traktowanie przez instuktorow jazdy

01.09.05, 23:38
jak Was taraktowano? powiedzcie mi czy szybk zalapalyscie sprawe biegow? ja
mam problemy z zbyt szybkim puszczniem sprzegla i dawaniem gazu i widze ze
intstruktor traci cierpliowsc,,,,,,jak bylo u Was przydadza m,i sie radyd
dzieki smile..chyba jestem zbyt duzym nerwusem sad((((((
    • lollypop Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 02.09.05, 04:43
      Ja bylam zaszokowana postawa instruktorow jazdy w Polsce. Prawo jazdy zrobilam
      w Australii w 93 roku i od tego czasu codziennie prowadzilam. W 98r pojechalam
      do Polski na dluzszy pobyt podczas ktorego pracowalam i musialam prowadzic
      sluzbowy samochod. Poniewaz do tej pory jezdzilam wylacznie po lewej stronie
      postanowilam odbyc kilka lekcji z instruktorem aby sie przyzwyczaic, po
      uprzednim przestudiowaniu przepisow, itd. Sama prawa strona nie przerazala
      mnie tak bardzo jak skrzyzowania, byly one dla mnie jakby lustrzanym odbiciem,
      wszystko dokladnie przestawione, i te tramwaja przejezdzajace przez srodek
      rond... Pierwszy umowiony instruktor pojechal pod inny adres po czym wydarl
      sie na mnie przez telefon ze marnuje mu czas. Drugi przyjechal fiatem punto
      pelnym...znajomych ktorych mialam w ramach lekcji rozwozic po rozmaitych
      miejscach w Warszawie. Dwoch facetow jak deby i korpulentna kobieta gniezdzili
      sie na tylnych siedzeniach, zaslaniajac mi komletnie widocznosc z tylnej
      szyby. Przez cala lekcje instruktor rozmawial z nimi, przerywajac sobie
      konwersacje tylko po to by wydrzec sie na mnie w stylu: 'Pani jezdzi jak
      dzikus, co pani robi?!' Gdy usilowalam sie skupic przy skrzyzowaniu czy
      rondzie i zadac pytanie, poganial mnie 'no jazda!' albo szarpal za kierownice i
      uzywal swoich pedalow aby przejac prowadzenie, raz oniemal powodujac stluczke.
      Wrocilam do domu zlana potem i trzeciej proby nie podjelam. Odebralam samochod
      styczniowym wieczorem, padal snieg, byla mgla, widocznosc na kilka metrow, a ja
      mialam sie dowlec z lotniska do srodmiescia! Jestem pewna ze to podczas tej
      jazdy pojawily sie u mnie pierwsze siwe wlosy...
    • gagunia Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 02.09.05, 08:08
      Chyba on jest zbyt duzym nerwusem. Skoro brak mu cierpliwosci to powinien
      zmienic prace smile Albo Ty instruktora. Ja wyjechalam na miasto na 1 (slownie:
      pierwszej) lekcji, wiec chyba nie bylo ze mna tak zle smile
      Nigdy nie stracil cierpliwosci, nawet jak zdarzalo mi sie popelniac totalnie
      glupie bledy z powodu rozkojarzenia, braku skupienia itp.
      Kurs jest zbyt krotki, zeby zostac po nim mistrzem kierownicy. Kiedy na
      egzaminie jechalam ze 100m na 1 biegu, bo byl łuk i jaks nie moglam ruchow
      skoordynowac moj egzaminator powiedzial: jak przejedzie Pani z 5 tys km, to
      dojdzie Pani do wprawy smile
    • lajlah Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 02.09.05, 09:38
      Mialam instruktora, 24 letniego , ja wtedy mialam 17 i powiem szczerze, że
      gdybym nie miała smykałki do jazdy, to on by minie na bank nie nauczył. Cały
      czs było "ha, cha, cha, hi, hi, hi", itp. A jak coś zrobiłam nie tak, to
      przystawiał mi zqpaln9iczkedo włosów i mowił, "jeszcze raz i ci przypalę"smile
    • natiz Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 02.09.05, 09:46
      Z instruktorem się ciągle wykłócałam. Egzaminator natomiast stwierdził, że
      jeżeli dowiozę go żywego na miejse to zdałam, ha!
      • edycia274 Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 02.09.05, 09:56
        kurcze ja juz widze ze gosc sie wkurza ze nie moge zalapacpewnych rzczy sad
        boje sie ze ja sama zrezygnuje sad
        • goha66 Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 02.09.05, 10:02
          poproś o zmianę instruktora i po problemie
    • migotka2000 Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 02.09.05, 10:15
      Moją instruktorką była kobieta, było super, ale, sorki do wszystkich
      feministek - najwięcej nauczyłam się u niecierpliwych facetów. Jakoś bardziej
      mnie mobilizowali, a poza tym ich wskazówki były dla mnie trafniejsze.

      Chamstwa bym nie zniosła, a że jeden z egzaminatorów (zdałam za 4-tym razem)
      dał mi popalić, to do dziś dziekuję Bogu, że mam to już za sobą.

      Egzamin na prawko to był mój najcięższy egzamin w życiu.
    • mama007 Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 02.09.05, 10:44
      a moj mi tylko czasem mowil, ze sie cofam zamiast jezdzic lepiej, to ja glupieje (jak kiedys z 3 ruszylam big_grin ). jezdzil czasem ze mna jego ziec, mlodziutki chlopaczek, ktory podrywal wszystkie panienki na kursach. wszystkie dostawaly soczyste teksty i tylko sie czerwienily i "hihi, haha, alez pan jest...". ja sobie w kasze dmuchac nie dalam i na kazdy tekst byla ostra odpowiedz smile jezdzilo nam sie przez to bardzo dobrze, a kiedys po tekscie "Mloda, jak nie przestaniesz slupkow przewracac to do lasu jedziemy" (to bylo na placu, stal obok auta i gadal z jakims kolega), ja wsciekla otworzylam mu drzwi od strony pasazera i ze zloscia "No to wsiadaj, jedziemy, wciaz tylko obiecujesz...!". zdebial, zrobil glupia mine i nie wsiadl smile
      i zawsze przy wjezdzie na wzniesienie jak trzeba bylo ruszyc z recznego tak zaciagal mi hamulec, ze zadnym sposobem nie moglam go potem zluzowac. alez sie wsciekalam smile
      potem jak robilam u nich kat A to traktowali mnie juz jak stara znajoma i pytali kiedy bede C robic smile)

      a do autorki watku - nie poddawaj sie, traktuj to jako wprawke jesli chodzi o naszych polskich kierowcow. nie raz wjedziesz zle na skrzyzowanie czy zajedziesz komus droge, wiesz co wtedy uslyszysz??? duzo gorsze rzeczy niz od instruktora smile
      a na kursie i tak nie nauczysz sie jezdzic. poznasz podstawy i tyle. doswiadczenie dopiero uczy tak naprawde jezdzic.

