kazdy w coś wierzy...

27.12.05, 19:19

napiszę, a co, bo mnie to męczy... po co takie wątki- np.bylam u spowiedzi( na mszy,w kosciele itp), ksiądz byl...wiecej nie pójde bo...a potem odsadzacie od czci i wiary tych którzy bronią swoich zasad ludzi wierzących (w tym przypadku prawie?) zawsze katolikow... tak naprawde kazda z Was, drogie emamy, ma jakiegos boga- jedne konto w banku(swoje lub faceta)inne diety-cud albo chirurga plastycznego... moze czytam nieuwaznie, ale nie widze zeby ktos obrazał uczucua religijne osób wierzących w mamonę...a moze one nie mają uczuć, tylko samą wiare...
    • melmire Re: kazdy w coś wierzy... 27.12.05, 19:20
      Alez obrazaj je, co sie krepujesz? Ah, przepraszam, juz to zrobilas smileI swiat
      sie nie zawalil smileTylko nie zapomnij sie wyspowiadac z poczucia wyzszosci nad
      niewierzacymi smile
      • kosheen4 Re: kazdy w coś wierzy... 27.12.05, 19:52
        melmire napisała:

        > Alez obrazaj je, co sie krepujesz? Ah, przepraszam, juz to zrobilas smileI swiat
        > sie nie zawalil smileTylko nie zapomnij sie wyspowiadac z poczucia wyzszosci nad
        > niewierzacymi smile

        a gdzie tu widzisz poczucie wyższości?
        • dagmama Re: kazdy w coś wierzy... 27.12.05, 20:00
          Oczywiście, że to było obraźliwe. Wszystko, co znalazła jako przykłady, dietę,
          chirurgię i pieniądze, to dość płytkie, prawda?
          W porównianiu z wiarą w Boga.
          Ja jestem ateistką, a tego, w co wierzę (naukę na przykład) nawet nie porównuję
          z czyjąś religią, bo to co najmniej nietaktowne.
          • edorka1 Jak to jest NIE wierzyć... 27.12.05, 21:36
            czasem się zastanawiam...Nie mowię tu o byciu katolikiem albo nie-katolikiem, ale o ateiźmie wogóle...o tym przeświadczeniu o niebycie przed i po życiu, o pustce braku odniesienia... ciekawe jak dajecie sobie z tym radę. Z odniesieniem własnego ja do czasu i miejsca li i jedynie. Czasem myślę, ze niemożliwe, żeby istnieli prawdziwi ateiści. Prawdziwi znaczy bez cienia wątpliwosci co do tego że NIE MA Boga. I jak tłumaczycie niewytłumaczalnie racjonalnie sprawy : miłość, altruizm, poświęcenie...piękno nie tylko fizyczne ale to odczuwalne jedynie na poziomie emocjonalnym...Ciekawe, na ile ten ateizm jest prawdziwy i przemyślany- poparty jakimś dociekaniem sedna, a na ile jest deklaracją tylko.Naprawdę uważacie nie ma NIKOGO i NICZEGO - ani po katolicku, ani buddjsku, ani tak jak to widzą Żydzi, czy Muzułmanie czy ci którzy czczą drzewa i gwiazdy? Nic???
            Ciekawe, bo tak naprawdę nie spotkałam prawdziwego ateisty.
            Każdy gdzieś na dnie ma tą iskierkę, ten przebłysk ...no właśnie...WIARY??? Wiary chyba jednak...
            • 18_lipcowa Re: Jak to jest NIE wierzyć... 27.12.05, 21:48
              Zwyczajnie, nie wierzy się i tyle.
              Żadnych wątpliwości nie mam,żadnych przebłysków,żadnego uczucia że coś tracę,
              ale pustki też nie czuję. Po prostu, nie ma boga wg mnie.
              • kagorek Re: Jak to jest NIE wierzyć... 27.12.05, 22:36
                ja dla ateistów mam cos w rodzaju podziwu- mnie fakt,ze po smierci mogloby NIC nie byc,zwyczajnie przeraza, JA ŻYJE NADZIEJĄ ŻE JEST ŻYCIE WIECZNE... o niebo lepsze od tego tutaj wink
                • triss_merigold6 Re: Jak to jest NIE wierzyć... 27.12.05, 22:43
                  Mnie akurat świadomość, że po śmierci nie ma nic, pociesza. Perspektywa życia
                  wiecznego wydaje mi się czymś potwornym.
                • 18_lipcowa Re: Jak to jest NIE wierzyć... 28.12.05, 10:39
                  nie przeraża mnie brak życia po śmierci...
              • kagorek w okopach nie bylo ateistów... 28.12.05, 11:39
                tak tylko... to moja refleksja...
                • 18_lipcowa Re: w okopach nie bylo ateistów... 28.12.05, 12:22
                  kagorek napisała:

                  > tak tylko... to moja refleksja...

                  byli byli
                  a tak poza tym co chcesz udowodnic? o co Ci chodzi ?
                  • kagorek Re: w okopach nie bylo ateistów... 28.12.05, 14:59
                    niczrgo nie udowadniam...cytuje tylko obiegowe opinie w rodzaju " jak trwoga to
                    do Boga"aaaa, to akurat przyslowie... pisalam juz- nie mam nic do szczerych
                    ateistów, przypominam, watek zaczelam od "pseudowierzacych"... co to czegos
                    oczekuja od Koscioła nic nie dajac w zamian...i jeszcze Kościol krytykuja...
              • gruba-buba Re: Jak to jest NIE wierzyć... 30.12.05, 10:23
                18_lipcowa napisała:

                > Zwyczajnie, nie wierzy się i tyle.
                > Żadnych wątpliwości nie mam,żadnych przebłysków,żadnego uczucia że coś tracę,
                > ale pustki też nie czuję. Po prostu, nie ma boga wg mnie.

                No, to wiele wyjaśnia ! Bombko choinkowa...
            • triss_merigold6 Re: Jak to jest NIE wierzyć... 27.12.05, 22:15
              Jak nie spotkałaś to nie pisz o czymś o czym nie masz bladego pojęcia.
              Daję sobie radę bez większego problemu a system wartości w uproszczeniu to
              dekalog z wyjątkami. Odniesień są setki do tradycji, kultury, norm obyczajowych
              i prawnych...
              Nieracjonalne odczucia, które wymieniasz są jak najbardziej racjonalne: chemia,
              neuroprzekaźniki itd. Przy bardzo rozwiniętej intuicji własnej, którą potrafię
              odczytywać nie mam cienia przeżyć metafizycznych.

              Wiara jest jedną z ludzkich odpowiedzi na potrzebę porządkowania i rozumienia
              świata, pełni funkcje stabilizatora ładu społecznego i masę innych.
            • melmire Re: Jak to jest NIE wierzyć... 27.12.05, 22:25
              Lubie jak ludzie mi udowadniaja ze nie jestem ateistka, bo oni nie rozumieja
              jak mozna byc smile Nie wiem co zmieniloby w moim zyciu tlumaczenie istnienia
              rzeczy niewytlumaczalnych ,innymi rzeczami niewytlumaczalnymi.
              • iziula1 Re: Jak to jest NIE wierzyć... 27.12.05, 22:35
                melmire napisała:

                > Lubie jak ludzie mi udowadniaja ze nie jestem ateistka, bo oni nie rozumieja
                > jak mozna byc smile
                Ty nie rozumiesz jak mozna wierzyc w Boga a inni nie rozumieja że Ty w nic nie
                wierzysz.
                Czyli na tym etapie powinniście osiągnąć porozumienie.

                Nie wiem co zmieniloby w moim zyciu tlumaczenie istnienia
                > rzeczy niewytlumaczalnych ,innymi rzeczami niewytlumaczalnymi.

                Ja jestem katoliczka. Ja nie tłumacze rzeczy, których nie pojmuje. Mam wiare. I
                to mi wystarcza.
                Możliwe że nic by to w twoim życiu nie zmieniło. Lub wszystko. Kto to odgadnie.
                Pozdrawiam.
                Iza
              • anatemka Re: Jak to jest NIE wierzyć... 27.12.05, 22:38
                każdy w coś wierzy. Tu się zgodzę z założycielką wątku. Ja np. wierzę w siebie.
                Wierzę, że człowiek ma moc sprawczą. Bóg , Kriszna, czy inni wielcy to wg mnie
                wielka wiara w to, że człowiek potrafismile
                Qrde, ale mi się na tematy zebrało;D
            • halszkabronstein Re: Jak to jest NIE wierzyć... 28.12.05, 01:05
              ja nie pochodze z rodziny katolickiej itp i nie mam takich problemów -
              racjonalizm i zdrowy rozsądek zastepuja mi z powodzeniem legendy , baśnie ,
              przypowieści itp. Czy nie mamy wątpliwości ? To chyba częściej WY macie
              wątpliwości czy jest Wasz bóg. To tak jakbymnie wyznawca gremlinów zapytał czy
              nie mam wątpliwości , ze gremlinów nie ma ,czy kosmitów itp. uncertain uncertain . Miłość
              altruizm poswiecenie mozna akurat z powodzeniem wytłumaczyc racjonalnie wink.
              Człowiek majacy rozum, majacy psychike naprawde jest w stanie pojac istote
              miłości , nie tej płytkiej ale tej najgłebszej - kiedy odnajdujemy sie w
              słowach ukochanej osoby jej czynach i gestach . Jest gdy chłoniemy kogoś ,
              pragniemy go poznawac i odkrywać , zdobywać ( mogłabym o tym pisać
              godzinami ... ) . Ja nie potrzebuje akurat boga by być bezinteresowna i sie
              poswiecac . A jak Wy katolicy sie poswiecacie? Ja pracowałam jako
              wolontariusz , angazuje sie w zbroki dla zwierzat , potrafie z ulicy zdrapac
              ledwo zywego kotka i zabrac go do lekarza , marze by w przyszłości adoptować
              dzieci ( mimo , ze niedłogo bede miala własnego malucha, ale z tego co
              zauwazyłam wiekszosc ludzi uwaza biologiczne dzieci za lepsze i gdy moze rodzic
              to nigdy nie pomysli ze adopcja jest swietna szansa na dziecko !!! ) Akurat ja
              i moi znajomi tacy jesteśmy - niektórzy maja religie inni nie , kazdy z nas
              jednak stara sie działać tak jak sam chcialby byc traktowany i tak by dać swoja
              postawa przykład własnym dzieciom . Sorry, ale wiekszość z Was rzekomo
              wierzacych dobrych KATOLIKÓW leży plackiem w kościele i na tym ta dobroć się
              kończy jak mój bijący żone sąsiad !! Gdzie objawia sie Wasza dobroc ? Chyba w
              nienawiści innych ;/.

              Analogicznie może mi wytłumaczysz .. skoro jest bóg to czemu są choroby ,
              wojny , gina niewinni ludzie , gdzie tu sprawiedliwosc ? Winny jest człowiek ?
              Wiec to świat ludzi i tylko ludzie moga sprawiac by z dnia na dzien stawał się
              lepszy a nie modlitwa do boga czy kogokolwiek innego uncertain uncertain uncertain .

              P.S. chce dodać , ze mam wierzacych znajomych ( niekoniecznie katolików... ) -
              to garstka wśród pseudokatolików którzy jedno głosza inne robią . Ich wiara
              jest przemyślana , czesto po przyjacielsku dyskutujemy i co najlepsze łączy nas
              bardzo wiele wniosków i zasad -> wypływaja po prostu z innego zródła . Nie wiem
              dlaczego do tego na siłe potrzebuje wiary w cokolwiek.. (?) .
              • kagorek Re: Jak to jest NIE wierzyć... 28.12.05, 11:57
                doskonale zdaje sobie sprawe ze stoje w oczach innych(niewierzacych i pseudowierzacych) w jednym szeregu z np. moherowymi beretami... tylko dlatego ze Naszym znakiem jest KRZYZ, chociaz symbolizuje on dla nas calkiem co innego... i naprawde nie o to chodzi...a propos milosci- wlasnie u podstawy chrzescijanstwa lezy MIŁOŚĆ w najdoskonalszym przejawie... o tym tez nikt nie pamieta... dla tak wielu osob wiara to koles wystrojony w te wszystkie kiecki machajacy rekami...
              • kagorek Re: Jak to jest NIE wierzyć... 28.12.05, 12:08
                halszkabronstein napisała:

                >
                >
                > Analogicznie może mi wytłumaczysz .. skoro jest bóg to czemu są choroby ,
                > wojny , gina niewinni ludzie , gdzie tu sprawiedliwosc ? Winny jest człowiek ?
                > Wiec to świat ludzi i tylko ludzie moga sprawiac by z dnia na dzien stawał się
                > lepszy a nie modlitwa do boga czy kogokolwiek innego uncertain uncertain uncertain .
                >
                >
                >
                he he Jest Bóg i jest natura, z tego co wiem Bóg stworzył nature ale rzadzi sie ona swoimi prawami, stad powodzie itd, to tak jak z człowiekiem- Bóg dał nam dobra wole i mozliwosz wyboru- co z tego wynika, dobrze widac...
                • halszkabronstein Re: Jak to jest NIE wierzyć... 28.12.05, 13:47
                  Skoro stworzył nieidealna nature to nie ma prawa osądzac poszczególnych ludzi
                  osadzajac ich na rozdrożu wielkich wyborów , innych zaś na miejscu ludzi
                  których zycie jest prote lekkie i przyjemne a co za tym idzie moga nic nie
                  robic a i tak nie zrobia niczego złego hehe. Tak naprawde mało mnie interesuje
                  czy ktoś wierzy czy nie , to jego sprawa osobista .

