tragedia na sniegu

17.01.06, 20:18
Dopiero co opowiadałam kolezance , jakbym zabiła sie na takiej własnie
slizgawce w niedziele.....

niesterowalne , pędzace swiństwo, i ja niby mądra baba....na oblodzonej górce..

to coś co zwą jabłuszkiem , ze mna i moja niemałą masa , na małej gorce
rozpedzilo sie do takiej predkości, ze kiedy spodkaliśmy na naszej drodze
niewielka mulde, ja poleciałam jotem trzmiela...a to coś jak ufo...
zbita kość ogonowa, rozwalony łokieć i kolano...to moje obrażenia...

ten upadek uswiadomił mi ...matce...ze są to...mordercze slizgacze

i nie pomyliłam sie...
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8155870&rfbawp=1137524987.659&ticaid=1eb5
nie wiem czy to głupota opiekunów...myslę , ze nie mieli swiadomości..ja ją
nabyłam ..

ale zgodze sie z jednym ...moje dziecko na sanki bedzie chodziło w kasku na
rower...

nie wspomne o plastiku z którego owe zjeżdzacze sa wykonane...nie wiem co
zostanie z pupy kogoś komu to tam pęknie....

    • rita75 Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 21:24
      sad wlasnie babcia przytargala te cudo...Jutro jabluszko ląduje w kiblu.
      • karina1974 Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 21:33
        wszytko zależy od tego z jakiej górki dziecko "puścisz". Młoda na tym jeździ,
        ale z małych górek wiec raczej sie nie rozpędzi, ale ona ma 3,5 lat wiec mozna
        ja mieć na oku i ew. zakazć wiekszej górki. Starsze dzieci chodzą same wiec i
        tak nie wiadomo na czym sie slizgają. Oststnio widziałam "artystów" co to na
        tzw "dupolotach" (nie jabłuszka) na nogach z wielkiej góry się ślizgali -
        strach było patrzeć a już szczególnie jak wywinoł jeden nieprzewidzianego
        młynka w powietrzu!
        CO do tej tragedii, to uważam, ze tu rodzice zawinili, bo pozwolili dziecku z
        Gubałówki na jabłuszku jeździć! kompletny brak wyobraźni sad
    • wieczna-gosia Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 21:35
      w tej samej informacji jest jednym trchem o tym, ze dziewczynka walnela w drzewo
      na nartach- narty tez sa mordercze?

      To nie jabluszka sa mordercze- nalezy sobie po prostu zdawac sprawe z tego ze
      maja duza powierzchnie a wiec jada szybko. Ja osobiscie sadzam dwulatka na tym,
      a na sankach bym nie posadzila. Oczywiscie na niewielkiej gorce, zadnych
      szalejacych kolesi na deskach nie ma... no ale na sankach bym nie posadzila a na
      tym sadzam.

      jesli dzieci przy rodzicach zjezdzali z wzniesienia, na ktorym mozna osiagnac
      "ogromna predkosc", jesli na trasie byly drzewa (kuzwa te dzieci zjezdzaly w
      lesie!!!) to mysle ze jabluszko bylo tu najmniejszym winnym.... no moze przy
      tradycyjnych sankach ktos by sie zasnanowil zanim by dzieciaka z gory w lesie
      spuscil.....

      mordercza jest niestety bezmyslnosc doroslych- bo od dzieci jej nie wymagajmy....
      • mamolka1 Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 21:44
        i tu się zgadzam z wieczną
        moje potomki zjeżdżają na dupolotach , najmłodsza ma 3 lata.
        Na sankach w życiu bym jej nie puściła samej , na dupolocie na małej górce i pod kontrolą nie ma sprawy.
        Tylko jak przy wszystkich sprawach związanych z dziećmi to rodzice powinni mieć wyobraźnię. Jak fiknie z sanek to przynajmniej śliwę będzie mieć z jabłuszka nie spadnie . A w górach i w lesie to nawet gdyby na tyłku dziecko zjeżdżało to krzywdę sobie zrobi.
        • rita75 Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 21:51
          Jadąc na jabłuszku nie da sie skręcać ani hamować, a na sankach i owszem.
          • mamolka1 Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 22:01
            da się i hamować i skręcać
            hamuje się zapierając nogami nawet moja trzylatka to opanowała pozatym zawsze można jabłuszko puścić a samemu po prostu z niego bezpiecznie się sturlać - spróbuj tak na sankach ciekawe czy nic ci się nie stanie .
            Ja zjeżdżając na sankach mam śmierć w oczach na dupolocie czuję się dużo bezpieczniej
            • rita75 Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 22:18
              > da się i hamować i skręcać
              > hamuje się zapierając nogami nawet moja trzylatka to opanowała

              a jak skręca?
          • wieczna-gosia Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 22:19
            > Jadąc na jabłuszku nie da sie skręcać ani hamować, a na sankach i owszem.

            alez oczywiscie ze sie da- skreca sie w zasadzie przychylajac sie na jabluszku-
            hamuje sie wbijajac nogi w snieg. Moj dwulatek opanowal to po 3 zjazdach. Na
            sankach by nie opanowal smile
            • rita75 Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 22:30
              > alez oczywiscie ze sie da- skreca sie w zasadzie przychylajac sie na
              jabluszku-
              > hamuje sie wbijajac nogi w snieg.

              chyba na prawie plaskim terenie wink
              Ale nic to, jutro idę próbować- osobiscie smile
              • grzalka Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 22:44
                e, bez przesady, w ten sposób to i samochody mordercze, i rowery i hustawki

                ślizgacze są ok, rozważnie należy dobierac górki
              • bea.bea NIE RÓB TEGO !!! 18.01.06, 21:56
                sprawdziłam osobiscie...i moze jestem mało inteligentna, ale ani hamowanie, ani
                skrecanie mi nie wyszło...

                górka stroma nie była....a mulda moze 20 cm....tyłek jeszcze mnie boli...i nie
                wiem co byłoby gdybym walnęła głową...albo znalazł sie pod moim tyłkiem jakis
                korzeń...

                wole mordercze sanki!!!
                • wieczna-gosia Re: NIE RÓB TEGO !!! 18.01.06, 23:03
                  bea..
                  a co by bylo gdybys na muldzie wyleciala na sankach?
                  albo gdyby pod ploza znalazl sie korzen.

                  Ja rozumiem, ze sie zniechecilas i "nie dla ciebie" ale prosze nie dorabiaj
                  ideolo smile)) ja dzisiaj zjezdzalam prawie trzy gidziny :0 d... mnie boli bo
                  plastik cienki, to jasne ale nic sobie nie sluklam, nie zbilam, nie nabieralam
                  jais zawrtnych predkosci bo hamowalam wzglednie "wywracalam" sie specjalnie i juz.
                  poza tym nie wiem jaka twoja ogolna sprawnosc jest- jakby ci dysk wypadl, bo na
                  tym sie trzeba niezle pochylic, skulic itd to bys nam napisala, ze pzrez te
                  jabluszka kregoslup sobie mozna zlamac smile
      • twinmama76 Re: tragedia na sniegu 19.01.06, 09:24
        wieczna-gosia napisała:
        > To nie jabluszka sa mordercze- nalezy sobie po prostu zdawac sprawe z tego ze
        > maja duza powierzchnie a wiec jada szybko. Ja osobiscie sadzam dwulatka na
        tym,
        > a na sankach bym nie posadzila.
        A ja wolę sadzać dwulatki na sankach - drewnianych, z oparciem. Oczywiście
        zjeżdżają tylko z mikrogórek, na których ani skręcać, ani hamować nie trzeba.
        Sanki wydają mi się stabilniejsze, a przede wszystkim są ciężkie, przez co jadą
        wolniej i same się zatrzymują.
        Choc prawdę mówiąc moje dzieci od paru dni mają sanki w głębokiej pogardzie, a
        zjeżdżają na pupach, kolanach, brzuchu, albo turlają się z górki smile
        Dobrze, że przewidująca matka zakupiła pancerne kombinezony smile
    • anik801 Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 22:46
      Jeżdże od wielu lat na narty.Ze stoków śmigają kilkulatki(przeważnie w
      kaskach),uważam że kaski powinny być dla dzieci obowiązkowe.Na tych jabłuszkach
      dzieci też zjeżdżają,ale z małych wysokości,przynajmniej ja nie widziałam
      nikogo kto zjeżdżałby na tym z samej góry.Wypadek może zdarzyć się wszędzie i
      na zwykłych sankach można się zabić.Na nartach,snowbordzie osiąga się naprawdę
      niezłe prędkości.Jeśli z dużej wysokości pojechalibyśmy na sankach to prędkość
      też można osiągnąć sporą,a jak do tego walniemy w drzewo to też może się
      skończyć tragicznie.Moja koleżanka zjeżdżała z górki na rowerze-wylądowała na
      drzewie i w szpitalu.Mojemu kuzynowi rozpędzone sanki(takie starego typu z
      żelazem na płozach)przejechały po brzuchu,ubrania poszły i miał rozciętą skórę,
      skończyło się na pogotowiu.Takich przypadków można wymieniać wiele!
      • asmsdg1 Re: tragedia na sniegu 17.01.06, 22:56
        Tu się z Tobą zgodzę...my całą rodziną jeździmy na nartach,mój 9 letni syn
        także,ale od początku w kasku....narty nie są "mordercze"...to brak wyobaźni
        rodziców.Ja nigdy nie zabrałabym na stok syna bez kasku,a są niestety
        rodzice,którzy zabierają....nawiasem mówiąc,kiedy szliśmy z jabłuszkiem na dużą
        górkę zakładaliśmy kask narciarski,nie było tam ani jednego drzewa,ale kiedy syn
        wjechał na "skocznie" uderzył tyłem głowy w podłoże....
    • mynia_pynia Re: tragedia na sniegu 19.01.06, 07:58
      Może w tym roku opowiedzą trochę o wypadkach na stoku, bo mnie od kilku lat
      szlak trafia. Promują szaleństwa na śniegu, jakie to cudowne jeżdżenie na
      nartach itp. (ja jeżdże na sankach, co prawda utrzymuje się na nartach, ale po
      wypadku kolegi który zginął na drzewie mam dość tej przyjemności).
      W zeszłym roku w śród moich znajomych 4 osoby wylądowały w szpitalu, jedna
      kompletnie połamana bo wjechała w drzewo, druga miała 3 miesiące zwolnienia i
      rechabilitacji bo wjechał w nią gościu, trzecia noga w gipsie bo wyrzuciło ją
      na muldzie i kolejna wstrząs muzgu i złamany nos.

      Pozdrawiam !!!

      Ps. To bilans 5 wypadów na narty.
      • mynia_pynia Re: tragedia na sniegu 19.01.06, 08:03
        Oczywiście sanki też są niebezpieczne, mój wujek jako dziecko tak przywalił w
        drzewo że zaczął się jąkać (oczywiście jak już wyszedł ze śpiączki) i do
        dzisiaj mu to zostało.
      • wieczna-gosia Re: tragedia na sniegu 19.01.06, 11:19
        myniu, to moze znajomi jakos strasznie ostro jezdza?

        bo wsrod moich znajomych najpowazniejszym urazem sa przeciazenia kolan, no
        zwichniecie rzepki. Plus pare siniakow. Ja od prau latnnie bylam, ale byl czas
        ze jezdzilam co roku, teraz jezdza moi znajomi, jakos nic specjalnie sie nie
        dzieje.
      • karina1974 Re: tragedia na sniegu 19.01.06, 17:20
        strasznie pechowych masz tych znajomych, albo...."kaskaderów"
        Ja mam pełno znajomych, którzy jeżdżą na nartach od X lat i jak dotąd jedna
        osoba złamała dłoń w nadgarstku, ale...stała na samej górze i jakoś tak ja
        przeważyło na prawą stronę. Podparła się i trach. Nie wiem tylko czy to się
        zalicza do wypadków na nartach, bo ona nie jechała wtedy tylko rozmawiali.
    • e_r_i_n Re: tragedia na sniegu 19.01.06, 09:58
      Moje dziecko jezdzi na jabłuszku w przedszkolu - jak inne dzieci. Gorka jest
      niewielka, jest bezpiecznie. Poza tym dzieciaki opanowaly sterowanie/hamowanie.
      Na sankach jezdzi albo z kims doroslym, albo jeden dorosly asekuruje u gory,
      drugi na dole.
      Niestety w przypadku tej tragedii to rodzice mieli zbyt mała wyobraznie...
    • july.29 Re: tragedia na sniegu 19.01.06, 10:48
      Dziewczyny,
      nie trafiłam nigdzie na ślad, że dzieci były pilnowane przez rodziców,
      a "dorosłych". Może to byli np. wychowawcy (zimowisko)?

      j.
      • e_r_i_n Re: tragedia na sniegu 19.01.06, 10:50
        A ja w jakichs wiadomosciach slyszalam, ze rodzice zadzwonili po karetke itd.
        • grzalka Re: tragedia na sniegu 19.01.06, 13:38
          faktem jest, że jak się zjeżdża z górki między drzewami to sie poturbować można,
          a nawet umrzeć, jak sie niefortunnie gową w dzrewo przywali

          ale od czego zdrowy rozsądek rodzica?

          ja tam jestem fanką ślizgaczy, sanki nie daja takich możliwości :0

          a tak dygresując: dlaczego większość rodziców stoi na górce i marznie w paluszki
          zamiast właczyc się do zabawy?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja