nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :(

28.01.06, 15:07
nie moge... po prostu nie daje rady... moja koleżanka zaszła w ciąże , nie
chce dziecka , jest zdecydowana... nie ma stałego partnera itd
na jej miejscu - myśle że też bym sie zdecydowała żeby usunąć ciąże...
argmenty typu - niech urodzi i odda do adpocji - nie wchodza w gre... do mnie
samej tez nie przemawiają z wielu względów...
ale przejde do sedna - koleżanka poprosiła mnie o pomoc - i ja powiedziałam
że pomoge... nie moge jej zostawić z tym samej... to bliska mi osoba...
ale to nie daje mi teraz spokoju... w nocy miałam koszmary... cały czas o tym
myśle , nie moge sie skupić na niczym innym... nawet przed chwilą płakałam...
znalazłam zdjęcia płodu we wczesnym stadium...
przypomina mi sie jak byłam w ciązy ze swoim synem - jak liczyłam każdy
dzień , jak myslałam o tym jak sie rozwija , oglądąłam filmy , zdjęcia...
myśle tez o tym jak po raz drugi zaszłam w ciąże - myslałam o usunięciu - nie
chciałam tego dziecka - a kiedy zdecydowałam sie je urodzić poroniłam...
poronienie było okropne... miałam świadomość że w brzuchu miałam dziecko i że
własnie opuściło mój brzuch... a bardziej brutalnie to po prostu w szpitalnym
kiblu szukałam... czy coś zobacze czy nie... - wiem że to okropnie brzmi ale
tak było...
i teraz mysle sobie o niej , u mnie stało sie to samo z siebie a i tak czułam
sie strasznie... a ona sama o tym zadecyuje! to wszystko będzie sie działo z
jej woli... jakoś nie moge przejśc nad tym...
poza tym boje sie że coś może sie nie udać , że będa problemy... że jej
zdrowie będzie zagorżone...
i że ja sie do tego przyczyniam... do usunięcia dziecka... do narażenia jej
zdrowia...
boshe - nie moge... zżera mnie to...
ale nie moge jej zostawić... nie będe jej tez namawiac żeby utrzymała ciąże -
to by nic nie dało...
jestem totalnie rozbita...
czasami przechodzi mi przez mysl ze powinnam sie wycofać i powiedzieć że nie
moge byc przy niej...
    • 18_lipcowa Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:09
      Sowa a w jakiej ona jest sytuacji że nie chce tego dziecka?
      Facet to akurat pół biedy, tego kwiatu jest pół światu.
      W jakiej ona jest sytuacji zawodowej, gdzie mieszka, czy pracuje, ile ma lat?
      • magalik Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:15
        Sowa, sama nie wiem jak bym sie zachowala, ale jakbym pomogla to czulabym sie
        chyba jak zabojca, a jakbym zostawila i tej kolezance cos by sie stalo, jakies
        powiklania czy cos, to myslalabym ze gdybym jej nie zostawila, to byloby
        inaczej.
        Wiesz, ja bym chyba namawiala zeby urodzila. Nie wiem jakie relacje miala z tym
        gosciem, ale u mnie jak zobaczylam swoje dziecko to to by chyba poszlo w kat co
        to za jeden. Moze jak zobaczy USG to zmieni zdanie... Probowalas ja juz namowic
        zeby urodzila ze wiesz ze namowy nic nie dadza? Tak szukam sposobu zeby ja
        przekonac bo mam znajoma ktora usunela swiadomie i po dlugich namyslach - do
        teraz sie nie moze pozbierac. Dlaczego adopcja i zastepcza rodzina nie wchodza
        w gre?
        • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:22
          dziewczyna jest mniej więcej w moim wieku , nie ma pracy , nie ma swojego
          mieszkania , facet z którym jest w ciązy to na pewno nie kandydat na męża...
          ja jej powiedzialam że musi to przemyslec a ona odp. że jest zdecydowana!
          ja na jej miejscu tez bym nie chciała dziecka - naprawde... ale wiem że taka
          decyzja to ciężar na cale życie...
          mam ja namawiac żeby zostawiła dziecko - z perspektywą że raczej będzie je sama
          wychowywac , no i za co... jak...
          adopcja nie wchodzi w gre - dla mnie taki pomysł jest nie do przyjęcia... nie
          wyobrażam sobie chodzić z brzuchem 9 mies... czuc jak dziecko sie roziwja , jak
          sie rusza... a potem oddac... i całe życie żyć ze świadomością że ono gdzies
          tam jest... - ja sama bym tak nie mogła , po prostu nie dałabym rady...
          wolałabym usunąć...
          nie wiem co będzie jak zobaczy usg... podejrzewam że będzie chciała tego
          uniknąć...
          nie wiem co robić...
          to jest straszne...
          • magalik Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:29
            >>>> wychowywac , no i za co... jak...

            jest forum "oddam", nigdy tam nie zagladalam ale moze faktycznie sa osoby ktore
            nie maja co z ciuszkami robic.
            Nie wiem tez jak dokladnie dzialaja MOPSy, ale jak nie ma pracy to zawsze jakis
            zasilek dostanie - pewnie i maly, ale do tej pory jakos sie utrzymywala i
            gdzies mieszkala...
            Sa tez domy samotnej matki - robilam kiedys w takim wywiady do pracy
            doktorskiej wykladowcy - sa tam calkiem normalne dziewczyny, duzo dzieci ale
            robia dyzury i wlasciwie kazda pracowala, ten osrodek we wroclawiu byl na na
            prawde fajnym poziomie
            pewnie sa i jakies inne sposoby, ale na razie tylko to mi do glowy przychodz

            aha, ojciec placi alimenty, moze ma jakichs fajnych i wyrozumialych rodzicow i
            jak sie dowiedza ze beda dziadkami to zeswiruja totalnie
            • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:34
              nie wyobrazam sobie jej powiedziec - słuchaj moze zamieszkasz w domu samotnej
              matki... nie martw sie - dam ci ubranka po moim dziecku , jakoś będzie...

              nie moge opisywac szczegułów jej życia...
              • 18_lipcowa Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:35
                Ale nie trzeba szczegolow tylko czy jej sytuacja jest tak strasznie
                beznadziejna?
                • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:37
                  no wiesz... nie mieszka pod mostem...
                  ale nie jest niezależna finansowo...
                  no ja gdybym była na jej miejscu chyba podjełabym taką samą decyzje sad
                  • moofka Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 17:40
                    sowa_hu_hu napisała:

                    > no wiesz... nie mieszka pod mostem...
                    > ale nie jest niezależna finansowo...
                    > no ja gdybym była na jej miejscu chyba podjełabym taką samą decyzje sad
                    >
                    ___________________
                    a czym twoja sytuacja rozni sie od jej?
                    ze masz niemeza przy sobie?
                    mase kobiet wychowuje dzieci samotnie i dają radę
                    jest trudniej, ale nie niemozliwie
                    a klopoty finansowe, raz sa raz ich nie ma
                    któz ich czasem nie ma?
                    skoro sama nie mieszka pod mostem i nie pada jej na glowe to i dziecku nie
                    bedzie
                    a maluszek duzo nie potrzebuje wcale
                    namawiałabym ja, zeby urodzila
                    a wszystko sie ulozy
                    teraz pewnie jest w szoku bo sie wlasnie dowiedziala
                    to zawsze jest szok, tylko zeby nie robila nic pochopnie, bo zalowac moze cale
                    zycie
                    swoją jojkliwa postawa jakas ty biedna sama ją wepchniesz na fotel
                    na dzicko nie ma a na skrobanke ma?
                    • moofka Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 17:43
                      a, no i daj jej gratis kilka ciuszków ze swojej kolekcji smile
                      moze tym ją zachecisz zeby troszke z brzuchem pochodzila tongue_out
          • 18_lipcowa Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:33
            No to co robi?
            Z kim mieszka? Dlaczego nie pracuje? Nie ma żadnych perspektw?

            Oddanie dziecka jest wg mnie niedopuszczalne to juz prędzej bym była za aborcją.

            Sowa nie możesz brac odpowiedzialności za jej wybór. Musi zrobic tak by to
            przemyślała i wybrała mniejsze zło.
            A Ty bądź obok i wspieraj ja, pomagaj jej, nie oceniaj tego co robi. Czy
            usunie, czy zostanie w ciązy powinnaś ją wspierać, ale to wiesz...
            • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:36
              wiem - jaj jej nie oceniam - jestem daleka od tego...
              mówie raczej o swoich uczuciach...

              nie moge odp na twoje pytania bo nie chce podawac szczegułów z jej życia.
              ale tak ogólnie to jest zaradna osoba! inteligentna dziewczyna , chciała
              własnie na studia iść...
              mieszka u rodziców - nie sądze żeby sie ucieszyli...
              • magalik Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:42
                piszesz ze zaradna.... to jak juz ten najgorszy okres szoku minie to moze jakos
                sie pozbiera i da rade

                a moze wlasnie jak sie jej podsunie kilka rozwiazan - dam ci ciuszki itp to
                poczuje ze nie jest sama i moze "da rade"

                aha, moze w przyszlosci jednak planuje dzieci, a po zabiegu roznie to moze byc

                i Sowa, wspolczuje Ci, bo mimo ze masz nie oceniac (i mowisz ze Ci sie to
                udaje), to jednak bedziesz wiedziala ze cos takiego mialo miejsce. Mi by bylo
                ciezko z tym pozniej zyc
                • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 15:48
                  wiem... wiem że mi będzie potem ciężko...

                  spróbuje z nią jeszcze porozmawiać o tym...
                  • martyna1985 stara a głupia 28.01.06, 15:52
                    ehh szkoda gadac.
                    • sowa_hu_hu Re: stara a głupia 28.01.06, 15:56
                      to nie gadaj
                      • dzindzinka Re: dlaczego 28.01.06, 16:12
                        aborcja jest dla Was lepszym wyjściem niż adopcja? Akurat jeśli chodzi o
                        maleńkie dzieci nie ma problemów ze znalezieniem im rodziców. Znam kilka takich
                        rodzin i wiem, że dzieci są tam kochane i jest im bardzo dobrze. Ponoć w
                        Konstytucji jest zapisane prawo do życia. Ja osobiście miałabym większe wyrzuty
                        sumienia, gdybym pozbawiła tego prawa swoje dziecko, niż gdybym je oddała do
                        adopcji. Może jednak koleżanka rozważy adopcję i uszczęśliwienie jakiegoś
                        małżeństwa, które nie może mieć własnych dzieci? Gdybyście dziewczyny wiedziały
                        jak moi znajomi kochają swoje adoptowane dzieci...
          • dzindzinka Re: Chyba lepiej 28.01.06, 16:21
            żyć ze świadomością, że jest i zostało adoptowane przez pragnących dziecka ludzi
            i gdzieś żyje, niż ze świadomością, że nie pozwoliło się mu urodzić i
            zastanawiać się jakie by było. To jeśli chodzi o mnie.
        • palka_zapalka Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 23:40
          Chwila przyjemności i ogromny kłopot to dla mnie oznaka nieoodpowiedzialności
          pól biedy jak obojgu nie zależy czy będize dziecko czy nie, ale jak koleżanka z
          facetem który własciwie nic dla niej nie znaczy to juz nie rozumiem.
          Powiem tak nie pomogłabym jej w usunięciu bo jestem przeciwna.
          • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 23:43
            to był sex z gumką , pękła, zażyła postinor...
    • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 16:03
      im więcej o tym myśle ty bardziej chce ja od tego odwieść...

      najbardziej boje sie o jej zdrowie tak naprawde , o to że może sie nie udać...
    • black_currant Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 16:17
      Wiesz co...
      Ja bym jej nie pomogła.
      Bądź przy niej, wspieraj, ale nie obciążaj swojego sumienia jej decyzją.
      Powiedz jej czego się boisz i dlaczego. I czemu nie chcesz brać za to
      odpowiedzialności.
      Owszem, wspieraj ją (jesli możesz), nie potępiaj decyzji jaka podejmie. Ale nie
      bierz tej decyzji na siebie.
      To jej życie, jej decyzja, jej konsekwencje i ewentualne wyrzuty sumienia.
      • max-mama Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 16:24
        Tak trudna decyzje musi podjac ona sama,rozmumiem ze zle sie czujesz w zwiazku z
        tym ale jestes jej przyjaciolka.Bycie przyjacielem to nie tylko zabawa i
        smiech,to rowniez byc z tym kim kiedy jest mu bardzo ciezko.Mysle ze najlepiej
        bedzie jesli ona wyslucha twoje zdanie na ten temat bo napewno liczy na to,ale
        zaznacz ze sama musi podjac tak wazna decyzje.........i badz przy niej bez
        wzgledu na wszystko.Pamietaj ze bedzie tego potrzebowac bardzo,powodzeniasmile
    • alba27 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 16:32
      Wiesz, mi się wydaje ze sytuacja nie jest beznadziejna. Są dwa wyjścia albo
      dziewczyna usunie dizecko z czym są związane konsekwencje nie tylko prawne i
      zdrowotne ale może po prostu sobie z tym nie dać rady albo urodzi i wszystko
      się jakoś ułoży. Z ojcem dziecka nie musi być, niech poda go o alimenty, jej
      rodzice może przeżyją szok ale jak dziecko się urodzi napewno zmiękną bo tak
      jest najczęściej. Dziewczyna możę decyzję o studiach odłożyć np na rok. Jak
      dziecko troche podrośnie to może oddać do żłobka i iść do pracy. Becikowe,
      alimenty, zasiłek rodzinny na jakiś czas jej starczą. takie jest moje zdanie.
      Proszę cie , porozmawiaj z nią, może wcale nie trzeba zabijać tego maleństwo,
      może właśnie tak miało być, to dzieko może miało zmienić jej życie, nadać mu
      sens.
      • 18_lipcowa Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 16:33


        hehe jakie to q wszystko ładne, piekne i proste....hehe
        • black_currant Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 16:38
          To nie jest łatwe i proste.
          Czegokolwiek dziewczyna nie zrobi, nie będzie jej łatwo i 'tak jak przedtem'. I
          dlatego tymbardziej powinna wziąć odpowiedzialność na siebie.
          A Sowa nie powinna wspierać czegoś, czemu sama jest w głebi serca przeciwna.
        • majutka3 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 22:20
          w zyciu nie chodzi o to zeby bylo latwo....
    • beata9919 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 16:40
      To nie jest kwestia co komu poradzić.
      Tu chodzi o czyjeś życie lub śmierć. Nie można nad tym dywagować, nie ma nic do
      roztrząsania. To już się stało, dziecko żyje i rośnie.
      Decyzja jest jednoznaczna. Nie można zastanawiać się czy kogoś zabić czy nie.

      Dziecku grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Ratuj je po prostu. Choćby to nie
      było proste. Ale musi się udać.

      Przepraszam, może za stanowczy jest mój ton, ale mam dzieci, przeszłam
      poronienie, zdenerwowałam się...

      • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 16:48
        ja też mam dziecko , też przeszłam poronienie... mimo to nie jestem nastawiona
        do aborcji tak kategorycznie...
        nie potępiam tych którzy to zrobili , sama kiedyś chciałam... i gdyby moja
        sytuacja była inna - gdybym była sama , bez partnera pewnie bym sie zdecydowała
        usunąc ciąże...
        dlatego znając jej sytuacje trudno mi ja przekonywac aby utrzymała ciąże...
        sama nie jestem przekonana czy to dla niej będzie dobre...
        a z drugiej strony ten starch o nią , ta myśl o dziecku... te wyrzuty... ten
        ciężar... i to myślenie że może jednak by sie ułozyło gdyby urodziła...

        nie wiem , sama nie wiem...
        na pewno będe przy niej bez względu na to co zrobi...
        ale chyba nie potrafie pomagac jej w szukaniu sposobu ,miejsca itd jak usunąc
        ciąże...

        źle mi , no źle mi...
        • beata9919 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 17:28
          Nikogo nie potępiam, do głowy mi to nie przyszło. To nie ma nic do rzeczy.

          Chodzi tylko o priorytety. Czyjeś życie lub śmierć jest ważniejsza od czyjegoś
          samopoczucia psychicznego, planów na studia, aktualnych i przyszłych mężów i
          narzeczonych i innych tego typu problemów.

          Pewnie są osoby , które usuneły ciąże i wcale traumy nie przeżyły, mają
          szczęśliwe rodziny i są dobrymi matkami. Ale to niczego nie zmienia dla tego
          dziecka, ktore nie żyje. I to jest fakt bez względu na to czy ktoś się czuje z
          tym świetnie czy wręcz przeciwnie.

          Poza tym wydawało mi się zawsze oczywiste, że jestem odpowiedzialna (czyli
          chronię i otaczam opieką)za dziecko od momentu jego poczęcia a nie dopiero od
          momentu narodzin.To nawet nie kwestia etyki i przekonań pro - lub
          antyaborcyjnych tylko po prostu dorosłości.

          Nie piszesz też nic, czy koleżanka chociaż spróbowała coś zrobić aby wybrnąć z
          trudnej sytuacji w inny sposób. Piszesz, np. że nie wiem czy dokładnie
          zacytuję "rodzice chyba nie będą zachwyceni" ale czy chociaż spróbowała
          poszukać u nich albo u kogokolwiek pomocy? Warto trochę powalczyć o własne
          dziecko.
    • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 16:52
      na forum ABORCJA czytałam wypowiedź dziewczyny która usunęła i nie przezyła z
      tego powodu traumy...
      że dzięki temu że nie jest w ciąży odnalazła swoją dawną miłośc i teraz jest
      szczęśliwa... że gdymy miała to dziecko nie byłaby z tym facetem... itd...
      podobno jest wiele kobiet dla których nie jest to jakies starszne
      przęzycie ,zostawiające ślad na całe życie...
      może mojej kolezance tez będzie lepiej bez dziecka...
      juz sama nie wiem...
      • meduzaa1 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 17:04
        sowa_hu_hu napisała:

        >
        > że dzięki temu że nie jest w ciąży odnalazła swoją dawną miłośc i teraz jest
        > szczęśliwa... że gdymy miała to dziecko nie byłaby z tym facetem... itd...
        >

        Zależy jakie kto ma priorytety.Jeżeli dla kogoś szczytem szczęścia jest znaleźć
        sobie faceta kosztem urodzenia poczętego dziecka...
        Wiesz, te debilki które wyrzucają swoje dzieci do śmietnika albo zlecają
        morderstwo swojego dziecka konkubinowi też nie mają wyrzutów.
        • majutka3 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 22:31
          hmm mam wrazenie, czytajac posty sowy, ze jej kolezanka jest zgwałconą
          pietnastolatką, a nie dorosłą i jak to sama sowa napisala "zaradną,
          inteligentną dziewczyną"
      • 18_lipcowa Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 17:40
        Ja też znam kilka osób ktore po usunięciu czuły jedynie ulgę.
    • janka19 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 17:50
      Mnie szokuje jedno. Oddanie dziecka do adopcji nie wchodzi w grę bo jak z tym
      żyć, wiedząc że chodzi gdziec po świeci ? Ale zabicie dziecka juz nie wywołuje
      wyrzutów sumienia ?!
      Tysiace małżeństw czekają na takiego maluszka, oddajac dziecko uszczęśliwi
      przyszłych rodziców i maleństwo. A że będzie miała wyrzuty sumienia, cóż chyba
      łatwie życ wiedząc że dziecko jest gdzieś, szczęsliwe niż je zabić a potem
      udawać że nic sie nie stała i sprawa "została załatwiona".
      Znam bardzo dobrze kilka rodzin które adoptowały, teraz jedna z bliższych
      koleżanek rozoczęła szkolenie w OAO. Te matki dziekuję Bogu że matki biologicze
      nie myślały TYLKO o sobie i w sytuacji trudnej nie zabiły dziacka, tylko je po
      prostu oddały.
      A w ramach lektury proponuje www.nasz-bocian.pl
      Takie jest moje skromne zdania.Matki która bardzo długo starała się o dziecko i
      teraz każdego dnia dziękuje za ten dar.
      • sowa_hu_hu janka 28.01.06, 18:50
        no widzisz ciebie to szokuje...
        a ja wolałabym usunąc niż nosić dziecko przez 9 mies i potem oddać...
        takie mam zdanie i koniec kropka.
        poza tym kto powiedział że po usunięciu nie ma wyrzutów sumienia??? skąd ten
        wniosek???
        ja bym je na pewno miała...
        • majutka3 Re: janka 28.01.06, 22:35
          lepiej zabic, tylko dlatego, ze samo nie umie powiedziec"nie"??
          a moze kolezanka nie chce nawet myslec o adopcji z bardzo prozaicznego i
          typowego dla naszego spoleczenstwa powodu-bo co sasiedzi i rodzina powiedza?? z
          brzuchem byla i dzieciaka oddala? a o aborcji NIKT sie nie dowie, mozna spac
          spokojnie, nikt palcem nie wytknie, dla mnie nazywa sie to k....
          • sowa_hu_hu Re: janka 28.01.06, 22:53
            a dla mnie nie...
    • magdab311 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 17:53
      Pomyśl o tym jak się czułaś, gdy urodziłaś swojego synka. Ja też nie byłam
      najszczęśliwsza, gdy zaszłam w ciąże. Moja sytuacja materialna nie była
      cudowna. Fakt nie byłam sama miałam mężczyznę, który mnie kochał, ale żadne z
      nas nie miało ani pracy ani mieszkania. Bardzo się bałam tego, co powiedzą
      rodzice czy nie wyrzucą mnie z domu. A jednak urodziłam to dziecko i teraz nie
      wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Teraz jestem dzięki niemu szczęśliwa.
      Wszystko powoli zaczyna się układać. Nie jest cudownie, ale jest coraz lepiej.
      Mój synek daje mi siłę do walki z rzeczywistością. Nic nie jest proste czasami
      przerażające, ale zawsze można coś zrobić jak się tylko bardzo chce. 9 miesięcy
      to szmat czasu wszystko może się jeszcze wydarzyć. Wiem jak to jest jak się
      jest praz pierwszy w ciąży, człowiek sobie nie wyobraża ile szczęścia i radości
      takie dziecko może dać. Pomyśl, że usuwając to dziecko twoja koleżanka traci
      naprawdę dużo, choć pewnie teraz nie zdaje sobie z tego sprawy.
      • sowa_hu_hu magdab 28.01.06, 18:58
        wiem jak sie czułam jak urodziłam... ale to było chciane dziecko , miałam przy
        sobie faceta - ciąża to był cudowny okres w moim zyciu...

        ale wiem tez jak sie czułam kiedy dowiedziałam sie o drugiej ciąży - nie
        chciałam tego dziecka , myslałam o usunięciu ale nie mogłam sie na to zdobyć...
        postanowiłam urodzić i wtedy poroniłam...
        nie przeżyłam jakiejśc wiekiej traumy z tego powodu , bardziej bałam sie
        zabiegu... smutek zaczełam dopiero odczuwac po pewnym czasie... ale dzisiaj
        jest mi dobrze tak jak jest - nie wyobrażam sobie dwójki małych dzieci... ale
        czasami myśle o tym dziecku i troche tęsknie...
    • triss_merigold6 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 17:59
      Powiedz, że nie możesz pomóc w takiej sprawie i przynajmniej nie gadaj o
      dzieciątku i macierzyństwie. Znam kobiety które usunęły ciążę i nie miały
      osławionego syndromu poaborcyjnego tylko czuły ulgę.
      • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 18:54
        myśle że ona powinna podjąć decyzje świadomie ,iśc na usg - zobaczyć i wtedy
        zdecydować... chociaz może łatwo mi sie mówi... sama już nie wiem...
        wydaje mi sie że jesli nie zobaczy nie zrozumie powagi sytuacji... a chyba
        powinna...
        nie będe jej od niczego odwodzić - na siłe... ale powiedziałam jej że musi to
        przemyślec , że ma dziecko...
        ja mam wrażenie że do niej to nie dotarło... że nie zdaje sobie sprawy z powagi
        sytuacji...
        myśle że decyzje ostateczną powinna podjąc pelna świadomości tego co robi...
        • magdab311 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 19:01
          Na początku pierwszej ciąży żadna kobieta chyba nie zdaje sobie do końca
          sprawy, co to tak naprawdę oznacza. Niby wie, ale tak naprawdę nic nie wie. Do
          tego trzeba poczuć dziecko żeby sobie zdać sprawę, że to nie tylko komórka, ale
          przyszły człowiek i przyszła miłość. Żal mi tych wszystkich kobiet, które
          usunęły dziecko, bo tak naprawdę nie wiedzą, co straciły. Wiem, że to jest jej
          życie, ale spróbuj ją namówić żeby urodziła myślę, że kiedyś ci za to
          podziękuje a jak jej pomożesz to niewiadomo czy wyrzuty sumienia nie zniszczą
          waszej przyjaźni.
          • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 19:03
            jestem totalnie rozbita...
            już jej obiecałam pomóc i teraz musiałabym sie z tego wycofać... - jestem z
            resztą coraz bliższa tej decyzji...
            nie chce mieć na sumieniu jej zdrowia i tego dziecka...
            boje sie o nią...
        • triss_merigold6 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 19:02
          Dla jednych dwie kreski na teście to dziecko, dla innych zarodek czy embrion.
          Zrozumienie powagi sytuacji to uświadomienie sobie konsekwencji urodzenia
          dziecka, to akurat jest nieodwracalne.
          • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 19:04
            więc co mi radzisz triss?
      • sowa_hu_hu triss 28.01.06, 19:01
        na początku nie mówiłam nic o dziecku i macierzyństwie...
        ale biorac pod uwage to iż odniosłam wrażenie że ona nie jest w pełni świadoma
        powagi sytuacji powiedziałam że przecież jest w ciazy , ma w brzuchu dziecko i
        jesli coś zrobi to usunie dziecko a nie zęba (tzn tego nie napisałam ale dałam
        do zrozumienia) poradziłam aby poszła na usg i potem postanowiła...