                  Bóg Dal nam możliwość wyboru? To czemu katolicy sprzeciwiaja sie np zwiazkom
                  homoseksualnym ? To ich wolna wola a Wam nic do tego.. Niby kazdy mówi o tej
                  wolnej woli a jak przyjdzie co do czego to wiekszosc wierzacych by ganiała
                  ludzi nawalajac ich krzyżem .

                  A ta Wasza zbiorowa miłość jedyne do czego doprowadziła to jak narazie wojny
                  religijne , krucjaty , inkwizycja itp Wstyd aż o tym mówić . Ja jakoś nie
                  pamiętam by niewierzący chodzili Was rżnąć w imie nie istnienia boga.

                  Dlatego też przestańcie opowiadać bajki , ze jesteście dobrzy i cudowni a my
                  wszyscy niewierni zli i zagubieni , bzdura . Kazdego czlowieka trzeba ocenic
                  indywidualnie a nie przez pryzmat etykiety bo to sie prawie nigdy nie sprawdza.
                  • isma Re: Jak to jest NIE wierzyć... 28.12.05, 14:05
                    halszkabronstein napisała:

                    > Ja jakoś nie
                    > pamiętam by niewierzący chodzili Was rżnąć w imie nie istnienia boga.
                    >

                    No, pewnie, ze nie pamietasz. Krucjat zreszta tez wink)).

                    Ale jak by sie troche historii jednak pouczylo, albo chocby, jeszcze nie tak
                    dawno odwiedzilo Zwiazek Radziecki w celu innym niz na wycieczke po Ermitazu,
                    to by sie moze wiedzialo cos niecos o wojujacym ateizmie i jego skutkach. Tak
                    sie glupio sklada, ze rodzina mojego meza niezle tam lupnia dostala, z tego i
                    tylko z tego powodu, ze byli katolikami, i ze w domu, bez ksiedza, gromadzili
                    ludzi na modlitwe.

                    Szkoda gadac, rozumiem odmiennosc pogladow, no, ale ignorancje to juz nie
                    bardzo...
                    • halszkabronstein Re: Jak to jest NIE wierzyć... 28.12.05, 16:32
                      hehehe i tu sie myslisz bo w związku radzieckim nadal funkcjoinowała religia a
                      był nia właśnie komunizm ! Czekałam tylko na ten denny przykład . Ja mówie o
                      ludziach nie wierzących tzn kierujacych sie faktami , nauka i racjonalizmem a
                      nie przeróżnych utopisów = wyznawców socjalizmu, czy wyznawców religii .

                      Hitler za to bardzo kościółek lubił . Stanowił on poważny filar w jego
                      polityce.. tak się tylko składa , ze paleniu czarownic itp nie możecie
                      zaprzeczyć ! To trwało setki lat ! Gdyby starożytność rozwijała sie tak
                      wspaniale jak sie rozwijała to dziś bysmy byli pewnie o pare tysiecy latdo
                      przodu z nauka i cywilizacja . Wasze chrzescijaństwo skutecznie przyhamowalo
                      rozwój nauki i wszystkiego co negowało wiare( a jest to niemal wszystko bo
                      ciężko wiedze i fakty dopasować do jakiś mitów ) . Kościół nie wierzył , ze
                      ziemia kreci sie wokół słonca , nie wierzył w ewolucje itp. Tylko ktoś miał
                      mózg to juz chrześcijanom raczej to nie pasowało . Nie widze prawie niczego
                      pozytywnego w religii .

                      Ponadto nie wiem po co wojować o coś, ja nie wierze , Ty wierzysz i tak liczą
                      sie fakty czyli to jaki jest człowiek a nie jego deklaracje..... na swiecie
                      jestmiejsce dla wierzacych i nie wierzacych - w swiecie wierzacych prawie nigdy
                      nie było miejsca dla niewierzacych a moze nie prawda?!
                      • isma Re: Jak to jest NIE wierzyć... 29.12.05, 12:17
                        O, jak bedziemy uzywac "argumentow" w rodzaju: "denny", to rzeczywiscie
                        dyskusja zrobi sie wielce pouczajaca.

                        Mowisz, komunizm byl religia? To nawet by niezle komponowalo z idea autorki
                        watku, o tym, jak to religia moze byc chirurgia plastyczna albo robienie kasy.
                        Taaak, teraz wyraznie widze, ze dajesz sie do tej tezy przekonac wink)).

                        PS. Dlaczego "starozytnosc" przestala sie "wspaniale rozwijac"? Czy to ci zli
                        katolicy jej przeszkodzili wink))?
                        PS2. Alez to nie jest wojna. Ja po prostu zwyczajnie ciekawa jestem. No i mam,
                        niestety, zawodowa aberracje na punkcie precyzji wink)).
                  • kagorek Re: Jak to jest NIE wierzyć... 28.12.05, 15:03
                    natura jest nieidealna?!!! chyba zartujesz? moim zdaniem nie ma doskonalszego
                    tworu, razem z huraganami,powodziami itd, naprawde uwazasz ze nie powinno byc
                    chorob,kataklizmow itp?
                    • halszkabronstein Re: Jak to jest NIE wierzyć... 28.12.05, 16:36
                      Powiedz to dzieciom umierajacym na AIDS ...

                      Oczywiście , ze nie powinno byc , ten Twój stwórca chyba jest szatanem a nie
                      bogiem jesli to jego dzieło hehehe. Relanie patrzac jednak i tak beda , wiec my
                      ludzie musimy im zapobiegac , leczyc i pomagac swiatu w zwalczaniu pandemi etc.
                      Modlitwy jakos nie pomagaja tylko CZYNY. Oczywiście nie każdy od razu pojedzie
                      na misje, ale można isc na koncert charytatywny , można dokonać adopcji serca
                      itp.
          • kosheen4 Re: kazdy w coś wierzy... 27.12.05, 23:31
            dagmama napisała:

            > Oczywiście, że to było obraźliwe. Wszystko, co znalazła jako przykłady, dietę,
            > chirurgię i pieniądze, to dość płytkie, prawda?
            > W porównianiu z wiarą w Boga.

            oczywiście - dla kogo?
            nie wiem jaki autorka miała cel porównując te sprawy. ale dla mnie to wcale nie
            jest obraźliwe porównanie. kult boga, kult pieniądza, kult własnego ciała -
            dlaczego któryś z tych kultów miałby być gorszy? podaj przynajmniej jeden powód.
            wiara w niematerialne istnienie które istnieje gdzieś poza nami nie jest lepsza
            od ubóstwienia dla fenomenu ciała ludzkiego na przykład.
            ja wierzę choć niezbyt gorliwie, przyznaję, ale coś TAM musi być bez wątpienia.
            tylko o co chodzi, dlaczego to w co ja wierzę miałoby być lepsze od tego w co
            wierzą inni? bo "to" są papierki i krązki metalu a "tamto" to nawet nie wiemy co
            bo nie umiemy sobie wytłumaczyć?
            nie stajemy się lepsi przez wybór obiektu, ale przez to co robimy z tym wyborem.
            nie wiem jak to jest, ale myślę że jeśli ktoś twierdzi że nie wierzy w nic (w
            domyśle: w żadnego boga) musi być albo puściuteńki w środku i niedorozwinięty
            emocjonalnie, albo nie rozumie o czym mówi. przecież wiara to nie tylko jakaś
            tam postać w niebie czy na olimpie. czyms tam się w życiu kierować trzeba.i
            można to nazwać wiarą.
            • kosheen4 cd. 27.12.05, 23:33
              kosheen4 napisała:

              czyms tam się w życiu kierować trzeba.i
              > można to nazwać wiarą.

              i nie musi tu być mowa wyłącznie o kontekście religijnym. słowo 'bóg' to tylko
              wytwór naszego ubogiego i niedoskonałego języka.
            • dagmama Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 10:39
              Może masz rację, z tym, że czy dieta i chirurgia to kwestia wiary?
              Dla mnie to nie ta kategoria. To jest kwestia wiedzy no i znajomości własnego
              ciała. A pieniądze? Co ma wiara do tego?
              Ja nie mówię, że nie wierzę w nic, uważam, że Bóg to wymysł z dawnych czasów,
              kiedy ludzie nie umieli sobie wielu rzeczy wytłumaczyć. Teraz to taki atawizm.
              • kagorek Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 12:02
                dieta i chirurgia byly postawione nie jako kwestia wiary,tylko bostwa na ołtarzu.. slowo daje, moze to dla was normalne,ale znam osobe, ktora nie otworzy drzwi listonoszowi bo jest nieumalowana, nie nie ubrana, tylko berz makijazu... dla mnie takie podejscie to juz jest "religia" skoro jest takie wazne ze wazniejsze od wielu innych rzeczy (dzieci dostaja sniadanie dopiero jak sie mama umaluje), to samo jest z kasa itd,
              • isma Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 13:51
                No, niesmialo chcialam zauwazyc, ze z definicji zawsze beda rzeczy, ktorych sie
                nie da "na rozum" wytlumaczyc. Zelazne prawo rozwoju - pojawianie sie
                odpowiedzi zawsze powoduje pojawianie sie nowych pytan wink)).
                Przodkowie mieli klopot z pochodzeniem piorunow, a my, powiedzmy, z tym, czy
                plod papierowy jest odrebnym organizmem wink)).
                Ja bym rozumu przesadnie nie gloryfikowala wink)).
      • kagorek Re: kazdy w coś wierzy... 27.12.05, 22:39
        melmire napisała:

        > Alez obrazaj je, co sie krepujesz? Ah, przepraszam, juz to zrobilas smileI swiat
        > sie nie zawalil smileTylko nie zapomnij sie wyspowiadac z poczucia wyzszosci nad
        > niewierzacymi smile
        Poczucie wyzszosci?tak to zrozumialas? dobre sobie...
        nie "czepiam" sie ludzi którzy mowia wprost ze ZADNEGO BOGA nie ma, nie bylo cudu stworzenia itd,ale denerwuja mnie wyznania osob pseudowierzacych w stylu, swieta sa, komunie bym przyjela... bo co? tradycja nakazuje? to jua w ramach tradycji karp i oplatek nie wystarczy?
        • halszkabronstein Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 13:51
          Ja nie obchodze świat , uważam , ze to hipokryzja skoro jestem osoba
          niewierząca . Narzeczony natomiast obchodzi , dlatego owszem posiedze z nimi
          przy stole i zjem posiłem by było rodzinnie , nie bede odstawiać cyrków . Dla
          mnie to jednak kolejna okazja by spedzic czas z rodzina jak codzien . Do
          kościoła oczywiście nie chodze i tez uwazam , ze pasterki dla osób
          niewierzacych sa czyms niewłaściwym .
    • halszkabronstein Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 00:48
      Ja jestem osoba niewierząca , nie należe to zadnego kościoła itp. Kasa nie
      przeslania mi życia( ale zawsze lepiej jak jest niz jak nie ma ) , chetnie tez
      dbam o linie uprawiajac sporty ( teraz nie moge - ciąża ) nie wydaje mi się
      jednak by to były moje bóstwa uncertain. Ja akurat nie lubie hipokryzji - nie jestem
      katoliczka wiec nie musze niczego udawać i koniec . Jest mase osób natomiast
      które uważaja sie za katolików albo tak sie deklarują a kompletnie nie
      przestrzegaja tych zasad . Dla mnie jest to troche żenujace - to jak komunista
      chwalacy wolny wynek albo nazista uwielbiajacy murzynów . Po to nam etykietki
      typu katolik , libertyn , komunista by człowiek mógł prościej przedstawić
      zespół zasad którymi się kieruje a nie szczegółowo je opisywać za każdym
      razem . Ponadto uważam, ze to raczej ludzie wierzacy dyskryminuja
      niewierzacych . Z prostej przyczyny - religia to prawdy objawione , tu nie ma
      dyskusji . O ile w swiecie ludzi niewierzacych mozesz byc wierzaca to w swiecie
      ludzi wierzacych nie mozesz miec innego zdania , upodoban (np innej orientacji,
      zniesc religii ze szkół na korzysc filozofiiczy etyki,jawnie propagowac
      antykoncepcji itd ).
      • dagmama Kagorek, dam Ci radę. 28.12.05, 10:55
        Nie rozliczaj niewierzących z karpia i rodzinnych spotkań w Wigilię. To jest dla
        nas (nie dla wszystkich, nie chcę uogólniać) bardziej tradycja.
        Dam Ci dobry przykład. Jeśli ktoś mi mówi, że jest katolikiem (wiara nie ma
        znaczenia oprócz deizmu) NIGDY nie drążę, dlaczego wobec tego upija się,
        przeklina, mówi co chwila "O, Boże", nie chodzi do kościoła.
        Jeszcze jedno:
        "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni" i kto to Co dobrze poradził, no kto?
        Pozdrawiam
        • kagorek Re: Kagorek, dam Ci radę. 28.12.05, 11:38
          wlasnie o to chodzi, czegos nie zrozumialas... niech sobie wszyscy co chca kultuwuja tradycje, jak by ona nie byla, tylko po co niektore osoby(mim zdaniem) z niewiadomych powodow uderzaja do kosciola tylko p[o to zeby potem krytykowac...dlaczego "tradycja" nie wystarczy?naborzenstwo w kosciele to nie wernisaz, co to pojde,zobacze a jak mi sie nie spodoba to objade wszystko i wszystkich...,

