na koniec świata

28.09.05, 23:08
Słuchajcie, mój teść jutro wyjeżdza na wyprawę życia na koniec świata (nie
tak jak w Złotopolskich). Kilka miesięcy wpadł na taki pomysł i przez ten
czas go realizował. Uskładał kupe kasy, schudł, trenował, nakupił masę
potrzebnych lub przydatnych rzeczy, zaszczepił się na wszystko co możliwe
(cholerę, żółtaczkę, grypę, i tysiąc egzotycznych chorób), spakował plecak i
nad ranem leci do USA. Zamierza przejechać całe Stany, Kanadę, Meksyk,
Tajlandię, Japonię, Indie i Tybet, i nawet nie wiem gdzie jeszcze. Podróż ma
trwać rok. Sam facet po 50- ce z plecakiem. przyznam że nie wierzyłam że to
zrobi. Dodam że ma kochaną żonę i napewno nie jest to ucieczka. Tylko co?
jakaś próba udowodnienia sobie czegoś? realizacja marzeń?
a teraz moje pytanie: co byscie powiedziały gdyby wasz mąż, partner, ojciec
powiedział ze znika na rok?? ja ciągle myślę i myślę i chyba nie byłabym taka
wyrozumiała.
    • paq Re: na koniec świata 28.09.05, 23:12
      oj..na pewno bym nie byla........ale...zazdroszcze mu jak cholerasmile)

      p.s. a czeemu nie jedzie z kochana żoną?
      • cocosek1 Re: na koniec świata 28.09.05, 23:14
        myślę że ona by się nie zdecydowała na taki tramping, poza tym nie może
        zostawić pracy. A on ma wolny zawód. A poza tym jak mu kiedyś zaproponowałam że
        z nim pojadę to powiedział że nie bo to męska wyprawa (i w pojedynkę)
        • paq Re: na koniec świata 28.09.05, 23:16
          :///

          tylko wiesz..zeby nie zachciało u sie zasmakować przygody a'la..gejsze w Japonii
          albo cosbig_grinD

          p.s. przepraszam ale jak pomysle ze moj facet miałby mnie zostawic a sam jechac
          w taka podróz to czuje
          -zazdrsc
          -złość-smutek
          -i ęsknote
          -...i na pewno bym nie pozawoliła...ale razem to pewniesmile
    • 5aga5 Re: na koniec świata 28.09.05, 23:32
      Zazdroszczę mu! ale swojego ( jaki jest, taki jest )bym nie puściła.
    • mamaestery Re: na koniec świata 29.09.05, 07:14
      w tej chwili kiedy sa male dzieci napewno bym nie byla wyrozumiala i
      oponowalabym przed takim wyjazdem meza,a i on to rozumie(wiekszosc czasu spedza
      z nami w domu) bo to jest czas wyjatkowy,kiedy dzieci sa male,to trwa tylko
      chwilke.trzeba sie tym nacieszycsmile...potem dorosna i jak najbardziej mozna
      jechac na koniec swiatasmiletylko ze ja niewatpliwie zabralabym sie z mezem bo to
      tez moje marzeniesmile(taka podroz...)
      mysle ze masz wielkiego tescia (WT smile) czlowieka naprawde wyjatkowego skoro
      stac go na spelanianie swoich marzen nawet takim kosztemsmile obym i ja nie
      zgubila sie po drodze w zyciu i zaczela kiedys realizowac swoje marzenia....
      • balba_77 Re: na koniec świata 29.09.05, 07:45
        no patrz i mam dylemat wink
        Jeżeli facet z takim zaangażowaniem coś robi to oznacza, że jest to dla Niego
        ogromnie ważne, więc chyba nie miałabym odwagi żeby zabronić, ale pewnie
        miotałyby mnąsprzeczne uczucia.
        • ewa2233 Re: na koniec świata 29.09.05, 08:22
          Bardzo bym chciała pojechać w taką podróż (po "odchowaniu" dzieci). Z mężem.
          Na pewno chętnie by na to przystał.
          Na jego samotną podróż trwającą tak długo, na pewno bym się nie zgodziła.
          ------------------------------------------------------
          çççççççççççççççççççççĂçççççç
    • marta_nie_martka Re: na koniec świata 29.09.05, 08:21
      Trochę jak mój tata, od jakiegoś czasu palnuje swoją podróż życia. I wiem, że
      mama go puści, będzie się martwiła i pewnie tęskniła, ale puści. Myślę, że
      małżeństwo ludzi po 50-tce wygląda inaczej niż tych koło trzydziestki. Ja teraz
      nie wyobrażam sobie, że mąż mógłby wyjechac na miesiąc, nie mówiąc o roku. Ale
      za 20 lat kto wie jak będzie.

      Parę lat temu mój chłopak poleciał na 2 mies. do Nepalu, nie mogłam wybrać się
      z nim i bardzo tęskniłam, odliczałam każdy dzień. Spędzałam dużo czasu polując
      na prognozy pogody z rejonów, w których się znajdował, itd. To było bardzo
      męczące. A po powrocie wszystko było już inaczej. Dla niego ta podróż była
      przełomem, zrobił sobie prezent na zakończenie studiów. Po powrocie miał zacząć
      nowe życie. I zaczął, beze mnie sad

      I tego bym się obawiała w takim wyjeździe, że po powrocie będziemy innymi
      ludźmi, i nie widaomo jak będzie się układało nasze współżycie.
Pełna wersja