ala1t
21.12.05, 16:58
Na początku opisze trochę naszą sytuacje mój mąż pracuje a ja na razie jestem
na urlopie wychowawczym, z którego nie mam pieniędzy. Oprócz tego mąż jest
trochę sknerowaty. Nasza sytuacja materialna nie jest fantastyczna, ale nie
jest też zła. A teraz przejdę do opisu całej sytuacji. Byłam na zakupach
przedświątecznych z mężem i teściową. W pewnym momencie zwróciłam się do męża
żeby dał mi moją kartę, bo chce kupić jeszcze tamten stroik. Mój mąż na to
stwierdził, że nie ma mowy. Nie próbował negocjować skoro nie chciał już
wydawać pieniędzy, tylko potraktował mnie jak dziecko jak gó..arę, który nie
potrafi zadbać o finanse rodzinny. I to, jakim to tonem powiedział i w
dodatku przy teściowej. Odwróciłam się na pięcie i z łzami w oczach wróciłam
na piechotę do domu. Nie mogłam pozwolić żeby teściowa zobaczyła łzy w moich
oczach. Poczułam się upokorzona. Może teraz to śmiesznie brzmi, ale ton, w
jakim się do mnie zwrócił prawie krzykiem tak niektórzy rodzice się zwracają
do niegrzecznych dzieci. Mąż pojechał zaraz po zakupach do teściowej. A ja
siedzę w domu i zastanawiam się, co mu powiedzieć.