Z winy kobiet

03.01.06, 00:05
rozpadają się na moich oczach dwa wieloletnie związki. W obu są dzieci,
kikuletnie... Kurcze, zarówno jedni, jak i drudzy sprawiali wrażenie
dopasowanych, szczęśliwych... Ustabilizowani materialnie, bez nałogów i
innych patologii, zgodni, kulturalni, podobnie wykształceni, a jednak...
W obu przypadkach, dotychczas spokojne, rozsądne, nie zawaham się napisać:
dojrzałe kobiety - odchodzą. Odchodzą od mężów, którzy każdą wolną chwilę
poświęcali rodzinie, o ironio, byli prawdziwymi domatorami...

Smutno mi, bo obie pary znam od bardzo wielu lat...
    • dagella Re: Z winy kobiet 03.01.06, 00:06
      moze porostu brakuje im milosci
      • em_em71 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 00:11
        No tak, to jednen z koronnych argumentów. Nowe miłości są ekscytujące i jakże
        inne od dotychczasowych przydeptnych kapci. Tylko, że miłość to takie zwierzę,
        o które trzeba dbać, a nie gdy się znudzi, wymieniać na nowe, bardziej
        atrakcyjne...
    • zona_mi Re: Z winy kobiet 03.01.06, 01:15
      Skąd wiesz, że z winy kobiet?
      Poza tym patrząc z boku nie wie się jak to naprawdę wygląda - nie jesteś w
      stanie czuć tego co Twoi znajomi.
      > zarówno jedni, jak i drudzy sprawiali wrażenie dopasowanych, szczęśliwych...
      "Sprawiali wrażenie" - no właśnie. Jakaś przyczyna - być może uzasadniona -
      musiała być, skoro zdecydowały się na takie rozwiązanie.
      A może domator w papuciach nie zawsze jest dokładnie tym, o kogo chodzi?
      Możemy tu sobie gdybać i wymyślać - nie znamy ich, szkoda słów.
      A że smutno? No pewnie.
    • mik5 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 09:02
      Ja twierdzę że za rozpad takiego z zewnątrz udanego, bez żadnych patologii
      związku, winę ponoszą obie strony, obarczanie nią tylko jednej jest
      niesprawiedliwością.
    • lola211 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 09:14
      Odchodzą od mężów, którzy każdą wolną chwilę
      > poświęcali rodzinie, o ironio, byli prawdziwymi domatorami...

      No wlasnie, takie cieple kluchy czasem staja oscia w gardle.Przychodzi nuda,
      rutyna, brak iskrzenia i po zwiazku.Niektorzy w tym trwaja, inni zas chca zmian.
      • dagmama Re: Z winy kobiet 03.01.06, 09:35
        A co to za tendencja do obwiniania kobiet? Trzeba na zawsze tkwić w związku bo
        dzieci? Piszesz, że "z winy kobiet", dlaczego nie napiszesz "wreszcie rzuciły
        tych nudziarzy"smile))
    • em_em71 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 14:09
      Hehe... Spodziewałam się właśnie takich komentarzy. Żyć z nudziarzem pod jednym
      dachem - koszmar!!! Lepszy taki facet, który zdradza, chadza własnymi
      ścieżkami, jest obibokiem, bawidamkiem, pijakiem, jest egoistą, zapatrzonym w
      siebie narcyzem lub gburem. Otóż ci faceci wcale nie są nudni, są normalnymi
      ludźmi, z wadami i zaletami, których nikt nie jest pozbawiony. Wrzuciłam ich do
      jednego worka, bo w obu przypadkach sytuacja wygląda niemal idntycznie. Panie
      poznały w pracy "kogoś", ukrywały się z tym, a gdy sytuacja wyszła na jaw,
      postanowiły odejść, nie bacząc na dobro, chociażby dzieciaków. Obie zakochane
      po uszy i przeszczęśliwe. Na jak długo?

      Akurat tak się składa, że ze wszystkimi jestem dość blisko związana i czuję się
      trochę niezręcznie, wysłuchując argumentów obu stron (dot. jednej z par).
      Pewnie, nie moja broszka, nie udzielam rad, nie wtącam się, jeśli ktoś
      potrzebuje uszu do wysłuchania - jestem tymi uszami i na tym moja rola
      skończona.

      Zawsze trzymałam stronę kobiet. Damska solidarność i mnie niejednokrotnie
      ratowała tyłek, bo człowiek jest tylko człowiekiem i czyhają na niego różne
      pokusy, ale, żeby od razu przekreslać definitywnie kilka, kilkanaście lat, nie
      szukać rozwiązań, nie próbować przełamywać kryzysu, hmmmm...

