symbol rozdartej sosny

03.01.06, 15:04
oczekuje pocieszenia pzede wszystkim od mam pracujacych.
krotko: mala ma 10 m do 9 m siedziala ze mna w domu potem poszlam na 4h do
pracy od 15 stycznia mam isc na 8h no i ..... w ogole sobie tego nie
wyobrazam. placze prawie codziennie przy wyjsciu mimo ze mala ma wspaniala
ciocie do opieki i pod tm katem sie nie martwie ale ona od rana juz mnie nie
opuszcza na krok a perzy wyjsciu rozpacz. co prawda ciocia twierdzi ze to
mija chwile po moim wyjsciu ale i tak.
no i mam wlasnie dylemat czy siedziec z dzieckiem czy isc do pracy. wiem ze
jak zostane to bedzie dla niej najlepiej ale ja bede pewnie myslala ze juz
bym poszla do ludzi a dwa pozniej nikle szanse na znalezienie pracy bez
wczesniejszego doswiadczenia.
a z drugiej strony boje sie w idac do pracy trace cos czego juz potem nie
bedzie, godziny sa baznadzijne od 9 do 17 a o 20 mala idzie spac.....
blagam mamy pracujace napiszcie jak sobie radzicie i jak radza sobie
dzieciaczki
Agata
    • wesolek11 Re: symbol rozdartej sosny 03.01.06, 15:20
      Bez wzgledu na to, w jakim wieku będzie dziecko, zawsze będziemy przeżywały
      rozstanie. Ja z babcią zostawiam swoje 5-letnie i 2-letnie dzieci, pracuję od 5
      m-cy. Poszłam do pracy, bo wiem, że jest ciezko i za parę lat mogę nie pracować
      tam, gdzie bym chciała. Często wychodząc z domu płaczę i ja i dzieciaki,
      zwłaszcza serce sie kraje jak są chore, ale takie życie. Trudna decyzja, albo
      chce sie być cały czs z dziećmi, albo zarabiać. Ja chciałabym siedzieć w domu,
      ale wydatków jest coraz wiecej. Moze jest mi łatwiej, bo mam babcię i godziny
      pracy 8-16, ale ogólnie życie od weekendu do weekendu, w pośpiechu. Pomyśl, że
      masz z kim zostawić, z rodziną, a nie z obcą kobietą, dziecko prawie roczne, a
      nie 4-miesięczne i masz pracę. Wiele kobiet by tak chciało. Ale decyzję musisz
      podjąć sama. Pozdrawiam.
    • jobeel Re: symbol rozdartej sosny 03.01.06, 15:29
      Tak, moja droga, żałować będziesz, że coś tracisz, ale taka jest teraz
      rzeczywistość. Ja wracałam z rozpaczą do pracy, gdzy moje pierwsze dziecię
      miało 5 miesięcy i zostało z obcą kobietą. Ryczałam w autobusie, to było
      strasze. Z drugim dzieckiem było już lżej, ale... też zpłakałam.

      Po dziś dzień żałuję, że tak być musiało, że strach o utratę pracy spowodował,
      że zostawiałam dzieci z obcymi kobietami. Tak zazdroszczę tym mamom, które mogą
      siedzieć z dziecmi w domu... Ale to musi być szczęście, nieprawdaż?

      Trzymaj się mocno! Maleństwa nasze podobno też płakały tylko chwilę, ale serce
      moje wciąż tęskni do tych chwil, kiedy były one takie malusie, takie do
      przytulania.

      Bądź dzielna, dzisiejsze czasy tego wymagają. A o pracy teżtrzeba mysleć.
      Pozdrawiam Cię i ucałuj Maleńką, pa!
    • lila1974 Re: Agatha 03.01.06, 15:33
      10 m to chyba taki okres w życiu dziecka, że pilnuje mamy jak oka w głowie.
      Nie stresuj się tak. Skoro opiekunki mówią, że rozpacz trwa tylko chwilę, to
      zapewne tak jest. Ja opuściłam obie dziewczynki w podobnym okresie. Zostawał z
      nimi ich tata i było dokładnie tak, jak u Ciebie - chwilka rozdzierającego
      serce płaczu a zaraz potem szczery śmiech.
      Jesli musisz wrócić do pracy i jesteś uczciwa wobec siebie, to wyrzuty sumienia
      nie są potrzebne. Traktuj swoje wyjście z domu, jak sprawę oczywistą, a
      córeczka pogodzi się z Twoją nieobecnością.

      U nas Koniczyna wyła jakieś 2 miesiące. Nela wyła chyba rok. Starałam się więc
      tak wychodzić z domu, by oszczędzić im stresu. Choć zdarzyło się i tak, że
      musiałam Nelę ze soba zabrać do pracy na dzienny dyżur smile

      Umartwianie się nie służy ani Tobie ani córci, bo ona czuje Twój strach i się z
      nim identyfikuje.
      • sbial Re: Agatha 03.01.06, 19:42
        u nas było identycznie. Kajtek wył ponad miesiąc, codziennie. To prawdopodobne,
        że dziecko przestaje płakać zaraz po twoim wyjściu - tak jak mówi opiekunka.
        Nasza też tak twierdziła i tak było. Raz nawet po wyjściu postałam pod drzwiami
        i podsłuchiwałam - i rzeczywiście płacze szybko mijały. Teraz synek jest bardzo
        zadowolony jak widzi nianię, od razu chce do Niej na ręcę, robi mi "pa,pa" i
        szybko zamyka za mną drzwismile
        pozdrawiam
    • blaszka30 Re: symbol rozdartej sosny 03.01.06, 15:46
      Bardzo dobrze Cie rozumiem. Ja wrocilam do pracy w pazdzierniku gdy Mala miala
      8 m-cy i od razu na pelen etat (inaczej sie nie dalo) co razem z dojazdami
      sprawia, ze jestem poza domem 11-12h. Dlatego teraz postanowilam wrocic. Od
      dnia powrotu myslalam o tym "co ja tu robie", itp. do tego doszla srednia
      atmosfera w pracy i w koncu postanowilam - wracam i juz. Maz pracuje a
      odliczajac koszt opieki (2tyg w miesiacu jest z babcia, 2 tyg z opiekunka) to
      wyszlo, ze zarabiam na tyle malo, ze to po prostu nie ma sensu.
      Bardzo balam sie straty pracy, ale doszlam do wniosku, ze i tak w kazdej chwili
      moge ja stracic (bo jestem zmeczona, zaplakana czy po prostu bo TAK) a Mala
      jest taka tylko raz w zyciu. Bardzo sie boje jak to bedzie, ale decyzji juz nie
      zmienie. Teraz zostalo jeszcze powiadomic szefa ;-(
      • camilcia Re: symbol rozdartej sosny 03.01.06, 17:16
        ryczałam na samą myśl o powrocie do pracy na etat, nie będę tu się rozpisywać,
        jest ciężko podjąć decyzję, tym bardziej w naszej rzeczywistości kiedy
        pieniądze z jednaj pensji są niewystarczające, nie wróciłam.... przeżyliśmy,
        nie potrafiłam zostawić małej, jak miała ok 9 mies to zaczęłam pracować na
        godziny (wolny zawód), teraz mam drugiego maluszka i też nie chcę wracać na
        etat, nie i koniec! finansowo można się jakoś zorganizować, chociaż czasem nie
        jest łatwo
    • trudy77 Re: symbol rozdartej sosny 03.01.06, 20:12

      Ja musiałam wrócić do pracy, jak synek miał 4 miesiące. Nie chodziło absolutnie
      o pieniądze, bo zarabiam dokładnie na opiekunkę i dojazdy- końcówka doktoratu.
      Przez jakiś czas potwornie ryczałam, mały dopiero od niedawna
      (skończył rok), ale krótko. Ma super nianie, mimo że obca kobieta, to
      synekbardzo ją lubi.Wyszłam z założenia, że chcę jeszcze coś osiągnąć w życiu.
      Mama niedowartościowana,to mama nieszczęśliwa. Dzieci wolą mieć uśmichnięte
      mamy. Pozdrawiam mamy pracujące.
      • agatha61 Re: symbol rozdartej sosny 04.01.06, 09:40
        Trudy nawet nie wieszjkak mnie pocieszylastowlasnieo to minmi chodzize dziecko
        podrosnieaja ciagle w domu???taksobie to tlumaczechociaz nie jest latwo. ale
        mamy chyba tez troszke musza myslec o sobie.
        Pozdrawiam
        PSchyba niezbyt latwe jest zycie kobiety i matki w XXI wieku.
        • wesolek11 Re: symbol rozdartej sosny 04.01.06, 10:00
          Ja też podejmując decyzję o pójsciu do pracy kierowałam się tym, że dzieci
          podrosną, a ja mogę nie mieć pracy. Później w ogóle bym jej nie znalazła, albo
          taką, która mi nie odpowiada, albo mało płatną. A tak mam ciągłość i robię to
          co do tej pory i co lubię. Ciężko jest, ale trzeba się pocieszać, że z każdym
          miesiącem dzieci są starsze i niedługo same będa nam z domu wyfruwać.
    • jobeel Re: symbol rozdartej sosny 04.01.06, 10:09
      Z nami - mamami - to jest tak, że zawsze będziemy tęskniły za dziećmii chciałby
      z nimi być, przebywać, sprzatać, gotować, wieszać pranie.... Gdy ja wróciłam do
      pracy (pierwsze dziecko miało 5 mies., drugie 10 mies.), to po powrocie KAŻDĄ
      chwilę spedzaliśmy razem. Zatem własnie wszelkie prace domowe, gotowanie,
      zakupy robilismy razem. Zostało nam to po dzisiejszy dzień - każdy się dziwi
      jak ja to robię, że dzieci mi pomagają w domu.

      Moja córeczka, jak miala 3,5 roku, zatem była już prawie "duża" i poszła do
      przedszkola, to płakała 2 bite miesiące. Zatem takie jest zycie: nam pękają
      serca, dzieci płaczą na myśl o rozstaniu.

    • trudy77 Re: symbol rozdartej sosny 04.01.06, 12:07
      Cieszę się, że pocieszyłam (pewnie samą siebie ciągle też muszę pocieszać). Ja
      bardzo staram się, ąby czas kiedy wracam do domu aż do spania maluszka był
      głównie dla niego- zabawy, spacerki, bajki. Jeszcze raz pozdrawiam.
      • boranet Re: symbol rozdartej sosny 04.01.06, 15:00
        Witam,
        Moja córeczka ma teraz rok i dwa miesiące. Wróciłam do pracy w kwietniu
        ubiegłago roku więc mała była jeszcze młodsza od Twojego dziecka. Wiadomo, że
        jest ciężko, ale pracować trzeba z powodów choćby finansowych... Mam to
        szczęście, że zostawiam małą na 3 pierwsze godz. z moja mamą (nie muszę jej
        wozić bo mieszkamy razem smile a potem przyjeżdża do pomocy moja ciocia. Do
        grudnia pracowałam 7 godzin (1 godz na karmienie), teraz jestem już 8 godzin w
        pracy i widzę, że mała tęskni bardzo. Po powrocie nie odstępuje mnie na krok,
        ale rano nie ma rozpaczy. Co prawda mimo chęci nie zawsze mogę po pracy zająć
        się tylko córeczką bo trzeba coś ugotować, uprać, zrobić zakupy. Nadrabiam w
        weekendy. Myślę, że i dzieci i my potrzebujemy czasu żeby przystosować się do
        nowej sytuacji. Da się przeżyć smile Powodzenia, pozdrawiam
        A
    • misiamama Re: symbol rozdartej sosny 04.01.06, 15:21
      hej
      Wróciłam do pracy jak mały skończył 6m. Został z tzw. obcą kobietą (czyli
      nianią). Najpierw wróciłam na 6 g., a kiedy skończył 11m., na 8 godz (plus
      godzina na dojazdy). Po pierwsze, niania to tak samo obca kobieta jak np.
      teściowa. Po krótkim czasie staje się dla dziecka tak bliska jak ukochana
      babcia. Po drugie, łatwo wyrzec się własnego życia dla dziecka (zwłaszcza
      małego), tylko że za parę lat staniesz się dla dziecka obciążeniem. Sąd potem
      te tesciowe które żyją życiem swoich dzieci? te nadopiekuńcze mamuńcie, które
      nie sa w stanie pojąć, że ich dziecina wcale nie potrzebuje ich nieustanej
      uwagi 24/na dobę? Będziesz miała trzydzieści parę lat i zero własengo życia. To
      smutna perspektywa. Jak sądzę, niania jest instytucją bardzo wiekową i
      sprawdzoną.
      Aha, mój synek nigdy nie płakał. Zawsze wracam prosto z pracy do domu, weekendy
      sa tez dla niego. Może spróbuj rano wcześniej wstawać i poświęć dziecku
      godzinę -dwie na zabawę. U mnie to się świetnie sprawdza. Wstawaliśmy o 6-6.30,
      bawiliśmy się do 8. O 8-mej przychodzi niania i mały jest już wtedy mną
      znudzony, chętnie biegnie do niani. Ja mam 20 min. na wybranie się do pracy, on
      wtedy nie ma nawet czasu żeby się pożegnać (znad klocków macha papa, względnie
      pozwala się pocałować, ale biegiem). Spróbuj się bawić z córą przed wyjściem,
      to skutkuje.
      pozdrawiam
    • gelsemium Re: symbol rozdartej sosny 04.01.06, 15:38
      I ja rozumiem, jak jest Ci ciężko. Miałam to szczęście (a może odwagę?), że
      przez blisko 5 lat byłam w domu ze swoim synkiem. Nigdy wcześniej nie
      pracowałam, nie miałam zadnych dochodów. Wcale nie powodziło nam się super, z
      jednej pensji. Kredyty, jakieś wpadki finansowe. A jednak nie wyobrażałam
      sobie, by moim dzieckiem mógł się zajmować ktoś obcy. To były najcudowniejsze
      lata, jakie mogłabym sobie wyobrazić. Od miesiąca pracuję. Wszystko przeszło
      bezboleśnie, wbrew przepowiedniom wszystkim. Swojej decyzji NIGDY nie
      żałowałam. Niemniej podziwiam kobiety, które wracają do pracy, mając
      kilkumiesięczne dziecko.
      Pozdrawiam,
      G.
Pełna wersja