Poczułam się poniżona.

21.12.05, 16:58
Na początku opisze trochę naszą sytuacje mój mąż pracuje a ja na razie jestem
na urlopie wychowawczym, z którego nie mam pieniędzy. Oprócz tego mąż jest
trochę sknerowaty. Nasza sytuacja materialna nie jest fantastyczna, ale nie
jest też zła. A teraz przejdę do opisu całej sytuacji. Byłam na zakupach
przedświątecznych z mężem i teściową. W pewnym momencie zwróciłam się do męża
żeby dał mi moją kartę, bo chce kupić jeszcze tamten stroik. Mój mąż na to
stwierdził, że nie ma mowy. Nie próbował negocjować skoro nie chciał już
wydawać pieniędzy, tylko potraktował mnie jak dziecko jak gó..arę, który nie
potrafi zadbać o finanse rodzinny. I to, jakim to tonem powiedział i w
dodatku przy teściowej. Odwróciłam się na pięcie i z łzami w oczach wróciłam
na piechotę do domu. Nie mogłam pozwolić żeby teściowa zobaczyła łzy w moich
oczach. Poczułam się upokorzona. Może teraz to śmiesznie brzmi, ale ton, w
jakim się do mnie zwrócił prawie krzykiem tak niektórzy rodzice się zwracają
do niegrzecznych dzieci. Mąż pojechał zaraz po zakupach do teściowej. A ja
siedzę w domu i zastanawiam się, co mu powiedzieć.
    • iwoniaw Mąż nosi Twoją kartę? 21.12.05, 17:03
      Najwyższa pora na poważną rozmowę nie tylko o finansach...
    • izabela_741 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 17:07
      NATYCHMIAST wrocilabym do pracy. Taki zwiazek nie wrozy MNIE przyszlosci. Ale
      nie znam szczegolow Waszego zycia.
      • earl.grey Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 17:49
        zgodziłabym się z Izabelą.
        Warto wracać do pracy, nawet jeśli będzie trzeba zapłacic niani. Nie daj sobie
        powiedzieć, że będziesz mało zarabiać, bo część pensji pójdzie na nianię. W
        razie czego powiedz, że to z j.e.g.o pensji idzie na nianię, a z twojej na
        życie. Powinno sie poprawic pomiędzy wami, więc choćby dlatego warto. Żebyś
        kiedys nie usłyszała, że "nic nie robisz".
        • halszkabronstein Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 15:03
          Dokładnie , zgadzam się z moimi poprzedniczkami . Kobieta potrzebuje własnych
          pieniędzy , dlatego ja gdy urodze bede miała troche odłożonych hehe i jeszcze
          wspomogą mnie pewnie rodzice . Nie dlatego , że mój mąż jest sknera , ale
          dlatego , że czuje iż to jest właściwe . Głupio by mi było prosić męża o
          pieniądze na zakupy itp. uncertain Czułabym sie podobnie jak gó..ara - a poczucie
          zależności finansowej od partnera jest zawsze krepujace i czasem powoduje takie
          głupie sytuacje .
    • moofka Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 18:16
      nie wiem jak jest miedzy wami, ze az tak to odebralas
      bo u nas to sie czesto zdarza ze maz hamuje zakupowe moje zapedy
      3/4 rzeczy to wedlug niego zbedny wydatek smile
      ale ja pracuje i nie odbieram tego w ten sposób
      ot po prostu chlop sie na zakupach nie rozumie smile
      na stroik swiateczny zareagowałby pewnie podobnie
      no bo po co komu stroik? tongue_out
      • musia2002 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 18:23
        U mnie jest odwrotnie-ale ja nie ponizam meza tylko kontroluje.Gdybym nie
        kontrolowala to na koncie co miesiac bylo by zero.Porozmawiaj z mezem,ze Cie to
        zabolalo a jesli to nie pomoze to szukaj pracy.
    • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 18:36
      Tak to często jest, jeśli pieniądze zarabia jedna strona układu, bez względu na
      to, czy jest to układ mąż-żona czy rodzic-dziecko, bo podobieństwo jest wbrew
      pozorom ogromne. Odpowiedzialność za kasę należy zwykle do tego, kto zarabia.
      Ale powiem Ci, że gdybym to ja zarabiała pieniądze, mój mąż nie - i tenże mąż
      zażądałby karty, bo chce kupić stroik, pokazałabym mu figę. Taka już moja
      paskudna konstrukcja. Od razu odezwałaby się we mnie parszywa przekora - jak
      to, ja zarabiam, a on ma fanaberie na jakiś badziewny stroik? A guzik!
      • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 18:38
        Zapomniałam napisać, że pewnie nie byłabym miła (szał zakupów, przedświąteczne
        podminowanie), ale po dobrej kawce w domu dałoby mi się parę rzeczy
        wyperswadować wink
    • ala1t Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 18:38
      Ja rozumiem, że można hamować zapędy zakupowe drugiej połowy. Ale nie w taki
      sposób nie takim tonem, nieznoszącym sprzeciwu. Pewnie jakbyśmy byli sami to
      jakoś bym to przełknęła, ale to ze była przy tym moja „ukochana” teściowa to
      było dla mnie już za dużo. Macie racje czas wrócić do pracy.
      • musia2002 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 19:00
        Ale porozmawiaj z mezem!!!I nie daj sie traktowac jak dziecko.
        • your_and Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 19:10
          > Ale porozmawiaj z mezem!!!I nie daj sie traktowac jak dziecko.

