kleonike
28.12.05, 10:04
W drugi dzien swiat odwiedzil nas wuj mojego meza.Facet jest taka roche
czarna owca w rodzinie,ale to niewazne,nam w sumie nic zlego nie zrobil i raz
w roku jedna wizyte mozna wytrzymac.Ale do rzeczy.Przyniosl ze soba prezenty
dla dzieci,samochodzik na pilota i imitacje barbi oraz slodycze.Tknieta
przeczuciem przechwycilam zabawki i otworzylam sama bez dzieci.I jak sie
spodziewalam-lalce od razu odpadla noga i fryzura a samochodzik w ogole nie
jezdzil a potem odpadly kola.No slowem tragiczna tandeta,kupiona za grosze
pewnie gdzies na bazarze,w dodatku niebezpieczna dla maluchow.Zabawki poszly
od razu do smieci,dzieciakom bylo troche przykro a wujowi na koniec wizyty
powiedzialam tylko,ze dziekujemy ale slodycze by wystarczyly.Moze powinnam to
przy nim otworzyc i pokazac co przyniosl?Ale koncu on nie chcial zle.Tylko
powiedzcie mi czemu cos takiego jest w ogole produkowane?A jak sobie pomysle
w jakich warunkach w Chinach cos takiego powstaje to mnie cos po prostu
sciska