tojaa33 26.10.05, 22:12 www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead06&news_cat_id=7&news_id=164919&layout=1&forum_id=1707&fpage=Threads niestety ,ale rzeczywiście takie jest prawdziwe oblicze "porodu po ludzku" w Polsce XXI wieku Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
mojuda Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 07:39 wcale sie jakos nie dziwie..... Odpowiedz Link Zgłoś
gagarin3 Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 08:01 mojuda napisała: > wcale sie jakos nie dziwie..... Ja również. Doświadczylam na własnej skórze, dwa lata temu, gdy rodziłam w szpitalu, który w szumnej akcji Rodzić po ludzku zdobył pierwsze miejsce w województwie. Po ludzku i owszem, to się tam rodzi, jak się da łapówkę... Ja nie daję - takie mam zasady - i "dzięki" temu przeżyłam koszmar. Odpowiedz Link Zgłoś
ada_zie Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 08:06 Niestety szara rzeczywistość... Zapewne nie wszędzie - nie można uogólniać. Porodu nie wspominam zbyt dobrze - wiele wycierpiałam ja i moje dziecko - może dlatego, że nikt - ani lekarz ani położna - nie dostali od nas "w łapę". Jesteśmy przeciwni dawaniu pieniędzy - bulwersuje to nas. W końcu co miesiąc placę niezłą kwotę na ubezpieczenie zdrowotne!! Jednak jeżeli zdecyduję sie na następne dziecko zacisnę zęby i zapłace komu trzeba lub wykupię poród w prywatnym szpitalu - nie chcę kolejny raz ryzykowac zdrowia swojego dziecka... Odpowiedz Link Zgłoś
mik04 Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 10:21 Ja też nikomu nic nie dałam bo uważam, że wypłatę dostają. Każdy chciałby kilka razy pieniądze dostawać za to samo ... No i dzięki temu, że zgodnie ze swoimi zasadami nic nie dałam to ... nie chcę opisywać co się działo... jak sobie przypomnę to mi się przykro robi. No ale żyjemy i jesteśmy chyba zdrowi. Ja chyba też będę musiała zasady zmienić albo kraj zamieszkania bo normalnie tutaj nie dając łapówek ryzykuje się zdrowiem albo nawet życiem dziecka (i swoim) ... No oczywiście pewnie nie w każdym szpitalu (bo się pewnie odezwie ktoś zadowolony, który łapówek nie dawał) mam nadzieję. Odpowiedz Link Zgłoś
e_r_i_n Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 10:25 mik04 napisała: > No oczywiście pewnie nie w każdym szpitalu (bo się pewnie odezwie > ktoś zadowolony, który łapówek nie dawał) mam nadzieję. No to sie odzywam W szpitalu nie placilam za nic (poza 'strojem' dla meza), opieke mialam bardzo dobra (jedna polozna na jedna rodzaca, sale pojedyncze, w czasie porodu obecny tylko lekarz i polozna, prysznic do dyspozycji, lezec musialam tylko w czasie KTG - i moja prosba, zeby mogla lezec na boku, bo tak mi latwiej, zostala bez problemu uwzgledniona). Wszystko poszlo sprawnie. Polozna moze najmilsza nie byla - ale narzekac nie moge. A lekarz byl bardzo sympatyczny. Srednio zostalam przyjeta na izbie przyjec (padl tekst, ze chyba ktos z igla chodzi i tym rodzacym pecherze przebija - bo sie sporo nas zrobilo), ale potem bylo coraz lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
19maj Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 10:26 ja mieszkam w Kutnie i jest tam jeden szpital i tez tam rodziłam, nie było tam ładnie pomalowanych kolorowych sal ale poród i pobyt w szpitalu wspominam dobrze dzięki miłemu personelowi który służył pomocą a także lekarze byli pomocni i odpowiadali na każde pytania nawet te najbardziej oczywiste. Dużo zależy od podejścia personelu. Odpowiedz Link Zgłoś
19maj Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 10:28 jeszcze chcialam dodać, że nie "dawałam w łapę" Odpowiedz Link Zgłoś
chimba Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 10:45 Nie wiem kobietki gdzie Wy rodzicie? (od razy przepraszam za błędy, ale właściwie nie mam czasu, a chce odpowiedzieć na ten post). Ja pobyt w szpitalu wspominam bardzo dobrze, aż za dobrze. Począwszy od salowych skończywszy na lekarzach i oczywiście położnych to byli naprawdę super ludzie. ja miałam poród rodzinny - co prawda do porodu rodzinnego jest osobna sala, ale miałam tego pecha, że kiedy zaczęłam rodzić sala ta była zajęta, więc rodziłam na sali ogólnej - są tam dwa łóżka porodowe, ale oddzielone od siebie ścianą, takze nie mozna narzekać na intymnosć. Co do lezenia, to u mnie wręcz przeciwnie byłam goniona aby jak najmniej leżeć, miałam skakać na piłce, chodzić pod prysznic itp., ale ja niestety nie miałam zbyt siły na to wiec pozwolono mi leżeć. Mogłam dowloli krzyczeć, nikt mi tego nie zabraniał. Wszyscy odnosili się do mnie po ludzku. Lewatywa tylko na życzenie, w zamkniętym odosobnionym pomieszczeniu, co do golenia krocza, ja go nie miałam. Natomist fakt miałam nacinane krocze, ale w moim przypadku było to niezbędne i tak mi troszkę popękało. Opieka po porodzie super, po samym porodzie czekała na mnie kolacja, choć już dawno było po rozdawaniu jedzenia. Pomagali nam w opiece nad noworodkami i naprawdę ani razu nikt nie miał naburmuszonej miny - chodzi o położne itp., wszyscy byli bardzo sympatyczni. Przepraszam, ze tak nieskładnie, ale właściwie dzis na forum mnie nie powinno być, bo gonią terminy. I jeszcze jedno nic, a nic nie płaciłam. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
chimba Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 10:46 Aha i szpital wyremontowany, ładne sale. Super. Odpowiedz Link Zgłoś
majewska12 Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 11:06 A mnie się wydawało, że te czasy kiedy ja rodziłam ponad 9 lat temu w jednym z powiatowych szpitali dawno minęły. Generalnie może nie wspominam aż tak źle samego porodu, jak pobytu później z dzieciakiem na oddziale septycznym i tym co się tam działo. Ordynatorem ginekologii jest do dziś mój sąsiad. Podbuduwany gratyfikacją pieniężna wręczona przez męża przekazał mnie w ręce swojego kolegi mówiąc aby dobrze sie mną opiekował bo jestem jego sąsiadką. Rodziłam miesiąc przed terminem bez wód płodowych. Zostawiono mnie na sali porodowej samą. Chdziłam więc po odzdiale rodząc już. Weszliśmy z mężem do ubikacji, gdzie oparłam się o umywalkę, bo taka pozycja przyniosła mi ulgę. Wiem od innych mam , iż szukano mnie. Poród trwał długo, był 13-tego w piątek i jak mówiono w żartach nikt nie zaryzykował rodzić dziecka pod taką data. Zostałam wygolona, ale do lewatywy mnie nie zmuszano. Później tego żałowałam. Dziś wiem, że lekarz wypchnłą ze mnie moje dziecko, kładząc się z całej siły na moim brzuchu. W cześniej położna nacięła mnie i to tak niefachowo, że przez wiele lat odczuwąłam tego skutki, a ordynator powiedział mi przy obchodzie, że nacinał mnie chyba rzeźnik. Synka na moment położono mi na brzuchu. Zauważyłam jedynie, że miał dziwny kształt główki. Lekarz powiedział mężowi, że to na skutek długiego porodu i że wróci do normy. I tak się stało. Nie odeszło mi łożysko i kolejny zabieg, kiedy byłam już barzdo osłabbiona ,pamiętam jak prze mgłę. Prosiłam tylko,że by dali mi odpocząć. Często mdlałam na drugi dzień.Synek miał mase badań, o kórych oczywiście nikt nas nie informował. Na oddziale była jedna sala dla matek i jedno pomieszczenie z boksami dla dzieci. W nocy pielęgniarki spały, podczas gdy dzieciaki płakały panicznie. I potrafiły się nie obudzić będąc w tym pomieszczeniu. A my matki po płaczu poznawałyśmy, który maluch płacze. W tym koszmarze przyszło nam spędzić dwa tygodnie, po których byłam u kresu wytrzymałości. Wypisaliśmy dziecko na własne rządanie, przy czym ordynator pouczał mnie, iz swoim postepowaniem moge doprowadzić do śmierci syna. Ale to jak się okazało była najlepsza nasza decyzja. Syn w szpitalu miał bakteriurie, za ktąrą winiono mnie. Miał wysoką żółtaczkę, niski poziom wapnia. Dostał 9 pkt . Każdego dnia na obchodzie miałam nadzieję, że wyjdziemy, a dowiadywałam się kolejnych złych wiadomości. Mąż nie widział syna przez około tydzień, bo to oddział septyczny. Ja matka leżąć w sali obok nie mogłam go widywać, bo albo spał, albo był pod lampami ( naświatlania z powodu żółtaczki). Wyniki badań musiałysmy same podglądać w dokumentacji ukradkiem zresztą i tak niewiele z nich rozumiejąc. Kiedy złożyłam skargę, że syn podczas naśweitlań odsłania sobie rączkami okularki chroniace wzrok usłyszłam, że nikt nie będzie go przezciez pilnować cały czas. Nie przynoszono go mi do karmienia co strasznie przeżywałam. Jak później wyjśniono była to decyzja nie lekarza a pielęgniarki, która uznała sama, że przy podwyższonym poziomie bilirubiny dla dziecka lepiej jest jak jest karmione mlekiem sztucznym. W stosunku do nikogo oczywiście nie wyciągnięto decyzji. Mąż zobaczył syna dopiero po interwencji. Wchodził na oddział stosowanie ubrany w ochraniacze, podczas gdy po naszych szafkach wieczorami zwłaszca chodziły kalaruchy. Ale te najwidoczniej dzieciakom nie szkodzą, a ojcowie tak. Nawiasem mówiąc prywatne pacjentki ordynatora miały zupełnie inne warunki. Cesarki były nagminne. Kiedy jedna czekała na poród całą noc, bo nie wyraziła zgody na rodzenie bez niego, a potem dostała strasznego krwotoku, trafiła na salę zabiegową pod specjalną opieke. Do dziś pamiętam jak do dziecka wożono ją na łóżku. Jej rodzice i teściowie bez ograniczen przebywali wówczas na oddziale. Podczas upokarzających obchodów stale mówiono nam abyśmy okłady robiły we właściwych miejscach a nie na oczy. Podpity lekarz na wieczornym dyżurze kazał nam uciekać z oddziału bo żółtki atakują ( to aluzja do żółtaczek). Wieczorami zresztą przewijało się na sali zabiegowej wiele prywatnych pacjentek lekarzy mających akurat dyżur. Podobnie zreszta jak na aparacie USG otrzyamnym w darze od bodajże rządu szwajcarskiego. Sama musiałam dwa dni po zrobionym byle jak usg płodu w przychodni umówić się na prywatną wizytę do tegoz samego lekarza w szpitalu. Zdespeorwani wypisaliśmy się z odziału. Wtedy dopiero w książeczce wyczytaliśmy informacje o uszkodzonym barku syna ( zwichniętym). Wcześniej nikt nas o tym nie poinformował, chociaż nie pozwolono mi przewijać syna, ani odwijać. Zaraz po powrocie do domu wezwaliśmy na prywatną wizytę małżeństwo zaprzyjaźnionych lekarzy. Okazało się, iż po zapoznaniu się z wynikami i wypisem oni nie widzieli podstaw do trzymania nas tak długo na oddziale.Mały miał co prawda niski poziom potasu, ale w dolnej granicy. A od tego sie nie umiera. Podawąłam synkowi witaminy, badałam krew i nic się złego nie działo. A pleśniawka w buzi cały czas utrzymująca sie w szpitalu zniknęła po dwóch dniach właściwej opieki. Najwidoczniej chciano miec cały czas na septycznym obsadę i zwrot środków z Kasy Chorych. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 12:37 Czy nie zależy to trochę od tego czego kobieta oczekuje? IMO szpital to nie dom ani hotel. Swój poród wspominam bardzo dobrze z kilku powodów: - wiedziałam czego chcę - wybrałam mało oblegany i niezbyt popularny szpital - trafiłam na profesjonalną położną i lekarkę - płaciłam za zzo, pojedynczą salę do porodu i pojedynczą salę w szpitalu Zabiegów higienicznych nie wspominam jako upokarzających, interwencje medyczne (kroplówka, przebicie pęcherza, podawanie oksytocyny) były konsekwencją tego, że umówiłam się na wywołanie porodu. Nacięcie krocza - po zzo nie bolało, praktycznie niezauważalne. Osobiście zdecydowanie lepiej się czuję w "medycznej" atmosferze kiedy ktoś coś robi, naokoło są ludzie wykonujący swoją pracę. Poczucie, że jestem jedną w wielu rodzących w szpitalu robi mi lepiej na psychikę. Odpowiedz Link Zgłoś
ada_zie Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 12:48 Triss, nie oczekiwałam Bóg wie czego... Normalnej opieki i ewentualnej pomocy w razie potrzeby! Radziłam sobie świetnie sama, tzn. z pomoca położnej do pewnego momentu. Miałam pecha, ze rodziłam w nocy i lekarz spał. Jestem pewna, ze gdyby dostał mały dowód wdzięczności w kopercie byłby ze mną. Odpowiedz Link Zgłoś
76kitka Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 13:18 sorry ale ludzie traktują Cię tak jak im na to pozwalasz. Niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć np. wielołóżkowa porodówka, jeśli kogos nie stać na salę do porodów rodzinnych to nic na to nie poradzi. Sprawy związane z goleniem załatwiłam sama w domu, jeśli się nie chce studentów na sali trzeba złożyć pismo w szpitalu i ich nie będzie. Mój mąz i ja zdecydowaliśmy się na poród rodzinny,mieliśmy do dyspozycji przytulną salę, stale przebywała z nami położna i studentka, lekarz przychodził regularnie sprawdzał postepy w porodzie, była wanna, piłki i inne akcesoria, z których mozna było korzystać, nikt mnie nie zmuszał do leżenia wręcz odwrotnie, po porodzie męża zaproszono na ważenie i mierzenie małego i to On przyniósł mi dziecko po badaniu. Ja wspominam nasz poród fantastycznie. Odpowiedz Link Zgłoś
goniag33 Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 13:44 76kitka napisała: > > sorry ale ludzie traktują Cię tak jak im na to pozwalasz. Tu się z tobą nie zgodzę,bo jeśli masz rację to zagubioną nieśmiałą dziewczynę rodzącą pierwszy raz położna ma prawo traktować prawie jak śmiecia? Pierwsze dziecko rodziłam kilkadziesiąt kilometrów od domu,bo w moim mieście oddział położniczo-noworodkowy i trakt porodowy były zamknięte.Rodziłam w niedużym mieście,szpital nie był nawet wyróżniony w akcji rodzić po ludzku i było super!Opieka fantastyczna i za nic nie płaciłam.Drugie dziecko rodziłam już w "swoim" szpitalu,który zdobył nawet nagrodę szpitala przyjaznego dziecku i wysoko plasował się w rankingu akcji "rodzic po ludzku".Wybaczcie że nie opiszę całej sytuacji,ale chociaż minęło już ponad dwa lata to nie chcę do tego wracać.Długo ,długo śniły mi się koszmary. Odpowiedz Link Zgłoś
michalina7 Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 13:45 Nie miałam wyboru ponieważ tylko jeden szpital jest w moim mieście z jedną salą do porodów rodzinnych. Jak się okazało, ze bedę mieć cesarkę to propozycja rodzenia razem przepadła. Operacja wypadła 4 dnia po terminie. Na rejestracje czekałam od 8 do 14. O 14 dowiedziałam się, że chyba jednak będę rodzić w przyszłym tygodniu. Dopiero interwencja lekarza prowadzącego moją ciążę spowodowała, że przyjęto mnie tego samego dnia. Podczas operacji lekarze opowiadali sobie kawały. Nawet fakt wydobycia mojego dziecka zupełnie sinego i nie płaczącego nie spowodował u panów doktorów zmiany dobrego nastroju. Po operacji przyszła pielegniara z wnioskiem o wyrazenie zgody na leczenie dziecka (do podpisania). Gdy zapytałam o jakie leczenie chodzi i co jest z moim dzieckiem nie tak, pielęgniarka odpowiedziała "ja nie wiem, tak kazali". Gdy po 6 godzinach zeszło znieczulenie dowlokłam sie do sali noworodków i dowiedziałam tylko tyle, że mały dostał 8 pkt (0 za kolor skóry) i ze ma chyba zachłystowe zapalenie płuc. Wylądowaliśmy na patologii noworodka na kolejne 10 dni. Okres ten wspominam bardzo źle. Odpowiedz Link Zgłoś
marghe_72 Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 13:45 kolejna zadowolona sie melduje bez łapówek, choc opłaty były, ale oficjalne (znieczulenie np) Odpowiedz Link Zgłoś
5aga5 Re: poród wciąż nie po ludzku-jak długo jeszcze? 27.10.05, 13:56 Ja rodziłam dwa razy w dwóch innych szpitalach i naprawdę nie mogę narzekać. Wszystko było ok i to bez dawania kasy. Przyznacie, że niektóre kobiety wyprawiają cuda przy porodach. Nie każda z nas jest wytrzymała na ból a niektóre kobiety zachowują się naprawde histerycznie. Sama ostatnio byłam świadkiem takiej histerii. Jeśli np. taka histeryczka zaczyna wyprawiać jakieś cuda i nie współpracuje z położną czy lekarzem to co oni niby mają robić? głaskać ją po główce i czekać aż coś się stanie z dzieckiem? Nie mogą tego zrobić więc starają się ( czasem nawet krzykiem ) przywołać rodzącą do porządku. Nie przeczę że to co piszecie jest nieprawdą, bo napewno w szpitalach też pracują różni ludzie, więc i zachowania ich też są różne. Odpowiedz Link Zgłoś