          0
      • cocollino1 Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 11:02
        Trafnie ujęte - zgadzam sie.
      • isma Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 11:45
        Jak to nie mozesz? Etyka jak najbardziej w szkolach do wyboru jest. Reklam
        srodkow antykoncepcyjnych w kazdej przychodni jest tyle, ze czasem siadac nie
        ma gdzie wink)). Homoseksualizm, o ile wiem, tez nie jest panstwowo karany wink)).

        Wiec mozesz, mozesz. A ze z tym niewygodnie? No, mowia, ze charakter sie
        ksztaltuje wsrod przeciwnosci wink)).
        • halszkabronstein Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 13:58
          U mnie w LO nie było wtyki na dodatek z tej niechcianej religii nie mogłam sie
          sama wypisac co dla mnie było poniżajace. To , ze ktos jest nieletni to nie
          znaczy , ze musi byc zmuszany do wiary . Czlowiek powinien idac do lo miec z
          miejsca wybór a nie od razu zostac uznanym za wierzacego . W mojej klasie
          wierzacych osób było o dziwo bardzo mało wiec tak czy tak fałszowalismy sobie
          zwolnienia ( moi rodzice nie mieliby nic przeciwko temu ,ale to moja sprawa i
          uznalam ze kwestie swojej wiary załatwie sama ). Co do antykoncepcji to widac
          nie byłaś poza miastem... kup prezerwatywe w jedynym kiosku i cala wioska
          plotkuje hehe. Ponadto poziom uświadomienia w tym kraju jest bardzo niski , to
          widac po problemach z jakimi czesto zglaszaja sie młodzi ludzie typu - czy
          przez pocałunek zajde w ciaze ,czy podczas pierwszego razu mozna zajsc itp.
          Szkoła to najlepsze miejsce by takie watpliwosci rozwiewac , o wiele bardziej
          przydałaby sie edukacja seksualna w tym dyskusje o partnerstwie itp niz religia
          która współczesnie wiekszosc uczniów ma gdzies.
          Homoseksualizm karany nie jest , ale nie wiem po co w takim razie Katolicy
          formalizuja zwiazki? Moze homoseksualisci chcieliby analogicznie zrobic to
          samo , móc po sobie dziedziczyc itp.
          • wieczna-gosia Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 14:06
            > U mnie w LO nie było wtyki na dodatek z tej niechcianej religii nie mogłam sie
            > sama wypisac co dla mnie było poniżajace. To , ze ktos jest nieletni to nie
            > znaczy , ze musi byc zmuszany do wiary .

            to ze u ciebie nie bylo to wina szkoly- byc moze zbyt malego lobby nie-
            katolikow? Jesli 100% uczniow w szkole chodzi na religie to faktycznie po co
            etyka smile)

            onadto poziom uświadomienia w tym kraju jest bardzo niski , to
            > widac po problemach z jakimi czesto zglaszaja sie młodzi ludzie typu - czy
            > przez pocałunek zajde w ciaze ,czy podczas pierwszego razu mozna zajsc itp.
            > Szkoła to najlepsze miejsce by takie watpliwosci rozwiewac , o wiele bardziej
            > przydałaby sie edukacja seksualna w tym dyskusje o partnerstwie itp niz religia
            >
            > która współczesnie wiekszosc uczniów ma gdzies.
            nie jestem za religia w szkole akurat tu uwazam ze kosciol sam sobie uczynil
            niedzwiedza przysluge- gdziesz miedzy WF, ZPT a stolowka opowiadac o Bogu jest
            trudno. I bez stopni w dodatku.... Ale nic nie musi byc zamiast., Sa lekarze, sa
            nauczyciele, jest przysposobienie do zycia w rodzinie, jest godzina wychowawcza,
            gdzie pani wychopwawczyni moze nie odrabiac matematyki. To juz zadna wina wiary
            badz nie. To kwestia dobrej woli.

            > Homoseksualizm karany nie jest , ale nie wiem po co w takim razie Katolicy
            > formalizuja zwiazki?
            niewierzacy tez formalizuja zwiazki- bedzmy scisli. I nie musza byc wierzacy by
            ten zwiazek sformalizowac. Ty juz wkraczasz na idee formalizowania par tej samej
            plci, ktora sama w sobie jest dpsc nowa smile) i z wiara nie ma nic wspolnego. Nie
            slyszalam, zeby wierzacy ludzie domagali sie zniesienia slubow cywilnych- jak
            chce niech wierzy smile)))
            • halszkabronstein Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 14:37
              #1 nie umiesz czytać - w mojej szkole było niewielu katolików !! , ciagle
              próbowaliśmy to bezskutecznie zmienic...

              #2 matko co za blad w rozumowaniu a propos slubów cywilnych - nikt nie walczy o
              ich zniesienie bo zgodnie z prawem szybciej zniosa te koscielne . Konkordatowy
              jest tylko i wyłącznie Waszym PRZYWILEJEM a nie prawem , państwo mogło odmówić
              konkordatu... Ponadto , ludzie mogą mieć chyba wybór , tak samo jak pary
              odmiennej płci . Niewierzącym to raczej wisi podczas gdy obrońcy moralności
              czesto chetnie pozabijaliby kazdego myslacego inaczej - co widac na pochodach MW.
              • wieczna-gosia Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 14:56
                no nie moment- ja sie zgadzam, ze konkordat jest przywilejem- wymyslinym zreszta
                jak sadze gdzies powyzej Grzybka smile))
                Po drugie ja nie mam slubu koscielnego, wiec nie wiem czemu waszym )))

                Po trzecie- ludzie maja wybor- maga brac slub cywilny, moga koscielny, moga w
                obrzadku buddyjskim, moga nie brac slubu. Moim skromnym zdaniem wszystkie
                religie powinny miec prawo do brania slubu raz ze skutkami prawnymi i nie miec
                szopki z dwoma slubami. Homoseksualisci nie maja przede wszystkim slubow
                cywilnych- skoro nie maja cywilnych- no to chyba jasne ze nie moga miec
                koscielnych bo slub koscielny skutkuje konsekwencjami prawnymi.

                > #1 nie umiesz czytać - w mojej szkole było niewielu katolików !! , ciagle
                > próbowaliśmy to bezskutecznie zmienic.
                no dobrze mieliscie dyrektora sierote. Jaka w tym wina kosciola? Bo u mnie w
                ,liceum na religie uczeszczala gartska reszta nie uczeszczala i bylo OK. W
                podstawowce jeszcze religii nie bylo (chyba...) albo tez nie chodzilam smile)
          • isma Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 14:13
            Rodzice Cie wypisac jak najbardziej mogli. Skoro "uznalas,ze zalatwisz sama",
            nie rozumiem, o co masz pretensje, i do kogo? Jesli "wiekszosc" uczniow ma
            religie "gdzies", naprawde moga nie chodzic. Obowiazek organizacji
            alternatywnych zajec istnieje juz dla grupy 15 osob...

            Co do plotek, no, coz, jesli ktos poczucie wlasnej wartosci i wlasne decyzje
            (np. dotyczace stosowania antykoncepcji) opiera na opinii otoczenia, pozostaje
            mi tylko wspolczuc. Ale nadal jest to jego wlasny wybor, a nie przymus.

            Homoseksualisci jak najbardziej moga po sobie dziedziczyc. Nie ma ustawowych
            przeszkod do testowania na rzecz osoby tej samej plci wink)). A katolicy, ekhm,
            tak naprawde nie musza "formalizowac" cywilnie zwiazkow, wystarczy, ze zawra
            zwiazek sakramentalny. Chyba nie domagasz sie slubow koscielnych dla
            homoseksualistow wink))?

            Aha - swiat nie konczy sie na jednym LO. W ktorym w dodatku, jak widze, kiepsko
            historii uczyli wink)).
            • halszkabronstein Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 14:43
              Litosci , ja musze pisac jakbym wbijała komuś łopatą do głowy... Moga
              dziedziczyc ale płacisz mniejszy podatek gdy dziedziczysz po rodzinie i to dosc
              znaczace jest w przypadku np mieszkania w którym jesli mieszkasz to podatku
              wtedy wcale nie zapłacisz. Minimalna eduykacja prawna jednak sie przydaje...

              Slubów koscielnych oczywiscie ze nie chce , co za bzdura , mówie o slubie
              cywilnym,ew zwiazku partnerskim jak kto woli .

              Heh socjolog by zalamal rece nad stwierdzeniem wolny wybór nie przymus - tylko
              jakos praktyka pokazuje , ze ten wolny wybór co do antykoncepcji czesto kończy
              sie zaskoczeniem a czesto opiera sie na opinii otoczenia i nie ma to co ludzi
              zalowac ale cos z tym zrobic . Ciezko by młodzi ludzie sami rozwiazywali takie
              problemy...

              Co do zalatwienia sobie samej religii to nadal nie łapiesz ze chodzi o honor ,
              nie uwazam by rodzice mieli jakiekolwiek minimalne prawo decydowania o mojej
              religii w wieku 17 czy 16 lat itd... to moja sprawa a swoje osobiste sprawy
              zalatwiam sama. Sorry , do wiary sie niezmusi nikogo nawet jesli sie uwaza ze
              rodzice o tym decyduja co jest bzdura i łamie konstytucje ( może kiedyś czytałaś..)

              No masz racje kiepsko Cie uczyli historii - pewnie katolickie LO ? Akurat tak
              sie składa ze na moich studiach historie musimy miec obcykana dosc dobrze wiec
              znam pewne fakty które katolicy woleliby przemilczec wink.
              • isma Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 15:14
                Taaak, no wlasnie, tez uwazam, ze zawod prawnika poszerza horyzonty wink)).
                W LO bylam niewierzaca, wiec raczej do katolickiego/na religie chodzic nie
                moglam wink)). Tu sie wyraznie roznimy...

                Widzisz, z podatkiem spadkowym to jest chyba taki myk, ze panstwo w ten sposob
                sie rewanzuje malzenstwom za to, ze one przejmuja czesc jego ewentualnych
                zobowiazan. Bo, jak moze wiesz, istnieje wspolnosc ustawowa oraz obowiazek
                alimentowania malzonka. Czyli, jak jedno z malzonkow popadnie w niedostatek, to
                nie panstwo jest pierwsze w obowiazkowej kolejce do sypniecia mu kaska, tylko
                wspolmalzonek. Obnizka podatku spadkowego jest, mysle, forma naturalnej
                rekompensaty za nierzadkie trudy tej ustawowej wspolnosci czy alimentacji.

                Jak juz jestesmy przy konstytucji, ktorej lekture kolezanka mi poleca, z
                radoscia sie odwzajemnie. Artykul 18 stanowi, co to jest malzenstwo i kto moze
                je zawrzec. Serdecznie polecam, zanim sie kolezanka zacznie wsciekac na to,
                ze "katolicy" cos w kwestii malzenstw homo ustalaja wink))

                O ile znam europejskie regulacje dotyczace zwiazkow partnerskich (moge ich nie
                znac zbyt dobrze, bo specjalizuje sie w prawie administracyjnym, przyznaje,
                pani "obcykana" wink)), to one tego obowiazku nie nakladaja, zreszta do
                rozwiazania takiego zwiazku nie przewiduje sie zawyczaj procedury sadowej i
                orzekania o winie, ktore w przypadku malzenstw cywilnych jest dosc istotne dla
                ustalenia obowiazku alimentacyjnego.

                Co do honoru i konstytucji... No, co ja poradze, ze pelnie zdolnosci do
                czynnosci prawnych uzyskuje sie w tym kraju w wieku lat 18... No i wiesz, jak
                dla mnie jest sprzecznosc w tym, ze mlodym ludziom "ciezko" rozwiazywac
                samodszielnie problemy odnosnie antykoncepcji, ale juz co do kwestii
                nieuczestniczenia w zajeciach z religii w szkole, to niehonorowo im sie
                autorytetem rodzicow podeprzec...
                Osobiste sprawy wszak zalatwia sie samemu wink))
        • lola211 Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 17:18
          >Etyka jak najbardziej w szkolach do wyboru jest

          Naprawde? A u mnie w okolicy nie ma w szkolach etyki.Ten wybor jest tylko na
          papierze.Dzieci, ktore nie chodza na religie siedza w tym czasie w swietlicy.W
          szkole odbywaja sie jaselka, wigilie(w czasie trwania lekcji) i dziecko chcac
          nie chcac w tym uczestniczy.
          • halszkabronstein Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 18:50
            Z tego co wiem wg. prawa uczniowie nie mogą mieć okienek w zajęciach - nam
            specjalnie kitowali tą religie w środku lekcji i musielismy tracic czas w
            bibliotece. Mniej wytrwali szli do domów nie bacząc na dalsze zajęcia tongue_out.
    • kawka74 Re: kazdy w coś wierzy... 28.12.05, 11:59
      a potem odsadzacie od
      > czci i wiary tych którzy bronią swoich zasad ludzi wierzących (w tym
      przypadku
      > prawie?) zawsze katolikow...
      Kagorku, jak ktoś chce, niech dyma do kościoła na rano na szóstą, nic mi do
      tego, byle by nie próbował mnie ze sobą ciągnąć. Chodzi mi jedynie o sposób, w
      jaki przeprowadzana jest obrona tych zasad. Szeregi obrońców okopów Trójcy
      Świętej zasilają istoty, którym przymioty modelowego naśladowcy Chrystusa są
      zupełnie obce.

      tak naprawde kazda z Was, drogie emamy, ma jakieg
      > os boga- jedne konto w banku(swoje lub faceta)inne diety-cud albo chirurga
      plas
      > tycznego... moze czytam nieuwaznie, ale nie widze zeby ktos obrazał uczucua
      rel
      > igijne osób wierzących w mamonę...a moze one nie mają uczuć, tylko samą
      wiare..
      > .
      Hmm... Słynne uczucia religijne... Magiczne słowa, zaiste. Ja to bym chciała,
      żeby nikt nie obrażał moich uczuć niereligijnych, ale cóż...
    • kagorek i na zakonczenie... 28.12.05, 12:04
      mozna nie wierzyc w Boga, ale nie mozna zaprzeczyc ze on istnieje, to tak jakby zaprzeczyc ze istnieje slonce albo gwiazdy...
      • kawka74 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 12:06
        Tego to już zupełnie nie rozumiem...
        • kagorek Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 12:09
          no to trudno, nie ma przepisu ze trzeba wszystko rozumiec wink)
          • kawka74 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 12:15
            Jednakowoż pointa, którą byłaś uprzejma uraczyć czytelników, jakoś tak ma się
            ni w pięć, ni w dziewięć, do całości dyskusji. Że nie wspomnę o jej wyjątkowym
            działaniu na niewierzących.
            Ja tak już mam, że lubię rozumieć, co się do mnie mówi/pisze. Choć czasem treść
            wypowiedzi mi to skutecznie uniemożliwia.
      • anissa1 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 12:11
        Kagorek,

        zadziwiasz mnie...
        Dla mnie Bog nie istnieje - nie ma na jego istnienie zadnych dowodow...
        Gdyby jego istnienie bylo takie oczywiste, to WIARA nie bylaby wiara, tylko
        pewnoscia...
        Nie sadzisz?
        • cocollino1 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 12:53
          no dokladnie
      • asikx Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 12:24
        kagorek napisała:

        > mozna nie wierzyc w Boga, ale nie mozna zaprzeczyc ze on istnieje, to tak
        jakby
        > zaprzeczyc ze istnieje slonce albo gwiazdy...
        >

        aha... i małe zielone ludziki - też nie można zaprzeczyć, że istnieją

        Można być osobą głęboko wierzącą - ale przekonywanie innych do swojej jedynej
        racji (zwłaszcza takimi argumentami) wywołuje we mnie przeciwny skutek.
        Nie wierzę w boga, bo jak do tej pory nie widziałam, nie słyszałam
        przekonującego dowodu na jego istnienie.

        Pozdrawiam,
        Aśka
        • anissa1 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 12:35
          A propos zielonych ludzikow - to nasunelo mi sie takie porownanie.
          Legendy dotyczace Boga maja dla mnie podobna wage jak mity greckie..
          Tudziez rzymskie wink
        • gloria2 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 15:27
          asikx napisała:

          > Nie wierzę w boga, bo jak do tej pory nie widziałam, nie słyszałam
          > przekonującego dowodu na jego istnienie.

          Ale przecież wiara, jak sama nazwa wskazuje opiera się na ufności że coś
          istnieje. Wiara zaczyna się tam, gdzie kończy się dostępna wiedza. Nigdy nie
          zobaczysz ani nie usłyszysz przekonywującego dowodu na istnienie (i
          nieistnienie) boga, bo nie o to w tym tak naprawdę chodzi.

          Znacznie ważniejsze w tym wszystkim to to żyć mądrze i jednoczesnie radośnie.
          Kształtować postawę pełną miłości i zrozumienia do siebie i innych - to takie
          ogólne wyzwania. A bóg czy też religia może Cię tylko w tym zainspirować. Jeśli
          potrafisz uczyć się takiej postawy bez boga i religii, wtedy do niczego go nie
          potrzebujesz. Mądre i dobre życie wcale nie musi opierać się na jakimś
          religijnym poglądzie. Wystarczy dobra wola i jasny umysł.
        • kagorek Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 15:32
          a zna ktos dowód ze BOG ( mniejsza o religie, moze byc Allach albo Budda) nie
          istniejesmile
          ja nie probuje i nie probowalan nikogo przekonac,ze istnieje, kto wierzy ten
          wie, kto nie wierzy jego sprawa, ale w takim razie po kiego i z jakiej racji
          osoby nieiwerrzace wypowiadaja sie na temat np.sakramentow albo naborzenstw, a
          od tego, przypominam, watek sie zaczal...
          • gloria2 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 16:00
            kagorek napisała:

            > a zna ktos dowód ze BOG ( mniejsza o religie, moze byc Allach albo Budda) nie
            > istniejesmile
            Ja tylko gwoli scisłości - Budda nie jest i nigdy nie był bogiem, jest postacią
            historyczną - żył ok. 2500 lat temu w Indiach, a to jest fakt rzeczywisty.
            Oczywiscie nie piszę tego jako dowód, że bóg nie istnieje smile
            • anissa1 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 16:05
              gloria2 napisała:

              > Ja tylko gwoli scisłości - Budda nie jest i nigdy nie był bogiem, jest
              postacią
              >
              > historyczną - żył ok. 2500 lat temu w Indiach, a to jest fakt rzeczywisty.
              > Oczywiscie nie piszę tego jako dowód, że bóg nie istnieje smile

              Dla Buddystow Budda jest Bogiem
              • gloria2 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 16:59
                anissa1 napisała:
                > Dla Buddystow Budda jest Bogiem

                Dla buddystów Budda nie jest bogiem. Co więcej, buddyzm ma charakter
                nieteistyczny. W buddyzmie najwazniejsze jest przekształcanie i doskonalenie
                umysłu, poprzez poznawanie nauk Buddy.
                Nie zaprzeczam natomiast, że Budda jest otaczany kultem, niczym święty.
          • kawka74 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 16:08
            a zna ktos dowód ze BOG ( mniejsza o religie, moze byc Allach albo Budda) nie
            > istniejesmile
            > ja nie probuje i nie probowalan nikogo przekonac,ze istnieje, kto wierzy ten
            > wie, kto nie wierzy jego sprawa, ale w takim razie po kiego i z jakiej racji
            > osoby nieiwerrzace wypowiadaja sie na temat np.sakramentow albo naborzenstw, a
            > od tego, przypominam, watek sie zaczal...
            Sprawa zaczęła się od tego, że parę nawiedzonych ... eee... excuses le mot
            członków KK grzmiało nad nieszczęśnicą, która trafiła na spowiednika
            inkwizytorskich zapędach (nie ona jedna zresztą). A o co Tobie chodzi - to ja
            już nie wiem. Jestem skłonna przyjąć wariant, że jestem niedysponowana
            umysłowo - chora jestem i wpadam tu między jedną drzemką a drugą. Ale żeby aż
            tak...?
        • kagorek Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 15:43
          asikx napisała:

          > kagorek napisała:
          >
          > > mozna nie wierzyc w Boga, ale nie mozna zaprzeczyc ze on istnieje, to tak
          >
          > jakby
          > > zaprzeczyc ze istnieje slonce albo gwiazdy...
          > >
          >
          > aha... i małe zielone ludziki - też nie można zaprzeczyć, że istnieją
          >
          > Można być osobą głęboko wierzącą - ale przekonywanie innych do swojej jedynej
          > racji (zwłaszcza takimi argumentami) wywołuje we mnie przeciwny skutek.
          > Nie wierzę w boga, bo jak do tej pory nie widziałam, nie słyszałam
          > przekonującego dowodu na jego istnienie.
          >
          > Pozdrawiam,
          > Aśka

          to akurat nie byl argument zeby cie przekonacsmile)i slowo daje, nikomu by na
          takiej owieczce,ktora potrzebuje dowodu,nie zalezalo,ani ksiedzu,ani
          rabinowi,ani... no, jak sie odmienia mulla? a dlaczego tak latwo jest powiedziec
          " nie wierze w Boga" a tak trudno uznac ze istnieje cos, w co nie wierzymy,he?
          tak to boli?
          • anissa1 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 15:47
            kagorek napisała:

            >
            > to akurat nie byl argument zeby cie przekonacsmile)i slowo daje, nikomu by na
            > takiej owieczce,ktora potrzebuje dowodu,nie zalezalo,ani ksiedzu,ani
            > rabinowi,ani... no, jak sie odmienia mulla?

            O! I tu sie mylisz! Wg słów Biblii dla Jezusa Chrystusa jeden nawrócony
            niewierny jest więcej wart niż 100 wierzących wink Hahaha

            a dlaczego tak latwo jest powiedzie
            > c
            > " nie wierze w Boga" a tak trudno uznac ze istnieje cos, w co nie wierzymy,he?
            > tak to boli?

            By gdybysmy uznawaly, ze istnieje, pewnie tez bysmy byly wierzace.
            Przynajmniej ja.
            Jak mozna uznawac istnienie czegos/kogos a jednoczesnie temu przeczyc? to
            nielogiczne
            Jestem niewierzaca, bo nie uznaje istnienia Boga.
            Te dwa fakty sa ze soba scisle powiazane.