      alez mi sie to wszystko przypomnialo, eh... smile jak bede miala kase to pojde do nich jeszcze to C zrobic smile))
      pozdrawiam
      Aga
    • tomamisia Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 02.09.05, 16:42
      idę dzis na drugie zajęcia ,Nie wiem jeszcze kiedy będę miała jazdy ale już
      teraz się boję.Jak mi się pomiesza sprzęgło z hamulcem lub pedałem gazu to
      strach pomyśleć co instruktor powie na mój temat .O rany!!!
    • olamad Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 02.09.05, 17:56
      A mój kurs prawa jazdy, to jeden z najzabawniejszych okresów mojej młodosci.
      Mimo, że nie miałam skończonych 17 lat, nie stanowiło to problemu dla
      organizatora kursu ("wyrób sobie legitymację z lewą datą urodzenia" - to rada
      jaką otrzymałam na "dzień dobry"). Jeździłam "maluchem", którym to na pierwszej
      jeździe osiągnęłam zawrotną prędkośc 100 km/h. Egzamin był ustawiony (zrzutka
      na 5 kg wędzonego węgorza i 2 litry wódki) - ale to były stare czasy, gdy
      egzaminator siedział z tyłu a instruktor z przodu. Po egzaminie praktycznym
      odbyła się uroczysta popijawa w sali wykładowej, z której uszczęśliwieni
      kursanci wytoczyli się na czworaka.
      Mimo tej całej, hmmmm egzotycznej oprawy, mój instruktor naprawdę był dobrym
      nauczycielem.. a może to ja mam talentsmile)?
      Po kilku latach doszły do mnie słuchy, że ów pan stracił licencję z powodu
      problemów z alkoholem i romansów z kursantkami.
      Po zdanym egzaminie, ale przed otrzymaniem samego blankietu, nagle pojawił się
      w moim domu (mieszkałam oczywiscie z rodzicami!!), nawalony w trzy d..., i
      poprosił, bym go zawiozła do domu (mieszkał w innym mieście) bo on nie da rady.
      Podczas jazdy zajeżdżalisy na każdą stację benzynową "na jednego". Wtedy to się
      naprawdę bałam..
      Było wesoło..
      Pozdrawiam,
    • dariamax Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 04.09.05, 02:32
      Pamietam że swojego instruktora doprowadziłam do rozstroju nerwowego ponieważ
      nie zgodziłam sie na przejście na ty.A on był znany z wymyślania kursantom od
      baranów itp. Ale o wiele łatwiej jest powiedzieć ty baranie niż pani jest
      baranem i tym sposobem nigdy mi nie wymyślał! Co najwyżej ironicznie mówił "
      zmieściła sie pani w tym zakręcie ale na przyszłość proszę zredukować prędkość
      i zmienić bieg na 2"
      • inez21 Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 04.09.05, 10:09
        A mój był najwspanialszym facetem na ziemismile) I tylko dzięki jego cierpliwości i
        poczuciu humoru nauczyłam się jeżdzić chociaż byłam antytalentem totalnymsmile))
        Miał wspaniałe poczucie humoru i dobrze uczył jazdy.Do dzisiaj kiedy się
        spotykamy na miescie to gadamy i wspominamy jak nam się razem jeżdziłosmile

        Jeśli któraś jest z Białegostoku to mogę go polecić z czystym sercemsmile

        Pozdrawiam!!
    • aleksandrynka Re: traktowanie przez instuktorow jazdy 04.09.05, 11:40
      Byłam w 3 miesiącu ciąży, kiedy chodziłam na kurs doszkalający. Pierwsza jazda
      z totalnym palantem. Coś tam źle robiłam i samochód podskakiwał nieznacznie, a
      ten buc w środku miasta (obok smyka) zaczął naciskać na swoje pedały pokazując
      mi, co robię. Tyle tylko, że w jego wydaniu był to jakiś koszmar, zrobiło mi
      się niedobrze, prawie walnęłam głową o kierownicę i go opieprzyłam i
      powiedziałam, że zaraz puszczę pawia na kierownicę, więc niech się uspokoi...
      Wróciliśmy do ośrodka i mieliśmy się umawiać na następny dzień. Chciał na 8
      rano ale mówię mu, że nie zwlokę się, że teraz długo śpię itp (chodziło o
      ciążę). A on mi na to: SAME TEGO CHCECIE A POTEM NARZEKACIE (!!!) Zatkało mnie,
      nic nie powiedziałam, ale później zadzwoniłam do ośrodka i zmieniłam
      instruktora. Żałuję, że sie nie poskarżyłam, teraz by wióry leciały... Drugi
      instruktor był kochany, baaardzo cierpliwy, uprzejmy, naj! Niedługo znów będę
      musiała się zapisać (bo nadal nie mam prawka) i będę go szukać smile
      A tamten palant pracował w imoli na Grójeckiej i ma na nazwisko Gardyjas -
      ostrzegam, wyjątkowy buc...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja