dobija mnie to....

04.01.06, 08:50
dziewczęta, oto mój problem...
od dłuższego czasu nie moge dogadać się z mężem.
Chodzi o sprawę dzisiejszego dnia. Jestem umówiona do ginekologa na usg
piersi. Jest to wizyta bezpłatna, czekam na nią już kilka miesięcy. W tym
problem ze nie mam kasy zeby płacic za to badanie, skoro mogę miec za darmo
(płacę składki dlaczego nie skorzystac).Tymbardziej ze muszę się zbadać,
dostałam skierowanie od lekarza, bo karmiłam i po karmieniu mam jakies
problemy.
Problem polega na tym że mam dziecko i nie mam z kim go zostawić. (nie mam
kompletnie nikogo!)
Wizyta jest na godz 15, mąż jest wtedy w pracy, nie ma szans zeby się
zwolnił, jest dopiero po urlopie, w pracy nie chcą słyszeć zeby cokolwiek
mówił na ten temat.
Dziś musze iść na wizytę, z dzieckiem sobie nie wyobrażam, jest małe i
rozrabia. Wiem ze nie usiedzi minuty. I teraz pokłóciłam się z mężem jak
wychodził do pracy. Zostawił mnie z problemami. Nie tylko tą wizytą ale też
innymi.
Drugą wizytę mam za kilka dni i też nie będzie mógł się zwolnic. Ale wizyta
to bardzo ważna tez ginekologiczna (mam zabieg wycięcie torbielka i coś
jeszcze).
I teraz mąż nie chce słyszeć o wolnym, bo szef go potraktuje finansowo (czyli
straci premię)nie możemy do tegfo dopuścic. Ja do lekarza nie mogę nie iśc.
To trwa 1,5 roku, kiedy nie mogę znaleźć czasu ani on na wizytę.Albo zapisy
są w dniu w którym mąż nie może się zwolnic albo kiedy ma wolne wtedy wizyty
nie mam. Czy ja mogę mieć pretensję do męża o to ze nie może mi pomóc? czy ja
przesadzam? Prywatnie mogę zapisać się o każdej porze, ale finansowo nie
wydołalibyśmy z tymi wizytami. Nie wiem co zrobię, jestem załamana.
    • mamadwojga Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 09:04
      Na pewno jest Ci trudno, ale zrozum też męża. Mój mąż zawsze stara się pomóc
      ale są też sytuacje kiedy po prostu NIE MOŻE. Ja też nie mam z kim zostawić
      dzieci bo rodzina daleko. Nauczyłam się prosić o pomoc obce osoby. Kiedy byłam
      w ciąży z drugim dzieckiem i musiałam iść do ginekologa a mąż absolutnie nie
      mógł się zwolnić, to wzięłam córkę i na czas wizyty poprosiłam panią w recepcji
      (dając jej malutką bombonierkę), żeby na chwilkę popilnowała mi dziecka bo
      inaczej nie dam rady. Ostatnio zostawiłam synka u sąsiadki kiedy szłam na
      rozmowę o pracę.
      Ludzie w koło Ciebie naprawdę moga Ci pomóc, szczególnie kiedy korzystasz z ich
      pomocy jedynie w sprawach najwyższego kalibru i niezbyt często.
      Zamiast denerwować się na męża, który pewnie też by chciał pomóc ale nie chce
      podpadać w pracy, spróbuj zapukać do jakiejś miłej sąsiadki, albo zadzwoń do
      koleżanki, kuzynki, czy innej godnej zaufania osoby.
    • apsik1 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 09:09
      ja też nie miałam z kim zostawić dzieci, zabierałam je ze sobą. Zawsze jakaś
      pani z kolejki lub pielęgniarka się nimi te 10 min zajęła. Torba flipsów,
      przypięcie w wózku a drugie obok.
      Niestety czasem nie ma wyjścia, normalni ludzie w przychodniach po wyjaśnieniu
      problemu nie robią przykrości. Nie tak dawno u endokrynologa bgyłam z całą 3 bo
      nie miałam gdzie i z kim ich zostawić.
      • ewelinap4 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 09:13
        apsik1 napisała:

        > ja też nie miałam z kim zostawić dzieci, zabierałam je ze sobą. Zawsze jakaś
        > pani z kolejki lub pielęgniarka się nimi te 10 min zajęła. Torba flipsów,
        > przypięcie w wózku a drugie obok.
        > Niestety czasem nie ma wyjścia, normalni ludzie w przychodniach po
        wyjaśnieniu
        > problemu nie robią przykrości. Nie tak dawno u endokrynologa bgyłam z całą 3
        bo
        >
        > nie miałam gdzie i z kim ich zostawić.


        rozumiem, tylko ze ostatnio byłam u lekarza, tego gdzie idę i pani mnie
        grzecznie wyprosiła, bo to gabinet zabiegowy itd. gabinet na dodatek jest w
        szpitalu. A tam raczej nie mam komu zostawić dziecko.
        • e_madziq Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 09:18
          Spróbuj z sąsiadką, koleżanką itp, może koleżanka wynajmuje jakąś opiekunkę do
          swoich dzieci i zgodziłaby sie tamta kobieta zostac i z Twoim za kawę czy
          czekoladki? Myslę, ze ktoś w okolicy znajdzie sie chętny do pomocy.
    • judytak Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 09:29
      ewelinap4 napisała:

      > Chodzi o sprawę dzisiejszego dnia.

      ano, trzeba było myśleć tak z tydzień temu...
      wtedy można było rozejrzeć się po okolicy (zapukać do sąsiadów, zagadać kobiety
      z dziećmi w parku), zobaczyć, jak wyglądają okolice tej przychodni, może ktoś
      tam się znajdzie (portier, pani prowadząca kiosk, itp.), albo zadzwonić do
      agencji opiekunek (nie wiem, jakie są stawki za godzinę, ale na pewno o niebo
      niższe, niż cena wizyty u lekarza)

      oczywiście nadal możesz zrobić to samo, ale nie ma pewności co do efektów...

      pozdrawiam
      Judyta
      • ewelinap4 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 09:30
        judytak napisała:

