cocosek1
28.09.05, 23:08
Słuchajcie, mój teść jutro wyjeżdza na wyprawę życia na koniec świata (nie
tak jak w Złotopolskich). Kilka miesięcy wpadł na taki pomysł i przez ten
czas go realizował. Uskładał kupe kasy, schudł, trenował, nakupił masę
potrzebnych lub przydatnych rzeczy, zaszczepił się na wszystko co możliwe
(cholerę, żółtaczkę, grypę, i tysiąc egzotycznych chorób), spakował plecak i
nad ranem leci do USA. Zamierza przejechać całe Stany, Kanadę, Meksyk,
Tajlandię, Japonię, Indie i Tybet, i nawet nie wiem gdzie jeszcze. Podróż ma
trwać rok. Sam facet po 50- ce z plecakiem. przyznam że nie wierzyłam że to
zrobi. Dodam że ma kochaną żonę i napewno nie jest to ucieczka. Tylko co?
jakaś próba udowodnienia sobie czegoś? realizacja marzeń?
a teraz moje pytanie: co byscie powiedziały gdyby wasz mąż, partner, ojciec
powiedział ze znika na rok?? ja ciągle myślę i myślę i chyba nie byłabym taka
wyrozumiała.