się z wnukami, a nie robić porządki
      czy naprawy. Myślę, że z tymi płytkami to mąż zareagował tak gwałtownie właśnie
      dlatego, że Twój ojciec już nieraz decydował w waszym domu co i jak należy zrobić.
      • aneczka10 Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 14:01
        iwoniaw napisała:

        >
        > Myślę, że z tymi płytkami to mąż zareagował tak gwałtownie właśnie
        > dlatego, że Twój ojciec już nieraz decydował w waszym domu co i jak należy zrob
        > ić.

        Może nie tyle decydował, co radził, sugerował, a mój małżonek widocznie czuł się
        upokorzony tymi radami.
    • aneczka10 Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 13:55
      Dwie powyższe odpowiedzi - skrajnie różne - obie trafione w 10-tkę (moim
      zdaniem).Gratuluje Wam wyczucia. Ale co mam robić. Mąż z zaniżona samooceną
      (najwidoczniej), tata nadgorliwy. Ale on właśnie realizował się w zabawie z
      wnuczkiem. Przecież 70-ciolatek nie będzie skakał z dzieckiem po linie, tylko
      jego rolą jest towarzyszyć mu w zabawie, dbać o bezpieczeństwo, jesli trzeba to
      pomóc mu w tej zabawie, pochwalić. Tylko, że dla nadwrażliwego męża liczy się
      tylko jedno: ON ZNOWU WYCIAGA RĘCE W NIESWOJĄ ROBOTĘ, ZNOWU SIĘ WTRĄCA. Nie,
      żadne żarty, jak zaproponowałaś nie sprawdzą się, bo to jest zbyt napięta
      sytuacja i nikogo z panów nie powstrzyma. Może jedynie kubeł zimnej wody na obu smile
      • krasulas Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 14:28
        U mnie od 5 lat jest podobniesmile Wprawdzie mój ojciec najczęściej bawi się
        kablami (nie trawi ich), podłączaniem i drobiazgami wymagającymi cierpliwości.
        Podziwiam go za to (właśnie wyszedł podłączywszy TV z osprzętem - nie wystaje
        nawet 1cm kabla), a mój mąż choć ma chęci, to jakoś krótkawą pamięć do
        dokończenia pewnych montaży itp... (przyznaje się do tego!!!) Nie posiada
        wiedzy na temat końcówek, trójników i innych nieznanych nam elementów (też się
        do tego przyznajesmile). Jest mu pewnie nieraz niezręcznie, że teściu robi pewne
        rzeczy, ale przyzwyczaił się do tego. Wie, że nie zrobi tego szybciej, lepiej -
        w sumie to wogóle nie zrobi. Może na początku wprawiało go to w zakłopotanie,
        ale wszyscy tłumaczymy sobie to jego zapracowaniem (męża), a nadmiarem czasu
        wolnego i konikiem typu RTV, kabelki i drobiazgi taty. Cztery m-ce temu
        zmieniliśmy mieszkanie w którym wszystkie kable są pozakrywane płytkami,
        panelami itp. - zasługa kontroli montażystów przez wspomnianego tatę. Nie
        wspomnę o mega ilości kontaktów i wcześniejszych projektach zrobionych już
        przeze mnie (pod naciskiem ojca) TV kablowej, telefonu i internetu. Oboje
        jesteśmy świadomi, ze gdyby nie on - połowa rzeczy byłaby niedokończona - nawet
        montaż kuchni, szafeczek wnuczki został dopilnowany przez niego. Wolałabym, aby
        była to zasługa mojego M, ale ... Tak zawsze wychodzi - brak czasu. Tatę za to
        doceniam - i mój mąż też i to chyba najważniejsze. Ma u nas swoje kabelki,
        końcówki (przekładane nieraz przez męża gdzie indziejsmile), a mój luby już
        odpuścił sobie wyrzuty sumienia z powodu braku pomysłów, wiedzy i czasu na
        takie "pierdołki". I chyba dobrze.
        pzdr
        Ania
    • wieczna-gosia Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 14:33
      aneczko, ale jak sama napisalas- dziadek sie bawil z wnuczkiem i w trakcie
      zabawy okazalo sie ze zabawka nie jest zrobiona do konca. Wytknelabym mezowi, ze
      trzeba bylo o tym pomyslec i uznala dyskusje za zakonczona.

      Moj punkt widzenia wynika z tego, ze wlasnie wrocilam z urlopu, tesciowa umyla
      mi lodowke (bardzo milo) i zrobila pranie, ktore musiaabym robic teraz (jeszcze
      milej). Gdybym nie miala co robic zdecydowanie umylabym okna tesciowej
      (ewentualnie sie z nia konsultujac telefonicznie). I moze to jest wyjscie? Niech
      dziadek, kiedy poczuje palaca potrzebe zrobienia wam czegos w domu- niech po
      prostu zadzwoni? Wtedy dowie sie ktore plyty chodnikowe moze wziac.
      • twinmama76 hehehe przypomniało mi się :-))) 28.07.05, 14:37
        Jak moje dzieci miały chyba ze dwa miesiące moja mama umówiła sie z moją
        siostrą i przyjechały umyc mi okna "bo ty napewno wykończona jesteś, a w sumie
        juz by sie przydało umyć".
        Dałam im kawke i ciasteczko, uspiłam dzieci, a nastepnie zabrałam sie do mycia
        okien smile))
        Ale ja to nierefomowalny egzemplarz jestem, prosze się moją opinią nie
        sugerować wink))
    • karolcia111 Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 14:34
      dziwisz się??? ja go rozumiem doskonale bo sama mam takich teściów co jak mnie
      nie ma robią mi albo porządki albo jakieś reperacje. naweet nie wiesz jak to
      może wkurzyć człowieka. jeśli nie proszę o pomoc to znaczy że jej nie
      potrzebuję, i potrafię sama to zrobić. niektórzy nie rozumieją że pomóc a w
      czymś wyręczać to są dwie różne sparwy. jeżeli coś nie jest zrobione to nie
      dlatego że nie potrafię tylko dlatego że albo mi się nie chce albo nie mam
      czasu. a to moja sprawa.
      • weronikarb Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 14:50
        karolcia nie mamy tych samych smile
        Moja tesciowa pilnujac malego jak do gory u nas spal potrafila umyc naczynia,
        kuchnie, poskladac rzeczy itd.
        Nie cierpie tego i jedynym rozwiazaniem dla mnie bylo wieczorem idealnie
        sprzatnac kuchnie, pokoje i w koncu tesciowa nic mi nie robi - chyba ze leze w
        szpitalu (doslownie) smile
        Mysle ze warto porozmawiac na spokojnie z tata, on jest facetem to zrozumie jak
        powiesz, ze ziec nie jest zlosliwy tylko ze nikt nie lubi jak inny facet
        wchodzi na jego teren smile
        Mezowi zaproponuj wyjscie takie jak ja robie - gdybys TY zrobil to tata
        niemialby nic do roboty. Okrutne ale prawdziwe.
        Ja mam meza tzw. "złotą rączke" potrafi wszystko, tylko z pamiecia u niego
        nieciekawie.
        Za to wykorzystuje jego kolege - zawsze go wolam jak mam cos do zrobienia w
        domu, wiem ze mi to od reki zrobi, postawie kawe czy piwo i sprawa zalatwiona
        (mowie o drobiazgach typu wbicie gwoździa)
        Maz nie jest zly bo wie ze to dlatego iz przypominalam mu o danej sprawie tak
        przecietnie wychodzi 3-4 m-cy
        • karolcia111 Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 15:05
          oby nie bo z moimi to być nie wytrzymała.smile))jeszcze teściowa ujdzie ale teść
          ..... nawet jak nie chce żeby coś zrobił to on i tak swoje że zrobi to lepiej.
          kurde, przeciaż ja nie szarogęsze się w ich domu. ciekawe jakby zareagowali
          gdybym przyjechała do nich i np powiedziała że wytrę kurze albo umyje okna.
          teściowa by napewno odebrała to tak że ma bałagan w domu.
    • aneczka10 Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 15:49
      "okazalo sie ze zabawka nie jest zrobiona do konca. Wytknelabym mezowi, ze
      trzeba bylo o tym pomyslec i uznala dyskusje za zakonczona."
      ALE SĘK W TYM, ŻE TO JA ZACZĘŁAM ROBIĆ MU TĘ ZABAWKĘ, A NIE MĄŻ, WIĘC NIE MOGE
      SIĘ CZEPIAĆ, ŻE JĄ ŹLE ZROBIŁ CZY NIE DOKOŃCZYŁ - przepraszam za te wielkie -
      nie zauważyłam
    • umasumak Re: Mój "samodzielny" mąż :( 28.07.05, 22:28
      Aneczko, myślę, że Twój mąż jest przewrażliwiony i tak naprawdę, to sam się
      chyba nakręca i źle odczytuje intencje teścia.
      Do ojca nie miałabym pretensji, przecież po Twojej interwencji przestał
      wyręczać męża, a to udoskonalenie zabawki można uznać za element zabawy z
      wnukiem, a nie za narzucanie się z pomocą.
      Raczej postarałabym się, zeby mąż zrozumiał, że jego gwałtowne reakcje są
      niewspółmierne do sytuacji.
      Tu potrzeba dużo rozmów, tłumaczeń i całe mnóstwo kobiecej dyplomacji. Pzdr
      • aneczka10 Re: Mój "samodzielny" mąż :( 29.07.05, 09:11
        Bardzo dziękuję wszystkim, a szczególnie Tobie Umasumak. Nic dodać, nic ująć. smile
        • wieczna-gosia Re: Mój "samodzielny" mąż :( 29.07.05, 10:05
          a jak ty zaczelas zabawke robic, to jeszcze lepiej. Przeszkadza ci ze dziadek
          zabawke skonczyl? Bo mniemam ze nie. To uswiadom meza ze to jest PIE.. a nie
          zadna praca ani pomoc. Zabawka wymagala skonczenia. I koniec kropka. Nerwosol mu
          kup niby zartem wink

          A dziaqdka bym nauczyla dzwonic- po prostu. iech konsultuje.
    • maja21z Re: Mój "samodzielny" mąż :( 29.07.05, 12:13
      Witam
      Jestem w podobnej sytuacji. Do tej pory mieszkałam z rodzicami ale było nam "za
      ciasno". Więc wynajęłam mieszkanie. Powiedziałam im o mojej wyprowadzce w dniu
      kiedy już była podpisana umowa. I się zaczeło. Najpierw mama że robie coś za
      ich plecami, że jak oni sprzedadzą mieszkanie to też mi nie powiedzą nawet
      gdzie mieszkaja.Ojciec do dzisiejszego dnia się nie odzywa do mnie. Jak
      zaprosiłam ich żeby obejrzeli mieszkanko to przyszła tylko mama i.....
      stwierdziła że MUSZE pomalować.Ja tego nie planowałam ale tak mi truła że dla
      świętego spokoju zaczęłam dzisiaj. A prucz tego już mi ustawia klamoty w MOIM
      mieszkaniu itp... Mnie też szlak trafia. facet mój stwierdził że jak będę tak
      dalej im pozwalała to nigdy się nieussamodzielnie.A ja to po prostu robie dla
      swiętego spokoju, ale jak tak długo wytrzymam to nie wiem...
      Pozdrawiam
      • aneczka10 Re: Mój "samodzielny" mąż :( 29.07.05, 13:24
        Taaak, he he, to jeszcze dużo pracy przed Tobą, żeby ustawić siebie i rodziców.
        Dla nich zaczyna się w tym moomencie nowe życie bez ... swojego ukochanego i
        biedniutkiego dziecka, które samo nic nie potrafi. Ale musisz udowdnić sobie i
        im,że naprawdę już urosłaś, decydujesz całkowicie o sobie. Inaczej stracisz
        swoją osobowość i męża, który tego nie wytrzyma. Ale skoro potrafiłaś zrobić tak
        "rewolucyjny" krok przeprowadzając się do tego mieszkania, to pewnie masz dużo
        siły. Tylko BĄDŹ KONSEKWENTNA i nie ulegaj "dobrym radom" rodziców. Posłuchać
        możesz, ale to ma być TWOJA decyzja, czy np. pomalujesz mieszkanie, czy nie.
        Powodzenia.
Pełna wersja