        > ewelinap4 napisała:
        >
        > > Chodzi o sprawę dzisiejszego dnia.
        >
        > ano, trzeba było myśleć tak z tydzień temu...
        > wtedy można było rozejrzeć się po okolicy (zapukać do sąsiadów, zagadać
        kobiety
        >
        > z dziećmi w parku), zobaczyć, jak wyglądają okolice tej przychodni, może ktoś
        > tam się znajdzie (portier, pani prowadząca kiosk, itp.), albo zadzwonić do
        > agencji opiekunek (nie wiem, jakie są stawki za godzinę, ale na pewno o niebo
        > niższe, niż cena wizyty u lekarza)
        >
        > oczywiście nadal możesz zrobić to samo, ale nie ma pewności co do efektów...
        >
        > pozdrawiam
        > Judyta



        kochana, ja myślałam juz ods kilku miesiący, kiedy to się zapisałam, a ze to
        już dzis to co poradze?
        • lajlah Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 09:39
          wiesz co, przepraszam , ale samo myślenie nie wystarczy nawet od kilku
          miesiecy. Trzeba było działać. Poza tym można wynając opiekunkę nawet na
          kilka godzin. Rozumiem, że to kosztuje, ale w ostateczności mogłaśuciułacte
          parę złotych skoro wiedziałaś , że będzie problem z przypilnowaneim dziecka.
          A my co Ci poradzimy, że to już dzis?
          • ewelinap4 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 09:43
            lajlah napisała:

            > wiesz co, przepraszam , ale samo myślenie nie wystarczy nawet od kilku
            > miesiecy. Trzeba było działać. Poza tym można wynając opiekunkę nawet na
            > kilka godzin. Rozumiem, że to kosztuje, ale w ostateczności mogłaśuciułacte
            > parę złotych skoro wiedziałaś , że będzie problem z przypilnowaneim dziecka.
            > A my co Ci poradzimy, że to już dzis?




            do konca nie wiedzialam ze maz nie zalatwi urlopu, miał miec. Teraz to
            musztarda po obiedzie mozna powiedziec.Nie pojde do lekarza i tak.
            • pade Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 10:04
              Wiesz co, a ja jednego nie rozumiem. Czemu zapisałaś się na taką głupią
              godzinę? Nie wierzę, ze tych badań nie robią po południu. Ja zawsze, podkreślam
              zawsze, zapisuję się na wieczór. Nie pracuję co prawda, ale nie uśmiecha mi się
              chodzic do gina z dwójką dzieci. Zawsze wyjaśniam sprawę rejestratorce i bardzo
              ją proszę o jakiś zośny termin. Nie mogę liczyć na męża, nie dlatego, że on nie
              chce mi pomóc, tylko dlatego, ze pracuje do późna i nigdy nie wiem kiedy wróci.
              A poza tym on utrzymuje całą naszą rodzinę i moja w tym głowa by sobie radzić
              samej, bez jego pomocy.
              Zadzwoń do gabinetu, wyjaśnij sytuację i poproś bardzo grzecznie czy nie mogą
              Ci przesunąć wizyty na późniejszą godzinę, albo czy możesz przyjść z dziećmi.
              Nie odpuszczaj wizyty, bo nie wiadomo kiedy będzie następna.
              • ewelinap4 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 10:08
                pade napisała:

                > Wiesz co, a ja jednego nie rozumiem. Czemu zapisałaś się na taką głupią
                > godzinę? Nie wierzę, ze tych badań nie robią po południu. Ja zawsze,
                podkreślam
                >
                > zawsze, zapisuję się na wieczór. Nie pracuję co prawda, ale nie uśmiecha mi
                się
                >
                > chodzic do gina z dwójką dzieci. Zawsze wyjaśniam sprawę rejestratorce i
                bardzo
                >
                > ją proszę o jakiś zośny termin. Nie mogę liczyć na męża, nie dlatego, że on
                nie
                >
                > chce mi pomóc, tylko dlatego, ze pracuje do późna i nigdy nie wiem kiedy
                wróci.
                >
                > A poza tym on utrzymuje całą naszą rodzinę i moja w tym głowa by sobie radzić
                > samej, bez jego pomocy.
                > Zadzwoń do gabinetu, wyjaśnij sytuację i poproś bardzo grzecznie czy nie mogą
                > Ci przesunąć wizyty na późniejszą godzinę, albo czy możesz przyjść z dziećmi.
                > Nie odpuszczaj wizyty, bo nie wiadomo kiedy będzie następna.


                t onie ja zapisałam się na taką godzinę, myślisz ze nie wolałabym zapisac się
                np na 20? mąz jest wtedy w domu? a skoro ja ide się zapisać a tutaj pani mi
                mówi ze jest tylko na 15, i nie ma więcej nic wolnego.A po za tym lekarz
                przyjmuje od 14 do 16 (USG)
            • judytak Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 10:28
              ewelinap4 napisała:

              > do konca nie wiedzialam ze maz nie zalatwi urlopu, miał miec. Teraz to
              > musztarda po obiedzie mozna powiedziec.Nie pojde do lekarza i tak.

              teraz, to już pójdź, szkoda opuścić
              rozumiem, że jesteś z natury nieśmiała, ciężko ci idzie "zagadywanie" ludzi,
              proszenie o pomoc, ale, zdaje się, nie masz innej rady, jak na dzisiaj

              a na przyszłość: mówisz mężowi, co byś chciała, stawiasz sprawę jednoznacznie:
              tydzień przed powinien mieć podpisany ten urlop (na przykład jedno z dwóch
              dni "na dziecko"), jeśli nie ma, to uznajesz, że już tego urlopu nie ma i nie
              będzie, i szukasz innych rozwiązań, masz na to cały tydzień

              nie daj się zbyć takimi ogólnikowymi "no, załatwię, no, szef ma mi dać, no,
              obiecał, że da", to jest tylko tchórzostwo męża - przecież on od dawna
              wiedział, że tego urlopu nie będzie miał, tylko bał się o tym tobie powiedzieć,
              bo uważa (bo nie wie? bo ty tak mu powiedziałeś?) że nawet wyobrazić sobie nie
              można innego rozwiązania, niż ten jego urlop...

              pozdrawiam
              Judyta
    • jobeel Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 09:57
      Weź dziecko i idź do lekarza!!! Zgodnie z prawdą
      1) wizyta jest bardzo dla Ciebie ważna,
      2) nie masz z kim zostawić dziecka.

