blou1
13.02.06, 17:33
Ciekawa jestem czy to tylko mój ślubny tak ma. Po każdych zakupach wracamy w
złych nastrojach a często pokłóceni. Zakupy to dla niego bieg przez sklep z
przerwą na wrzucenie czteropaku do koszyka. Ale w lodówce ma być wszystko,
oczywiście.
Oglądanie ciuchów to kara najgorsza a nie daj Bóg ich kupowanie.
A wiecie, widziałam gdzieś facetów grzecznie czekających na kobietki mierzące
ciuchy, było ich chyba ze czterech (po jednym na kobietkę oczywiście). No i
zwróciłam mojemu na nich uwagę, a on mi na to że owszem czekają ale myślą
swoje. Akurat!
Od jakiegoś czasu na zakupy ciuchowe jeżdżę z koleżanką i winka przy okazji
się napijemy i jest miło. I jest to jakieś wyjście. Jedyne chyba ale dobre
dla obu stron i naszego małżeństwa.
A jak Wasi sprawdzają się na zakupach?