        bez względu na wszystko bede przy niej...

        myśle własnie o tym że może własnie jej to przyniesie ulge , że nie będzie
        przezywac traumy... ze moze to jest dla niej lepsze...

        a może nie...
    • magdab311 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 19:14
      Pomyśl o tym, że jeżeli jej pomożesz i ona usunie to dziecko może się to
      obrócić przeciwko tobie. Dopadną ją wyrzuty sumienia, będzie szukała
      usprawiedliwienia i zarzuci tobie, że gdybyś jej nie pomogła może by się na to
      nie zdecydowała może by nie usunęła. I co wtedy będziesz się czuła winna
      śmierci tego dziecka.
      • headonshoulders Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 19:49
        wiem i rozumiem jak sie czujesz bo sama bylam niedawno w identycznej sytuacji. Moja
        przyjaciolka oswiadczyla ze jest w ciazy i ze mysli o aborcji. Powiedziala tez ze ja i jej facet jestesmy
        jedynymi osaobami ktorym powiedziala i kiedykolwiek powie.

        Trudno mi bylo opedzic sie od oceniania sie w glebi duszy jej zamiarow, ale mysle ze pomoglam jej
        rozwazyc za i przeciw. Ciaze usunela. Nie poszlam z nia. Napisala mi sms a ze juz po wszystkim i ze
        czuje sie dobrze.

        Bardzo trudna i delikatna sytuacja. Mialam problem przez nastepny miesiac zeby sie z nia widywac i
        zachowywac normalnie.
      • cruella Sowo:) 28.01.06, 19:54
        Bez względu na to co zrobi Twoja koleżanka, jaką decyzję podejmie, stań z boku.

        Kilka lat temu byłam w podobnej sytuacji. Bardzo bliska koleżanka (może nawet
        przyjaciółka) również była w ciąży. Ojciec dziecka ulotnił się szybciej niż się
        pojawił, ona została sama bez środków do życia.
        I ja wówczas zbyt naciskałam ją do podjęcia decyzji...która szczerze mówiąc była
        zgodna z moimi poglądami.

        Dziewczyna w ostatnim momencie podjęła inną decyję, pod wpływem rodziny,
        otoczenia. Nie ważne. Ja stałam się jej wrogiem, ponieważ "nie potrafiłam jej
        zrozumieć", "nie byłam w jej sytuacji"...
        Po 20 latach znajomości nie chciała ze mną rozmawiać i tak jest do dziś.
        Dziś żałuję tego co zrobiłam. Powinnam stać obok niej, wspierać delikatnie, nie
        namawiać, nie nakłaniać na siłę, nie porównywać do siebie i innych.
        Przede wszystkim nie powinnaś podejmować zdecydowanych ruchów typu "telefon do
        lekarza", "załatwienie wizyty". Cokolwiek zrobi, musi to zrobić sama. Możesz z
        nią pojechać, pomóc ale nie dzwonić, umawiać...

        Pozdrawiamsmile
        • sowa_hu_hu cruella :) 28.01.06, 20:16
          dziekuje ci bardzo za twoją wypowiedź... za zrozumienie...

          myśle o tym cały czas... po prostu cały czas... staram sie uczyć ale mysle o
          niej... o tym wszystkim... nie moge sie skupić...
          • cruella Re: cruella :) 28.01.06, 20:26
            Jaką decyzję by nie podjęła, musi to być jej decyzja. Wspieraj ją, wysłuchaj ale
            nie doradzaj co "powinna zrobić" bo w tym momencie nie jesteśmy już obiektywne.

            To bardzo trudne.

            Starałam się przeczytać wszystkie Twoje listy. Co Ona w tym momencie robi? Na
            czym stanęło? Czy powiedziała "nie wiem, zastanwiam się jaką decyzję podjąć" czy
            też "nie mogę urodzić, zrób z tym coś".
    • mamapiotra Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 19:53
      Podoba mi się wypowiedź tris, ale jest niezgodna z moim sumieniem. Bądź po prostu przy tej dziwczynie, co kolwiek zrobi wspieraj ją psychicznie, ale wycofaj się z obietnicy o pomaganiu w sensie jaki ty rozumiesz! Co to znaczy, że jej pomożesz? Znajdziesz odpowiedni gabinet zabiegowy? Idź z nią na pierwsze USG i wogóle wspieraj ją.
      • aprilia33 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:18
        Ja też byłam w podobnej do Sowy sytuacji kilka lat temu.Moja koleżanka była w
        ciąży i zastanawiała się nad aborcją.Była przerażona ciążą,nieprzygotowana i
        nie wiedziała czy ten facet nadaje się na ojca.Co prawda pracowała,ale
        mieszkała u rodziców.
        Nie jestem zwolenniczką tego,by kobieta rodziła na siłę,ale jednocześnie
        uważam,że aborcja jest złem,choć bywają ekstremalne sytuacje,gdy inaczej nie
        można.Traktowanie jej jako antykoncepcji ostatniej szansy uważam za
        nieporozumienie.Przegadałyśmy kupę czasu, starałam się,by spojrzała na tę
        sytuację z innej perspektywy i zastanowiła się jednak nad urodzeniem.Tak się
        składało,że ja wtedy byłam po stracie ciąży,więc to jak się kobieta w ciąży
        czuje i czego się boi nie było mi obce.Miała kochających rodziców,którzy wtedy
        jeszcze o niczym nie wiedzieli,więc założyła,że będą w stanie tę ciążę
        zaakceptować i wesprzeć córkę.Koleżanka mówiła o aborcji,jednak nie była tak
        naprawdę przekonana,potrzebowała po prostu wsparcia,poczucia,że świat się nie
        wali,że nie jest sama.
        Dziś jest mamą wspaniałego chłopczyka i bardzo się cieszy,że tak się złożyło,że
        jest on na świecie.Nie jest z ojcem dziecka,na razie nadal mieszka u
        rodziców,pracuje.Spotyka się z kimś,kto jej synka bardzo polubił.
        Nie chodzi mi o to,byś koleżankę namolnie namawiała na rodzenie,sama zresztą
        nie zamierzasz tego robić,ale bądź z nią i jeżeli możesz,pomóż jej,aby
        rzeczywiście miała wybór,bo na razie stoi pod ścianą.
        Przepraszam,że piszę chaotycznie,ale bardzo się spieszę.
        • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:27
          najgorsze jest to że mieszkamy od siebie bardzo daleko... nie mam możliwości
          sie z nią spotkac i porozmawiac...
          • cruella Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:35
            w nocy miałam koszmary... cały czas o tym
            myśle , nie moge sie skupić na niczym innym... nawet przed chwilą płakałam...

            Sowo, to Twoje słowa z pierwszego listu. Jeśli już teraz tak mocno przeżywasz
            jej kłopoty to pomyśl, jakim obciążeniem byłyby inne decyzje. Koleżanka może
            poprosić Cię o wybór lekarza, gabinetu. A jeśli coś nie jdzie po Waszej myśli,
            będą komplikacje? Będziesz miała wyrzuty do końca życia.

            Mówię Ci, stań z boku.Porozmawiaj z nią, wesprzyj duchowo, powiedz jej, że może
            na Ciebie liczyć ale decyzję musi podjąć sama. Może jednak zdecyduje się na
            urodzenie i oddanie do adopcji...
            • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:38
              na urodzenie i oddanie na pewno sie nie zdecyduje... myśle że juz by prędzej
              urodziła , wychowała i pewnie pokochała...

              nie wiem tylko jak ja miałabym jej teraz powiedziec o tym że jej nie pomoge...
              • cruella Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 21:56
                To zależy, na czym ta pomoc miałaby polegać.
                Pomoc to również zrozumienie, wsparcie duchowe, pomoc fizyczna.
                Jeśli koleżanka prosi Cię o znalezienie odpowiedniego gabinetu...moim zdaniem to
                wykracza poza zwykłą pomoc.

                Ale powiem tak, jeśli chcesz jej pomóc, jest to zgodne z Twoimi pogladami, jeśli
                nie wahasz się, zrób tak...jak uważasz. Jeśli będziesz miała wyrzuty po podaniu
                jej adresów, nie brnij dalej.
                Tą decyzję również musisz podjąć sama.
                Mądra jestem, prawda??smile)
                • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 22:02
                  bardzo mądra smile

                  ale sama widzisz po tym co pisze (przynajmniej powinnas widziec bo jesteś
                  mądra smile
                  że jest mi trudno... i to nie chodzi o poglądy... bo tak naprawde jestem za
                  aborcją (chyba) tzn nie potepiam tych kobiet które to robią...
                  ale tutaj to ja miałabym w pewnym sensie w tym uczestniczyć... - i chyba nie
                  potrafie...
                  • magdab311 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 22:57
                    Nie rozumiem tego jak jakakolwiek matka może być za aborcją. Gdyby kilka lat
                    temu twoja sytuacja nie była taka fajna usunęłabyś swojego synka i nie było by
                    teraz sówka nie uśmiechałby się ze zdjęcia. Ja też kiedyś zanim zostałam matką
                    byłam za aborcją to, co w brzuchu było dla mnie tylko embrionami wierzyłam w te
                    wszystkie bzdety ze kobieta ma prawo decydować o swoim ciele. Ale to nie należy
                    do kobiety to jest odrębny człowiek i ma prawo żyć jak każdy z nas. A ona jest
                    jego matką i powinna go bronić a nie zabijać. Ten embrion uśmiecha się
                    codziennie do każdej z nas i kocha nas od początku swojego istnienia. I nie
                    wierze w to ze wyrzuty sumienia nie nadchodzą myślę, że prędzej czy później jak
                    spojrzy na swoje już urodzone dzieci będzie się zastanawiać, jakie to dziecko
                    by było teraz. To tyle mojego zdania na ten temat zrobi jak uważa mam nadziej,
                    że będzie umiała z tym żyć.
                    • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 23:46
                      sówka bym nie usunęła bo sówka chciałam...
                      natomiast gdy zaszłam w druga niepalnownaą ciąże myslałam o aborcji ale sie nie
                      nie zdecydowałam , nie potrafiłam... tyle że ja byłam ze swoim facetem...

                      gdybym wpadła z kimś tam... sama nie mając nic... ano swojego mieszkania a ni
                      pracy - pewnie bym sie zdecydowała... choć wiem ze byłoby mi bardzo ciężko
                      pojąć ta decyzje...
                  • cruella Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 29.01.06, 13:03
                    sowa_hu_hu napisała:

                    .
                    > ale tutaj to ja miałabym w pewnym sensie w tym uczestniczyć... - i chyba nie
                    > potrafie...
                    >
                    >
                    Sowo, sama dajesz sobie odpowiedź. Moim zdaniem to przekracza w Twoim przypadku
                    "normalną pomoc". Być może koleżanka przejdzie po jakimś czasie do porządku
                    dziennego, być może będzie miała wyrzuty sumienia, być może...
                    Wydaje mi się jednak, że Ty będziesz je miała z pewnością. Jesteś zbyt
                    zaangażowana emocjonalnie. Ja wtedy nie byłam aż tak pochłonięta, może dlatego
                    uznałam decyzję koleżanki za "jej decyzję".Nie miałam wyrzutów sumienia, nie
                    płakałam po nocach. Jej decyzja, jej odpowiedzialność, jej nieprzespane noce,
                    jej wyrzuty sumienia. Gdybym jednak przyłożyła do tego rękę, czułabym się
                    współodpowiedzialna, bez względu na obrót sprawy.

                    Jeśli czujesz się na siłach, pomóż. Jeśli będziesz miała potem wyrzuty sumienia,
                    powiedz o tym koleżance. Jeśli jesteście ze sobą blisko, powinna to zrozumieć.
                    Powiedz, że jest to dla Ciebie zbyt trudna decyzja.

                    Jesteś mądrą sówką, dasz radę.
    • kasiulka25 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 19:58
      "ja wolałabym usunąc niż nosić dziecko przez 9 mies i potem oddać..."

      To zdanie powaliło mnie na łopatki. A może pora wykazać się empatią i wczuć w
      położenie dziecka? oczywiście - donoszenie ciąży i oddanie dziecka do adopcji
      wymagają wiele odwagi. Ale skoro jest się na tyle dorosłym, żeby iść do łóżka z
      facetem, to może bądźmy też na tyle dorosłe, żeby ponieść konsekwencje.
      Rozumiem, że trudno oddać dziecko, ale chyba to lepsze rozwiązanie niż to
      dziecko uniecestwic?

      Rozważania urodzić (i zatrzymać dziecko lub oddać do adopcji) czy usunąć to w
      rzeczywistości rozważania czy okazać odwagę czy stchórzyć. Prawda jest taka, że
      głównie chodzi tu o opinię tzw "ogółu". Bo trzeba się przyznać. Jeśli planowala
      na studia, to w lipcu będzie gdzies w 5-6mcu. Ciąża chyba nie wpływa na stan
      wiedzy? To nie jest usprawiedliwienie. To jest szukanie wymówki. Tylko trzeba
      stanąc przed rodzicami i się przyznać do tego co się stało.

      Jest mnóstwo małżeństw, które dziecka mieć nie mogą. Dzieci maleńkie
      praktycznie od razu trafiają do nowej rodziny, jeśli tylko jego biologiczna
      matka mu to umożliwi - tzn. zostawi czysta syt. prawną. Dziecko jest kochane,
      otoczone troską i opieką. Nowi rodzice są szczęśliwi. Moze czasem trzeba
      zapomnieć o sobie "ja SOBIE nie wyobrażam, JA sobie nie dam rady, co JA powiem
      rodzicom" i pomyśleć o kimś innym.

      Na koniec - ja bym ciąży nie usunęła. Nie z powodu światopoglądu. Ale dlatego
      że nie można tak bardzo myśleć o sobie, żeby krzywdzić innych.

      Pozdrawiam i życzę trafnych decyzji.




      --Kaśka--

      • sowa_hu_hu kasiulka 28.01.06, 20:12
        no widzisz... ciebie to powala... mnie nie...

        jednak jaja szanuje twoje zdanie...
        • kasiulka25 Sowa 28.01.06, 22:31
          A czy ja dalam do zrozumienia, że Twoje zdanie sie nie liczy??

          Ja tylko wyrazilam opinię.Może ostro, fakt, ale sądzę że nie obraźliwie.

          Pozdrawiam

          --Kaśka--

      • kasia.w10 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 21:43
        usuniecie ciazy to nie jest "unicestwienie" tylko "zabojstwo". Popieram :"Betty
        julcia"
    • mamapiotra Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:07
      no nie. gryze sie gryze i przegryze. Usówanie ciazy to wg. mnie zabijanie wszelkich mozliwosci takiego dziecka. Ono nigdy nie poczuje co to miłosc, szczescie i calej reszty radosnych i smutnych rzeczy, bo matka sie bała odpowiedzialności i komplikacji życiowych! Och! Z bezsilności gryze palce.
      • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:13
        myśle że wielu osobom łatwo sie mówi bo tego nie przeżyły...

        ja byłam w niechcianej ciaży i wiem co znaczy taki dylemat... tyle że ja
        postanowiłam urodzić...
        ale moja sytuacja byla inna... w moim mniemaniu lepsza...
        • mamapiotra Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:30
          Nie tylko ty byłaś w niechcianej ciąży. Ale mi do głowy nie przyszło usówanie ciązy. wg. mnie to jest kwestia sumienia. moje mi nie pozwala sie zgodzić na aborcję. Twoje ci pozwala. Nie ma w tym nic złego. Sumienie pozwala ci pomóc znajomej. Moje też by mi na tom pewnie pozwoliło, ale w bardziej ograniczonym zakresie. Ale problem w tym, jak ta pomoc może wyglądać. Można pomagać na rózne sposoby... Możesz odmówić pomocy w poszukiwaniu odpowiedniego lekarza, jeśli jest to niezgodne z twoim pojmowaniem pomocy.
          • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:35
            no własnie widać jak sumienie mi pozwala... gdybym nie miała wątpliowści nie
            byłoby tego postu!

