buba27
11.08.05, 21:24
wątek podobny do "czy rzucić go w cholere?" ale tam się zaczęlo robić
nieprzyjemnie więc zacznę nowy. Dużo piszecie że faceci w małżeństwie
palancieją (pozwoliłam sobie zapożyczyć to słowo) i z moim stało się
podobnie, tyle że mi się nie chce ani starać ani walczyć o to małżeństwo,
nawet nie wiem czy jeszcze go kocham. Wydaje mi się, że nie. Nic konkretnego
się nie stało, ale wszystko mnie u niego drażni, co chwila dochodzi do spięć.
Nadajemy na innych falach. nie mam ochoty na seks (z nim - bo sny erotyczne
miewam i wtedy marzy mi się bliżej nie określony facet). Jesteśmy razem 10
lat, był moim pierwszym. Mamy 2 letnie dziecko. Było dużo konfliktów na lini
moja mama- mój mąż, teraz sie uspokoiło. Jestem niezależna, wiem ze
poradziłabym sobie bez niego. Do tej pory jego winiłam za tę sytuację a
siebie stawiałam w roli biedactwa. A teraz już nie wiem, myslę że ja też się
poddałam, poprostu mi nie zależy. Jedna rzecz za nim bardzo przemawia - jest
świetnym ojcem. Nie wiem jakby zareagował jakbym chciała odejść z dzieckiem
(a właściwie jego wyprosić bo mieszkamy w moim mieszkaniu). Ja jestem ogólnie
zrezygnowana. Powiedzcie mi coś co o tym myslicie.