      Na miejscu spraw ajest jakoś rozwiąże, znajdzie się jakieś wyjście. Nie
      rezygnuj!
    • edorka1 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 10:01
      Rozumiem Cię. Męża nie rozumiem, kosmos jak dla mnie, przeciez chodzi o Twoje zdrowie. Natomiast rozumiem - bo wiem jak to jest nie mieć z kim zostawić dzieci. Ze swoimi zaliczyłam już większość urzędów, ZUS, itd, itp. Czasem niemal płakałam z wściekłości. Ale lekarza nigdy. Mąż staje na głowie w takich sytuacjach...
    • a-n-k-a1 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 10:41
      Staram sie pomagać jeśli tylko mogę sąsiadom w nadziei, że gdy wypadnie mi
      sytuacja jak twoja, ktoś mi pomoże. W twojej obecnej sytuacji dałabym mężowi
      spokój zabrałabym dziecko i jednak poszła na wizytę w nadziei - jak piszą
      dziewczyny, ze ktoś na tę chwilkę w gabinecie sie nim zajmie. Wcześniej jeszcze
      rozejrzałabym sie po sąsiadach i poprosiła o pomoc. Moze jakaś emerytka albo
      licealistka? Warto nawiązac kontakt z taką osobą i na zasadzie wymiany
      międzysąsiedzkiej oddać sobie drobne przysługi.

      Gdy byłam w ciąży z drugim zawsze zabierałam pierwsze na wizytę do gina. Z moją
      paniią gino od zawsze nie było problemu, bo ma świetną pielegniarkę w recepcji
      ale kilka razy byłam tez w NFZ-towej przychodni. Mały rozwalił podczas jednej z
      wizyt parawan, bo trzy panie (włącznie ze mną w gabinecie) ne dały rady go
      upilnowąć. Bardzo nieprzyjemna lekarka kręciła nosem i okazywała mi swoją
      niechęć jak tylko mogła, ale spłynęło to mnie, bo zabranie dziecka ze sobą nie
      było moją fanaberią tylko koniecznością życiową.
    • christych Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 10:47
      Zabierz dziecko ze sobą. Kup czekoladę i daj pielęgniarce, zabawi malucha na
      czas Twojej wizyty w gabinecie.
      Lepsze kupno czekolady niż strata całej premii męża i nieprzychylne spojrzenia
      szefa.
    • arorat4 moze pomogę... 04.01.06, 10:50
      a w jakim wieku jest dziecko i gdzie mieszkasz? może mogłabym ci pomóc?
    • faceeet Myslal indyk o niedzieli a w sobote leb mu ucieli. 04.01.06, 11:05
      Moze bym i Cie zalowal, ale nie ma czego.
      Problem nie tkwi w mezu tylko w tobie. Skoro nie umierasz to trudno oczekiwac
      zeby szef zwolnil meza tuz po urlopie. Zatem nie mozna mowic ze "nie mozesz
      dogadac sie z mezem". Nie mozesz dojsc do ladu raczej sama ze soba.

      Jestes zwyczajnie niezorganizowana i jakas taka niezaradna. Zamiast tylko
      myslec trzeba bylo myslec i dzialac. Skoro wiesz ze wizyta mogla wypasc w
      przeciagu nastepnych paru miesiecy a ty "nie masz kompletnie nikogo!", to
      trzeba bylo postarac sie zeby kogos zapoznac. Moze jakas mame w piaskownicy,
      moze emame mieszkajaca w tym samym miescie, moze wystarczylo pomoc sasiadce
      Mozliwosci jest mnostwo. Maz nie jest od tego by szukac ci znajomych skoro ty
      nie potrafisz. Jesli masz problem w zapoznawaniu ludzi to tez trzeba bylo juz
      dawno temu pomyslec o jakiejs terapii zeby zniwelowac ta wade swojego
      charakteru.
      Maz tez wcale nie "zostawił cie z problemami". Jestes zapewne duza dziewczynka
      i nie mozesz oczekiwac ze kazdy problem twego zycia zostanie rozwiazany przez
      meza. Z niektorymi problemami musisz sbe poradzic sama.
      To nie maz "zostawił cie z problemami". To raczej ty jemu generujesz problemy.
      • ewelinap4 Re: Myslal indyk o niedzieli a w sobote leb mu uc 04.01.06, 13:44
        faceeet napisał:

        > Moze bym i Cie zalowal, ale nie ma czego.
        > Problem nie tkwi w mezu tylko w tobie. Skoro nie umierasz to trudno oczekiwac
        > zeby szef zwolnil meza tuz po urlopie. Zatem nie mozna mowic ze "nie mozesz
        > dogadac sie z mezem". Nie mozesz dojsc do ladu raczej sama ze soba.
        >
        > Jestes zwyczajnie niezorganizowana i jakas taka niezaradna. Zamiast tylko
        > myslec trzeba bylo myslec i dzialac. Skoro wiesz ze wizyta mogla wypasc w
        > przeciagu nastepnych paru miesiecy a ty "nie masz kompletnie nikogo!", to
        > trzeba bylo postarac sie zeby kogos zapoznac. Moze jakas mame w piaskownicy,
        > moze emame mieszkajaca w tym samym miescie, moze wystarczylo pomoc sasiadce
        > Mozliwosci jest mnostwo. Maz nie jest od tego by szukac ci znajomych skoro ty
        > nie potrafisz. Jesli masz problem w zapoznawaniu ludzi to tez trzeba bylo juz
        > dawno temu pomyslec o jakiejs terapii zeby zniwelowac ta wade swojego
        > charakteru.
        > Maz tez wcale nie "zostawił cie z problemami". Jestes zapewne duza
        dziewczynka
        > i nie mozesz oczekiwac ze kazdy problem twego zycia zostanie rozwiazany przez
        > meza. Z niektorymi problemami musisz sbe poradzic sama.
        > To nie maz "zostawił cie z problemami". To raczej ty jemu generujesz problemy.


        nie znasz całości naszego życia i nie wiesz kto jest niezorganizowany.
        A co powiesz na to, ze mój mąż nie zrobił nigdy nic więcej jak tylko poszedł do
        pracy i z niej wrócił. oD kilku lat nie załatwił nic w urzędZie, nie zrobił
        zakupów, nigdy sam nie wyszedł z dzieckiem na spacer, kompletnie nic.To chyba
        cokolwiek mogę od niego wymagać. Mój mąż nawet nie zaparzy mi herbaty.Nie
        mówiąc o czymś więcej. Nie odzywałam się do czasu kiedy nie potrzebowałam nic
        od niego, ale teraz coś może chyba zrobić, przynajmniej żeby był zainteresowany
        tą sytuacją, ale jak zaczynam temat, to odrazu wychodzi z pokoju.
        Nie zależnie jaki temat, wychodzi. Tłumacząc się tym ze on pracuje i nie musi
        nic robic i jeszcze mówi ze mi pomaga, kłamie prosto w pczy, a nie pomaga mi w
        niczym!
        • mamamarcelka Re: Myslal indyk o niedzieli a w sobote leb mu uc 05.01.06, 13:23
          ewelinap4 napisała:

          > faceeet napisał:
          >
          > > Moze bym i Cie zalowal, ale nie ma czego.
          > > Problem nie tkwi w mezu tylko w tobie. Skoro nie umierasz to trudno oczek
          > iwac
          > > zeby szef zwolnil meza tuz po urlopie. Zatem nie mozna mowic ze "nie moze
          > sz
          > > dogadac sie z mezem". Nie mozesz dojsc do ladu raczej sama ze soba.
          > >
          > > Jestes zwyczajnie niezorganizowana i jakas taka niezaradna. Zamiast tylko
          >
          > > myslec trzeba bylo myslec i dzialac.