            co do sumienia - gdyby aborcja była dla mnie lekką sprawą sama bym sie jej
            poddała a jednak postanowiłam urodzić...
            ale sa różne sytuacje życiowe - i wiem ze gdybym była w trudnej sytuacji jest
            duze prawdopodobienstwo ze zdecydowałabym sie na usunięcie...
        • leli1 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:38
          sowa, nie wiem jak sie czuje w takiej sytuacji...wiem tylko jak sie czuje w sytuacji odwrotnej, kiedy sie bardzo chce, pragnie , pożąda dziecka...a ono nie przychodzi. Trudno chyba porownywac obydwa "bóle", wszystko zależy po jakiej stronie sie stoi.
          Nigdy nie popierałam aborcji, ale tez nie negowałam...przynajmniej nie tak bardzo jak teraz.
          Ale mysle sobie tak, ona nie chce dziecka teraz, nie widzi jego w swoim zyciu, ale czy tak samo bedzie za kilka miesiecy, moze sytuacja sie zmieni, moza ona na spokojnie przemysli wszystko jeszcze raz, wszystko sie moze zdarzyc, ale jesli usunie to czasu nie cofnie. tego dziecka nie bedzie!, a jesli ona ma chocby nikłe sumienie to nie da jej ono życ. Tak to widzę i tak często czytam na forum Aborcja. Tam piszą konkretnie kobiety ktore przez to przeszły.
          Obie rzeczy (aborcja/adopcja) w tym momencie sa pewnie dla niej koszmarem, tylko który koszmar mniejszy?!!
          Nie wiem czy Twoja kolezanka orientuje sie w kwestiach pomocy kobietom w takiej sytuacji, ale sa pewne mozliwosci, łacznie z adopcja ze wskazaniem, gdzie jesli tylko bedzie chciala moze miec pelno informacje o dziecku, a takze mozliwosc kontaktu z nim.
          Sowa, Twoja kolezanka ma problem, rozumiem solidarność, chęć pomocy, przyjaźń, ale w moim pojęciu nie powinna obciążać Twojego sumienia czyms takim, ale skoro tak juz sie stalo ze Cie w to "wciągnęła" pomyśl, czy aby na pewno masz obowiązek/powinność w tym uczestniczyć.
          Jesli jest jeszcze trochę czasu to spróbuj z nią popracować nad naświetleniem jej tego obecnego koszmaru w nieco innych barwach, oczywiscie jesli nie popierasz w pełni jej decyzji, bo jesli tak....... sad.
          Pozdrawiam.
          • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:47
            jak na razie w niczym nie pomogłam - obiecałam "tylko" , że sie dowiem co i jak
            itd...
            wspieram ją dobrym słowem - tak mi sie wydaje... jednocześnie starałam sie jej
            uświadomić że MA dziecko... że ono sie rozwija... oczywiście bardzo delikatnie
            to przedstawiłam... poprosiłam żeby udała sie na usg...
            cały czas jej powtarzam ze jestem przy niej , i będe bez względu na to jaką
            podejmie decyzje...
            prosiłam zeby to jeszcze przemyslała...

            ona powiedziała że nie chce zabiegu... jest w początkowej fazie ciąży - chce
            wziąśc tabletki wywołujące skurcze , powodujące poronienie...
            jest jednak tyle skutków ubocznych... metoda w 80% skuteczna... - ja sie boje -
            boje sie o nią...

            i chyba nie moge jej pomóc... jedyne co chyba zrobie to podeśle jej strony
            jakie znalazłam w internecie na ten temat - żeby miała świadomość zagrożenia ,
            i wszystkiego innego...
        • betty_julcia Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:44
          Z tego co przeczytałam to jej sytuacja też nie jest najgorsz....Nie na tyle zła
          żeby brać na siebie i na ciebie obciążenie na całe życie.... Nie wiadomo
          jeszcze czy będzie sobie potrafiła poradzić z tym po usunięcia dziecka, wtedy
          obydwie będziecie winne.
          Namawiaj ją zeby urodziła. Na pewno łatwo jej nie będzie ale jak urodzi, ba!
          nawet za kilka miesięcy będzie szczęśliwa że nie usunęła.

          Jeżeli chodzi o twoje miejsce w tej sprawie to albo namawiaj ją do urodzenia
          albo właśnie przeproś ją i powiedz ze nie możesz jej pomóc. Ty masz dziecko
          wiec nie bierz na siebie części poczucia winy. Ta decyzja musi być tylko jej
          decyzją i musi rozważyć ją zgodnie ze swoim sumieniem. Później będzie miała zal
          tylko do siebie. A u ciebie w ramach pomocy oczekuje jedynie potwierdzenia
          słuszności jej wyboru i zrzucenia części cięzaru na ciebie. Niczego innego.
          ------------------------------------------------------
          Betty to mama a to jestem ja:
          GWIAZDECZKA
          • betty_julcia Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 20:49
            A moze rzeczywiście skieruj ją na forum aborcja, albo ty przeczytaj i w ramach
            pomocy naświetl jej co przeżywają dziewczyny, które przez to przeszły...

            Wiesz, ja myśle ze jak usunie to nie będzie tego teraz żałować, za 5 lat też
            moze nie będzie żałować.
            Ale życie jest długie, założy rodzinę i będzie kiedyś miałą upragnione dzieci i
            wtedy myśl o tym ze jest jeszcze jedno - nienarodzone nie da jej spokoju. To do
            niej kiedyś wróci ale dopiero wtedy jak poczuje smak macierzyństwa. Bedzie
            patrzyła na swoje dzieci i zawsze myślała, w każdym wieku jakiebyłoby tamto
            dziecko.
            ------------------------------------------------------
            Betty to mama a to jestem ja:
            GWIAZDECZKA
            • ciociapolcia Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 21:32
              Czytam, czytam i jedyne co moge napisac, to to, ze nikt nigdy nie bedzie
              wiedzial co bedzie czul jak czegos tam nie przezyje...
              Sytuacja trudna, wiadomo. Ciezko cos doradzic, bo to przeciez jej sumienie i to
              ona bedzie sie z tego "rozliczac".
              Sowa, nawet jezeli jej "pomozesz", to przeciez jej wybor co zrobi. Oczywiscie
              mozna ja namawiac, przekonywac, ale w tym wypaku tez trzeba brac
              odpowiedzialnosc za to co bedzie... A jezeli bedzie tak, ze oddanie dziecka nie
              wchodzi w rachube, osobiscie tez sobie tego nie wyobrazam, ale tez mysle sobie
              co mozna czuc majac dziecko niechciane, czyli takie dziecko, ktore "jest
              przeszkoda", "zrujnowalo zycie matki" itd.
              Sama mam chwile zwatpienia czy aby sie nadaje na bycie matka. Tyle, ze w moim
              przypadku jest juz po ptakach wink, no i nigdy nie stalam przed takim dylematem,
              chociaz jak sie dowiedzialam, ze jestem w ciazy to nie bylo mi az tak za
              rozowo... Chociaz moja sytuacja byla o niebo lepsza, jedynie odczucie, ze to
              jeszcze "nie teraz". Ot tyle...
              • ciociapolcia Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 21:35
                Ponioslo mnie z enterem.

                A wiec, ja bym pomogla w sprawie rzetelnej informacji, poniewaz to ona musi
                zdecydowac, nikt za nia zycia nie przezyje, nikt inny za nia odpowiedzialnosci
                przeciez nie poniesie. Jej zycie, jej wybor.

                Co do Twoich Sowo rozterek oczywiscie rozumiem i wspolczuje sytuacji.

                Pozdrawiam,
                K.
            • lola211 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 22:55
              Betty, tylko bez uogólnien.Jedna bedzie przezywac , a druga nie.
    • elza78 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 21:35
      jak widac syndrom poaborcyjny dotyczy nie tylko samych niedoszlych mam, ale tez
      ich otoczenia...
      sowo, ja zrobilabym wszystko zeby ona tego dziecka nie zabila...
      ale ja mam dosc radykalne w tej kwestii poglady ktore dla mnie nie podlegaja
      dyskusji, zycie trzeba szanowac, bo jest cudem, aborcja to zabojstwo w 5 czy w
      20 tygodniu jest to czlowiek...
      skoro czujesz sie z tym zle to znaczy ze cos jest nie tak, sproboj porozmawiac
      z nia, naswietlic inne aspekty sytuacji, dziecko naprawde nie jest koszmarkiem
      ktory burzy nasze dotychczasowe zycie...
      a adopcja, oddanie do adopcji, czemu uwazacie ze to takie straszne wyjscie,
      lepiej zabic?
      • joannaa-m Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 28.01.06, 22:39
        Bardzo mi się podobają wypowiedzi cruelli. Myślę podobnie jak ona. Możesz ją
        wspierać duchowo, zapewniać , że bez względu na jej decyzję będziesz przy niej,
        ale nie możesz decyji podejmować za nią. A poza, tym. Rozumiem, że jesteście
        sobie bliskie, ale nigdy nie wiesz jak ona się zachowa w przyszłości. Bez
        względu na to, czy ciążę usunie, czy nie, może Ciebie obarczać, ża Twój wpływ
        na nią. Generalnie, nie zazdroszczę Tobie tej sytuacji. Ja też miałam
        przyjaciółkę, która zaszła w ciążę z przypadkowo poznanym chłopcem i ją
        usunęła, ale o tym powiedziała mi dopiero póżniej. A losy bywają na tyle dziwne
        i kręte, że w tej chwili jest mamą syka i szczęśliwą mężatką właśnie z tym
        przypadkowo poznanym chłopcem.
        • sowa_hu_hu joanna 28.01.06, 22:55
          dziękuje za tą wypowiedź
    • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 29.01.06, 11:39
      myślałam o tym wszystkim dosłownie cały wczorajszy dzień... postanowiłam
      bezpośrednio nie pomagać...
      jako że mieszkamy daleko od siebie i nie mogłysmy sie spotkać napisałam do niej
      wyjaśniając moje stanowisko...
      napisałam że będe przy niej bez względu na wszystko , że jej nie potępiam , że
      rozumiem... ale nie moge pomóc tak jak ona na to liczyła bo sumienie mi nie
      pozwala... i starch o jej zdrowie - nigdy bym sobie nie wybaczyła gdyby coś jej
      sie stało i ja bym sie do tego przyczyniła...
      oczywiście nie zonacza to że nadal sie nie boje , nie martwie... wprost
      przeciwnie...
      zwłaszcza że nie otrzymałam odpowiedzi... boje sie że ona będzie miała do mnie
      żal... że sie obrazi (jeśli moge tak to ująć)
      tak więc cały czas czekam na jakieś wieści...
      dziękuje wszystkim za pomoc - naprawde dużo mi to dało , wasze wypowiedzi
      pomogły mi podjąć , wydaje mi sie , słuszną decyzje...

      dziękiuje
      • cruella Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 29.01.06, 13:12
        Podjęłaś dobrą decyzję, zgodną z Tobą samą.
        A najbliższy okres będzie poniekąd próbą Waszej przyjaźni.

        Mam wielu dobrych znajomych. Jedną taką "od serca". To jest właśnie ta osoba,
        która w najgorszym momencie (zupełnie odmiennym od tego) wspierała mnie,
        dzwoniła ale zawsze na końcu rozmowy padały słowa "pamiętaj, że decyzja należy
        do ciebie".
        A ja oczekiwałam, że powie "zrób tak..., zrób inaczej, zadzwoń tu...". Z
        prostego powodu, potem miałabym na kogo przerzucić odpowiedzialność, choćby taką
        psychiczną.
        A tak, sama podejmuję decyzje, sama za nie odpowiadam.
        To taka namiastka dorosłości.
        • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 29.01.06, 13:38
          cruella dzięki , kochana z ciebie babka smile
    • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 29.01.06, 13:37
      powiedziała że nie wie co robić i nie wie jak... że jak sie zdecyduje to sie
      odezwie...


      sad
    • kalina_p współczuję, ja bym nie mogła... 29.01.06, 14:39
      no ale ja uwazam aborcje za zlo konieczne, dozwolone ze wzgledu na stan zdrowia
      matki, plodu lub tragiczną (!) sytuacje zyciową. Nie potrafiłabym byc przy
      koleżance, gdyby usuwała dziecko. Przy przyjaciółce - może, nie wiem...
      Ale jeśli masz inne poglądy na aborcję, niz ja, to z kolei nie rozumiem Twoich
      obaw i zdenerwowania.
      Wg. mnie najlepiej, gdyby dala dziecku szanse zyc i oddala do adopcji, bo z
      usunieciem równie ciężko będzie jej sie pogodzić.
      Czytalam ostatnio o jakichs badaniach psychologicznych w Stanach - jak ogromny
      odsetek kobiet po aborcji ma później klopoty z emocjami, ze związkami z ludźmi,
      z zyciem ogólnie...smutne. Jak odda do adopcji tez jej będzie ciężkosad
      A Twoja rola? Skoro zdecydowałas być z nią, to bądź, nie naciskaj, nie
      namawiaj, pewnie jest nieźle rozchwiana i spanikowana, a powinna sama wszytsko
      głęboko przemysleć. Możesz jej podsunąc iles tam rozwiązań sytuacji, ale
      zaakceptuj to, co ona postanowi.
      Powodzenia.
      • sowa_hu_hu Re: współczuję, ja bym nie mogła... 29.01.06, 15:07
        nie wszystko jest czarne lub białe...
        to że nie neguje aborcji nie jest jednoznaczne z tym jakie mam teraz
        odczucia... moge byc za aborcją ale czy to oznacza że mam w niej w jakiś sposób
        uczestniczyć , ze mam pomagać... czy to oznacza ze nie mam praw czuć sie tym
        obciązona , mieć wyrzutów... czuć sie z tym źle?
        to że ktoś jest za aborcją jest jednozbaczne z tym że nie ma obaw , ze nie ma
        uczuć , że go to nie boli...? bardzo , bardzo duży błąd...

        ja chyba nawet chciałabym żeby ona urodziła ale nie ejst wazne co ja chce ,
        wazne jet czego ona chce , bo to jej zycie...

        oczywiście ja akceptuje każdą jej decyzje , nie potępiam i rozumiem...
        • polka79 Re: współczuję, ja bym nie mogła... 29.01.06, 15:17
          ja nie potrafilabym usunac wlasnego dziecka-zabic go, i mialabym ogromne
          wyrzuty sumienia na Twoim miejscu, namawialabym na urodzenie,
          • sowa_hu_hu Re: współczuję, ja bym nie mogła... 29.01.06, 19:17
            jak ja moge dorosłą osobe NAMAWIAĆ???
            ja moge ją wesprzeć... przeanalizować z nią różne wyjścia... ale na pewno nie
            namawiać...
            jestem daleka od oceniania...
            ty byś nie potrafiła usunąc ale sa tacy co potrafią co wcale nie oznacza że są
            źli...
            to jest jej decyzja - nie moja...
    • edorka1 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 29.01.06, 21:12
      Łatwo jest wyszukać argumenty przeciw ciaży... gdy w perspektywie jest samotne macierzyństwo. Trudniej w druga stronę. Trudniej ale to nie znaczy, że ich nie ma...
      I juz zupełnie nie rozumiem stwierdzenia o niemozliwości oddania dziecka do adopcji. Dlaczego???Bo trudniej???
      Jasne. Tyle ze życie kobierców pod nogi nie ściele. I normalne jest , że bywa trudno. I człowieczeństwo człowieka ocenia się w trudnych sytuacjach a nie na balu.
      A może chodzi o to co ludzie powiedzą??
      O to chodzi, bo o aborcji nikt się przecież nie dowie...
      A wogóle to nie rozumiem Sowa - myślisz że potrzymasz ją za rękę przed i po i nie wróci Ci to potem rykoszetem - w stosunkach z koleżanką, w myślach ???
      Cos mi się wydaje, że Ty szukasz głosów wsparcia bo sama siebie chcesz przekonać do czegos do czego przekonania nie masz.
      Nie rozumiem takiego podejścia.
      W tym temacie nie ma miejsca na ściemnianie.
      NIGDY nie pomogłabym kolezance w usunięciu ciaży. To jest sprzeczne ze wszystkim w co wierzę.
      • sowa_hu_hu edorka 30.01.06, 08:58
        chyba nie wiesz o czym mówisz.... napisałam tu wystarczająco dużo... i każda
        osoba zrozumiała chyba co przezywam , tylko ty mi napisałaś że szukam wsparcia
        do czegoś do czego nie jestem sama przekonana... bzdura , bzdura , bzdura...
        poza tym chyba nie przeczytałas wsztystkiego do końca bo wyraxnie napisałam że
        rozmawiałam z koleżanka i powiedziałam że jej nie pomoge z wiadomych dla mnie
        powodów...
        co nie oznacza że ja potępiam i że ją odrzuce jesli to zrobi...

