już nie daje rady...(długie)

13.12.05, 14:43
nie mam juz poprostu na nic siły..mój synek(8,5 m-ca) jest ostatnio
straaasznie marudny,nie wiem może dlatego ,że jest zakatarzony i zatkany
nosek daje mu w tyłek,do tego ząbkowanie..chodzi o to,że nie ma mnie kto na
chwile zmienić,mało śpi przez dzień(może w sumie 2 h) a w nocy mam
wrażenie,że co chwile daje mu jeść(karmie piersią),mąż oczywiście nawet nie
drgnie..a przeciez nie zawsze o jedzenie chodzi,np
przytulić,przewinąc..usypiam też ja i to na rękach (od 7 m-ca)bo inaczej sie
nie da..w domu nic nie jestem praktycznie w stanie zrobic,bo albo marudzi
albo wstaje i trzeba na niego ciągle uwazać..poprostu jestem
wyczerpana..godzina 19..a ja poprostu padam..nawet nie mam siły go kąpać,ja
nie wiem..może ja przesadzam i tylko leniwa jestem,co???czy mam prawo sie też
czuć zmęczona??mężowi gdy tylko o tym wspomnę to do mnie z tekstem..a co ty
robisz całymi dniami,że nie masz czasu na to na tamto,przeciez siedzisz w
domu i nic nie robisz..nie jedna by tak chciała..jak to słysze to mam ochote
rzucic to wszystko i uciec...zeby choć chwile odetchnąć i dac mu nauczke..
(ale odpowiedzialna matka,nie ma cosad(()może byłoby inaczej gdyby Krystianek
przesypiał całą noc,a on niestety nie śpi nawet 4,5h od urodzenia pod rząd
(((więc skąd mam wziąść siły na następny dzień??dziewczyny poradźcie coś,bo
długo tak nie pociągne..

ps/ja nie wiem jak inne matki daja sobie rade z większą ilościa
pociech..podziwiam!!!smile)
    • wesolek11 Re: już nie daje rady...(długie) 13.12.05, 14:51
      To ucieknij na weekend i zostaw chłopa z dzieckiem. A później wróc i zapytaj
      dlaczego jest zmęczony, przecież siedział tylko z dzieckiem w domu!
      • gawliki Re: już nie daje rady...(długie) 15.12.05, 11:42

    • pade Re: już nie daje rady...(długie) 13.12.05, 14:53
      Zaraz Ci tu matki pracujące wyjadą z tekstem, że jak nic w domu nie robisz, nie
      radzisz sobie to jesteś leń patentowany i tyle.
      A ode mnie: Twój mąż musi Ci pomagać, łaski nie robi, wymuś to na nim, jak nie
      prośbą to groźbą. A jak nie poskutkuje, nakarm małego, przewiń i zostaw
      tatusiowi na dwie godzinki, a sama idź do fryzjera albo do koleżanki. I nic a
      nic się nie przejmuj , mały z głodu nie umrze, a tatuś będzie miał wreszcie
      okazję się wykazać.
      Wiesz, jak ja karmiłam piersią, to mój mąż wstawał do córy albo syna i
      przynosił mi ich do łóżka, a jak dzieci były juz na butli, to w ogóle nie
      musiałam wstawać, sam przygotowywał mleko. No i kąpiel, mogę policzyć na
      palcach ile razy kąpałam dzieci, zawsze to robi mój mąż.
      Twój mąż się sam nie domyśli, jedyne wyjście to wytłumaczyć łopatologicznie,
      albo postawić przed faktem dokonanym.
      Powodzenia!!!
    • edytkaq Re: już nie daje rady...(długie) 13.12.05, 14:55
      Też opadałam z sił.
      Prosiłam męża ale on też zmęcozny po pracy (psychicznie) ma stresującą
      odpowiedzialną pracę. Ja chciałam uciec, on też. Dziecko karmiłam mlekiem
      ściąganym prze prawie 2 lata.Laktatorem ściągałam godzinę zeby godzinę karmin,
      i od nowa polska ludowa.Sciągałam w kuchni i gotowałam obiad, na plecach w
      nosidełku miałam dziecko, albo na stole w foteliku.
      Ciężko miałam, ciężej od Ciebie, bo Ty karmisz bezpośrednio a ja musiałam się
      namachac przed każdym karmieniem godzinę. Sciągałam ok 250-300 ml jednorazowo,
      to też pochłaniało czas. Byłam zmęczona, do tej pory jestem zmęczona, ciężko
      jest przy dziecku, ale nie żałuję, męża ciągle tez proszę żeby zajął się
      dzieckiem, ale jak przemyślę że mąż na mnie zasuwa (mam co chcę), to daje mu
      spokuj, bo sam psychicznie zmęczony. Taki los kobiety, cięzko, ale co zrobić,
      musisz się z tym pogodzic.
      • pade Re: już nie daje rady...(długie) 13.12.05, 15:17
        Mój mąż też bardzo ciężko pracuje (umysłowo), ale nie wyobrażam sobie, żeby
        miał dom traktować jak hotel i nic nie robić przy dzieciach. I utrzymuje nie
        tylko mnie, ale i córę i syna i pomaga tyle ile może.
    • edorka1 Re: już nie daje rady...(długie) 13.12.05, 15:12
      Rozumiem Cie doskonale, bo podobny horror miałam z synkiem. Jest tylko jedno wyjście - musisz go nauczyć spać w nocy czyli odzwyczaić od nocnego jedzenia. To jest trudne, mnie pomógł mąż bo miały miał reakcję typu : ruszył sie w nocy, mama obok bo jak nie było mamy to wrzask, cyc musi być zaraz jak nie to wrzask. Więc ( jak już dostałam nerwicy totalnej) poszedł spac z tatą. Po sutej kaszkowej kolacji. Budził się i wrzask. Tata mial do dyspozycji butlę z wodą i smoczek. Kilka nocy zarwaliśmy, mały wył, ja płakałam, i nagle po trzech czy czterech nocach gdzie godzinę wył i godzinę spał i znowu wył po prostu się poddał. I przespał chyba z 7 godzin.I tak już zostało. Warunek jest jeden - mąż musi Ci pomóc bo Ty się małemu kojarzysz z jedzeniem. A dziecko w tym wieku nie musi już jeść w nocy, to nie jest potrzeba tylko przyzwyczajenie. Teraz łatwo mi się to pisze ale uwierz - wiem jak to jest. Będzie teraz troszkę wolnych dni, może Wam się uda. I spróbuj odzwyczaić od zasypiania na rękach. Maluszki lubią rytuały - kąpiel,jedzonko, mama przytuli, da misia, do łózia. Ja wyjdzie jeszcze raz - przytulić dać misia. I jeszcze raz i do obłędu. W końcu zaśnie sam...tez przerabiałam...
      Jest jeszcze inna opcja- można przeczekać, bo to wszystko mija. Tyle, że nie wiem czy wytrzymasz tyle czasu...Tak czy siak - powodzenia!
      • kaaari Re: już nie daje rady...(długie) 13.12.05, 15:21
        Zgadzam się z poprzedniczką.
        Dzieci uwielbiają rytułały ,dlatego musisz je zmienić na inne- i bądż przy tym
        konsekwentna.
        Tatusia też włącz w nowy tryb dnia - przecierz może małego kąpać zamiast Ciebie
        i "pomóc" oduczyć jedzenia w nocy.
        A jak wyjdziesz sama z domu na 3 godziny to świat się nie zawali.
        Czasem trzeba odsapnąć by móc spojrzeć na swoje życie bardziej przychylnym
        okiem.
        Powodzenia
    • wieczna-gosia Re: już nie daje rady...(długie) 13.12.05, 15:25
      a moze...

      moze nie od razu, bo na razie katar i zabki, ale jak juz sie wyleczy i zeby wyjda?

      1. oduczyc usypiania na rekach. Zmeczone dziecko po prostu zasnie- jak tobie
      serce krwawi- to zagon meza, niech to bedzie jego specjalizacja. Sposobow na
      usypianie jest 1000- mozna czytac bajeczki, glaskac, miziac, mozna w koncu po
      prostu wyjsc z pokoju.

      2. pogonic meza z tekstami nic nie robisz- faktycznie zaczac robic niezbedne
      minimum-bo to nie o to chodzi ze nic w dzien nie robisz- czlowiek do
      funkcjonowania potrzebuje snu. Ty sie po prostu nie wysypiasz- wykorzystuj na
      sen czas gdy synek spi, niech maz w weekendy zabiera malucha na spacer a ty nie
      do garow a do spania.

      3. Musisz sobie wymyslic sposob na robienie "czegos w domu z maluchem. Po
      ierwsze- zdejmij go z rak. Kiedy widzisz ze jest ok, ze wyraznie marudzi dla
      zasady- nie bierz na rece, poglaszcz, daj lyzke i pokrywki do zabawy. I rob to
      co faktycznie jest niezbedne.

      4. Chociaz jest o tym caly watek- ty tez pracujesz smile pus jestes niewyspana. Maz
      pracuje w pracy w innym charakterze- niech on rozerwie sie wykonujac proste
      [prace fizyczne po poludniu lib zajmie sie dzieckiem (ja np spokojnie moge bawic
      sie w tytana prac domowych, kiedy mam dzieci zdjete z glowy, bo tak naprawde to
      one wlasnie mecza najbardziej a nie odkurzanie smile) Maz musi to zrozumiec. Chyba
      ze woli zebys zatrudnila opiekunke i poszla do pracy- porozmawiajcie szczerze o
      tym, ze niezaleznie od drogi zyciowej- gnojenie nie jest tym, czego oczekujesz
      od niego. Ustal ze po powrocie meza z pracy on ma godzinke na relaks- niech sie
      wylezy, poprzeciaga, pogapi w sufit, poczyta gazete a ty wtedy nie wkraczasz mu
      z dzieckiem. Ale pozniej to on je przejmuje a ty masz godzine bez kolesia na
      rekach.

      5. Sprobuj nakarmic synka czyms gestym na noc. Kiedy placze- ustal z mezem ze w
      tygodniu- wstajesz do niego ty- a w weekendy- on. I budz go konsekwentnie- moj
      maz tez ani drgnie smile trzeba szturchac smile

      6. Ustal z mezem "czas wolny"- konktretny dzien, konkretne godziny- ty masz
      wolne. Umow sie z kolezankami, idz na kawe. W domu nie zostawaj ryzykujesz
      "kochanie, a gdzie lezy....?" a tego wlasnie chcesz uniknac smile Maz sobie poradzi
      nie ma obawy smile

      zgadzam sie z jednym- dlugo tak nie pociagniesz. To ze jstes matka nie oznacza
      ze masz pasc na oltarzu meczenstwa. Oboje zostaliscie rodzicami. Musicie sobie
      pomagac.
    • sofi84 Re: już nie daje rady...(długie) 13.12.05, 15:34
      uciekaj dziewczyno bo zaraz CI niektore mamucie napisza ze skoro w domu to na
      wakacjach jestes przeciez wiec na co sie q**a zalisz??


      PS wspolczujesad
    • anet22 Re: już nie daje rady...(długie) 13.12.05, 15:48
      Ja Ci poradze tylko w jednej kwestii: kataru dziecka.
      Kup:
      -TETRISAL = sól fizjologiczna z pryskającym dozownikiem - rozpuszcza świenie
      gęsty, nawet głęboko umiejscowiony katar
      -FRIDĘ - super patent na wyciąganiu dziecku katarku z nosa. To taka niby
      gruszka do nosa, ale o niebo lepsza.
      3 min zabiegów a dziecko może spokojnie oddychać i co najważniejsze -
      zalegający katar nie spowoduje rozwoju choroby i zainfekowania uszu!
      Gorąco polecam
      Anet
    • weronikarb Re: już nie daje rady...(długie) 14.12.05, 10:48
      beciulek jakbym siebie widziala.
      Mój od urodzenia nienawidzil spania - pod tym wzgledem nie reformowalny.
      Do 2 roku życia usypial kolysany we wózku i tylko w nim spal.
      Od 4 m-ca do 11 m-ca wyszlo mu 16 zebów - czyli non stop zabkował.
      Spalam czasami 2 h na dobe i pracowalam. Mąz mi pomagał - to jest podstawa i
      nieważne czy chodzisz do pracy, czy pracujesz w domu (bo pracujesz).
      Pozatym usypianie na rekach - to musisz oduczyć - pamietaj on rośnie.
      Mój był małym demonem w ludzkiej skórze.
      Od m-ca mam prawie anioła.
      Spi na swoim tapczanie cala noc (sam oduczyl sie picia mleka w nocy, budzi sie
      aby sprawdzic czy jest mama i tata obok na drugim tapczanie)
      W dzien mniej rebeluje, zaczyna sie słuchać.
      Jedynie usypianie to katorga - ale znam powód i wiem co by moglo go zniwelowac
      niestety to jak narazie za duży bój z teściową a to przed świętami nie chce
      ruszać sad Więc sie jeszcze m-c pomęcze smile
    • izabela_741 Re: już nie daje rady...(długie) 14.12.05, 12:02
      Beciulek,
      na nos my mielismy NASIVIN, na zabkowanie czopki VIBRUCOL, VIBURCOL...- czy cos
      tam, znajdziesz na pewno ta nazwe lub znasz ja ja zawsze przekrecam ;P W bardzo
      ciezkim zabkowaniu paracetamol w czopkach pupe i dalo sie zyc. Zelu na zeby i
      masowania moje dziecko organicznie nie znosilo.
      Teraz maz. Trudna sprawa ale uczciwa rozmowa o podziale obowiazkow jest
      KONIECZNA. Czesc zadan MUSISZ dac tatusiowi: kapiel lub spacery w weekend +
      wstawanie do dziecka w weekend lub co 2 lub 3 dzien niezaleznie od dnia
      tygodnia. Koniecznie, bo sie wykonczysz!!! Musisz spac choc toche!!!
      Obowiazki domowe zlekcewaz ile sie da. Jak mozesz to gotuj najprostsze,
      najszybsze posilki na 2 dni (polecam zamrazanie) lub zamawiaj co ktorys dzin
      cos na wynos. A moze ktos moglby Ci pomoc w sprzataniu?
      Co do usypiania - przerzuc sie na poczatek na wozek lub jakis lezaczek lub po
      prostu np. jak gotujesz do wanienki dzieciecej włoż sterte kocykow, na to
      posadz/pooloz dziecko.
      Jak bedzie wylo, ze na rece chce to glaskaj, tlumacz, placz ale nie bierz.
      Przyzwyczai sie jak Edorka czy Weronikarb napisala w ciagu 3-4 dni. Wiem, ze to
      AZ 3-4 dni wycia ale za niedlugo wyjdziesz z siebie TY.
      Odzwyczajanie od butli juz jest opisane - ja zrobilam troche inaczej - najpierw
      kaszka na noc (gesta - mieszanka, nie zaden cyc - cyc na deser), jak sie budzil
      dostawal kilka dni sok (nie tego chcial ale coz) coraz bardziej rozwodniony a
      po tygodniu juz tylko wode. Przez ten tydzien kilka dni sie poawanturowal ale
      uznal, ze robi sie coraz mniej ciekawie i postanowil spac.
      Powodzenia
    • agacz2905 Re: już nie daje rady...(długie) 14.12.05, 12:54
      A ja się zastanawiam, o co chodzi w tym pytaniu: czy MAM PRAWO czuć się
      zmęczona? Zauważyłyście (już nieco uogólniając), że bardzo wiele dziewczyn
      odmawia sobie prawa do bycia zmęczoną. Złości mnie to bardzo, bo wychodzi na to
      że kobieta to z definicji jakiś cyborg jest, co to nawet jak się zaczyna psuć,
      to właściwie nikt tego nie przyjmuje do wiadomości, bo robot NIE MIAŁ PRAWA się
      zepsuć. A teksty typu: taki los kobiety i trza się z tym pogodzić...tylko
      umacniają funkcjonujący w społecznej świadomości lub podświadomości stereotyp
      kobiety - robota wielozadaniowego. Co myślicie? Pozdrawiam
      • weronikarb Re: już nie daje rady...(długie) 14.12.05, 13:16
        agacz tez tak mam ze jak cyborg. Na szczescie maz hamuje moje zapedy smile Gdy
        widzie ze jakos tak niemam ochty to zaraz "no usiadz ze mna, wypij kawke,
        robota nie zajac, a ja ci pomoge to szybciej pojdzie itd.
    • fastcar Re: już nie daje rady...(długie) 14.12.05, 13:21
      Beciulek weź na luz, bo TY jeszcze musisz wystarczyć na kilka(naście) kolejnych
      lat opieki. Nie masz czasu na sprzątanie - to nie sprzątaj!! Świat się nie
      zawali. A mężowi chyba pomoże Twoje "wyjechanie z tekstem", że nie ma bladego
      pojęcia ile masz roboty z maluszkiem, gdy on jest w pracy, więc skoro tego nie
      wie, niech lepiej zamknie buzię na kłodkę i cichutko pomoże Ci popołudniami.
      Możesz odzywaczajać od jedzenia w nocy, ale ja pamiętam, że mi się to udało
      dopiero po zakońćzeniu karmienia (pomyśl nad tym, bo 8,5 miesiąca to już nie
      jest taki zły okres do odstawienia piersi). A spanie z Maluszkiem nie skutkuje?
      Nie musiałabyć usypiać, a i on by się tak bardzo nie rozbudzał podczas nocnego
      jedzenia. Ale wydaje mi się, że zmienić musisz nie tylko sposób postępowania z
      synkiem, ale przede wszystkim musicie z mężem ustalić wspólne działanie. Bo
      inaczej za dwa lata będzie miał w domu wycieńczoną, zaniedbaną (no bo kiedy?!)
      kobietę w deperesji. A tego przecież nie chce... smile Pa, trzymaj się
    • lena99 Re: już nie daje rady...(długie) 14.12.05, 14:42
      Beciulku,
      Ja też mam małego ząbkującego szkraba (i jeszcze przedszkolaka) więc doskonale
      Cię rozumiem. Tez jestem zmęczona i niewyspana, ale nie wyobrażam sobie, żeby
      mąż mi nie pomagał. Też ciężko pracuje, ale na szczęście rozumie,
      że 'siedzenie' w domu to też ciężka praca jest! Są dni, kiedy czekam na powrót
      męża z pracy jak na zbawienie, bo tak mnie młody wykończył. U nas mąż kąpie
      wieczorem dwójkę, żebym ja choć trochę oddechu miała. Koniecznie oducz
      usypiania na rękach, starszego tak nauczyliśmy i był koszmar, bo coraz cięższy,
      coraz dłużej to trwało i bardzo trudno oduczyć, jak podrośnie. Teraz jesteśmy
      już mądrzejsismile i młody zasypia w łóżeczku.
      Poza tym, tak jak dziewczyny już pisały, gdy mały śpi w dzień, też się połóż.
      Nieważne, ile rzeczy masz do zrobienia, nie sprzątaj, nie gotuj, nie prasuj,
      czy co tam jeszcze robisz! W weekendy w nocy budź męża! (Mojego muszę porządnie
      szturchnąć, żeby usłyszał dziecko!)Dziecku nie zawsze chodzi o jedzenie, raczej
      pewnie chce się przytulić. Poza tym, jeśli chcesz oduczyć jedzenia w nocy, to
      musi wstawać mąż, bo Ty jednoznacznie się dziecku kojarzysz (jedzeniowo).
      Na pocieszenie załączam opis obowiązków kobiety z tego forum chyba, daj mężowi
      do poczytania, a jak samo czytanie nie pomoże, to zastosujsmile
      Pozdrawiam, Lena


      --------------------------------------------------------------------------------
      ===============================================================================
      obowiązki kobiety
      > ku pokrzepieniu

      Ojciec wraca z pracy i widzi, jak trójka jego dzieci siedzi przed domem ciągle
      ubrana w piżamy i bawi się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie,
      porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony były otwarte, podobnie jak
      drzwi wejściowe do domu i nie było najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna
      wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa leżała przewrócona, a
      chodnik zawinięty pod samą ścianę. Na środku pokoju głośno grał telewizor na
      kanale z kreskówkami, a jadalnia była zarzucona zabawkami i różnymi częściami
      garderoby. W kuchni nie było lepiej: w zlewie stała góra naczyń, resztki
      śniadania były porozrzucane po stole, lodówka stała szeroko otwarta, psie
      jedzenie było wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka leżała pod stołem, a
      przy tylnich drzwiach była usypana kupka z piasku. Mężczyzna szybko wbiegł na
      schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na
      to, tylko szukał swojej żony.

      Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało się coś poważnego.

      Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i zobaczył
      mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne porozrzucane zabawki.
      Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane między tym wszystkim, a lustro
      i ściany były wymalowane pastą do zębów. Przyspieszył kroku i wszedł do
      sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, leżącą na łóżku w piżamie i czytającą
      książkę. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął dzień.
      Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
      Co tu się dzisiaj działo?

      Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
      Pamiętasz, kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz mnie,
      co ja do cholery dziś robiłam?
      Tak - odpowiedział z niechęcią.
      Więc dziś tego nie zrobiłam.

      Prześlijcie to innym kobietom dla pokrzepienia a mężczyznom dla uświadomienia smile
      ================================================================================

      Ten żart krążył niedawno wśród moich znajomych i muszę powiedzieć, że wielu
      panom pomógł zrozumieć, że "siedzenie w domu" tak naprawdę z siedzeniem nie ma
      nic wspólnego. Życzę, żeby Twój mąż również to zrozumiał.
      ---------------------------------------------------------------------------



      • mojuda Re: już nie daje rady...(długie) 14.12.05, 16:51
        cos w tym jest..
        przy pierwszym dziecku strasznie sie umeczylam,nosilam corke na rekach
        ,siedzialam z nia az sie nie wyspi(wciaz trzymalam na rekach) to naprawde mozna
        sfiksowacsurprisedsurprised wydawalo mi sie ze maz sobie W ZYCIU nie poradzi w zwiazku z czym
        nigdzie nie wychodzilam itd ...teraz widze ze sama siebie "zameczylam"smile
        teraz mam synka ,wychodze kiedy tylko moge/mam czas/musze ,oczywiscie na
        poczatku pekalam ale myslalam ze przez pare godzin dzieciakom nic sie nie
        stanie,wazne zeby byly nakarmionesmile nawet jezeli mialyby byc zasikane..
        jak ja meza nie docenialamsmileokazalo sie ze jak mnie nie ma w domu to nie dosc ze
        dzieci "oporzadzone" to jeszcze posprzatane ,wymyte gary itdsmile
        daj swojemu facetowi szanse sie wykazac ,wowczas i on doceni co tzn siedziec z
        dzieckiem w domu!!
        pozdrawiam!!!
    • amelia29 Re: już nie daje rady...(długie) 15.12.05, 11:39
      Masz prawo.

      Jestem mamą pracujacą 19 mc dziecka, pół roku siedziałam w domu, czułam się
      podobnie jak TY. Pójście do pracy zawodowej jedynie pogłębio mój permanentny
      stan zmęczenia.
      Jestem zdania, że praca "siedzienie z dzieckiem" w domu jets bardzo obciążające
      i fizycznie i psychicznie. Myślę, że każda z nas - mam - musi sobie sama jakoś
      poradzić. Od siebie powiem tyle, że:

      po pierwsze (psychicznie) - dałam sobie absolutne prawo do tego, żeby być
      zmęczoną o czym zaczełam jasno informować męża (dla mnie samej stanowiło to nie
      lada problem, bo gdzieś tam głęboko tkwił we mnie stereotyp, że przecież mam
      upragnione dziecko i generalnie wszystko jest OK więc o co mi chodzi??? Otóż w
      końcu powiedziałam sobie tak: wszystko jest OK ale to nie zmienia faktu, że
      czują się przemęczona i potrzebuję-oczekuję od męża wymiernej pomocy)

      po drugie (fizycznie) - precyzyjnie określiłam obszary, na których oczekuję
      pomocy od męża (co sobotę - wolne popołudnie, min. 1 x tyg. on gotuje obiad,
      sprzątanie wspólne, spacery z dzieckiem po południu - on itd)

      po trzecie - konsekwentna egzekucja w/w.

      Nie podaję Ci złotych środków na rozwiązanie Twojego problemu, zarysowałam
      tylko w skrócie to, co zadziałało u mnie.

      Zachęcam natomiast do tego, żebyś nie bałą się konfrontacji z samą sobą i
      najbliższymi - ku obupólnym korzyściom.

      Powodzenia,
Pełna wersja