felietonista
20.11.05, 14:20
Słuchajcie dziewczyny, ale się wybawiłam wczoraj wieczorem!
Mieliśmy firmową imprezę świętującą zakończenie pewnego projektu. Najpierw
część oficjalna, potem obiad w restauracji, potem ciąg dalszy biesiady w mniej
oficjalnym gronie i na koniec.... poszliśmy potańczyć. Dodam, że jestem jedyną
kobietą w gronie moich kolegów i gdyby nie obecność jeszcze 3 pań z instytucji
współpracujących.... miałabym wyłączność na jakichś 30 facetów
Impreza była zadziobista! Słuchajcie, takie wyjście samej potańczyć
(oczywiście jak jest okazja - a nie często się zdarza

) - jak się
przypominają panieńskie czasy... Może wstyd się przyznać, ale ciężko mi było
oprzeć się nawet lekkiemu uwodzeniu przez jednego z kolegów. Najpierw z nim
zatańczyłam jakiegoś niezwykłego wywijańca, po czym dowiedziałam się, że przez
11 lat tańczył on w jakimś klubie i stąd te niezwykłości. Najpierw poczułam
się zakłopotana, ale potem się wyluzowałam i było mi wszystko jedno. Świetnie
prowadził, więc nie było problemu. Zwierzył się później, że dostał reprymendę
od szefa za uwodzenie mężatki a na dodatek nie mogliśmy się opędzić od
sekundowania przez innych kolegów. Na koniec zorientowałam się, że moi
koledzy, z którymi na codzień pracuję (bo mój tancerz był tylko przez jakiś
czas stażystą - wyobrażacie sobie? Uwodził mnie student!!!) chyba są o mnie
zazdrośni. Gdy tylko zostawaliśmy z kolegą sami (no i teniec wtedy siłą rzeczy
stawał się bardziej intymny) natychmiast pojawiał się któryś żandarm i....
Nie macie pojęcia, jak się śmieję pisząc to wszystko. To było coś
niesamowitego. Dziękuję Bogu, że mam normalnego męża - partnera bez jakichś
wrodzonych zasad ograniczania czyjegoś życia, no i że dane mi było pracować w
gronie młodych, przystojnych, rozrywkowych facetów, bez konkurencji innych
młodych, wyzwolonych panien (wtedy pewnie nie miałabym takiego powodzenia

.
Rano ciężko mi było wrócić do rzeczywistości, impreza była dla mnie za krótka.
Ale wiecie co? Cieszę się, że mam rzeczywistość, do której mogłam wrócić.
Pewnie jako panna byłoby mi trudniej, pewnie mogłabym sobie czegoś nawyobrażać
po tym wieczorze a tak, wszyscy wiedzieliśmy na czym stoimy i dzięku temu
zabawa była.... brak mi słów.
Dane mi było znowu posmakować męskiej (obcej) adoracji i może dzięki temu
chętnie wracam do mojego życia ze świadomością, że wciąż jeszcze jestem
atrakcyjną kobietą, nie tylko dla mojego M, ale też dla innych.
Dziewczyny, jeżeli będziecie kiedyś miały taką okazję, korzystajcie bez
zastanowienia i bawcie się tak, jak tylko Wam się marzy. Uwierzcie mi, życie
codzienne nabiera po czymś takim barw i nieco innego wymiaru.
Pozdrawiam Was wszystkie