      I teraz też przyglądam im się jak zjawisku, które występuje w przyrodzie.
      Dzieciaki powychodziły z niemowlęctwa i wieku, w którym matka jest uwiązana na
      krotkiej smyczy. Dziewczyny realizują się zawodowo, osiągają jakieś sukcesy,
      przybyło czasu, pieniędzy i co... nagle klapki z oczu opadły, okazało się, że
      życie może mieć jeszcze inne smaczki niż domowa zupa.
      Skoro i jedni i drudzy informują mnie o swoich poczynaniach, może powinnam
      głośno wyrazić swoje zdanie, a nie poprzestawać na zdawkowym :"wiesz to twoja
      decyzja, mam nadzieję, że wiesz co robisz"....
      • your_and Re: Z winy kobiet 03.01.06, 14:27
        To właśnie cały paradoks. Kobiety chcą podporządkować sobie faceta wykłócaja sie
        zeby go sobie ustawić i zazdroszczą innym opiekuńczych domatorów pod pantoflem.
        Ale gdy nawet uda im sie osiągnąć ten cel przeżywaja wielkie rozczarowanie bo
        oni staja sie tak niemęscy i nie warci ich zainteresowania...
      • burza4 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 15:06
        Mimo wszystko nie wiesz, jak układało się im na co dzień.

        Daleka jestem od oceniania. Z boku wszystko wygląda inaczej.
        Wśród znajomych miałam przypadek "szczęśliwego" na oko stadła - i dużym szokiem
        była informacja, że facet szalenie czuły i troskliwy przy ludziach, za
        zamkniętymi drzwiami do 5 letniej córki potrafi powiedzieć "sprzątnij zabawki
        ty mała k...". Inny przypadek wyglądał dość standardowo - facet znalazł sobie
        kogoś, afera w towarzystwie - ale on sobie znalazł tego kogoś, bo żona od 2 lat
        żyła swoim życiem. Ot, znudzona miała cichy romansik z przyjacielem pani domu,
        zresztą też żonatym. Ale dla wszystkich z boku to on był błe, bo chciał odejść.

        Piszesz, że tamci faceci nie są nudni - przecież kazdy inaczej się zachowuje w
        towarzystwie, a inaczej w domu. Może w domu zamieniają się w milczących
        kanapowców, którzy na żonę patrzą jakby była przezroczysta? A może faktycznie
        tym kobitom odbiło?
    • edorka1 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 14:35
      A niech odchodzą w siną dal....
      Szczęscie ma różne oblicza, niektórzy nie umieją wytrwać w stabilnych związkach bo ich ta stabilność uwiera.Pytanie tylko, czy to co znajdą w zamian da im to szczęście...Oby dało.
    • carri Re: Z winy kobiet 03.01.06, 14:41
      Stanowczo powinnaś wyrazić swoje zdanie. To oczywiście ich życie i do niczego
      tych kobiet nie zmusisz, ale skoro proszą o radę, obarczają Cię problemami, to
      czemu masz im przyklaskiwać, jeśli kłóci to się z Twoją hierarchią wartości.

      A tak przy okazji - ja nie spodziewałam się takiej reakcji, jak przeczytałam
      Twój post i ręce mi teraz opadły. Ciekawe, czy panie byłyby równie chętne do
      rozwodu, jeśli to mężowie poszukaliby sobie szczęścia gdzieś obok? Też
      uznałyby, że oni mają do tego prawo? Za grosz poczucia odpowiedzialności,
      lojalności... Szkoda gadać!
    • hancik5 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 14:50
      Życie to nie zabawa...

      Mąż-nudziarz ? Śmieszne...Jeżeli tak było, to te panie poleciały za
      "błyskotkami" odrzucając własną rodzinę. Żałosne...

      Dla mnie odpowiedzialność to podstawowa zasada w życiu. Wychodząc za mąż
      doskonale zdawałam sobie sprawę, że różnie może być w życiu...Małżeństwo to
      wzajemne wspieranie się , wajemna miłość i szacunek, a nie rewia mody i ranking
      atrakcyjności.
      • dagmama Re: Z winy kobiet 03.01.06, 15:10
        Masz rację, hancik, ale po dziesięciu latach to nie są już ci sami ludzie,
        którzy brali ślub. Nawet jeśli brali pod uwagę, że będą się zmieniali, cele i
        wartości mogąś się "rozjechać". A życie można przeżyć tylko raz.
        • nuke2005 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 15:39
          dagmama napisała:

          > Masz rację, hancik, ale po dziesięciu latach to nie są już ci sami ludzie,
          > którzy brali ślub. Nawet jeśli brali pod uwagę, że będą się zmieniali, cele i
          > wartości mogąś się "rozjechać". A życie można przeżyć tylko raz.


          Zgadzam się w pełnej rozciągłości.
          Większość ludzi ewoluuje, a co jeśli np. tamici mężczyźni nie? Tzn., że jak po
          ślubie był fajny, to po 10 latach nic ze sobą nie robiąc, nie rozwijając się
          caofa się w ewolucji o kilka ładnych pokoleń. Czy to ma oznaczać, że skoro,
          przepraszam za określenie, za małpę wyszłam i ja się rozwinęłam, a on nie, tzn.,
          że i tak z małpą zaostać powinnam. No wybaczcie.
          I tak wiem, że to drastyczne porównanie, ale czy tamci mężczyźni naprawdę
          zrobili wszystko, żeby swoje kobiety przy sobie zatrzymać, oprócz wracania do
          domu i sięgania po gazetę (no w kńcu nie zdradzali).
          Nie tylko zdrada jest powodem do odejscia.
          Jeśli kupujemy roślinkę do domu i tam ją wstawiamy, tylko na nią patrząc, to
          niestety i tak padnie, podlewać trzeba, podlewać....
          • hancik5 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 15:47
            Pozwolę sobie nie zgodzić się z Wami. Człowiek się zmienia, to jasne, właśnie
            otym pisałam. Wychodząc za mąż należy liczyć się ze zmianami i pracować razem
            nad tym, aby te zmiany nie poszły w złym kierunku.
            O
            dpowiedzialność to również umiejętność radzenia sobie w obliczu niekorzystnych
            zmian, a nie szukanie drogi w ucieczce w łatwiejsze życie...
    • oxygen100 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 15:10
      No. Kobiety nie lubia rozlazlych flakowatych facetow co to tylko w domku w
      kapciuszkach i przed telewizorem. Moze poza tym ze maja dzieci maja odrobine
      oleju w glowie i odwagi aby poszukac szczescia u boku faceta a nie tylko
      posiwecajacego sie tatusia. Nikt nie zna tajemnic ich alkowy i jak tam naprawde
      bylo wiec moze lepiej nie osadzac??
      • luxfera1 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 16:48
        od kiedy domator=rozlazłyfacet....jak co niektóre z Was kochaja proste
        myślenie...

        zgadzam sie Hancik....małżeństwo wymaga stałej ciężkiej pracy...

        I tak na wszystkim ucierpią jak zwykle dzieciakisad
    • g0sik Re: Z winy kobiet 03.01.06, 16:54
      >Odchodzą od mężów, którzy każdą wolną chwilę poświęcali rodzinie, o ironio,
      >byli prawdziwymi domatorami...

      Pozory bardzo często mylą....może nie wiesz o wszystkim?
      Znam wielu "prawdziwych domatorów" których bycie w domu to przede wszystkim
      oglądanie telewizji i siedzenie przed komputerem. Dopóki dzieci są małe wiele
      kobiet trwa w małżeństwie właśnie dla nich. Gdy dzieci dorastają nagle się
      okazuje, że małżonków nic już nie łączy. Nie zawsze da się wszystko posklejać,
      naprawić....
      • luxfera1 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 17:06
        tylko że tu dzieci jeszcze nie zaczeły dorastac...sa k.i.l.k.u.l.e.t.n.i.e
        • camilcia Re: Z winy kobiet 03.01.06, 17:18
          moja babcia mówiła 'nikt nie wie niczyjego' - to prawda, nigdy w takiej
          sytuacji nie można prosto powiedzieć czyja wina
          • nuke2005 Re: Z winy kobiet 03.01.06, 19:22
            no i właśnie sprowadzamy się do konkretnej odpowiedzi, czyli jak tu sobie radzić
            jak się nie zna sytuacji?

            Nie znamy i dlatego sobie gdybamy.
            mąż domator=couch potato - źle
            mąż domator+zajmujący się rodziną i odpowiedzialny i, i, i... - dobrze
    • em_em71 Re: Z winy kobiet 04.01.06, 12:07
      Dzięki za Wasze opinie, jednak pozostanę raczej przy swoim zdaniu. Opisałam
      sytuację skrótowo, bez wielu ważnych szczegółów, które znacznie bardziej
      rozjaśniają obraz, jednak obowiązuje mnie dyskrecja...
      Interesowało mnie, czy w Waszym otoczeniu również zdarzają się podobne wypadki.
      Czy to jakiś syndrom kobiety po 30-tce, uświadomionej, wolnej, niezależnej
      (bądź, chcącej za taką uchodzić)???
Pełna wersja