          A ty faceeeecie czy jakoś tam spadaj na swoje fora skoro nie masz pojęcie co my
          czujemy, męski szowinisto
    • tatinka22 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 11:27
      Haj
      Dziewczyno droga czy nie masz sąsiadki na emeryturze? albo babci??? albo
      kolerzanki bez pracy??albo kolerzanki z małymi dziećmi która jak ty siedzi w
      domu??? Jeśli jest sytuacja podbramkowa to tylko te osoby moga ci pomóc przez
      1,5 godziny. Jeśli wiedziałaś że mąż nie dostanie urlopu to trzeba działać!!!!!!!
      Tatinka
    • bea.bea Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 11:30
      kiedy musze iść do lekarza...a nie mam z kim młodego zostawić.....po prostu
      zabieram go ze soba....
      jeszcze sie nie zdarzyło by jakaś sympatyczna pielegniarka odmówiła zajęciem sie
      dzieckiem przez chwile....
      • linka9 z życia wzięte 04.01.06, 12:11
        Żona faceta, z którym swego czasu siedziałam w pracy w jednym pokoju była 3
        tygodnie po porodzie. On siedzi przed kompem, stawia pasjansa i tłumaczy żonie
        przez telefon, że musi dzisiaj zostać dłużej w pracy, bo szef...,dużo pracy...
        itp, itd ...
        Rozmowa trwała długo. Choc nie słyszałam jej głosu, nie trudno było
        wywnioskować, że tej dziewczynie bardzo zależało, aby mąż wrócił dzisiaj
        punktualnie, a nawet ciut wcześniej. Ale on miał to w nosie, bo:
        - wygodniej siedzieć po godzinach przy kompie, praktycznie bez kontroli niż
        niańczyć dzieci
        - niektórym wydawało się, że jak długo siedzą to punktują u szefa (efekt taki,
        że kobiety wychodziły punktualnie, a mężczyźni z reguły 2-3 godz. poźniej)
    • adsa_21 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 12:21
      a moze popros kolezanke, sasiadke? kogokolwiek komu ufasz..

      kurcze, ciezka sprawasad



      • ewelinap4 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 13:46
        adsa_21 napisała:

        > a moze popros kolezanke, sasiadke? kogokolwiek komu ufasz..
        >
        > kurcze, ciezka sprawasad
        >
        >
        > o to chodzi ze nikt w okolicy nie chce zostac, pytałam się.
        Koleżankę mam jedną która przez cały dzień gdzieś wychodzi, nie mogę jej
        złapać. Nawet telefonicznie. Rodziny nie mam w pobliżu. Naprwadę mogę tylko
        liczyć na męża albo na siebie.
    • lola211 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 13:46
      Proponuje wziac sie w garsc.Widocznie maz nie moze wziac wolnego i uszanuj to,
      bo za jakis czas moze sie okazac, ze nie tylko nie bedziesz miala tych 30 zł na
      usg(bo tyle to badanie kosztuje) , ale i na chleb, jak szef podziekuje mezowi
      za prace.Badanie nie trwa bardzo długo, dziecko wzielabym ze soba.To moze nie
      jest komfortowe rozwiazanie, ale realne i do przezycia.A na przyszlosc poszukaj
      kogos, komu bedziesz mogla awaryjnie dziecko podrzucic- nie masz zadnych
      kolezanek?
      • ewelinap4 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 13:51
        lola211 napisała:

        > Proponuje wziac sie w garsc.Widocznie maz nie moze wziac wolnego i uszanuj
        to,
        > bo za jakis czas moze sie okazac, ze nie tylko nie bedziesz miala tych 30 zł
        na
        >
        > usg(bo tyle to badanie kosztuje) , ale i na chleb, jak szef podziekuje mezowi
        > za prace.Badanie nie trwa bardzo długo, dziecko wzielabym ze soba.To moze nie
        > jest komfortowe rozwiazanie, ale realne i do przezycia.A na przyszlosc
        poszukaj
        >
        > kogos, komu bedziesz mogla awaryjnie dziecko podrzucic- nie masz zadnych
        > kolezanek?