      • cocollino1 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 12:53
        Coś to porównanie Ci nie wyszlo. Jakby to było takie oczywiste, jak fakt ze
        istnieje słońce czy księżyc to nie byloby tej dyskusji np. Dla mnie to nie jest
        takie oczywiste. Nie widzialam, więc nie wiem, co najwyzej mozna wierzyc, że
        Bog jest, ale to nie jest takie oczywiste dla kazdego czlowieka.
        • dagmama Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 13:03
          Ja jeszcze sypnę cytatem: "Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli".
          Tak że nie ma sensu udowadniać istnienie Boga, bo nie o wiedzę i dowody tu chodzi.
          Zachęcam do poczytania forów dla niewierzących, gdzie są wytrawniejsi dyskutanci
          niż ja i chętnie wskażą niespójność, bezzasadność teorii autorki wątku.
          Rozumiem zresztą, że zarzuty były raczej do "pseudokatolików" a nie niewierzących.
          • kagorek dziekuje za to zdanie 28.12.05, 15:10
            dagmama napisała:

            > Rozumiem zresztą, że zarzuty były raczej do "pseudokatolików" a nie niewierzący
            > ch.

            dokladnie o to chodzilo...
      • wieczna-gosia naprawde????? 28.12.05, 13:55
        kagorek napisała:

        > mozna nie wierzyc w Boga, ale nie mozna zaprzeczyc ze on istnieje, to tak jakby
        > zaprzeczyc ze istnieje slonce albo gwiazdy...
        >

        a to ciekawa teoria. Bo slonce to ja na wlasne oczy widzialam a Boga jeszcze
        nie..... w slonce nie musze wierzyc. MOge byc co najwyzej trepem i nie uwierzyc
        wbrew "szkielku i oku". W Boga musze uwierzyc. I pozniej postrzegac swiat przez
        pryzmat jego obecnosci. Badz nie uwierzyc i postrzegac swiat jako cos co
        istnieje bez Boga.

        Kiepawy przykladzik kiepawy....
      • halszkabronstein Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 14:00
        Akurat istnienie słońca mozna udowidnić , a zaprzeczanie nieistnienia boga to
        jakby zaprzeczac nieistnienia gremlinów . Rozumiem , ze analogicznie wierzysz w
        gremliny , duchy i elfy?
        • edorka1 Re: i na zakonczenie...o elfach i tym co głupie 28.12.05, 14:57
          Ta dyskusja zrobiła się głupia.
          Trudno porównywać wiarę w istnienie Boga z wiarą w elfy i gremliny.Takie porównanie jest po prostu prymitywne.
          Bóg jako absolut jest punktem odniesienia dla zbyt wielu ldzi - zbyt wielkich autorytetów by mozna pozwolic sobie na tak prymitywne odnesienia.
          Nawet Einstein pod koniec życia stwierdził że Bóg istnieć musi...jest coś w fakcie, że wszędzie tam gdzie ateizm był programem - narzucanym odgórnie przez państwo - wczesniej czy później łamano wszelkie prawa naturalne - z tym najważniejszym - NIE ZABIJAJ - na czele. Co oczywiście nie znaczy że robili to tylko ateiści, ale jednak ateiści przede wszystkim. Bo pomyślcie - jeśli człowiek Boga się nie boi to nie boi się już niczego. Drugiego człowieka bynajmniej.Oczywiście zabijano też w imie nawracania na jedynie słuszną wiarę.
          Tyle że to wypaczenie. Bo Chrystus nakazuje miłować nieprzyjaciół. Nigdy nikogo nie nawracał inaczej niż słowem. A najważniejszym przykazaniem jakie nam zostawił jest przykazanie miłości. Człowiek wypacza sens wielu spraw. Ale kiedy wraca się do źródła jakim jest np Ewanglia widać jak proste i uniwersalne są niektóre prawdy, i że człowiek przez tysiące lat tak naprawde się nie zmienił. Tak samo odrzucamy przesłanie Chrystusa jak jemu wspołcześni. Bo jest zbyt trudne.
          Nie chodzi zresztą tylko Chrystusa. Chodzi o wszystko co moze wymagać wyjścia poza małą racjonalnść naszego umysłu.
          To jest zbt skomplikowane aby sprowadzać sens ateizmu i wiary do elfów i gremlinów. Prymitywizm tego porównania jest porażający...
          • wieczna-gosia tu sie z toba zgadzam 28.12.05, 14:59
            ale jeszcze smutniejsze sa nie te gremliny (Bog to BOG, roznie sie nazywa w
            roznych religiach, elfy i gremliny to co najwuzej rasy- ale na szczeblu ludzkim
            a nie boskim, to juz predzej Swiatowid) ale to slonce i gwiazdy, ktore poruszyla
            osoba jak mniemam wierzaca.
            • halszkabronstein Re: tu sie z toba zgadzam 28.12.05, 16:44
              Autorka tematu porównała wiare w boga w wiare w konto w banku i operacje
              plastyczne . Wg. wierzacych to nie jest prymitywne . Natomiast elfy to juz co
              innego . Nie rozumiem czemu ktoś nie może wierzyć sobie w elfy?!
          • halszkabronstein Re: i na zakonczenie...o elfach i tym co głupie 28.12.05, 16:42
            Jakie prymitywne odniesienia ? Prawda w oczy kole - tak jak nie udowodnisz
            istnienia boga , tak samo gremlinów ! Moze zobacz ilu wierzacych jest w
            zakładzie karnym?winkBo jakoś ateistów tam nie ma zazwyczaj... Francja ma
            tradycje laicka i co zabiajają sie? ! Częściej zabijają sie fundamentaliści
            chcacy na siłe udowodnić , ze ich religia jestjedynie słuszna . Terrroryzm
            itp... Sorry takie są fakty . A prymitywna to jest jużbardziej religia czy inne
            zabobony . Im cywilizacja idzie dalej tym mniej jest wierzących . Może nie
            wierze ale mase ludzi wierzy w kosmitów , dla Ciebie to zabawne , dla nich może
            zabawna jest Twoja religia ?!?!
        • kagorek Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 15:15
          halszkabronstein napisała:

          > Akurat istnienie słońca mozna udowidnić , a zaprzeczanie nieistnienia boga to
          > jakby zaprzeczac nieistnienia gremlinów . Rozumiem , ze analogicznie wierzysz w
          >
          > gremliny , duchy i elfy?
          to jest akurat smieszne!!! ja akurat wierze w krasnoludki, patrz Herbert "
          krasnoludki rosna w lesie..." no i oczywiscie w swietego mikolaja....
          skoro nie udowodniono ze istnieja, to znaczy ze nie istnieja? bylo tak juz pare
          razy w historii, moze wezmy atom- dopoki nie udowodnioono ze istnieje, to on nie
          istnial? to smieszne, bo watek nie byl o Bogu, tylko o pretensjach
          "pseudokatolikow" ze Kosciol i wiara nie sa takie jak powinny ich zdaniem...
          • triss_merigold6 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 15:16
            To urocze, że wierzysz w krasnoludki, ja na ten przykład wierzę, że Elvis żyje.
            P
            • anissa1 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 15:19
              triss_merigold6 napisała:

              > To urocze, że wierzysz w krasnoludki, ja na ten przykład wierzę, że Elvis
              żyje.
              >


              Jasne! A wiecie, ile jest na swiecie ludzi, ktorzy wierza, ze Elvis zyje??
              Tabuny! wink
              • triss_merigold6 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 15:21
                On żyje tylko wrócił do siebie (by: "Faceci w czerni"). P
              • halszkabronstein Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 16:46
                Dokładnie , ale katolicy uważaja ze tylko ich wiara nie jest śmieszna i
                prymitywna... skoro może być bóg to elvis itp mogą żyć i istnieć . Skoro
                odrzucamy racjonalizm to ja dorzucam jeszcze latające nocniki .
          • anissa1 Re: i na zakonczenie... 28.12.05, 15:23
            kagorek napisała:


            > to jest akurat smieszne!!! ja akurat wierze w krasnoludki, patrz Herbert "
            > krasnoludki rosna w lesie..." no i oczywiscie w swietego mikolaja....
            > skoro nie udowodniono ze istnieja, to znaczy ze nie istnieja?

            Nie, kagorek. Podchodzac w ten sposob do sprawy mozna by wymyslic byle jaka
            bzdure (np. ze Adam urodzil sie z kolana Boga X), a poniewaz nie byloby moliwe
            do udowodnienia, ze tak nie bylo, to trzeba by w to wierzyc.... wink
            No - to powodzenia wink

            Wierzyc ci wolno we wszystko.
            Ale narzucanie swojej wiary innym jest juz lekko niegrzeczne i nietaktowne.

            bylo tak juz pare
            > razy w historii, moze wezmy atom- dopoki nie udowodnioono ze istnieje, to on
            ni
            > e
            > istnial?

            Dopoki nie udowodniono ze istnieje, nie bylo podstaw ze by wierzyc, ze
            istnieje. Co nie zmienia faktu, ze atom istnial.

    • kagorek o! jak piekna dyskusja:)) 28.12.05, 15:22
      wszyscy sie oburzyli, wierzacy i nie... ja tam nikomu udowadniac nie zamierzam,
      kto wierzy ten wie... a czytalam kiedys ksiazke szkoda ze nie pamietam tytulu,
      profesor fizyk noblista ATEISTA po wielu latach pracy naukowej i wnikliwych
      obserwacjach ( ktos mi tu zaraz wytknie za zaczal glupic na starosc) doszedl do
      wniosku, ze poza atomem, kwarkiem czarna dziora itp,oczywiscie upraszczam,
      istnieje jeszcze cos, jakas " wyzsza instancja"... i podobno wielu kolegow
      naukowcow mialo podobne obserwacje,czy przeswiadczenie, oczywiscie nikt sie od
      tego nie nawrocil, bo to przeciez nie o to chodzi... ale to chyba uczucie na
      zasadzie im wiecej wiem tym mniej wiem...
      • edorka1 Re: o! jak piekna dyskusja:)) 28.12.05, 15:28
        Einstein to był właśnie....
        • kagorek Re: o! jak piekna dyskusja:)) 28.12.05, 15:36
          dzieki smile
      • gloria2 Re: o! jak piekna dyskusja:)) 28.12.05, 15:48
        kagorek napisała:
        a czytalam kiedys ksiazke szkoda ze nie pamietam tytulu,
        > profesor fizyk noblista ATEISTA po wielu latach pracy naukowej i wnikliwych
        > obserwacjach ( ktos mi tu zaraz wytknie za zaczal glupic na starosc) doszedl
        do
        > wniosku, ze poza atomem, kwarkiem czarna dziora itp,oczywiscie upraszczam,
        > istnieje jeszcze cos, jakas " wyzsza instancja"...

        A ja też czytałam kiedyś ksiażkę, w której inny naukowiec - Hoimar von Ditfurth
        (równiez tytuowany pisał), że w przypadku, gdy na jakieś naukowe pytanie nie ma
        odpowiedzi (w każdym razie w dobie obecnej), to dla wielu ludzi taka sytuacja
        stwarza pokusę przyjęcia za przyczynę - cudu, co ma oznaczać, że ten stan
        faktyczny z zasady nie da się wytłumaczyć naukowo i znajduje się poza sferą
        zdolności pojmowania ludzkiego rozumu. W odróżnieniu od innych,
        poniekąd "normalnych", przez nauki przyrodnicze rozumianych faktów czy też
        procesów - w odniesieniu do takiego "cudu" sugeruje się ingerencję
        instancji "nadprzyrodzonej" (w jakiejkolwiek postaci), przezwyciężającej prawa
        natury.

        Wobec opisanej sytuacji rzeczywiście pokusa wyciągania takich wniosków jest
        ogromna. Niemniej powinniśmy wystrzegać się ulegania jej, chociażby dlatego że
        wyprowadzanie wniosków o cudzie na podstawie chwilowej niezdolności zrozumienia
        jakiegoś stanu faktycznego - jest nie tylko powierzchowne i tanie, ale świadczy
        o grubym niedbalstwie.

        Szukanie cudu tam, gdzie się świata nie pojmuje, jest niedbalstwem nie tylko z
        tej stosunkowo powierzchownej i w pewnym stopniu "taktycznej" przyczyny. Jest
        to szukanie łatwizny i wygody.

