weronikarb
31.08.05, 13:49
Muszę sie wygadać, tak mi ciężko - jestem rozdwojona

Zaczne od poczatku.
5 lat temu pozyrowalam mojej mamie i jej mezowi pozyczke (dla
niepelnosprawnych na otwarcie dział.), pomagalam im w sklepie ktory otwarli
(finansowo i fizycznie).
Sklep po roku upadl bo maz mamy zaczal pic i rozdawac swojej rodzinie.
Komornicy sie do mnie zglosili - a ja z moim przyszlym mezem juz mielismy
caly slub i wesele zaklepane.
Porozmawialam z nim i nie chcial sie zgodzic na odlozenie slubu.
Na nowo droge zycia weszlismy z dlugiem 31 tys. do splacenia plus 30 tys.
(ale tu mielismy nadzieje ze nam umorza - co tez po roku sie stalo).
Ten sklep jako budynek w zeszlym roku udalo sie kupic mi i mezowi od bylego
juz meza mojej mamy.
Nie otwarlismy sklepu - brak funduszy.
Brat chcial otworzyc zgodzilam siie - chce wziasc z UE dotacje na otwarcie
działalności.
No i wczoraj przyszedl facet ze chce kupic ten sklep za 4.400 gotowka, nie
bylo zadnego ogloszenia ot tak se przyszedl.
Maz powiedzial ze sprzedajemy. Ja mam watpliwosci - obiecalam bratu.
Gdy to maz uslyszal to po raz pierwszy sie naprawde na mnie zdenerwowal.
Powiedzial ze dlugi sami splacalismy nikt sie nie przejmowal, nic nam nie
pomogli wrecz przeciwnie przez rok od slubu nikt sie nie pokazal. Mamy
podejrzenie ze nawet z mojego konta brat wyciagnal kase nim karte wzielam z
domu.
Wscieka sie, bo mowi ze oni by ze mnie ostatnia rzecz zerwali jakby miala
wartosc, a ja sie martwie tym ze sprzedam swoja wlasnosc i pokryje choc czesc
dlugow.
Wiem, ma racje, ale caly czas mi chodzi po glowie ze robie po swinsu - bo
obiecalam
Acha sklep na 5 lat umowa uzyczenia bez zadnych oplat dla brata - ja nic z
tego bym nie miala.
Dobijcie mnie lub pocieszcie