        nie musze brać się w garśc.Jetsem zaradna, staram się organizowac tak by
        wszystko było ok, ale dzis nie mam z kim zostawić dziecka. Wizyta USG kosztuje
        najtańsza 60 zł jesli chodzi o ścisłośc.30? nie widziałam nigdzie tak tanio.
        Tymbardziej ze wizyta USG to mniej ważna niż wizyta za kilka dni gdzie nie ma
        mowy o zabrnaiu dziecka ze sobą. A prywatnie mogę się zapisać w godzinach
        obecności męża w domu, ale druga wizyta może mnie kosztować nawet 500-600 zł.
        • czajkax2 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 13:59
          Może ęde rutalna,ale widze ze trzeba.
          Ruszja tyłek sprzed kompa i idź do tego lekarza skoro tyle czekałas. ubieraj
          dziecko i już. w poczekalni złap pierwszą lepsza osobę(pacjent,pielęniarka,
          KTOKOLWIEK) i powiedz ze naprawde masz podbramkową sytuację., w ostateczności
          wez dziecko,niech soie usiądzie i patrzy na badanie. w końcu chyba nic się nie
          stanie,nie?
          to ze teraz nie chcesz isc to juz jest tylko i wyłącznie twoja upierdliwość i
          chęć pokazania mężowi,ze zrobił ci krzywdę i nie moglas isc.
          kto jak kto, ale wiem doksonale ze z dzieckiem mozna wszędzie. Ciągam małą ze
          sobą do kazdego lekarza,urzedu itp. proste-mąż nie moze. więc radze sobie jak
          umiem. jak mam jak to zostawiałam z sąsiadka lub kolezanką.
          To ze teraz nie pójdziesz do lekaza to będzie objaw tylko i wyłacznie twojego
          uporu i niezoranizowania. i chęći zrobienia na złośc dla męża,zeby móc się na
          nim wyzyc jak wóci z pracy.
          wszystko da siezorganizowac-trzeba tylko chciec.
          ale odnosze wrazenie ze jak nie będzie tak jak ty chcesz to wogóle nie
          będzie,prawda?
        • czajkax2 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:02
          I gdyby ci naprawde zależalo zeby isc do tego lekarza to ys poszła, a nie
          siedziała jeszcze przed kompem. Teraz to masz wymówkemze juz nie
          zdążysz,prawda?smile
          widzisz ja dybym się naprawde wściekla i nie miała jak zostawic dziecka to ym
          podrzuciala tatusiowido pracy i swoje zrobila.
          jest tyle mozliwosći. Piszesz ze następna wizyta za kilka dni,to nie marudź
          tylko ierz sie za szukanie kogos kto ci z dzieckiem zostanie.
          Kobieto, ocknij sie.
          • ewelinap4 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:07
            wsppominaałam męzowi ze przyprowadzę mu dziecko, wiem ze to nie możliwe,
            dopiero miałby w pracy gadankę.
            Lekarza mam na 15, zdążyłabym jeszcze ale dziecko spi i musi ktoś z nim zostac,
            nie zostawię samego dziecka. Nie mam dosłownie nikogo do pomocy, to nie jest
            tak jak myślisz niezorganizowanie.
            • babka71 ewelinap4 bierz dupę w troki 04.01.06, 14:48
              i idź bierz dziecko i idz na to USG...
              obudź dziecko, wsiadaj w autobus i jedź...
              USG to nie badanie ginekologiczne.., dasz mu lizaka lekarz da mu karteczkę i
              tyle wchodzisz i wychodzisz....
          • babka71 amen jak się ma wizytę i mi na niej zalezy.... 04.01.06, 14:17
            to się idzie po trupach, a jak się nie chce to , każda wymówka jest dobra...
            a tak na serio to sadzę , że nie masz zadnych, specjalnych powodów zdrowotnych,
            żeby przenieść wizytę na inny termin i tyle na ten temat
          • babka71 czajka to chodzi o to , że za darmo 04.01.06, 14:27
            i nic więcej,.. nie problem z piersią lub problemem zdrowotnym , chodzi o to ,
            że zaklepane i trzeba wykorzystać..termin
            termin przepadnie...Ok autorko postu termin Ci przepadnie , ale masz drugi i
            trzeci, telefon i zadzwoń i umów się tak , żeby Ci pasowało i tyle
        • lola211 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:12
          Wizyta USG kosztuje
          > najtańsza 60 zł jesli chodzi o ścisłośc.30? nie widziałam nigdzie tak tanio

          Pisze z Wrocka, gdzie wlasnie tyle za usg placilam.Skad jestes?
          Jako ze przez pierwsze lata zycia dziecka mialam taka sama sytuacje jak Ty(
          musialam radzic sobie bez pomocy meza) wiem, ze jest to wykonalne.Korzystalam z
          pomocy sasiadki, kolezanki, rodziny, niani- zawczasu szukajac kogos, kto mógłby
          te 2-3 godz. dziecka przypilnowac.Naprawde nie masz nikogo pod reka?
        • babka71 Co Ty gadasz USG piersi 500 zł??? 04.01.06, 14:20
          prywatnie góra 80 zł w Warszawie!!!
    • mama_4latka Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:08
      faceeet napisał:

      > Moze bym i Cie zalowal, ale nie ma czego.

      Jak już, to chyba raczej "nie ma kogo" a nie "czego".

      > Problem nie tkwi w mezu tylko w tobie. Skoro nie umierasz to trudno oczekiwac
      > zeby szef zwolnil meza tuz po urlopie. Zatem nie mozna mowic ze "nie mozesz
      > dogadac sie z mezem". Nie mozesz dojsc do ladu raczej sama ze soba.
      > Jestes zwyczajnie niezorganizowana i jakas taka niezaradna

      Jak mnie denerwują takie wypowiedzi! A może to mąż jest niezaradny, że nie
      potrafi zarobić tyle, żeby mogła iśc prywatnie do lekarza w godzinach
      wieczornych?! Chyba małżeństwo to jakaś wspólnota, w której dwoje osób ma sobie
      pomagać? Czy to ja mam mylne wyobrażenie o małżeństwie? Mąż odkręca się na
      pięcie i resztę ma w nosie, bo idzie do pracy? A może też mógł się wcześniej z
      żoną zastanowić jak mogą rozwiązać problem? ewelinap4 nie daj sobie wmówić, że
      to z Tobą jest coś nie tak. Dziewczyna chce zaoszczędzić dla rodziny trochę
      grosza a mąż nie dość, że tego nie doceni to jeszcze ma rodzinę w nosie. Nie
      chcę generalizować, ale z facetami zwykle tak jest, że nie mogą wziąc wolnego
      ale niech tylko katarek złapią to nagle i wolne się znajdzie i cały dzień w
      łóżeczku leżą. A takiego jak opisała linka9 też znałam. Szefowa wyganiała go do
      domu, bo i tak nie miał co robić w pracy a on siedział, grał w gry i żonie się
      przez telefon tłumaczył, że on dłużej musi zostać w pracy bo ma tyle roboty -
      najdłużej siedział przed każdymi świętami, żeby w domu za dużo nie pomóc.
    • weronikarb Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:32
      ewelinap4 napisała:

      > dziewczęta, oto mój problem...
      > od dłuższego czasu nie moge dogadać się z mężem.
      > Chodzi o sprawę dzisiejszego dnia. Jestem umówiona do ginekologa na usg
      > piersi. Jest to wizyta bezpłatna, czekam na nią już kilka miesięcy.

      Czytając początek widzę "kilka miesięcy" czyli zapisy były duuuuuuuużo wcześniej

      drugi cytat:
      Wizyta jest na godz 15, mąż jest wtedy w pracy, nie ma szans zeby się
      > zwolnił, jest dopiero po urlopie, w pracy nie chcą słyszeć zeby cokolwiek
      > mówił na ten temat.

      Jeżeli zapisy na wizyte byly wcześniej (tak robią że termin jest podawany do 3
      m-cy naprzód a nieraz jeszcze później) to mąż idzie na urlop przed planowaną
      wizytą???