        Hoimar von Ditfurth "Dzieci Wszechświata",1995,
        • anissa1 Re: o! jak piekna dyskusja:)) 28.12.05, 15:53
          Podpisuje sie calkowicie !
        • edorka1 Re: o! jak piekna dyskusja:)) 28.12.05, 15:54
          Einstein był agnostykiem. Na pytanie, czy wierzy w Boga, odpowiedział: "Nie mozna o to pytać kogoś, kto z coraz wiekszym zadziwieniem próbuje zbadac i zrozumiec nadrzędny porzadek wszechswiata"...
          Co do faktu ze Albert Einstein był jednym z największych mózgów (jeśli nie najwiekszym)w historii ludzkości nikogo raczej przekonywac nie trzeba...
        • wieczna-gosia Re: o! jak piekna dyskusja:)) 28.12.05, 16:07
          > Wobec opisanej sytuacji rzeczywiście pokusa wyciągania takich wniosków jest
          > ogromna. Niemniej powinniśmy wystrzegać się ulegania jej, chociażby dlatego że
          > wyprowadzanie wniosków o cudzie na podstawie chwilowej niezdolności zrozumienia
          >
          > jakiegoś stanu faktycznego - jest nie tylko powierzchowne i tanie, ale świadczy
          >
          > o grubym niedbalstwie.

          e tam.
          Mozna byc wierzacym naukowcem. Bez przesady. Wystarczy pewne rzeczy odczytywac
          jako teksty natchnione. Wystarczy posiadac po prostu cos- co sie nazywa wiara. A
          swiat badac mimo wszystko smile))
          • gloria2 Re: o! jak piekna dyskusja:)) 29.12.05, 12:01
            wieczna-gosia napisała:

            Wystarczy posiadac po prostu cos- co sie nazywa wiara.
            > A
            > swiat badac mimo wszystko smile))

            Oczywiscie, że tak. Chodzi o to, aby nie mieszać metodologii badań naukowych z
            wiarą smile
      • wieczna-gosia czyli dowodem na istnienie Boga 28.12.05, 16:02
        jest to, ze uwierzyl w niego Einstein smile))))
        • anissa1 Re: czyli dowodem na istnienie Boga 28.12.05, 16:06
          wieczna-gosia napisała:

          > jest to, ze uwierzyl w niego Einstein smile))))

          Einstein nie uwierzyl w Boga.
          Twierdzil, ze nie ma dowodow ani na jego istnienie ani na jego nieistnienie.
          Nie lapal sie wiec pod wiare w jakiegolwiek Boga wink

          • wieczna-gosia Re: czyli dowodem na istnienie Boga 28.12.05, 16:09
            ale ja sie tylko odnosze do postu powyzej z ktorego wynika takie przeslanie. Jak
            naprawde z tym einsteinem bylo jest mniej istotne. Sek w tym ze zaden to dowod. smile
        • edorka1 Re: czyli dowodem na istnienie Boga 28.12.05, 16:16
          Nie. Jest to dowodem na to, że nawet najwięksi myśliciele nie byli zadeklarowanymi ateistami. Agnostycyzm a ateizm to dwie rózne sprawy...
          • dagmama Re: czyli dowodem na istnienie Boga 28.12.05, 16:41
            Otóż to. Sądzę, że Einstein był raczej deistą, czyli wierzył w jakąś siłę
            sprawczą większą od natury. Na pewno nie był praktykującym Żydem.
    • matkamichala na to pytanie nikt nie odpowiedzial... 28.12.05, 16:43
      kagorek napisała:

      >
      > napiszę, a co, bo mnie to męczy... po co takie wątki- np.bylam u spowiedzi( na
      > mszy,w kosciele itp), ksiądz byl...wiecej nie pójde bo...
      > .

      milion odpowiedzi a na to pytanie nikt nie odpowiedzial...
      • anissa1 Re: na to pytanie nikt nie odpowiedzial... 28.12.05, 16:46
        matkamichala napisała:

        > kagorek napisała:
        >
        > >
        > > napiszę, a co, bo mnie to męczy... po co takie wątki- np.bylam u spowiedz
        > i( na
        > > mszy,w kosciele itp), ksiądz byl...wiecej nie pójde bo...
        > > .

        Nie po co - tylko dlaczego.
        Dlatego, ze autorka postu poczyla sie dotknieta i chciala dac temu wyraz.
        Tak, jak inne dziewczyny wylewaja zale na swoich mezow czy tesciowe.
        Podobnie autorka tego watku podzielila sie tym, co ja spotkalo przy
        konfesjonale.
        Co Cie w tym urazilo?
        • matkamichala Re: na to pytanie nikt nie odpowiedzial... 28.12.05, 16:58
          bardziej zastanowilo bo co poszla,niz urazilo... bo moim zdaniem isc
          negatywnie nastawionym to lepiej nie isc wcale...
    • kagorek i proponuje zakonczyc temat:)) 28.12.05, 17:00
      i chwala mi za to smile)
      • kagorek zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 11:48
        byly tu wypowiedzi ( bynajmniej nie na temat - patrz pytanie na poczatku)
        tolerancyjnych( ?) ateistek ktore stawiaja Boga i elfy itp w jednym szeregu a
        Biblie i mity,basnie i tym podobne wrzucaja do jednego worka- naprawde uwazacie
        ze takie stawianie sprawy nie obraza niczyich uczuc i jest potwierdzeniem waszej
        "tolerancji"?
        obrazeni mogliby sie poczuc i ci co wierza w Boga i ci co w zielone ludziki...
        no ale tolerancja to takie elastyczne slowo...
        a moja odpowiedz na moje pytanie ?
        lubie porownania
        jak ktos w dziecinstwie poszedl pare razy z ojcem na ryby a teraz ma wedke w
        domu i od czasu do czasu na wakacjach złowi plotke a nie ma karty i nie placi
        skladek- to jest wedkarzem?,a jak zostanie przydybany przez policje wodna ktora
        go zruga albo wlepi mandat, to co, bedzie pyszczyl ze nieslusznie? i ile osob
        przyzna racje,ze kara byla niezasluzona i niech sie funkcjonariusze odp...
        a jak ktos idzie do kosciola, np. to spowiedzi, ktory to watek przewija sie po
        sasiedzku, zabiera sie do tego od d...strony,bez rach.sumienia, bez szczerej
        checi wyznania gtrzechow,prawdopodobnie nawet bez zalu za te grzechy, które to
        warunki sa, jak nie wszystkim wiadomo,warunkami dobrej spowiedzi a potem zali
        publicznie, to podnosi sie masa glosow ( na szczescie nie tylko takich) w
        obronie skrzywdzonej owieczki i niedobrych fuj ksiezy, a krytykuja najczesciej
        tolerancyjne ateistki...
        oj mamy,mamy...
        pozostancie sobie ateistkami, skoro tak wam z tym dobrze, ale dlaczego
        krytykujecie instytycje (KK)i Wiare o ktorej nie macie bladego pojecia?
        • anissa1 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 11:58
          Kagorek,

          mam pojecie o KK i mam pojecie o wierze.
          Wychowujac sie w Polsce wydaje mi sie nieprawdopodobne takowego pojecia nie
          miec. To, co wiem, co widzialam i czego doswiadczylam spowodowalo, ze odsunelam
          sie od tej instytucji.
          To - moim zdaniem - daje mi prawo wyglaszac moje poglady w tym temacie.
          A stawianie Biblii i mitow w jednym rzedzie jako akt obrazajacy?

          Cóz... Trzeba by byc bardzo przewrazliwionym na punkcie swojej wiary...
          • 18_lipcowa Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:03
            anissa1 napisała:

            > Kagorek,
            >
            > mam pojecie o KK i mam pojecie o wierze.
            > Wychowujac sie w Polsce wydaje mi sie nieprawdopodobne takowego pojecia nie
            > miec. To, co wiem, co widzialam i czego doswiadczylam spowodowalo, ze
            odsunelam
            >
            > sie od tej instytucji.
            > To - moim zdaniem - daje mi prawo wyglaszac moje poglady w tym temacie.
            > A stawianie Biblii i mitow w jednym rzedzie jako akt obrazajacy?
            >
            > Cóz... Trzeba by byc bardzo przewrazliwionym na punkcie swojej wiary...

            Zgadzam się z Tobą dokładnie, tez byłam wychowana po części w wierze, byłam u
            komunii, bierzmowania, spowiadałam sie, zdarzylo mi sie byc w kościele,
            przyjmowac kolędę, bywac na róznych uroczystościach, rozmawiać z księdzem,
            prowadziłam nawet badania w Seminarium Duchownym u mnie w mieście. Na dodatek
            na studiach dość obszernie mialam omawiane.
            Poza tym czytam prasę, oglądam wiadomosci i widzę co kler wyprawia,
            Wiec nie pisz mi że nie mam prawa sie wypowiadac i nic nie wiem bo prawo mam i
            duzo wiem.
          • kagorek Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:10
            nie tyle na punkcie wiary, co na punkcie tolerancji ktora glosicie a nijak ma
            sie do waszych wypowiedzi...
            • anissa1 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:17
              kagorek napisała:

              > nie tyle na punkcie wiary, co na punkcie tolerancji ktora glosicie a nijak ma
              > sie do waszych wypowiedzi...

              Uzasadnij, prosze, bo nie rozumiem. na jakiej podstawie zarzucasz mi brak
              tolerancji
              • kagorek Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:39
                napisalas m.in.
                A propos zielonych ludzikow - to nasunelo mi sie takie porownanie.
                Legendy dotyczace Boga maja dla mnie podobna wage jak mity greckie..
                Tudziez rzymskie wink
                po 1. "legendy"- gdybys cos takiego napisala w kraju arabskim o koranie, juz by
                wyznaczono nagrode za twoja glowe...
                po 2. jako osoba wychowywana w wierze a obecnie niewierzaca pamietars moze
                jeszcze ze BOG ma syna o imieniu Chrystus, ktory jest postacia historyczna, i
                naprawde uwazasz ze "legendy " o nim maja te sama wage co mity greckie?
                • anissa1 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 13:11
                  kagorek napisała:

                  > napisalas m.in.
                  > A propos zielonych ludzikow - to nasunelo mi sie takie porownanie.
                  > Legendy dotyczace Boga maja dla mnie podobna wage jak mity greckie..
                  > Tudziez rzymskie wink

                  Bo maja! wink
                  zauwaz, ze Biblia napisana zostala PRZEZ LUDZI jakies nieciale 2000 lat temu.
                  Nie przez Ducha Świętego bynajmniej wink
                  I zauwaz, ze w toku historii byly ksiegi i opowiesci, nie zalaczone do Biblii,
                  jako "nie pasujace" - patrz apokryfy.
                  Mozna tam poczytac ciekawe historie, naprawde wink
                  A wiesz na przyklad, ze Zydzi (judaizm) nie uznaja Nowego Testamentu? A ich
                  wiara jak najbardziej wywowdzi sie z chrzescijanstwa... Dla Nich Nowy Testament
                  nie ma zadnego znaczenia, choc sa wierzacy. Dlaczgeo dla mnei ma miec?
                  I dlaczego legenda o Jezusie mialaby byc dla mnei bardziej przekonujaca niz ta
                  o Atenie albo o sposobie, w jaki urodzil sie Dionizos? Bo sasiedzi wierza? Albo
                  wspolrodacy? A coz to dla mnie za powod?



                  > po 1. "legendy"- gdybys cos takiego napisala w kraju arabskim o koranie, juz
                  b
                  > y
                  > wyznaczono nagrode za twoja glowe...

                  Slowo legenda nie jest pejoratywne. Oznacza podanie przekazywane z ust do ust.
                  Zanim napisano Biblie minelo kilkaset lat od smierci Jezusa, co sprzyja moim
                  zdaniem temu, aby o tresciach tam zawartych wypowiadac sie z pewnym dystansem,
                  wlasciwym legendom wlasnie.
                  POza tym - jestes, jak rozumiem, chrześcijanką, nie islamistką?
                  Po co więc takie porównania?
                  Czyżby Twoja niechęć do tolerancji była aż tak wielka, jak bywa wśród
                  niektórych wyznawców wspomnianej przez Ciebie religii?

                  > po 2. jako osoba wychowywana w wierze a obecnie niewierzaca pamietars moze
                  > jeszcze ze BOG ma syna o imieniu Chrystus, ktory jest postacia historyczna, i
                  > naprawde uwazasz ze "legendy " o nim maja te sama wage co mity greckie?

                  Mam co do tego wątpliwośći.
                  Zwłaszcza co do rzekomych cudów przez niego dokonywanych.
                  A we zmartwychwstanie nijak uwierzyc nie moge i nie uwierze.
                  Nawet, jesli Jezus istnial - co jest mozliwe samo w sobie - to powstaje szereg
                  pytan a propos zmartwychwstania, leczenia niewidomych itp...
                  No i sam fakt jego istnienia nie przesadza, ze byl synem Bozym.
                  Podejrzewam ze to wlasnie jest wplyw "legendy".
                  Ale to tylko moje zdanie i nie namawiam nikogo, aby sie ze mna zgadzal.
                  • kagorek Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 13:25
                    no i mamy rozwazania biblijne...
                    biblia powstawala przez kilkaset lat,moze nawet 4 tys.wliczajac w to nowy
                    testament, i czesc ksiag starego testamentu ma rzeczywiscie basniowy charakter i
                    nikt temu nie przeczy,ale nawet w statym testamencie sa postacie historyczne a
                    ksiegi pisane pod wplywem Ducha Św podobnie jak prawie caly Nopwy testament
                    a Koran przytaczam ze wzgledu na moja ulubiona tolerancje- biblie mozna
                    przywolywac i "osmieszac" bo sa tu katoliczki, a koranu nie, bo nie ma muzulmanek?
                    • anissa1 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 13:39
                      kagorek napisała:

                      > ale nawet w statym testamencie sa postacie historyczne a
                      > ksiegi pisane pod wplywem Ducha Św podobnie jak prawie caly Nopwy testament

                      Kagorek, to ze postac jest historyczna nie zonacza jeszcze, ze wsazystkie
                      przypisywane jej zdarzenia wydarzyly sie naprawde. Jak sama przyznalas - Biblia
                      powstawala przez ogrom lat....

