mama_4latka
30.01.06, 15:39
Słucham tych wszystkich relacji z Katowic i myślę, co by było, gdyby znalazł
się tam ktoś z mojej rodziny. Załóżmy, że nie mam o nim wiadomości a jest już
dajmy na to pięc godzin od zawalenia się dachu, na dworze straszny mróz,
specjaliści twierdzą, że szanse na znalezienie żywych znacznie maleją z każdą
minutą. Czego bym wtedy chciała? Myślę, że na tzw. chłopski rozum chciałabym
taką osobę wyciągnąć stamtąd za wszelką cenę. Zeby sprowadzili ciężki sprzęt
(dźwigi itd) i nawet kosztem ryzyka spróbowali ją wyciągnąć. Dlaczego więc
nie zrobiono tego w odpowiednim momencie? W sobotę około 23 słyszałam
wypowiedź jednego z głównych ratowników, że jeszcze poczekają ok. 1,5 h i
będą nasłuchiwać a potem wprowadzą ciężki sprzęt. Dlaczego więc postąpiono
inaczej- nigdzie potem już tych planów nie słyszałam? Proszę, żeby mnie nie
zrozumiano źle - nie zarzucam ratownikom źle poprowadzonej akcji - nawet nie
wiem, czy to sami ratownicy podejmują decyzję, kiedy wpuścić ciężki sprzęt.
Współczuję rodzinom ofiar i nigdy nie chciałabym być na ich miejscu i
czekać ... A jeszcze do tego komentarze polityków: "akcja przeprowadzana
wspaniale - w ciągu 5 godzin wydobyto żywych ludzi". A gdyby było zimniej to
usłyszelibyśmy "w ciągu 3 godzin wydobyto żywych ludzi?" - jeszcze lepiej, bo
można się pochwalić, że szybciej, tak? To po co takie argumenty? Czy decyzje
o nie macie wrażenia, że decyzja o nie wpuszczeniu ciężkiego sprzętu była
decyzją polityczną? Nie chcę dyskutować tu o partiach, bo myślę, że wszyscy
politycy są siebie warci. Mam tylko wrażenie, że przy podejmowaniu tak ważnej
decyzji mniej liczyli się ludzie, którzy leżeli tam pod śniegiem, a bardziej
polityka (nie wiem, czy to żeby nie zatrzeć dowodów i znaleźć winnych
tragedii czy...). No i dlaczego nie wpuszczono tam jednostki ratowniczej z
Niemiec, która przyjechała pomóc?