      To ja nic już nie rozumiem, albo nie gadacie i nie wiedziałaś o urlopie, albo
      poprostu swoje życie traktujecie jak żywioł - martwiąc się na bieżąco a nie
      zapobiegać na przód.
      Rada: będziesz sie martwić jak z torbiela zrobi sie rak - czyż nie?
      • wesolek11 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:35
        A poza tym wizyta przepadnie, na którą czeka sie miesiacami, a przecież ktoś
        inny mógłby skorzystać. Wystarczyło parę dni wcześniej zadzwonić i przełożyc
        wizyte, z tego terminu by ktoś skorzystał.
        Poza tym chyba sobie i Ty i Twój mąż olewacie, krótko mówiąc. Na marsie
        żyjecie, że nie ma sąsiadki, koleżanki czy niani?
      • ewelinap4 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:37
        weronikarb napisała:

        > ewelinap4 napisała:
        >
        > > dziewczęta, oto mój problem...
        > > od dłuższego czasu nie moge dogadać się z mężem.
        > > Chodzi o sprawę dzisiejszego dnia. Jestem umówiona do ginekologa na usg
        > > piersi. Jest to wizyta bezpłatna, czekam na nią już kilka miesięcy.
        >
        > Czytając początek widzę "kilka miesięcy" czyli zapisy były duuuuuuuużo
        wcześnie
        > j
        >
        > drugi cytat:
        > Wizyta jest na godz 15, mąż jest wtedy w pracy, nie ma szans zeby się
        > > zwolnił, jest dopiero po urlopie, w pracy nie chcą słyszeć zeby cokolwiek
        >
        > > mówił na ten temat.
        >
        > Jeżeli zapisy na wizyte byly wcześniej (tak robią że termin jest podawany do
        3
        > m-cy naprzód a nieraz jeszcze później) to mąż idzie na urlop przed planowaną
        > wizytą???
        >
        > To ja nic już nie rozumiem, albo nie gadacie i nie wiedziałaś o urlopie, albo
        > poprostu swoje życie traktujecie jak żywioł - martwiąc się na bieżąco a nie
        > zapobiegać na przód.
        > Rada: będziesz sie martwić jak z torbiela zrobi sie rak - czyż nie?



        wiesz co mą zwziął urlop do wczoraj, a miał wziąśc do dzisiaj. Więc bez
        problemu miałam iśc na USG. Wiesz to nie jest tak ze ja musz ewykorzystac usg
        bo sie zapisałam, ja musze isc, bo to ważna wizyta, ja mam problem z
        piersiami.A Jesli chodzi o wizyte drugą liczyłam tez ze mąż załatwi wolne, ale
        powiedział ze nie ma o czym mówic w pracy.Bardzo dziwne, bo ma prawie cały
        urlop niewykorzystany z poprzedniego roku i robią jemu problem.Nigdy nie może
        wziąśc wolnego jak potrzeba, poważnie.To bardzo dziwna sprawa.
        Nie pisałam ze 500-600 kosztuje USG, czytaj uważnie.
        Mieszkam w Warszawie, i tutaj nie spotkałam się z kwotą 30 zł za USG.
        • czajkax2 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:41
          eeee tam, jak dal mnie to po prostu szukasz wymówki zeby nie isc. Moze ze
          strachu? Poniekąd to rozumiem,czasem człowiek woli nie wiedziec. ale jezeli
          naprawde masz prolemy i ta wiyta jest taka wazna to sie dziwie DLACZEGO JESZCZE
          NIE OUDZILAS DZIECKA I NIE LECISZ DO LEKARZA? dziecku nic by sie nie stalo,jak
          raz nie dośpi,bez przesady.
        • weronikarb Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:46
          > wiesz co mą zwziął urlop do wczoraj, a miał wziąśc do dzisiaj. Więc bez
          > problemu miałam iśc na USG. Wiesz to nie jest tak ze ja musz ewykorzystac usg
          > bo sie zapisałam, ja musze isc, bo to ważna wizyta, ja mam problem z
          > piersiami.A Jesli chodzi o wizyte drugą liczyłam tez ze mąż załatwi wolne,
          ale
          > powiedział ze nie ma o czym mówic w pracy.Bardzo dziwne, bo ma prawie cały
          > urlop niewykorzystany z poprzedniego roku i robią jemu problem.Nigdy nie może
          > wziąśc wolnego jak potrzeba, poważnie.To bardzo dziwna sprawa.
          > Nie pisałam ze 500-600 kosztuje USG, czytaj uważnie.
          > Mieszkam w Warszawie, i tutaj nie spotkałam się z kwotą 30 zł za USG.

          Czy twój mąż jest niedorozwinięty?
          Wie, że masz wizyte i planując urlop bierze 1 dzień mniej?
          Z tym urlopem to różnie bywa - u mnie też niechętnie patrzyli - zmieniłam
          nastawienie (że mi sie należy) - i dostaje bez problemu.
          • ewelinap4 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:49
            weronikarb napisała:

            > > wiesz co mą zwziął urlop do wczoraj, a miał wziąśc do dzisiaj. Więc bez
            > > problemu miałam iśc na USG. Wiesz to nie jest tak ze ja musz ewykorzystac
            > usg
            > > bo sie zapisałam, ja musze isc, bo to ważna wizyta, ja mam problem z
            > > piersiami.A Jesli chodzi o wizyte drugą liczyłam tez ze mąż załatwi wolne
            > ,
            > ale
            > > powiedział ze nie ma o czym mówic w pracy.Bardzo dziwne, bo ma prawie cał
            > y
            > > urlop niewykorzystany z poprzedniego roku i robią jemu problem.Nigdy nie
            > może
            > > wziąśc wolnego jak potrzeba, poważnie.To bardzo dziwna sprawa.
            > > Nie pisałam ze 500-600 kosztuje USG, czytaj uważnie.
            > > Mieszkam w Warszawie, i tutaj nie spotkałam się z kwotą 30 zł za USG.
            >
            > Czy twój mąż jest niedorozwinięty?
            > Wie, że masz wizyte i planując urlop bierze 1 dzień mniej?
            > Z tym urlopem to różnie bywa - u mnie też niechętnie patrzyli - zmieniłam
            > nastawienie (że mi sie należy) - i dostaje bez problemu.
            >


            wziął urlop do wczoraj bo więcej nie mógł, dzis juz nie mógłbyć na urlopie. Jak
            załatwiał wolne dni to wiedział ze dzis ma miec wolne, ale szef mu nie dał
            dzisiejszego dnia.Jak na złośc, chodź nic nie wiedział. Ja nie chce iśc na
            USG?? ja zapisuję się od ponad roku na to badanie i jeszcze nie rafiło mi się
            załatweić nikogo do dziecka zeby iśc na to badanie.Ja muszę iść, ja bardzo
            chcę, była ostatnim razem i pani mnie wyprosiła z dzieckiem z gabinetu.Więcej
            nie pójdę z dzieckiem.
            • berecik7 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 14:59
              A kiedy masz to drugie badanie? Jesli jesteś w W-wy mogłabym Ci pomóc. Mam
              nianię, więc mogłaby zostać na kilka godzin z dwojgiem.
            • pade Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 16:06
              Kiedyś małolata wyprosiła mnie z dzieckiem z salonu optycznego i nie wkurzylam
              się na dziecko, czy tez na los, ze nie mam go z kim zostawić, tylko na tę młodą
              dziewczynę, która cały dzień nic nie robi (nieraz widziałam-optyk jest w
              przychodni) i z nudów chyba zadymy szuka. Powiedziałam jej, ze w takim razie
              poproszę szefową, bo ja na drzwiach zakazu wchodzenia z dzieckiem nie widzę. I
              od razu zmiękła...
              Skoro dzisiaj nie możesz(nie chcesz) iść, zadzwoń, poproś o zmianę terminu na
              jak najbliższy (wyłumacz sytuację, poproś ładnie). A na następna wizytę umów
              się z nianią z agencji. Powiedz mężowi, ze widac nie ma innego wyjścia,
              ewentualnie mozesz iść prywatnie i niech Ci da na to pieniądze. Nieczuły ten
              Twój mąż i cwaniak, nie ma co.
              I przestań myśleć, ze czyimś obowiązkiem jest Ci pomóc, bo masz małe dziecko.
              Ja mam dwoje, dziewczyny troje i więcej i radzimy sobie same, bo męzowie
              pracują. Mój w każdym bądź razie nie udaje, jak trzeba to i z pracy wyjdzie i
              na szykany się na razi, ale nie odmówi. Z kolei pierdołami tez mu głowy nie
              zawracamsmile
              • pade i jeszcze jedno. 04.01.06, 16:09
                Dlaczego Twój mąż nie ma żadnych obowiązków?
                Jak mogłaś do tego dopuścić? To, ze pracuje, nie znaczy, ze wraca do hotelu z
                pełną obsługą, ale widać przyzwyczaiłaś go do tego.
                Niestety Twój mąż wyglada mi na baardzo niedojrzałego człowieka, a Ty na
                męczennicę, co to wszystko sama zrobi, póki na nos nie padnie.
                • ewelinap4 Re: i jeszcze jedno. 04.01.06, 16:34
                  pade napisała:

                  > Dlaczego Twój mąż nie ma żadnych obowiązków?
                  > Jak mogłaś do tego dopuścić? To, ze pracuje, nie znaczy, ze wraca do hotelu z
                  > pełną obsługą, ale widać przyzwyczaiłaś go do tego.
                  > Niestety Twój mąż wyglada mi na baardzo niedojrzałego człowieka, a Ty na
                  > męczennicę, co to wszystko sama zrobi, póki na nos nie padnie.

                  dlaczego nie ma obowiązków? bo mu się poprostu nie chce.
                  Wraca z pracy i albo komputer albo łózeczko, spanko.
                  Jak mam go zmusic? lać? Walczę z tym od dawna, z awantury zrobi, ale to taki
                  typ, niestety. Muszę się z tym pogodzic, albo odejśc.
              • ewelinap4 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 16:36
                pade napisała:

                > Kiedyś małolata wyprosiła mnie z dzieckiem z salonu optycznego i nie
                wkurzylam
                > się na dziecko, czy tez na los, ze nie mam go z kim zostawić, tylko na tę
                młodą
                >
                > dziewczynę, która cały dzień nic nie robi (nieraz widziałam-optyk jest w
                > przychodni) i z nudów chyba zadymy szuka. Powiedziałam jej, ze w takim razie
                > poproszę szefową, bo ja na drzwiach zakazu wchodzenia z dzieckiem nie widzę.
                I
                > od razu zmiękła...
                > Skoro dzisiaj nie możesz(nie chcesz) iść, zadzwoń, poproś o zmianę terminu na
                > jak najbliższy (wyłumacz sytuację, poproś ładnie). A na następna wizytę umów
                > się z nianią z agencji. Powiedz mężowi, ze widac nie ma innego wyjścia,
                > ewentualnie mozesz iść prywatnie i niech Ci da na to pieniądze. Nieczuły ten
                > Twój mąż i cwaniak, nie ma co.
                > I przestań myśleć, ze czyimś obowiązkiem jest Ci pomóc, bo masz małe dziecko.
                > Ja mam dwoje, dziewczyny troje i więcej i radzimy sobie same, bo męzowie
                > pracują. Mój w każdym bądź razie nie udaje, jak trzeba to i z pracy wyjdzie i
                > na szykany się na razi, ale nie odmówi. Z kolei pierdołami tez mu głowy nie
                > zawracamsmile


                mnie zawsze wypraszają, bo mam dziecko bardzo żywe. Byłam w przychodni i też
                mnie wyprosili. Rozmawiałam z kierowniczką przychodni a ona tylko stwierdziła
                ze najlepiej jak zmienię sobie przychodnie, jest duży wybór. Bezczelna. Trudno.
                • pade Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 17:54
                  Wiesz, ja tez mam baaardzo zywe dziecko, nieraz tu zresztą o mojej córci
                  pisałam. Ale jak masz niezadowoloenie i pretensję do losu wypisane na twarzy,
                  jak nie umiesz bądź nie chcesz być asertywna, to pozostaje Ci wyżalanie się na
                  tym forum.
                  A skoro Twój mąż się nie zmieni to podejmij radykalne kroki, bo zastanów się,
                  jak się nie daj boże rozchorujesz, albo dziecko, będziesz mogła na niego
                  liczyć? pomoże Ci?
                • czajkax2 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 17:59
                  Ja tam odnosze po prost uwrazenie ze ty lubisz ponarzekac,ale wolisz nic nie
                  roic. na kazdy argument ty wysuwasz swój przeciwko. przypomina mi to jak w
                  jakims wątku na forum dziewczyna narzekała ze mieszka z rodzicami,ale
                  wyprowadzic sie nie chciala bo.... bo.... i bo.......
                  rozumiem ze moze byc ci ciężko,ale to czas wypracowac sobie jkakis kompromis z
                  mężem. w sumie masz to na co pozwoliłas. No o dlaczeo mąż nic wdomu nie robi?
                  bo mu wolno.
                • czajkax2 Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 18:00
                  a co do chodzenia z dzieckiem. ja tez mam zywedziecko. szatan nie kobieta. ale
                  jakos dajemy rade.
                  • glusiowa Re: dobija mnie to.... 04.01.06, 18:35
                    Boże co za "sierota" niezaradna i zachowuje sie jakby to tylko ona jedyna bez
                    pomocy męża sobie musiała radzić.To kwestia organizacji, tak jak piszą
                    dziewczyny.Przez pierwsze dwa lata życia córki mąż pracował poza domem
                    daleko, przyjezdżał na weekendy, mieszkaliśmy daleko od dziadków i jakoś sobie
                    radziłam. Nie żyje sie na pustyni- są sąsiedzi, znajomi, trzeba sie tylko
                    postarać i dobrze żyć z ludżmi.Też chodziłam z małym dzieckiem do ginekologa
                    na badanie - córka zostawała w poczekalni zajmowały sie nią inne pacjentki -
                    nigdy nikt nie odmówił pomocy ,nawet bez kolejki przepuszczali mnie żeby
                    szybciej było.Zawsze jest jakieś wyjście - trzeba się nauczyc samemu radzić,
                    zwłaszcza jak wiedziałaś kilka msc. wcześniej o terminie, można było wiele
                    zdziałać, a nie teraz biadolić na forum.
                    Zero organizacji.
                    • linka9 kopanie leżącego ... 04.01.06, 22:16
                      ... sprawia niektórym satysfakcję.