                      > a Koran przytaczam ze wzgledu na moja ulubiona tolerancje- biblie mozna
                      > przywolywac i "osmieszac" bo sa tu katoliczki, a koranu nie, bo nie ma
                      muzulmanek?


                      Niczego nie osmieszam. Ani nikogo.
                      jesli ktos dyskutowalby ze mna o Koranie - mowilabym o Koranie, a nie o Biblii.
                      A koran ma dla mnie podobne znaczenie jak Biblia i jak mity greckie wink
                      Tylko - kurcze - gorzej sie go czyta. wink

                  • kagorek Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 13:27
                    Nawet, jesli Jezus istnial - co jest mozliwe samo w sobie


                    to jest pewne samo w sobie...
                    • anissa1 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 13:40
                      kagorek napisała:

                      > Nawet, jesli Jezus istnial - co jest mozliwe samo w sobie
                      >
                      >
                      > to jest pewne samo w sobie...

                      Pewno jest tylko to, ze obie kiedys z tego swiata odejdziemy.
                      Ale chetnie poznam dowody na istnienie Jezusa - podrzuc, chetnie poczytam.
                      • kagorek Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 18:42
                        anissa1 napisała:

                        > kagorek napisała:
                        >
                        > > Nawet, jesli Jezus istnial - co jest mozliwe samo w sobie
                        > >
                        > >
                        > > to jest pewne samo w sobie...
                        >
                        > Pewno jest tylko to, ze obie kiedys z tego swiata odejdziemy.
                        > Ale chetnie poznam dowody na istnienie Jezusa - podrzuc, chetnie poczytam.

                        Boultmann jesus and the world
                        t.clark historyczny Jezus- kim byl i czego nauczal
                        Sanders E.P. the historical figure of Jesus
                        Craig w.l. the son rises: the historical evidence for the resurrection of Jesus
                        Finegan Handbook of biblical chronology

                        jeszcze?
                        ja tak moge dlugo,ale teraz akurat podle sie czuje a dziecko mi klawiature zabiera..
            • 18_lipcowa Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:22
              No i co, tak szczerze mówiąc toleruję tyle rzeczy ze tej jednej nie musze,i
              dobrze mi z tym.
              • kagorek Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:40
                nareszcie jakies rozsadne zdanie! w takim razie nie wytykaj innym rzekomego
                braku tolerancji...
        • kawka74 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:19
          > byly tu wypowiedzi ( bynajmniej nie na temat - patrz pytanie na poczatku)
          > tolerancyjnych( ?) ateistek ktore stawiaja Boga i elfy itp w jednym szeregu a
          > Biblie i mity,basnie i tym podobne wrzucaja do jednego worka- naprawde
          uwazacie
          > ze takie stawianie sprawy nie obraza niczyich uczuc i jest potwierdzeniem
          wasze
          > j
          > "tolerancji"?
          A kto każe ateistom być tolerancyjnym? Przecież to Wy, katolicy, jesteście
          zobligowani do miłowania bliźniego swego i nadstawiania drugiego policzka po
          liściu w pierwszy.
          Jeszcze raz przypomnę - zaczęło się od rugania rozczarowanej penitentki w tonie
          inkwizycyjnym. Fuuuj, gdzie miłosierdzie?
          > pozostancie sobie ateistkami, skoro tak wam z tym dobrze, ale dlaczego
          > krytykujecie instytycje (KK)i Wiare o ktorej nie macie bladego pojecia?
          Myślę, że cztery lata w szkole katolickiej dają mi jakieś pojęcie o tej
          rozkosznej instytucji.
          • isma Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:25
            Eee, Kawko, z tym drugim policzkiem to roznie bywa. Nie zawsze jest
            obligatoryjny wink)).
            A "nie przynioslem pokoju, ale miecz" wink)) A o nieprzyjazni wprowadzanej
            miedzy matke a corke, ojca i syna?
            Zgadzam sie, opieprzanie konkretnej osoby przez wspolforumowiczki jest nie na
            miejscu. Podobnie jak nie na miejscu sa rozliczne niegodne zachowania
            spowiednikow. Ale, u licha, nie osadzajac czlowieka, osadzic postawe jednak
            czasem mozna, nie?
            • kawka74 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:42
              > Eee, Kawko, z tym drugim policzkiem to roznie bywa. Nie zawsze jest
              > obligatoryjny wink)).
              Na szczęście nie smile ładnie by ludzie wyglądali wink)

              > A "nie przynioslem pokoju, ale miecz" wink)) A o nieprzyjazni wprowadzanej
              > miedzy matke a corke, ojca i syna?
              Słusznie smile Ale ten "miecz" to się Jezusowi chyba wymknął tak w jednej
              Ewangelii...? Zresztą to On zdaje się powiedział: "kto mieczem wojuje, ten od
              miecza ginie" wink Nieprzyjaźń wprowadzona pomiędzy ojca a syna itd. - prawda to,
              ale - nie wiem, czy się nie mylę - Jezus podał to chyba jednak nie w kontekście
              pouczania innych. Zresztą jaki miał stosunek do pouczania i osądzania innych
              ludzi, wiadomo. wink

              > Zgadzam sie, opieprzanie konkretnej osoby przez wspolforumowiczki jest nie na
              > miejscu. Podobnie jak nie na miejscu sa rozliczne niegodne zachowania
              > spowiednikow.
              Prawda.

              Ale, u licha, nie osadzajac czlowieka, osadzic postawe jednak
              > czasem mozna, nie?
              No, pewnie, że można, właśnie to robię wink)))
              • isma Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:49
                Alesmy sa tolerancyjne wink)).
                I "obcykane" wink)).
                Ale sie chyba nie bedziemy, jak, bez urazy, wzmiankowani juz na forum
                Siadkowie, pojedynczymi wersetami przerzucac? Jak mawia pewien moj madry
                znajomuy, oprocz tekstu wazny jest tez kontekst. Czasem nawet wazniejszy wink)).

                A powaznie, to mnie rzeczywiscie szczerze dziwi - i ciekawi, albowiem jest to
                dla mnie postawa dosc egzotyczna - poszukiwanie przyczyn wszelkiego zla tego
                swiata w innych. No, nie powiem, ze zawsze, ale ja jakos raczej wole te
                poszukiwania zaczynac od siebie wink)). A ze, kto szuka ten znajdzie, to na
                dalsze poszukiwania, po tym pierwszym sukcesie, juz mi szkoda czasu wink)).
                • kawka74 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 13:00
                  Alesmy sa tolerancyjne wink)).
                  no ba smile

                  > I "obcykane" wink)).
                  Wieloletni trening na dwa fronty...

                  > Ale sie chyba nie bedziemy, jak, bez urazy, wzmiankowani juz na forum
                  > Siadkowie, pojedynczymi wersetami przerzucac? Jak mawia pewien moj madry
                  > znajomuy, oprocz tekstu wazny jest tez kontekst. Czasem nawet wazniejszy ;-
                  ))).
                  Nie przerzucajmy się zatem. Ale wierz mi, kontekst mam obcykany też całkiem
                  nieźle wink)

                  > A powaznie, to mnie rzeczywiscie szczerze dziwi - i ciekawi, albowiem jest to
                  > dla mnie postawa dosc egzotyczna - poszukiwanie przyczyn wszelkiego zla tego
                  > swiata w innych. No, nie powiem, ze zawsze, ale ja jakos raczej wole te
                  > poszukiwania zaczynac od siebie wink)). A ze, kto szuka ten znajdzie, to na
                  > dalsze poszukiwania, po tym pierwszym sukcesie, juz mi szkoda czasu wink)).
                  >
                  Ismo, ludzie poszukują źródeł wszelkiego zła u innych, bo są zbyt leniwi, żeby
                  się zmieniać. Bo trzeba przestać sobie kłamać, a to boli.
                  Cóż. Ja się przyznaję bez bicia - mnie w tym wątku zirytowała jękliwość Kagorka
                  (co znów ci ludzie wredni chcą od tych biednych katolików) i jego pewna
                  niespójność w pretensjach (chociaż to mogę złożyć na karb, jak pisałam
                  wcześniej, mojej niedyspozycji umysłowej związanej z przeziębieniem wink,
                  aczkolwiek przyczyną tego całego zamieszania jest niestosowne zachowanie
                  katoliczek w zupełnie innym wątku, od którego już chyba daaaaaaawno się
                  oddaliliśmy.
                  Idę coś skuszać, bo mi głód rozum odbiera. wink
                  • isma Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 13:47
                    kawka74 napisała:
                    > > I "obcykane" wink)).
                    > Wieloletni trening na dwa fronty...

                    Oj, tak, tak, dokladnie tak wink)).

                    > Ismo, ludzie poszukują źródeł wszelkiego zła u innych, bo są zbyt leniwi,
                    żeby
                    > się zmieniać. Bo trzeba przestać sobie kłamać, a to boli.
                    > Cóż. Ja się przyznaję bez bicia - mnie w tym wątku zirytowała jękliwość
                    Kagorka
                    >
                    > (co znów ci ludzie wredni chcą od tych biednych katolików)

                    No, ale tu jest pewne qui pro quo, bo ci, opisywani przez K., co chca czegos od
                    biednych katolikow, to wlasnie sami sa zdaje sie katolikami wink)). Przynajmniej
                    byli, zanim poszli do tego nieszczesnego konfesjonalu wink)).

                    i jego pewna
                    > niespójność w pretensjach (chociaż to mogę złożyć na karb, jak pisałam
                    > wcześniej, mojej niedyspozycji umysłowej związanej z przeziębieniem wink,
                    > aczkolwiek przyczyną tego całego zamieszania jest niestosowne zachowanie
                    > katoliczek w zupełnie innym wątku, od którego już chyba daaaaaaawno się
                    > oddaliliśmy.
                    > Idę coś skuszać, bo mi głód rozum odbiera. wink

                    Eee. Nie zauwazylam. Ale ja tez glodna jestem wink)).
                    • kawka74 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 14:04

                      > kawka74 napisała:
                      > > > I "obcykane" wink)).
                      > > Wieloletni trening na dwa fronty...
                      >
                      > Oj, tak, tak, dokladnie tak wink)).
                      Swoją drogą bardzo często okazuje się, że lepszą znajomość doktryny, zasad itd.
                      danego wyznania mają ci, którzy je zwalczają, niż ci, którzy do niego należą...
                      >
                      > > Ismo, ludzie poszukują źródeł wszelkiego zła u innych, bo są zbyt leniwi,
                      >
                      > żeby
                      > > się zmieniać. Bo trzeba przestać sobie kłamać, a to boli.
                      > > Cóż. Ja się przyznaję bez bicia - mnie w tym wątku zirytowała jękliwość
                      > Kagorka
                      > >
                      > > (co znów ci ludzie wredni chcą od tych biednych katolików)
                      >
                      > No, ale tu jest pewne qui pro quo, bo ci, opisywani przez K., co chca czegos
                      od
                      > biednych katolikow, to wlasnie sami sa zdaje sie katolikami wink)).
                      Racja smile
                      Przynajmniej
                      > > byli, zanim poszli do tego nieszczesnego konfesjonalu wink)).
                      Zresztą to są wątki pełne wzajemnych żalów i pretensji: katolików do
                      niekatolików, niekatolików do katolików, katolików praktykujących do
                      niepraktykujących (swoją drogą, pamiętasz - "Obyś był zimny lub gorący" wink). I
                      szafa gra, a zabawa jest na całego.
                      > > Idę coś skuszać, bo mi głód rozum odbiera. wink
                      >
                      > Eee. Nie zauwazylam.
                      Bardzo to miłe z Twojej strony wink
                      • isma Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 14:25
                        kawka74 napisała:

                        >> Swoją drogą bardzo często okazuje się, że lepszą znajomość doktryny, zasad
                        itd.
                        >
                        > danego wyznania mają ci, którzy je zwalczają, niż ci, którzy do niego
                        należą...

                        Jak czasem. Osobiscie mam zasade, ze o protestantyzmie dowiaduje sie od
                        protestantow, o rodzimym wojujacym ateizmie z Faktow i Mitow, o Swiadkach
                        Jehowy ze Straznicy, itd. Nie w celu zwalczania zreszta, tylko z ciekawosci,
                        (ktora, jak wiadomo, jest pierwszym stopniem do piekla) wink)).

                        A czasem mam nieprzyjemne wrazenie, ze wiedze np. o katolicyzmie ludzie czerpia
                        z "Nie" ;-(((.
                        • kawka74 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 14:47
                          No, jeśli chodzi o świadków Jehowy, to nie obdarzałabym ich aż takim
                          zaufaniem wink
                          Co do czerpania informacji o katolikach i ich wierze - sporo ludzi postrzega ją
                          przez pryzmat ojca dyrektora, księdza Henryka "Jabola" Jankowskiego, którzy są
                          głośni, ciągle obecni, i składają się niemal wyłącznie z pychy. Postrzegają
                          przez pryzmat afer, drak, zboczeń i homofobii. Przez inkwizytorów w
                          konfesjonałach. KK w dużej mierze sam podcina sobie gałąź, na której siedzi,
                          dając przyzwolenie na takie zachowanie.
                          Nie neguję tego, że KK to nie tylko to, co wyżej napisałam, ale to - niestety -
                          najbardziej rzuca się w oczy. "Po owocach ich poznacie" - i jakie są te owoce?
                          Gorzkie. W księżach ludzie chcieliby widzieć nie tylko szafarzy sakramentów,
                          ale duchowych przewodników, widzieć pomoc, a zamiast tego widzą biznesmena z
                          Torunia albo obrzydliwego antysemitę z Gdańska. A praca ludzi cichych i
                          pokornego serca ginie.
                          • isma Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 15:08
                            A, widzisz, dla mnie kontekst tego zdania o owocach jest jakby troche...
                            odleglejszy w czasie. Mysle, ze one niekoniecznie musza byc widoczne wprost, tu
                            i teraz, w doczesnym porzadku. No, wiesz: "Krolestwo moje nie jest z tego
                            swiata"... W tej perspektywie nic nie idzie na marne, a juz zwlaszcza to, co
                            sie rodzi w pokorze i ciszy.

                            Co do inkwizytorow w konfesjonalach - jak pamietasz, Bog Izraela przemawial
                            takze przez Balaama, poganina. Ze o oslicy nie wspomne wink)). Osobiscie mam
                            doswiadczenia spotkania (akurat nie sakramentalnego, tylko jurydycznego, bym
                            powiedziala) z takim ksiedzem-chamem, ktorego prostackie podsumowanie moich
                            wysublimowanych duchowych rozterek dalo mi ongi, kiedym byla wprawdzie
                            niewierzaca, ale mialam zamiar byc praktykujaca ;-O, przerazliwie jasno odczuc,
                            ze... za swoje zycie, swoje wybory, swoj stosunek do Pana Boga odpowiadam ja
                            sama. Nie jakikolwiek ksiadz, nie blizsze lub dalsze otoczenie.

                            Ale, zgadzam sie, trzeba sie wtedy wyrwac z duchowego lenistwa...
                            • kawka74 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 15:27
                              Jeśli chodzi o owoce - dla mnie z kolei kontekst jest dość jasny: Jezus dał
                              wyraźną wskazówkę, jak odróznić fałszywych proroków od swoich prawdziwych
                              naśladowców. Rozpoznawajcie ich po owocach. Po uczynkach. I będziecie
                              wiedzieli, dokąd iść. Stosując się do tej wskazówki już wiem, dokąd nie iść wink
                              Co do księży spowiedników - od oślicy nie wymagałabym szczególnej
                              subtelności wink natomiast od drugiego człowieka owszem. Nie mówię, że ma się
                              cackać jak ze śmierdzącym jajem, ale czy powinien być chamem i brutalem? Dusza
                              ludzka to delikatna materia, więc wyskakiwanie z pyskiem albo straszenie to
                              chyba nie jest najlepszy sposób na obchodzenie się z nią wink Czy tak trudno jest
                              założyć dobrą wolę penitenta? Przecież jeśli ów penitent jest nieszczery,
                              zostanie z tego prędzej czy później rozliczony, prawda? A o ileż milej by się
                              spowiadało smile
          • kagorek Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:43
            o kosciele czy o szkole katolickiej- bo to sie troche rozni?
            kosciol to wierni, wierni to ludzie, a czlowiek nie jest doskonaly, ani
            wierzacy, ani ateista- trzeba by sie tylko do tego przyznac, z tony jednakze
            wiekszosci wypowiedzi mniemam ze ateista jest mniej niedoskonaly niz katolik
            smile)i dlaczego ateistki zawsze sa takie chetne do mieszana innych z moherem...
            • kawka74 Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:50
              > o kosciele czy o szkole katolickiej- bo to sie troche rozni?
              O jednym i drugim.

              > kosciol to wierni, wierni to ludzie, a czlowiek nie jest doskonaly, ani
              > wierzacy, ani ateista- trzeba by sie tylko do tego przyznac,
              Ja się przyznaję.

              z tony jednakze
              > wiekszosci wypowiedzi mniemam ze ateista jest mniej niedoskonaly niz katolik
              > smile)i dlaczego ateistki zawsze sa takie chetne do mieszana innych z moherem
              Bo moher modny ostatnio...
            • dagmama Re: zmienilam zdanie,sama sobie odpowiem... 29.12.05, 12:58
              Osobiście, jako "prawdziwa" ateistka, nie rozczatrowana katoliczka (nie jestem
              ochrzczona) nie uważam, że jestem mniej niedoskonała.
              Dla mnie różnica polega na tym, że:
              - Nikt nade mną nie czuwa.
              - Jak umrę, to umrę.
              - Grzech nie istnieje, są tylko złe i dobre postępki, sama oceniam co jest co.
              - Muszę mieć zawsze czyste sumienie, ponieważ nie mogę się wyspowiadać, oczyścić.
              • edorka1 Ciekawe... 29.12.05, 14:45
                jak to jest, bo większośc ateistów w Polsce to poprostu zrażeni katolicy. Katolicyzm im nie pasi więc ateizm jest jakimś wyjsciem...
                Szanuję ludzi u których ateizm jest poparty przemyśleniem, refleksją, jakimś drążeniem tematu. Tyle że większośc drążących ne deklaruje się tak skrajnie, blizszy im jest agnostycyzm jednak...
                • kawka74 Re: Ciekawe... 29.12.05, 14:49
                  Dlatego nigdzie nie napisałam, że jestem ateistką. Napisałam tylko, że nie
                  należę do KK. A to wielka różnica...
                  • edorka1 Re: Ciekawe... 29.12.05, 15:04
                    Ja tego co napisałam nie odnoszę personalnie do nikogo tutaj, choć niekóre wypowiedzi są rażąco płytkie.
                    Raczej zastanawiają mnie motywy tak odważnych i jakby na to nie parzeć nieco skrajnych deklaracji.
                    Wiara nie jest kwestią rozumu, ale już jej odrzucenie powinno być poparte jakimś rozumowaniem innym niż tylko negacja. Jeśli gdzieś wcześniej zrobiłam odniesienie do Einsteina to o to mi właśnie chodziło : nawet ci którzy niejako z założenia mysleli więcej niż przeciętny człowiek i o istocie świata i zjawisk wokół nas wiedzieli bardzo wiele, nie potrafli całkiem zanegować nadprzyrodzoności i nie potrafili wykluczyć istnienia Boga.
                    I w kontekscie całych ksiąg na ten temat, spisywanych przez wieki w różnych miejscach świata zastanawiająca jest ta odwaga która sprawia że ktoś jest ateistą stanowczym i bezdyskusyjnym.
                    • triss_merigold6 Re: Ciekawe... 29.12.05, 15:12
                      Wystarczy mi Twoje zdanie "wiara nie jest kwestią rozumu".wink
                      Jesli wiara jest łaską to niektorzy (vide ja) są tej łaski pozbawieni.
                      • edorka1 Re: Ciekawe... 29.12.05, 15:17
                        Cyniczna jesteś. Wiara jest przede wszystkim kwestią...zaufania.
                        • triss_merigold6 Re: Ciekawe... 29.12.05, 15:20
                          Być może, w każdym razie zakłada element duchowy i irracjonalny.
                          Niech zostanie proste równanie: nie ufam (czemuś nadprzyrodzonemu) = nie wierzę
                          w to coś nadprzyrodzone. Sorry, ale rozmowa z wierzącym o ateiźmie to jak
                          gadanie ze ślepym o kolorach.
                          • isma Re: Ciekawe... 29.12.05, 15:23
                            Ooo, Triss, ja tam nieskromnie uwazam, ze jako byla niewierzaca mam o tym
                            zjawisku jakie-takie pojecie wink)).
                            • triss_merigold6 Re: Ciekawe... 29.12.05, 15:26
                              Jako nawrócona pewnie tak...
                              Natomiast refleksja przeciętnego katolika w tym kraju względem niewierzących
                              ogranicza się do zdziwienia "jak tak można".
                        • g0sik Re: Ciekawe... 29.12.05, 15:22
                          Jeśli tak to od 9 lat wierzę wyłącznie w mojego męża...
                    • kawka74 Re: Ciekawe... 29.12.05, 15:31
                      > Ja tego co napisałam nie odnoszę personalnie do nikogo tutaj, choć niekóre
                      wypo> wiedzi są rażąco płytkie.
                      Ja to rozumiem. Ale się odniosłam, bo niby dlaczego nie?

                      > Raczej zastanawiają mnie motywy tak odważnych i jakby na to nie parzeć nieco
                      sk> rajnych deklaracji.
                      > Wiara nie jest kwestią rozumu, ale już jej odrzucenie powinno być poparte
                      jakimś rozumowaniem innym niż tylko negacja. Jeśli gdzieś wcześniej zrobiłam
                      odniesienie do Einsteina to o to mi właśnie chodziło : nawet ci którzy niejako
                      z założenia mysleli więcej niż przeciętny człowiek i o istocie świata i zjawisk
                      wokół nas wiedzieli bardzo wiele, nie potrafli całkiem zanegować
                      nadprzyrodzoności i nie potrafili wykluczyć istnienia Boga.
                      > I w kontekscie całych ksiąg na ten temat, spisywanych przez wieki w różnych
                      miejscach świata zastanawiająca jest ta odwaga która sprawia że ktoś jest
                      ateistą > stanowczym i bezdyskusyjnym.
                      Może dlatego, że księgo pisali ludzie? I nie ma obowiązku uznawania choćby
                      Pisma Świętego za tekst objawiony. Wystarczy potraktować je jak Daniken i po
                      jabłkach.
                      • dagmama Re: Ciekawe... 29.12.05, 16:12
                        "I w kontekscie całych ksiąg na ten temat, spisywanych przez wieki w różnych
                        miejscach świata zastanawiająca jest
                        ta odwaga która sprawia że ktoś jest ateistą stanowczym i bezdyskusyjnym."

                        Ja czytam science fiction. Tam każdy ma teorię co do wszeświata. Danikena też
                        czytałam, nie mówiac o Biblii i Koranie (niestety wiedza nie daje wiary).
                        Poszukuję, z odwagą.
                        • ledzeppelin3 Re: Ciekawe... 30.12.05, 10:27
                          Naprawdę myślicie, że po lekturze tego wątku choć jeden katolik zostanie
                          ateistą względnie ateista zostanie katolikiem? Nikt nikogo nie "przekona", a
                          tylko sobie nawsadzaciesmile)
                          Ale dyskusja owszem ciekawa
                          • isma Re: Ciekawe... 30.12.05, 10:47
                            Nie myslimy wink)).
                            Ale niezbadane sa wyroki Boskie, chi, chi wink)).
                            • isma Re: Ciekawe... 30.12.05, 10:58
                              Aha - jak bym miala w miare precyzyjnie wskazac, od czego sie zaczelo moje
                              myslenie o tym, ze jednak Bog jest rzeczywistoscia, ktora warto brac pod uwage,
                              to bym jako jedna z okolicznosci wskazala dyskusje na internetowym forum,
                              zatytulowaną "czy Bog istnieje" (do ktorej trafilam przez przypadek, przez
                              wyszukiwarke, po tym, jak pojawilo sie w niej na prawach dygresji nazwisko
                              pewnego trzeciorzadnego dramaturga elzbietanskiego), i wynikła z niej
                              korespondencje z pewnym aktualnie zielonoswiatkowcem, mieszkajacym w...
                              Reykjaviku.
                              • ledzeppelin3 Re: Ciekawe... 30.12.05, 11:07
                                Burzysz mój światopogląd!!!
                                • isma Re: Ciekawe... 30.12.05, 11:13
                                  O, przepraszam wink)).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja