bea.bea
17.01.06, 20:18
Dopiero co opowiadałam kolezance , jakbym zabiła sie na takiej własnie
slizgawce w niedziele.....
niesterowalne , pędzace swiństwo, i ja niby mądra baba....na oblodzonej górce..
to coś co zwą jabłuszkiem , ze mna i moja niemałą masa , na małej gorce
rozpedzilo sie do takiej predkości, ze kiedy spodkaliśmy na naszej drodze
niewielka mulde, ja poleciałam jotem trzmiela...a to coś jak ufo...
zbita kość ogonowa, rozwalony łokieć i kolano...to moje obrażenia...
ten upadek uswiadomił mi ...matce...ze są to...mordercze slizgacze
i nie pomyliłam sie...
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8155870&rfbawp=1137524987.659&ticaid=1eb5
nie wiem czy to głupota opiekunów...myslę , ze nie mieli swiadomości..ja ją
nabyłam ..
ale zgodze sie z jednym ...moje dziecko na sanki bedzie chodziło w kasku na
rower...
nie wspomne o plastiku z którego owe zjeżdzacze sa wykonane...nie wiem co
zostanie z pupy kogoś komu to tam pęknie....