magdalenkaaa78
30.08.05, 10:45
Studiowałam sobie, a co. I nawet w terminie zrobiłam licencjata. Potem
wyszłam za mąż. skończyłam czawrty rok. Pod koniec piętego urodziłam synka.
Udało mi się zadać w sesji wszystkie egzaminy z wyjątkiem jednego z
literatury porównawczej. Dowiedziałam się, że nie trzeba brać urlopu
dziekańskiego, bo to ostatni rok a na obronę ma się cztery semestry.
Optymistycznie pomyslałam ; dam radę, przecież to aż dwa lata. Te dwa lata
upływają 30 września tego roku. Owszem, pracę napisałam, promotor ją
zaakceptował. Miałam nadzieję , że na początku września zdam ten ostatni
egzamim, złożę pracę i obronię się.
Naprawdę nie mogłam wcześniej. Nie mieszkam już w mieście, gdzie studiuję.
Nie mam samochodu. Synek od poczatku miał problemy ze zdrowiem -
neurologiczne, chirurgiczne ( Podejrzenie choroby Hirsprunga ), podejrzenie
głuchoty przewodzeniowo-czuciowej, teraz w trakcie diagnozy na autyzm

Mąz oczywiście nie wytrzymał napięcia i poszukał sobie pociechy w ramionach
kochanki. Dopiero w sierpniu wyszłam na prostą.
Napisaam list do pani, z którą miałam zajęcia. Przedstawiłam sytuację. I co?
Okazało się, że ponieważ pani nie prowadziła zajęć w tym roku to i zaległego
egzaminu sprzed dwóch lat nie przyjmie

Poradziła mi, żeby się dowiedzieć o
innego egzaminatora. I owszem, pewnie można. Tylko że uczyłam się już pod
kątem zajęć z ową panią ( ma być moją recednzentką ), każdy egzaminator ma
swoją listę lektur, to tak obszerny temat, że nie pokrywają się z innymi

Z
poza tym, ja chodziłam na roamntyzm ( praca magisterska też z tego okresu ) a
w zeszłym roku porównawczej z roamntyzmu nie było.... Nie wiem, co robić,
tyle czasu i pieniędzy włożyłam w te studia a jak się nie obronię to podobno
trzeba powtarzać studia od początku a na to to ja ani czasu już nie mam ani
pieniędzy...