moninia2000
29.12.05, 15:57
Kochani!
Jakie macie rady na denerwujaaaaaaca tesciowa? Mieszkam w Hiszpanii z mezem,
ktory pochodzi wlasnie z tego kraju. Jego rodzice mieszkaja 500km od nas,
wiec gdy przybywaja (niedawno urodzilam mala dziewuszke) raczej na dlugo. Sa
meczacy, poniewaz nie wiem jak ale zawsze robia to samo: przemieniaja nasz
dom w "ich" dom. Maz tez sie meczy, po ostatniej wizycie mielismy dosc, On
smutny i zmeczony (w koncu to Jego rodzina), ja przemeczona i
rozdrazniona..brr. Mam to sczescie, iz w Hiszpanii matki sa bardzo
specyficzne, a ich podejcie do synow w szczegolnosci jest rozbrajajace
wprost.. Synkowi sie scieli, gotuje, pierze, lozeczko sciele nawet po 30, gdy
to oczywiscie mieszka wciaz z rodzicami. Moj maz ma brata, ktory oczywiscie
tez przyjezdza i siedza tak cala kupa, ogladajac wciaz tele kuku, napelniajac
dom "zapachem wlasnym", bardzo egzotycznym, mozecie mi uwierzyc, gdyz nie
znaja oni dezodorantow, a prysznic od Swieta (serio). Na codzien nawet zebow
nie myja, szok. Ale mniejsza z tym, gacie na nos i nie oddychac. Problem w
tesciowej, gdyz ojciec i brat jeszcze do wytrzymania, poniewaz mala sa w
domu. Uciekaja do barow na kawke czy winko, chodza po pueblo, sami nie
znoszac kobiety. A ona panuje i rzadzi. Nie wiem skad, ale ubzdurala sobie,
iz nie umiem gotowac chyba, bo ledwo sie u nas znajdzie pierwsze co robi to
zakuuuupy, a potem gotuje i zre. Ach, musze sie wyzyc i wyzalic!
Otoz uwaza, ze "zawsze" mamy pusta lodowke (a nam tak dobrze), ze zle jemy
(bo nie zremy miecha jak oni, raczej b.rzadko), tak wiec opanowuje mi kuchnie
bez zadnego "ale" i ma radoche. Uznalam jednak, ze niech ma i sie odcinam
wtedy zupelnie. Ja sie zajmuje coreczka i sama soba i mam spokoj (zludny).
Jednak wejscie do pokoju dziennego jest horrorem, poza tym, ze caly smierdzi
wprost nimi, to jeszcze na ogol okna pozamykane, zaluzje spuszczone,
telewizor glosno, do tego wszystkiego zapachy tlustych potraw, ktore szykuje
jak sluzaca "panom domu" i do tego wszystkiego majacy dosc maz, ktory probuje
walczyc, ale jakos nie dajhe rady przeciewko calej 3. Fakt, ze zawsze powie
szczerze co i jak, broni "swoich " hihi, ale ile mozna? Nastawiamy sie raczej
na "znoszenie" ich i juz. Tesciowa jest przezabawna! Od razu po porodzioe sie
zjawila (to byl moj blad, chcialam zeby wnusie tez widzieli) i zaczela
biadolic: ze nie mama mleka (mam oczywiscie), ze niby dziecko ma krzywa
nozke, ze to ze tamto po prostu myslalam ze ja zabije, a depresji i tak sie
nabawilam poporodowej. Nie rozumie, ze nasza mala nie lubi jak jej sie
wrzeszczy nad glowa i tylko w ten sposob sie komunikuje z coreczka,
choc "komunikuje" to za duzo powiedziane! Mala jej nie znosi i placze zaraz w
jej ramionach . Czy to przez "zapach"?Czy przez wrzask? kto wie..
Poza tym gdy sa wszyscy w 3 ona steruje domem, podmasla im, zapominajac o
nas, o tym ze nie jest u siebie. Choc wlasnie..oni sa u siebie, tak sie
czuja. Ona lepiej wie co moj maz "powinien" jhesc, ze za chudy, ze ma spodnie
podarte i jak ja Mu pozwalam tak chodzic itp.. Wyc mi sie czasami chce, bo
jak takiej babci z pueblo wytlumacze, ze moj maz na tylku ma co Mu sie zywnie
podoba, ze ja nie jego mamuska, ze jak chce to niech wiecej je, ze to ze
sprztaa ze mna to pozytywny znak, a nie moja "nieudolnosc". Z drugiej strony
potrafi meza omamic, bo ten wierzy, iz ona mnie kocha. Zawsze przywiezie
prezenty, w szczegolnosci dla mnie, czasami dla mezusia nic, a dla mnie
kolczyki srebrne czy buty. Masz ci los! I rozgrzeszona.
A ja mam dosc.
A ja mam pawie ochote puszczac.
Mam ochote rzadzic w mojej malej kuchni i czuc sie jak u siebie, a nie
cierpiec jakbym u nich w domu byla.
Maz z domu uciekal, bo mial dosc a jak tu sa to czuje sie jak w "powtorce z
rozrywki".
I wiele bym jeszcze mogla opowiadac. Kobiecina jest bardzo prosta, krzyczy
zamiast mowic, je nie na talerzu a na stole i na (cholera!) moich
reczniczkach kuchennych, ktorych po jej wyjezdzie doprac nie moge i wywalic
musze po raz kolejny, mlaszcze jak..., dlubie se w zebach przy calej
ferajnie, daje "zlote rady", wtrynia sie we wszystko co moze mowiac: ja nie
chce sie wtracac..., ale...
itd.itp.
Mam dosc.
A Wy? Jak znosicie swe tesciowe?
Jakie sa..' ?
Pomozcie, co robic?
Czasami mam dosc. Nie jestem osoba lagodna, raczje potrafie powiedziec i
mowie, a potem ona sie taka "bidulinka od razu robi, ze az wstyd. Ale swoja
droga jest podstepna zmijka.
Jak to kobietka hihi.
A tak sobie czasem pomysle: ......
I JA BEDE TESCIOWA....