          Jeżeli mąż rezygnuje z części swoich wydatków i przyjemności żeby utrzymać w
          ryzach domowy budżet, ma prawo wymagać tego i od ciebie.
      • anna-pia Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 19:22
        porozmawiaj z mężem, bardziej bym się przejęła tym, że tak cię potraktował przy
        tesciowej (brr, najgorszy możliwy świadek), niz tonem głosu (mógł byc zły i
        zmęczony)
        mojemu tez sie zdarza warknąć na mnie (i wzajemnie), ale NIGDY przy swiadkach
        i chyba rzeczywiscie czas do pracy
        • your_and Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 19:37
          > porozmawiaj z mężem, bardziej bym się przejęła tym, że tak cię potraktował przy
          > tesciowej

          Fakt, to rani najbardziej.
          • joanna9920 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 19:48
            no a nie mogłaś tym samym tonem powiedzieć:daj mi natychmiast moją kartę!gdyby
            się oburzył wtedy mu wytłumaczyć,że nie tym tonem.no i dlaczego pojechał do
            teściowej.ważne jest czy to pierwszy raz tak cię potraktował czy zdarzało mu
            się wcześniej.teraz nie ominie cię poważna rozmowa.a tak na marginesie czy
            jesteś pewna ,że twoja reakcja nie była zbyt emocjonalna?
            • alba27 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 20:17
              Wydaje mi sie że największy problem to nie to że nie pozwolił ci kupić stroika
              ale to w jaki sposób ci tego zabronił, bo gdyby powiedział spokojnym
              głosem"kochanie, po co nam ten stroik, nie kupuj go , szkoda pieniędzy" to nie
              było by problemu.
              Ja bym zrobiła tak, przede wszystkim nie odzywałabym sie dopóki mnie nie
              przeprosi, powiedziałaabym żęby sobie tą kartę wsadził gdzieś i stanowczo
              powiedziała że od stycznia wracam do pracy. Znając mojego męża bja by sie nie
              powtórzyła. Możesz też przestać kupować cokolwiek a jak nie bedzie obiadu to
              powiedzieć meżowi zę nie miałaś pieniędzy a od niego nie wezmiesz. itp
              • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 20:27
                Należy jednak pamiętać, że to mąż zarabia i to on utrzymuje dom. Fakt, być może
                nie odezwał się specjalnie grzecznie (nie wiem, nie było mnie przy tym), ale
                IMO to raczej on odpowiada finansowo za rodzinę. Myślę, że proponowana przez
                Ciebie kara jest niewspółmierna do popełnionego czynu. Niestety brak pieniędzy
                uzależnia tego, kto ich nie ma, ode tego, kto je ma; pieniądze to wyśmienite
                narzędzie władzy. I strzelanie focha w tej sytuacji od razu stawia autorkę
                posta startowego na przegranej pozycji.
                Dlatego dla własnego komfortu psychicznego doradzałabym powrót do pracy, żeby
                móc mężowi zagrać na nosie i na następne Boże Narodzenie kupić stroik z
                własnych pieniędzy.
                • marychna31 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 20:56
                  > móc mężowi zagrać na nosie i na następne Boże Narodzenie kupić stroik z
                  > własnych pieniędzy.
                  Czegoś nie rozumiem: ona kupi sobie stroik, on sobie krawat...a kto kupi rzeczy
                  dla domu, do jedzenia, kto bedzie sprzatał i zmywał we wspólnym domu?

                  Co za różnica kto zarabia a kto pracuje w domu? Pieniądze są w wspólne bo oboje
                  wspólnie pracują na dom. Oczywiście można dyskutowac o wydatkach i budżecie ale
                  nikt nie ma prawa drugiego traktowacjak dziecko, pouczac i upokarzać.
                  • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 21:08
                    > > móc mężowi zagrać na nosie i na następne Boże Narodzenie kupić stroik z
                    > > własnych pieniędzy.
                    > Czegoś nie rozumiem: ona kupi sobie stroik, on sobie krawat...a kto kupi
                    rzeczy> dla domu, do jedzenia,
                    Mąż. To on zarabia. Żona co najwyżej płaci w sklepie pieniędzmi zarobionymi
                    przez małżonka. Brutalne, ale prawdziwe.

                    kto bedzie sprzatał i zmywał we wspólnym domu?
                    Może wspólnie...? wink

                    > Co za różnica kto zarabia a kto pracuje w domu? Pieniądze są w wspólne bo
                    oboje
                    > wspólnie pracują na dom.
                    Pracują - może tak. Zarabia tylko mąż. A to wielka różnica. To on finansuje
                    wszystko. To przede wszystkim on odpowiada za stan finansowy rodziny. Szykuje
                    się tu powrót do dyskusji na temat tego, czy praca w domu to praca, ale to
                    temat na osobny wątek.

                    Oczywiście można dyskutowac o wydatkach i budżecie ale
                    > nikt nie ma prawa drugiego traktowacjak dziecko, pouczac i upokarzać.
                    Tu się zgodzę. Myślę jednak, że tu upokorzenie sięga głębiej - właśnie tej
                    zależności finansowej. Proszenia o pieniądze. Dorosła kobieta musi prosić o
                    kasę, jak dziecko rodzica. Mnie właśnie to upokorzyłoby najbardziej, nie
                    teściowa, nie ton, bo teściowa to pryszcz, a ton może wynikać choćby ze
                    zmęczenia i napięcia.
                    Najlepszym układem w małżeństwie jest układ taki, kiedy oboje pracują. Każdy
                    dokłada się do wydatków na dom i każdy zachowuje - jeśli tylko istnieje taka
                    możliwość - jakieś drobne rupie dla siebie. A tak - nawet jeśli mąż będzie
                    wydzielał żonie coś na kształt kieszonkowego, to żona będzie zależna od niego -
                    od jego pensji, od jego fanaberii, od jego widzimisię.
                    • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 21:22
                      Aha, żeby oddać sprawiedliwość - w dużej części tę zależność finansową może w
                      tym przypadku uskuteczniać mąż. Tak też bywa. Tym bardziej trzeba by było iść
                      do pracy, żeby się przed tym uzależnieniem bronić.
                      A może mąż po prostu poczuł się urażony tonem, jakim żona wygłosiła swoją
                      prośbę czy raczej żądanie...?
                      Tak czy inaczej - istnieje pewne prawdopodobieństwo, że finansowy układ w tym
                      małżeństwie nie jest najlepszy. Naprawią może go długie Polaków rozmowy, ale
                      przede wszystkim - praca. Własna. I własne pieniądze. Jeden instrument
                      uzależnienia odpadnie.
                    • marychna31 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 21:59
                      > Mąż. To on zarabia. Żona co najwyżej płaci w sklepie pieniędzmi zarobionymi
                      > przez małżonka. Brutalne, ale prawdziwe.
                      W ogóle sobie nie wyobrażam założenia rodziny na takich warunkach. Różnie nam
                      się z męzem finansowo układało, raz on więcej zarabiał, raz ja - nigdy nikt
                      nikogo nie musiał o nic prosić - kupował co uznawał za stosowne i ewentualnie
                      informował druga stronę.

                      Nie wyobrażam sobie, zebym mogła mojemu mężowi powiedzieć "nie" na cokolwiek,
                      co by uznał za stosowne - nawet jesli, z jakiegokolwiek powodu, tylko ja bym
                      zarabiała. Jest dorosły i sam najlepiej wie, co nalezy kupić a co nie, a
                      pieniadze mamy tylko wspólne. Jesli któremukolwiek z nas, uda się zarobić coś
                      więcej, coś ekstra to cieszymy się, ze będziemy mogli razem coś więcej kupic (a
                      najlepiej tej drugiej stronie) i nikt z nas nie nabiera wtedy "poczucia
                      wyższości" względem partnera,że może o czymś więcej decydować. Niezależnie od
                      zarobków jesteśmy równi i mamy w małżeństwie równe prawa.
                      • sakada Marychna u nas jest tak samo n/t 21.12.05, 22:05

                      • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 22:27
                        Bardzo to ładnie pięknie, ale mam wrażenie, że tutaj chyba inaczej to wygląda.
                        Nie uważam, że kobieta (czy mężczyzna, bo to róznie bywa), który nie zarabia,
                        jest gorszy, bo to nie jest prawda, wszak układa się różnie. Ale własne,
                        zarobione przez siebie pieniądze - jakby nie było - dają satysfakcję. Zarabiam,
                        dokładam się. Po części prowadzimy wspólną kasę. Ale mam na swoje drobne i
                        mniej drobne wydatki. Sama zarobiłam, wydałam i nikt nie będzie mnie z tego
                        rozliczał. Jestem w pewnym stopniu niezależna. Jeśli - nie daj Boże - przyjdzie
                        się rozwieść, będę miała pracę (oby) i za co żyć. A w małżeństwach, gdzie jedna
                        strona zarabia, a druga nie (nie zarabia nic, wcale, zero, nul), czasem
                        pieniądze stają się atrybutem władzy, kością niezgody i kością w gardle.
                        Poza tym samo hasło: "wszystko wspólne" budzi moją głęboką awersję. Cóż,
                        jedynaczka wink)
                      • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 22:34
                        > Mąż. To on zarabia. Żona co najwyżej płaci w sklepie pieniędzmi zarobiony
                        > mi
                        > > przez małżonka. Brutalne, ale prawdziwe.
                        > W ogóle sobie nie wyobrażam założenia rodziny na takich warunkach. Różnie nam
                        > się z męzem finansowo układało, raz on więcej zarabiał, raz ja - nigdy nikt
                        > nikogo nie musiał o nic prosić - kupował co uznawał za stosowne i ewentualnie
                        > informował druga stronę.
                        Marychna, ale fakt jest faktem: żona, która nie zarabia nic, wydaje pieniądze
                        ZAROBIONE przez męża. Mówię tu nie tyle o wydatkach na dom, na wspólne sprawy,
                        ale na rzeczy, które chciałaby mieć dla siebie. Ot, kiecka. Albo chociaż ten
                        nieszczęsny stroik. A tak - musi się prosić o te drobne rupie, a mąż sobie
                        dysponuje tym, jak chce. Zupełnie tak, jak w układzie rodzic - dziecko. Żeby
                        zmienić ten układ na partnerski, trzeba albo wybić mężowi z głowy władcze
                        zapędy, albo podjąć pracę i mieć swoje. Najlepiej jedno i drugie.
                        • triss_merigold6 Precz z mojej głowy;) 21.12.05, 22:43
                          Nie czytaj mi w myślach z łaski swojej.
                          Mogę się tylko podpisać.
                          Zasadniczą część kasy mamy wspólną tj. ustalamy na początku miesiąca jakie będą
                          wydatki z grubsza i ile wyniosą. Tak poza tym każdy ma swoje konto i swoje
                          wydatki. W każdym razie gdybym chciała kupić sobie parszywy stroik czy inną
                          dekorację to bym kupiła za własną kasę bez pytania.

                          W sytuacji kiedy jedna strona nie zarabia nic widzę dwa rozwiązania: albo godzi
                          się z dawaniem codziennie kasy przez stronę pracujacą i akceptowaniem
                          wszystkich wydatków albo dostaje określoną kwotę i rządzi się bez rozliczania.
                          Na miejscu autorki poszłabym do pracy nawet gdyby po opłaceniu niańki zostawało
                          mi 200 zł ponieważ byłoby to moje prywatne 200 zł.
                          • sakada Re: Precz z mojej głowy;) 21.12.05, 22:57
                            U nas jest niepisana zasada, że niezależnie od tego, kto zarobił - pieniądze
                            wydajemy wspólnie. Były czasy, że to głównie ja miałam pieniądze, teraz mąż
                            zarabia. Ja też się dokładam do budżetu mimo, że głównie "siedzę" (nie znoszę
                            tego określenia - jestem w ciąży a poza tym wychowuję syna) w domu. Chodzi o
                            to, że wydatki planujemy wspólnie - to na co mamy zachcianki konsultujemy, ale
                            na równych zasadach. Ktoś ma potrzebę coś kupić - więc to robi i nie musimy się
                            sobie nawzajem tłumaczyć. Jesteśmy dorośli - wiemy ile możemy wydać.
                            Najważniejsze, że nikt nikogo nie upokarza i nie traktuje jak dzieciaka,
                            któremu wszystkiego się zachciewa więc trzeba go zgodnie z dyscypliną
                            wyhamować.
                            • triss_merigold6 Re: Precz z mojej głowy;) 21.12.05, 23:05
                              IMO to już mniej istotne kto ile wnosi finansowo co miesiąc. Ważne jest nawet
                              te parę wyłącznie własnych złotych. Opcja "wszystko wspólne" akurat mnie nie
                              pasuje wyjątkowo, mimo, że to mąż więcej zarabia. Pamiętam natomiast pewien
                              krótki okres wiele lat temu kiedy mieszkałam z niepracującym (studiującym)
                              facetem i ponosiłam koszty utrzymania: facet był rozliczany z każdej złotówki a
                              w krótkim czasie został wykopany do pracy.
                      • wesolek11 Re: Zgadzam sie z Marychną! 22.12.05, 09:03
                        U nas jest podobnie, wspólne pieniądze, konto, decyzje i nie wyobrażam sobie
                        jakiś innych, chorych układów!
                        • kawka74 Re: Zgadzam sie z Marychną! 22.12.05, 09:12
                          Oj, zaraz chorych. Innych. To, że sobie czegoś nie wyobrażasz, to nie znaczy,
                          że owo coś nie istnieje.
    • zona_wojtka Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 21:12
      A ja może inaczej.
      Dleczego nie zapytałaś, czy może kupilibyście jeszcze jeden stroik, tylko tak
      po prostu daj kartę, ja kupię.
      Rozumiem, że poczułaś się poniżona, ale może on też pocczuł się nieswojo z
      tym "daj", bo ja chcę kupić.
      Ja od pewnego czasu też zarabiam, razem z mężem, i były takie sytuacje jak u
      ciebie, ale teraz to ja już wiem, dlaczego tak jest. Wierz mi, czasem ma się
      wrażenie, że jeszcze jeden stroik i zbankrutuję...
    • jagna_jagna Re: Poczułam się poniżona. 21.12.05, 21:26
      Dlaczego mąż nosi twoją kartę? Mimo, że w życiu nie mieliśmy kłotni na tle
      finansowym (a może właśnie dlatego) nie dalabym mu swojej karty, w
      szczególności takiej na której są pieniądze, nawet do potrzymania . wink
    • carminamama Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 02:14
      A mi to sie wydaje że wazne jest jaka była geneza tego ze wyłacznie mąz zarabia
      a zona siedzi na wychowawczym...bo jesli układ jest taki ze żona siedzi bo
      chce, upiera sie lub nie jest na siłach znalesc sobie pracy a mąz łaskawie acz
      bez entuzjazmu (wrecz lekko przymuszony) sie na to siedzenie żony zgadza to
      moge zrozumiec ze robi z zarabiania pieniedzy pretekst do rzadzenia, bo
      generalnie nie jest z sytuacji zadowolony i sie odgrywa. NAtomiast jesli to
      była wspolna decyzja na zasadzie mamy dziecko i żonie i mezowi po
      przedyskutowaniu zalezy zeby wychowywalo sie sie ono jakis czas w domu bez
      żłobkow i nianiek to sorry facet godzac sie na taki uklad godzi sie na
      pieniadze wspolne...bo jesli nei to powstaje paranoja i sytuacja ze skoro on
      moze zarzadzic tego nie kupisz bo ja ta kase zarobilem i jest moja, to ja moge
      mu w domu powiedziec ty na tej kanapie nie siadasz, nie rusz tego bo
      nabalaganisz a to JA rzadze w domu bo go sprzatam. Wychowawczy to zazwyczaj
      wspolna decyzja i uklad: ja wnosze do naszej rodziny prace fizyczna i
      emocjonalna w domu i przy dziecku ty przynosisz pieniadze i ja i ty kozystamy z
      tego wspolnie na rownych prawach...
      • carminamama Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 02:28
        U nas jest uklad ze choc kase wnosimy roznie jakis czas tylko niemąz, potem
        wspolnie ale on wiecej teraz wspolnie i czasami ja wiecej...i co z tego zawsze
        jest to kasa "nasza" mamy oddzielne konta bo tak bylo jak sie poznalismy i tak
        zostalo ale kiedy komus zabraknie wola do drugiego "zrob mi przelew" i raczej
        sie nie rozliczamy na co i po co...no chyba ze byly by to zawrotne sumywink
        i nawet w czasach gdy tylko niemaz zarabial przyszło by mu do głowy rzucic taki
        tekst jak maz autorki to pewnie by usłyszał bez zastanowienia rzucone "no wiesz
        bezczelny jestes! a to niby czemu?!" jesli by sie upieral bez konkretnego
        powodu (np. mamy puste konto)to pewnie bym rzucila przy mamusi "to od dzis sam
        sobie gatki pierzesz sknerowink"
        zakaldajac ze autorka nie jest kobieta rozrzutna i nie chciala kupic tego
        stroika za ostatnie pieniadze na jedzeniewink to mezowi nalezy sie troche utrzec
        nosa a przede wszystkim ustalic czy woli zeby zona szła do pracy czy zajmowala
        sie dzieckiem, a jesli nie to niech konsekwentnie sie zarobionymi pieniedzmi
        dzieli bez szemrania...
        I co to za pomysl macie dziewczyny ze jak kobieta idzie do pracy to zarabia
        na opiekunke i zostaje jej te "własne" 200zł, a przepraszam to moze jednak ja
        pracujac bede tym wladca co WSZYSTKICH utrzymuje a maz niech pracuje na
        opiekunke i swoje 200zł kieszonkowe?co to za sprawiedliwosc? i to jeszcze
        kobiety pisza...wink
        • wesolek11 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 09:00
          Co znaczy, że mąż zarabia? A kobieta siedząc z dzieckiem nie pracuje? Iść do
          pracy by za własne pieniądze coś kupić, to jest rozwiązanie? Przecież jak
          wydam z "własnych" to razem mamy mniej, jak mąż wyda z "własnych", to i ja mam
          mniej.
          Ja 5 lat siedziałam w domu i nigdy nic takiego nie miało miejsca. Wydarła bym
          się przy teściowej na niego i zażadała zwrotu własnej karty!
          A swoją drogą do pracy warto wrócić, bo przy takim meżu nic nigdy nie wiadomo.
          • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 09:11
            > Co znaczy, że mąż zarabia?
            To znaczy, że dostaje określone wynagrodzenie za swoją pracę.
            A kobieta siedząc z dzieckiem nie pracuje?
            A co to ma do rzeczy?

            Iść do
            > pracy by za własne pieniądze coś kupić, to jest rozwiązanie?
            Jest. Przynajmniej nie trzeba się prosić i awanturować.

            Przecież jak
            > wydam z "własnych" to razem mamy mniej, jak mąż wyda z "własnych", to i ja
            mam mniej.
            Usunęłabym cudzysłów. I jeśli wydam z własnych, to ja mam mniej, a nie mąż.

            > Ja 5 lat siedziałam w domu i nigdy nic takiego nie miało miejsca. Wydarła bym
            > się przy teściowej na niego i zażadała zwrotu własnej karty!
            Tiaaaa....

            > A swoją drogą do pracy warto wrócić, bo przy takim meżu nic nigdy nie wiadomo.
            O właśnie. I tu dochodzimy do sedna sprawy.
            • carminamama Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 09:29
              No coz najwyrazniej modele zycia i podzialu kasy w małzenstwach sa bardzo
              rozne i dyskusja co lepsze (czy sztywny podzial ja zarabiam to moje ty
              zarabiasz masz twoje, za moje kupujemy kanape za twoje telewizor, ja place
              opiekunke ty rob oplaty za mieszkanie albo: niewazne kto aktualnie zarabia kasa
              jest wspolna i rowne do niej prawo) jest jak dyskusja nad wyzszoscia Swiat
              Bozego Narodzenia nad Swietami Wilekanocy....

              Ja sama jestem przekorna i pyskata ale gdyby mi maz wyjechal z podzialem (na
              szczescie w kwestii pieniedzy calkowicie sie zgadzamy) na moje twoje ja
              zarabiam ja rzadze kasa to bym natychmiast zinwentaryzowala mieszkanie na moje
              i twoje i wprowadzila podzial na dwa kosze na pranie i 2 komory brudnych
              naczyn...i zasade ty zapewniasz mi taki i taki poziom finansowy to ja tyle i
              tyle robie w zamian w domu i kolo twojego tyłka...no tyle ze wtedy zwiazek
              prawdopodobnie szlag by trafil...wiec co jednym pozwala przetrwac to innych by
              podzielilo....

              Wazne co ustalala autorka z mezem, przydala by sie rozmowa i odswiezanie
              pamieci....bo bywa i tak ze maz nie chce byc jedynym żywicielem rodziny a jest
              do tego zmuszany (co uwazam tez za nie w porzadku tyle ze do ustalenia przed
              slubem) a bywa ze życzy sobie wrecz by zona gtowala obiadki,
              tworzyla "ciepelko" i zajmowala sie dziecmi a potem jak jest nie w humorze to
              bezczelnie ten uklad wykozystuje wlasnie pieniedzmi i wladza...
              • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:10
                NIe chodzi o sztywny podział kasy. Chodzi o to, żeby móc sobie kupić stroik nie
                narażając się na docinki męża. Pisałam przecież wyżej o tym, że pewna część
                kasy jest wspólna, natomiast część każdy zachowuje tylko dla siebie na swoje
                fanaberie, bez konieczności rozliczania się. Czy to naprawdę jest takie
                bolesne? Jeśli mój mąż chce sobie kupić pornola na straganie, nie będzie mnie
                prosił o kasę, kupi z własnych.
                To co, lepiej zaciskać zęby i przetrzymywać mężowskie docinki albo próbować go
                wychowywać, zamiast pomachać mu przed nosem własną kasą?
                • triss_merigold6 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:14
                  Dajże spokój. Tu ścierają się różne wizje życia w związku: całkowicie
                  wspólnotowa i opcja zachowania odrobiny niezależności.
                  IMO prościej niż rozpoczynać żmudny proces wychowywania męża jest iść do pracy
                  i - z powodu zmian organizacyjnych - dociążyć męża obowiązkami domowymi.
                  • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:27
                    Niniejszym daję spokój smile Dla mnie wersja absolutnie wspólnotowa jest nie do
                    przyjęcia, bo odrobinę niezależności finansowej (i nie tylko) mieć muszę,
                    choćby mąż był aniołem. A nuż ta anielskość go odejdzie i co wtedy?
                    • cocollino1 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:30
                      Zgadzam siesmile)
                      Ja poprostu musze miec swoja kasesmile)
                      Tylko swoja.
                      Jasne ze sa rzeczy za ktore palcimy wspolnie, ale sa tez rzeczy, ktore kazde z
                      nas kupuje w swoim zakresie. Nie robimy z tego tajemnic, ale tez nie spowiadamy
                      sie z kazdego najdrobniejszego szczegolu.
                      • carminamama Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:38
                        ej no dziewczyny, ale co ma niezaleznosc do wspolnej kasy????
                        jak ja mowilam niemezowi "przelej mi cztery stowki"(tak jak on wracajac z pracy
                        pytal "co jest na obiad" ) to on przelewal i nie rozliczal mnie na co, wiec
                        byly to moje pieniadze, i nie robil mi laski ze przelewa a mi nie przeszlo
                        przez mysle ze go prosze o jakas laske, teraz oboje zarabiamy i czasem jest tak
                        ze na zycie idzie z jednej pensji a potem na wlasne przyjemnosci wydajemy z
                        drugiej...raz wiecej ja raz on i nikt tego nie musi kontrolowac...
                        • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:48
                          > ej no dziewczyny, ale co ma niezaleznosc do wspolnej kasy????
                          Ma bardzo dużo, patrz przykład autorki posta startowego. Własne pieniądze dają
                          niezależność finansową.
                          • carminamama Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:52
                            no w idealnym ukladzie gdzie sie ludzie spokojnie dogaduja to nie powinno miec
                            jedno nic do drugiego...w przypadku autorki to raczej sie nie dogadali...

                            no i racja niezaleznosc finasowa niezbedna jak zwiazek sie rozpada i kobieta
                            zostaje na lodzie...ale ja zakladam ze wychowawczy nie trwa wiecznie a kobieta
                            jednak nie dziecko i zdolnosc do zarabiania posiada do wieku starczegosmile
                            • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 13:46
                              Właśnie - nie dogadali się. Pieniądze pieniędzmi, ale - jak napisałam
                              wcześniej - rozmowa też się przyda.
                        • carminamama Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:48
                          No ale przyznaje racje ze jak by mi chlop raz wypomnial kase to do konca zycia
                          razem wiecej nie mial by takiej mozliwosci bo popedzila bym do roboty
                          natychmiast chocby tylko po to by nikt mnie nie ustawial pieniedzmi...
                          Ja tylko chce dac przyklad ze mozna miec wspolna kase bez laski, rozliczania
                          sie i zagladania sobie nawazjem w drobne wydatki z calkiem przyzwoita
                          niezaleznoscia, i tez sobie nie wyobrazam proszenia o kazda pie.., bo to
                          sila rzeczy samo w sobie jest lekko upokazajace...
                          • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:51
                            No ale przyznaje racje ze jak by mi chlop raz wypomnial kase to do konca zycia
                            > razem wiecej nie mial by takiej mozliwosci bo popedzila bym do roboty
                            > natychmiast chocby tylko po to by nikt mnie nie ustawial pieniedzmi...
                            O to chodzi.

                            > Ja tylko chce dac przyklad ze mozna miec wspolna kase bez laski, rozliczania
                            > sie i zagladania sobie nawazjem w drobne wydatki z calkiem przyzwoita
                            > niezaleznoscia, i tez sobie nie wyobrazam proszenia o kazda pie.., bo to
                            > sila rzeczy samo w sobie jest lekko upokazajace...
                            No właśnie.
    • twinmama76 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 09:36
      Jeśli wyrobił ci kartę, to zgodził się na Twój dostep do pieniędzy. To ty
      powinnas nosic te kartę.
      Ja aktualnie nie zarabiam nic, zero, null.
      Mamy wspólne z małżem konto, każdy ma swoja kartę. Do tego to ja płacę
      rachunki, robie zakupy, wogóle orientuję się w uznaniach i obciążeniach na
      koncie, jak to sie ładnie nazywa.
      Tak więc to prędzej ja oponuje przed nowym zakupem niz małż, bo on po prostu
      nie ma pojęcia, ile faktycznie mamy pieniędzy. Jednak nigdy nie ponizyłabym go
      i on mnie tez nie.
      • wieczna-gosia Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:51
        twinmama76 napisała:

        > Jeśli wyrobił ci kartę, to zgodził się na Twój dostep do pieniędzy. To ty
        > powinnas nosic te kartę.
        > Ja aktualnie nie zarabiam nic, zero, null.
        > Mamy wspólne z małżem konto, każdy ma swoja kartę. Do tego to ja płacę
        > rachunki, robie zakupy, wogóle orientuję się w uznaniach i obciążeniach na
        > koncie, jak to sie ładnie nazywa.
        > Tak więc to prędzej ja oponuje przed nowym zakupem niz małż, bo on po prostu
        > nie ma pojęcia, ile faktycznie mamy pieniędzy. Jednak nigdy nie ponizyłabym go
        >
        > i on mnie tez nie.

        U mnie jest dokladnie tak samo. Poza tym maz nie byl laskaw sobie karty
        aktywowac od 3 lat, w zwiazku z tym posiada tylko kredytowa, a zwykla do konta
        posiadam tylko ja i kredytowa rowniez smile)

        Ja mysle ze glownie tu chodzi o upokorzenie i sprawowanie kontroli poprzez kase.
        Li i tylko. Nie opowiadajcie mi dziewczyny bajek, ze pracujacej kobiety nie
        mozna upokorzyc- przeciez zawsze ktos zarabia wiecej, zawsze ktos wiecej wydaje.
        U mnie w domu wydaje glownie ja- ja dbam o konto, ja pilnuje zeby cos zostalo.
        Jednoczesnie nie robie uwag na temat meza, a on nie robi uwag na moj temat- a
        moglby w koncu moja forsa to ulamek tego co przynosi on, kiedy nie bylo nic- on
        przynosil 100%.

        Jesli maz przestanei byc anielski to i tak polowa dochodow jest moja. Oraz
        polowa lokat itd. Czyli w ostatecznym rozrachunku taka biedna nie jestem.

        Nie mam potrzeby posiadania osobnego konta bo ani ja ani on nie jestesmy
        wscibscy- jesli stan konta zmienia sie dramatycznie to patrze ile chlop na piwo
        przepuscil, ale jestem zla nie tyle ze przepuscil, ale ze przepuscil bez glowy a
        tu jeszcze rachunki czekaja smile)

        zasadniczo sie zgadzam, z dziewczynami optujacymi za praca- tez bym w takiej
        sytuacji poszla. Natomiast nie zgadzam sie z tym jako remedium, bo rozmowa jest
        nieunikniona, rozmowa ktora zapewne dla obojga bedzie przykra, ale konieczna
        jesli zwiazek ma prztrwac. Gdybym poszla do pracy, NIE dlatego ze lubie/ musze
        bo nie starcza, tolko dlatego ze MUSZE MIEC WLASNA KASE BO MAZ MNIE PONIZA- to
        sorry, ale poszlabym rowniez do pracy po to by w oastatecznym rozrachunku go
        pogonic i znalesc sobie innego bez tak prymitywnych narzedzi wladzy.
        • carminamama Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 10:55
          OOOOO!!! i wlasnie o to mi chodzismile)))
          • wesolek11 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 11:48
            O, własnie, zgadza się!
        • lena99 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 12:23
          wieczna-gosia napisała:

          >
          > zasadniczo sie zgadzam, z dziewczynami optujacymi za praca- tez bym w takiej
          > sytuacji poszla. Natomiast nie zgadzam sie z tym jako remedium, bo rozmowa
          jest
          > nieunikniona, rozmowa ktora zapewne dla obojga bedzie przykra, ale konieczna
          > jesli zwiazek ma prztrwac. Gdybym poszla do pracy, NIE dlatego ze lubie/ musze
          > bo nie starcza, tolko dlatego ze MUSZE MIEC WLASNA KASE BO MAZ MNIE PONIZA- to
          > sorry, ale poszlabym rowniez do pracy po to by w oastatecznym rozrachunku go
          > pogonic i znalesc sobie innego bez tak prymitywnych narzedzi wladzy.
          >

          Podpisuję się pod tym obiema rękami!!!!!
          • ala67 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 13:13
            Ja też - rękami i nogami.
            Nic dodać, nic ująć.
        • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 13:55
          > Ja mysle ze glownie tu chodzi o upokorzenie i sprawowanie kontroli poprzez
          kase
          Li i tylko.
          Więc trzeba to narzędzie kontroli jak najszybciej wyjąć panu i władcy z rąk.
          Jak? Już pisałam wink

          Nie opowiadajcie mi dziewczyny bajek, ze pracujacej kobiety nie
          > mozna upokorzyc- przeciez zawsze ktos zarabia wiecej, zawsze ktos wiecej
          wydaje> .
          NIe, no, wiadomo - jak ktoś chce kogoś upokorzyć, to potrafi to zrobić, nawet
          jeśli nie ma problemu kasy.

          > U mnie w domu wydaje glownie ja- ja dbam o konto, ja pilnuje zeby cos zostalo.
          > Jednoczesnie nie robie uwag na temat meza, a on nie robi uwag na moj temat- a
          > moglby w koncu moja forsa to ulamek tego co przynosi on, kiedy nie bylo nic-
          on
          > przynosil 100%.
          U nas jest pół na pół. No, mąż troszkę więcej. Ale to ja dzierżę klucze od
          skarbca wink

          > Jesli maz przestanei byc anielski to i tak polowa dochodow jest moja. Oraz
          > polowa lokat itd. Czyli w ostatecznym rozrachunku taka biedna nie jestem.
          >
          > Nie mam potrzeby posiadania osobnego konta bo ani ja ani on nie jestesmy
          > wscibscy- jesli stan konta zmienia sie dramatycznie to patrze ile chlop na
          piwo
          > przepuscil, ale jestem zla nie tyle ze przepuscil, ale ze przepuscil bez
          glowy
          > a
          > tu jeszcze rachunki czekaja smile)
          >
          > zasadniczo sie zgadzam, z dziewczynami optujacymi za praca- tez bym w takiej
          > sytuacji poszla. Natomiast nie zgadzam sie z tym jako remedium, bo rozmowa
          jest
          > nieunikniona, rozmowa ktora zapewne dla obojga bedzie przykra, ale konieczna
          > jesli zwiazek ma prztrwac.
          Pisałam o tym i ja, zdaje się, że nie raz.

          Gdybym poszla do pracy, NIE dlatego ze lubie/ musze
          > bo nie starcza, tolko dlatego ze MUSZE MIEC WLASNA KASE BO MAZ MNIE PONIZA- to
          > sorry, ale poszlabym rowniez do pracy po to by w oastatecznym rozrachunku go
          > pogonic i znalesc sobie innego bez tak prymitywnych narzedzi wladzy.
          Właśnie - jeśli dziewczyna nie pójdzie do pracy, jeśli nie będzie miała
          własnych pieniędzy, raczej męża nie pogoni.
          A propos własnego konta - ja jednak optuję za tym żeby je mieć. Choćby z tego
          względu, że mam kontrolę nad własnymi wydatkami i jeśli będę nagle potrzebowała
          pieniędzy (ot, choćby na taryfę, kiedy znów ten cholerny autobus nie
          przyjedzie), to nie spotka mnie przykra niespodzianka w postaci wyczyszczonego
          konta.
    • 18_lipcowa Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 12:37
      Hehe niezły mąż.
      Ja również poczułabym się poniżona w takiej sytuacji i u mnie skończyłoby sie
      to dziką awanturą.
      Poza tym to kolejny dowód na to że warto mieć własne pieniądze i nie prosić
      byle dziada o pare groszy.
      • wieczna-gosia Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 12:46
        > Poza tym to kolejny dowód na to że warto mieć własne pieniądze i nie prosić
        > byle dziada o pare groszy.

        lipcowa- bylabys z czlowiekiem ze swiadomoscia tego ze gdy nie bedziesz
        pracowac, to on bedzie cie uwazal za kupe? Bo ja nie. I o to tu chodzi a nie o
        to, ze panna w obecnym moemencie swojego zycia nie pracuje. Bo zawsze sie moze
        okazac ze zarabiam za malo zeby on mnie mimo wszystko szanowal (bo wszystko
        idzie na nianie, a do domu sie nie dokladam), albo w badziewnej firmie.
        • 18_lipcowa Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 12:48

          > lipcowa- bylabys z czlowiekiem ze swiadomoscia tego ze gdy nie bedziesz
          > pracowac, to on bedzie cie uwazal za kupe? Bo ja nie.

          Ja też nie, ale dla samej siebie wolałabym mieć pieniądze, tak po prostu. By
          nie pytać, nie prosić, w razie co nie wysłuchać komentarza. Bylam bez pracy i
          bez kasy i jakbym usłyszała takie coś to bym pana z buta potraktowała.


          I o to tu chodzi a nie o
          > to, ze panna w obecnym moemencie swojego zycia nie pracuje. Bo zawsze sie moze
          > okazac ze zarabiam za malo zeby on mnie mimo wszystko szanowal (bo wszystko
          > idzie na nianie, a do domu sie nie dokladam), albo w badziewnej firmie.

          A to prawda. Pól biedy o tą kase, najgorsze jest to jak on sie zachował , w
          jakiej sytuacji i że przy teściowej. Mnie by to najbardziej wqri...ło.
          >
          >
    • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 13:58
      Dyskusja rozwija się pięknie, moja racja jest najmojsza, ale - wracając do
      naszych baranów wink - czy przypadkiem nie mamy za mało danych, żeby od razu
      odsądzać męża od czci i wiary, że on cham, burak, prostak i tyran...?
      • twinmama76 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 14:39
        Mamy tylko odczucia Ali1t, która zna swojego męża, wie jak, kiedy i dlaczego
        reaguje. Jeśli więc pisze, że poczuła sie poniżona, to widocznie miała ku temu
        powody i nie mamy prawa wmawiać jej, że nie powinna sie tak poczuć.
        Kwestia domowych finansów powinna byc uzgodniona przez oboje małżonków, a w tym
        wypadku najwidoczniej żadne uzgodnienia nie miały miejsca.
        • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 14:42
          Zauważ, że ja nie twierdzę, że nie miała prawa się tak poczuć. Pytam tylko o
          okoliczności. Łatwo nam poszło ruganie męża, bardzo łatwo.
          • twinmama76 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 14:58
            Tak to zwykle jest, gdy mamy przekaz tylko jednej strony.
            • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 18:19
              Co racja to racja smile
              • czajkax2 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 18:26
                Dziwię się wam dziewzyny,że uważacie ze mąz ponieważ zaraia to ma prawo
                rządzić. normalnie mnie powaliło na kolana. mysłałam ze pieniądze w małżeństwie
                sa wspólne,a nie sa narzędziem do demonstowania władzy. smutny ten wasz obraz
                małżenstwa.
                nie wypobrazam sobie zeby mój mąż traktował fakt zarabiania w kategoriach
                kontroli nade mną.
                • kawka74 Re: Poczułam się poniżona. 22.12.05, 18:42
                  Czajko - Ty możesz sobie nie wyobrażać. Możesz się dziwić. Możesz nawet padać
                  na kolana ze zdziwienia. To wszystko jednak nie zmieni faktu, że sporo
                  małżeństw tak wygląda. Pieniądze są instrumentem władzy, odkąd wynaleźli je
                  Fenicjanie, i wiele osób to wykorzystuje, tak prywatnie, jak i publicznie.
                  • kosmitos Re: Poczułam się poniżona. 28.12.05, 11:10
                    niestety smutna prawda! pieniądze dają władzę, ale tylko zakompleksiony
                    neandertalczyk czy inny barbarzyńca wykorzystuje je jako narzędzie władzy
                    przeciwko najbliższym; w cywilizowanym świecie, gdzie w domu nie toczy się
                    walka o ogień, ludzie wykorzystują kasę aby maksymalnie umłatwić życie sobie i
                    najbliższym i tyle; dom to nie ring; powinno się stać po jednej stronie a nie
                    przeciwko sobie; czym innym jest dyskusja i ustalanie priorytetów (niestety
                    kasa to dobro ograniczone), a czym innym zachowania podobne do męża autorki
                    wątku (chociaż to jeszcze nie był szczyt możliwości facetów, którym zwoje
                    mózgowe nie przekształciły się jeszcze w mózg)
                • earl.grey Re: Poczułam się poniżona. 27.12.05, 17:21
                  ja tak wcale nie uważam. Tylko stwierdzam fakt, że wielu facetów tak uważa. Bo
                  pieniądze są instrumentem władzy, jak pisze wyżej Kawka. I jeśli stary stosuje
                  przemoc ekonomiczną (bo tak należałoby to nazwać po imieniu) to na to są tylko
                  dwie metody (jeśli oczywiście nie poskutkuje to co powinno być normalne, czyli
                  rozmowa): zmienić starego, albo nie dać mu szansy na takie zachowanie, właśnie
                  zarabiając swoje pieniądze, co daje także sporo innych plusów.
    • kubusala Re: Poczułam się poniżona. 28.12.05, 11:24
      Też poczułabym się ponizona, tyle tylko,że ja nie odwróciłabym sie na pięcie
      tylko wyjaśniła sprawę na miejscu, nawet przy teściowej, albo tym bardziej przy
      teściowej.
      Co do kwestii rozliczenia w domu i kto ile itd to uważam iż w każdym
      małżeństwie obowiązują inne zasady i dyskusja gdzie jak powinno byc no chyba
      nie bardzo ma sens. W jednym małżeństwie facet chodzi sobie sam na dyskoteki i
      zona nie ma mu tego za złe w innym, małżonkowie nie ruszają się bez siebie na
      krok i to tez jest ok, pod warunkiem że obie strony to akceptują.
      Natomiast żona na wychowawczym postrzegana jako darmozjad, który nic nie robi
      tylko siedzi z dziećmi, sprząta, gotuje ,wyciera kurze... jest dosyć częstym
      przypadkiem. Nie wiem dlaczego faceci tak to widzą, bo akurat w moim przypadku
      siedzenie w domu było bardziej pracowite niz czasami w pracysmile Tyle że za to
      drugie mi płacąsmile



Pełna wersja