damakama
09.12.05, 13:07
Potrzebuję pocieszenia - syn ma dwa latka a ja wrażenie, że nikt poza mną go
nie chce... Nawet jego ojciec - jest zły o każdą chwilę, którą "musi" z nim
spędzić, dziadkom najwyraźniej wnuk też się już znudził- są z nim kiedy
jestem w pracy. Syn jest milutkim, spokojnym dwulatkiem, pogodnym, nie
przechodzi żadnego buntu, da się z nim dogadać, pobawić, chętnie wszystko
zjada - dla mnie czas z nim spędzony to jedna wielka radość. Wiem, że matka
kocha jak nikt inny, ale dlaczego własny tata mówi, że ma go dość?, że
marnuje z nim czas?, że przez niego nie ma czasu dla siebie? Dodam, że słyszę
to tylko ja, w obecności innych osób mąż robi z siebie ojca idealnego, a w
domu... szkoda gadać. Fakt - jego własny ojciec zostawił go gdy był dzieckiem
i wzorca to on nie ma żadnego, ale myślałam, że dla własnego syna postara się
być dobrym tatą... Syn bardzo kocha tausia - ciągle się chce przytulać,
zachęca go do zabawy - a mąż się wykręca! No cóż - byłam naiwna i wciąż
jestem, bo nadal mam nadzieję, że mąż doceni jakim szczęściem jest dziecko
(ale banał! - no ale tak jest - no nie?) Boli mnie każde ostre słowo na temat
synka, podkreślanie jaki to mąż głupi, że się zgodził na dziecko, itp.
Dzisiaj wyjeżdżam na kilka dni - mąż zostaje sam z synem - i boję się - jak
on go będzie traktował? pewnie go nawet nie przytuli... Chyba się z tym nigdy
nie pogodzę...