                      "Tu się możesz wyżalić, poradzić ..."
                      i dostać po głowie.

                      Eh, życie ...
                      • viviene12 Re: kopanie leżącego ... 04.01.06, 22:22
                        linka9 napisała:

                        > ... sprawia niektórym satysfakcję.
                        >
                        > "Tu się możesz wyżalić, poradzić ..."
                        > i dostać po głowie.
                        >
                        > Eh, życie ...

                        A gdzie Ty tu widzisz kopanie?
                        A moze leciutki kopniaczek doda motywacji do dzialania?
                        Tez jestem caly dzien sama z dzieckiem i gdzie sie da go zabieram ze soba.
                        A na przypadki kiedy sie ABSOLUTNIE SIE NIE DA mam dyzurna pania, co na kilka
                        godzin przyjdzie. Tez bym wolala zeby np. ktos z rodziny pomogl, ale niestety
                        rodzina daleko.
                        • linka9 Re: kopanie leżącego ... 04.01.06, 23:50
                          viviene12 napisała:

                          > A gdzie Ty tu widzisz kopanie?

                          W powyższych postach (nie wszystkich -to fakt)

                          > A moze leciutki kopniaczek doda motywacji do dzialania?

                          Albo przewróci słabego.

                          > Tez jestem caly dzien sama z dzieckiem i gdzie sie da go zabieram ze soba.

                          I co z tego?

                          > A na przypadki kiedy sie ABSOLUTNIE SIE NIE DA mam dyzurna pania, co na kilka
                          > godzin przyjdzie.

                          Ale założycielka -nie ma.

                          Obawiam się, że tu nie chodzi u jedno wyjście na badanie, ale o całokształt
                          stosunków pomiędzy małżonkami. Jeżeli rzeczywiście mąż nie poczuwa sie do
                          innych obowiązków poza pracą, to coś tu nie gra.
                          • viviene12 Re: kopanie leżącego ... 05.01.06, 00:21

                            > > Tez jestem caly dzien sama z dzieckiem i gdzie sie da go zabieram ze soba
                            > .
                            >
                            > I co z tego?

                            To z tego, ze jak sie nie ma innej mozliwosci to trzeba sobie radzic.
                            >
                            > > A na przypadki kiedy sie ABSOLUTNIE SIE NIE DA mam dyzurna pania, co na k
                            > ilka
                            > > godzin przyjdzie.
                            >
                            > Ale założycielka -nie ma.

                            Moja tez sie nie wziela z ksiezyca, ani sama do drzwi nie zapukala. Sa gazety,
                            internet, nawet na edziecku jest forum, gdzie mozna poszukac.
                            Zawsze taniej wyjdzie niz rezygnacja z wizyty panstwowo i pojscie na prywatna,
                            szczegolnie taka z zabiegiem za 600 pln.
                            > Obawiam się, że tu nie chodzi u jedno wyjście na badanie, ale o całokształt
                            > stosunków pomiędzy małżonkami. Jeżeli rzeczywiście mąż nie poczuwa sie do
                            > innych obowiązków poza pracą, to coś tu nie gra.
    • uroda_ziemi1 Re: dobija mnie to.... 05.01.06, 12:56
      Gdzie mieszkasz?
      W Krakowie?
    • uroda_ziemi1 Re: dobija mnie to.... 05.01.06, 12:59
      A nie, w Warszawie
      przepraszam, nie doczytałam.
      Może by się któraś z forumowiczek ruszyła i pomogła dziewczynie!!!
      Umówcie się w przychodni, zostawisz dziecko i pójdziesz na to badanie.
      No ludzie!!!
      • kawka74 Re: dobija mnie to.... 05.01.06, 13:06
        > Może by się któraś z forumowiczek ruszyła i pomogła dziewczynie!!!
        > Umówcie się w przychodni, zostawisz dziecko i pójdziesz na to badanie.
        > No ludzie!!!
        Tego jeszcze w tym kinie nie grali...
        • uroda_ziemi1 Re: dobija mnie to.... 05.01.06, 13:10
          Bo co?
          Bo coś Wam się stanie?
          Taka znieczulica?
          Może któraś mieszka blisko.
          No ja z Krakowa nie dojadę na 15-tą do Warszawy!!!!!
          • babka71 bo juz nie aktualne data 4.01.06 r 05.01.06, 13:15
            a dzisiaj jest 5-ty styczeń
          • kawka74 Re: dobija mnie to.... 05.01.06, 13:23
            Bo nie będę nikogo wyręczać w jego obowiązkach. Dziecko ma oboje rodziców? Ma.
            Mieszkają na odludziu? Nie. Można dziecko wziąć do przychodni? Można, USG nie
            trwa pół dnia. No, litości, ludzkie odruchy też warto kierować w odpowiednią
            stronę. Nie wspomnę, że limit ludzkich odruchów wyczerpał mi się na długie lata
            do przodu.
            Zresztą już pozamiatane.
    • uroda_ziemi1 Re: dobija mnie to.... 05.01.06, 13:17
      Czyli to było wczoraj.
      Ok.
      A czy ktoś pomógł WCZORAJ?
      Ewelina byłaś?
Pełna wersja