        nie wiem czego można tutaj nie rozumieć...
        • edorka1 Re: edorka 30.01.06, 09:51
          Przeczytałam Twój pierwszy post,dlatego tez odniosłam się do Twojej pierwszej wypowiedzi.
          Mea culpa ... bo faktycznie niedoczytałam co pisałaś dalej...
          Dobrze, że jej nie pomożesz w planach aborcyjnych.
          A może mogłabys jej pomóc unaczej, może mogłaby jednak urodzić to dziecko???
          Miałam podobny przypadek wśród koleżanek. Dziewczyna urodziła, jest dziś sama z dzieckiem - kocha to dziecko nad zycie. A ja do dziś pamietam jak płakała i mówiła że absolutnie nie chce tego dziecka, że nic do niego nie czuje. Ze to wielka pomyłka, że nie chce brzucha a chce żyć jak żyła, że ma tyle planów... I nie zapomnę jak była szczęśliwa - choc bardzo się bała tego co będzie - gdy potem widziała swoją fasolkę na usg. Urodziła. Było jej bardzo, bardzo trudno. Ale pomalutku wszystko się jakoś ułożyło.Znaleźli się ludzie, którzy pomogli.Bo nade wszystko ważne jest aby tacy ludzie sie znaleźli...
          • sowa_hu_hu Re: edorka 30.01.06, 10:06
            ja ją pytałam czy rozważa urodzenie dziecka... niestety wszystkie moje pytania
            tego typu pozstają bez odpowiedzi... ja naprawde robie co moge... próbowałam
            delikatnie...
            ona napisała że sie odezwie jak podejmie decyzje... nie moge już nic mówić bo
            czuje że to już będzie narzucanie sie...
    • chaber2005 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 29.01.06, 22:05
      Weź pod uwagę że Twoja przyjaciółka NIE WIE jak to jest być matką, jakie to są
      uczucia i jakie siły mobilizują. Kalkuluje na sucho za i przeciw - masz synka,
      naświetl jej jakoś, że dziecko może całkowicie zmienić jej światopogląd, może
      być - już bardzo niedługo - szczęśliwa że je po prostu ma.
      • ewa2233 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 30.01.06, 09:33
        Ja wiem, że nie poradziłabym sobie psychicznie, we wspieraniu kogoś w decyzji,
        co do zabicia dziecka. Dla mnie ciąża jest równoznaczna z tym, że nosi się w
        sobie dziecko. Oczywiście można to rozparywać inaczej - ja mówię tu za siebie.

        Raczej starałabym się wesprzeć psychicznie i rozpatrzyć WSZELKIE możliwości,
        które możaby było zastosować wtedy, gdy dziewczyna dziecko by urodziła.
        Ale nie w sposób chaotyczny, tylko z kartką, długopisem, spisem telefonów do
        wszelkich możliwych instytucji i osób, które mogłyby pomóc. Najlepiej spisać
        wszystko, co przyjdzie do głowy, a później eliminować pomysły, których nie
        można, z jakichś względów, zrealizować. Zapisać nawet dom samotnej
        matki, "ciotkę Stefkę", która mieszka samotnie i potrzebuje opieki, jak również
        Pomoc Społeczną i Romana Giertycha.

        Starałabym pomóc znaleźć wyjście - może nie proste -ale pozwalające dziecku żyć.
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç
        • sowa_hu_hu ja już podjęłam decyzje - nie wszyscy doczytali... 30.01.06, 09:34

          • chaber2005 Re: ja już podjęłam decyzje - nie wszyscy doczyta 30.01.06, 11:11
            Podjęłaś - doczytałam - i właśnie dlatego napisałam, podjełaś decyzję trudną i
            słuszną, i chwała Ci za to, i myślę właśnie że pomoc jaką możesz oferować to
            próba opowiedzenia uczuć jakie wywołuje dziecko - bo Ty je znasz, a ona nie.
            Decyzję i tak podejmie sama, ale jak mozna rozważać coś nie mając wszystkich
            danych?? co innego gdyby usuwała dziecko mając już jedno, wiedziałaby czego się
            pozbawia i co unicestwia - wydaje mi się naprawdę ważne, żeby ktoś spróbował
            jej przekazać - choć to bardzo trudne - jaka ją miłość ominie.
            • sowa_hu_hu Re: ja już podjęłam decyzje - nie wszyscy doczyta 30.01.06, 11:16
              nie wiem czy mam racje... moge sie mylić... tak naprawde tylko moge sie
              domyślać... otuż ona mi nic nie powiedziała co na to jej "chłopak"... boje sie
              własnie że pod jego wpływem podejmie taką a nie inna decyzje...
              tzn ja jej nie chce namawiac na urodzenie ale chciałabym z nią chociaz
              porozmawiac - niestety nie mieszkamy w tej samej miejscowości a w tym momencie
              nie ma szans na spotkanie...
              • pampeliszka o przyjazni 30.01.06, 12:13
                Sowa, wspolczuje. Moja przyjaciolka ma do mnie do dzis maly zal, ze nie wybilam
                kiedys jej z glowy decyzji o przerwaniu studiow. Wedlug niej- powinnam byla to
                zrobic. A uparta byla jak koza i nikogo nie sluchala, a teraz zaluje.
                Wiem, ze w porownaniu z decyzja o aborcji to jest nic, ale mechanizm moze byc
                podobny. I żal, ze jej nie zatrzymałaś.
                • chaber2005 Re: o przyjazni 30.01.06, 13:03
                  Właśnie, Pampeliszka, taką sytuację sobie wyobraziłam - że dziewczyna kiedyś
                  będzie mieć żal do Sowy, że jej nie powstrzymała. Ja przed urodzeniem dziecka
                  kompletnie nie wyobrażałam sobie jak to bedzie - pamiętam - ona moze mieć tak
                  samo, Sowa już jest mamą. Jeśli chłopak naciska sytuacja jest jeszcze gorsza,
                  bo w takiej sprawie, życiowej przecież, nie wolno podejmować decyzji pod nawet
                  lekkim przymusem, zwłaszcza w tą stronę, a chłopak ma przypuszczam największy
                  wpływ. Tym bardziej Sowo, dla równowagi, starałabym sie powiedzieć dziewczynie
                  co ewentualnie straci - kurcze, dla faceta który zrobił a teraz nie chce,
                  sorry, ale na pewno nie warto.
                  • sowa_hu_hu Re: o przyjazni 30.01.06, 13:08
                    ale ja nie wiem , tak moge tylko przypuszczać... nie wiem jakie jest jego
                    zdanie... nie chce nikogo oskarażać! ale ona mi nie powiedziała co on ta to
                    wszystko...
                    dziewczyny zrozumcie ja nie moge na siłe jej namawiac zeby urodziła!
                    ja powiedziałam zeby to przemyslała , zeby poszła na usg , zobaczyła... a potem
                    podjęła decyzje...
                    pytałam czy sie zastanawiała nad urodzeniem dziecka ale nic nie odpowiedziała...

                    kiedyś tez komuś chciałam pomóc - miałam koleżanke - facet ją bił... później
                    usłyszałam że naciskam , za bardzo narzucam swoje zdanie...
    • lola211 Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 30.01.06, 13:09
      Nie zazdroszcze Ci przyjaciolki- obarcza Cie takimi problemami.JAk niby masz
      jej pomóc? Czy ona sobie zdaje sprawe, ze pomoc w aborcji jest karalna? Pomoc
      powinien jej jesli juz to gosc, z ktorym zaszla, a nie osoba trzecia.Nikt nie
      powinien o tym wiedziec, nawet przyjaciolka, zwlaszcza ta, ktora ma dziecko.
      • sowa_hu_hu Re: nie wiem jaki dać tytuł... totalny dół :( 30.01.06, 13:12
        bez przesady... to nie jest zła osoba... od lat sobie pomagamy... ona mnie
        porosiła ale jak odmówiłam nie obraziła sie (jeśli mozna tak to ująć) - nie
        wiem czy ma żal czy nie... wierze że nie... gdyby miała byłoby mi bardzo
        przykro...
        ale masz racje w tym że powinien pomóc jej facet - ale nie mam pojęcia jakie
        jest jego zdanie...
Pełna wersja