o co chodzi??? do mam nauczycielek

14.02.06, 13:34
Na forum tym i innych ciagle sie przewija temat taki, ze dzieci w szkolach sa
przeladowywane niepotrzebna wiedza, ze program jest przeladowany, ze biedne
dzieci itd...
Jestem doktorantka i mam zajecia ze studentami - na ogol analiza matematyczna
i powiem szczerze ze wiedza z jaka przychodza uczniowie ze szkol jest
zatrwazajaca...
Z roku na rok coraz wiecej przychodzi idiotow, za przeproszeniem, ktorym
trudnosc sprawiaja zadania, ktore ja mialam pod koniec podstawowki (takie
trudniejsze zadania na ulamkach - skracanie ulamkow). Studenci ci maja byc
przyszlymi nauczycielami matematyki, fizyki, informatyki.
Kurcze chodzilam do liceum w malym miasteczku i moi znajomi z profilu
humanistycznego mieli wyzszy poziom wiedzi matematycznej niz Ci z ktorymi sie
spotykam.
To nie jest moja prywatna opinia, ale wszystkich pracownikow uczelni, z jakimi
rozmawialam na ten temat.
Ze coraz wiecej przychodzi ludzi, ktorzy nic soba nie reprezentuja. A ich
obroncy krzycza, ze biedactwa sa przeladowane wiedza...
O co chodzi?
    • sabulka Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 14:17
      Nie wyobrażam sobie, że można studiować przedmioty ścisłe mając problemy z
      podstawami z matematyki. Myślę, że to wina systemu oświaty , reforma
      spowodowała, że dzieci uczą się głownie "pod testy" (szóstoklasisty,
      gimnazjalisty itd). Myślę, że to jest wielki minus testów. To powoduje, że
      liczy sie przerobienie możliwie jak najszerszej partii materiału z danego
      przedmiotu, ciężko wiec o ugruntowanie wiadomości naprawdę podstawowych.
      Słyszałam , że wiele dzieci kończąc SP ma problemy nawet z tabliczką mnożenia.
      Problemem jest też zbyt duże przesiadywanie dzieci przy komputerze zwłaszcza
      granie w gry, które w nadmiarze ogłupiają , może i ćwiczą refleks, ale po
      takim kilkugodzinnym (znam takie przypadki) dziecko siada do lekcji i ciężko
      jest mu
      się skupić nad nauką. Wiele zależy więc od rodziców, którzy powinni dziecku
      wyznaczać określony czas na granie czy oglądanie TV i zapewnienie też dzieciom
      czy młodzieży odpowiedniej porcji aktywości fizycznej.
      Nauczyciele nie mogą zbyt wiele, bo program czy im się podoba czy nie musza go
      realizować...
      • 18_lipcowa Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 14:29
        Jestem za uczeniem się tego co interesuje naprawdę, to co sie w zyciu przyda.
        A nie za ryciem wszystkiego na pamięć jak leci.
        Ja w szkole średniej uczyłam się polskiego ,historii, geografii języków tak by
        mieć jak najwięcej wiedzy i jak nalepszą ocenę. Resztę przedmiotów- tzn
        dokładnie rzecz biorąc ścisłych- matma, fiza, chemia olewałam, bylby zdać. Te
        pozostałe- jakos szły że zawsze było dobrze, typu PO, WF i inne. Wiedzialam że
        nigdy tego nie zrozumiem, tzn przedmiotów ścisłych nigdy się tego nie naucze,
        nigdy nie będzie mi to potrzebne.
        Wiedzialam że pojde na studia humanistyczne a do codziennego życia wystarcz mi
        że umiem mnożyc, dzielic, dodawac i odejmowa. A i procent wyliczyć.
        Po co uczyc sie na siłę?

        Osoby ktore kuły z wszystkiego tak naprawdę nie były dobre z niczego.
        • sylwiksylwik Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 14:36
          Tak Lipcowa, ale nie poszlas studiowac fizyki ani matematyki...
          Dodatkowo ludzie, o ktorych pisze mieli czesto bardzo dobre stopnie w dobrych
          liceach...
          Malo tego to o czym pisze nie dotyczy tylko stydentow "scislowcow" wiem ze na
          humanistyce prowadzacy zajecia tez czesto nie maja z kim rozmawiac.
          pozdrawiam
        • karambol45 Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 14:44
          rozumiem że dla humanisty uczenie się matmy jest katorgą ale uczy to logicznego
          myślenia , poza tym po trzeba coś o cyferkach wiedzieć aby potem dziecku pomóc
          w lekcjach
          takie mam zdanie
          • 18_lipcowa Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 14:46
            karambol45 napisała:

            > rozumiem że dla humanisty uczenie się matmy jest katorgą ale uczy to
            logicznego
            >
            > myślenia

            Nie, uczy wyłącznie jak dobrze ściągać albo odpisywać zadania od zdolniejszego
            matematycznie kolegi.Ew uczy jak ładnie poprosić matematycznego geniusza by za
            Ciebie zrobił zadanie.


            poza tym po trzeba coś o cyferkach wiedzieć aby potem dziecku pomóc
            > w lekcjach

            No dodawać, odejmowac, mnożyć i dzielić umiem więc pomogę.
            Reszta? Od czego są znajomi, koledzy ze szkoły, korepetycje, zajęcia
            wyrównawcze?
            • karambol45 Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 14:57
              oj lipcowa...
              idę do domu na szczęście i będę czytała dzieicom bajeczki bo dzięki Bogu
              potrafię czytać
      • 76kitka Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 14:41
        Ja nie jestem nauczycielką, ale pozwolisz, że zabiorę głos w dyskusji. Moim zdaniem w Polsce dzieci nikt nie uczy jak się uczyć, ani selektywnie wybierać co warto zapamiętać, a czego nie, nie uczy się dzieci jak odnajdywać potrzebne informacje i jak ze źródeł tych informacji korzystać. W Polsce (tylko ten model edukacji jest mi znany) pani woli nauczyć dziecko wierszyka na pamięć, ale nie powie mu, że wierszyk jest w książce, książka w bibliotece, na półce pod B, bo autor ma Brzechwa na nazwisko.Polski system oświaty nie nagradza inteligencji, nagradza wiedzę, niekoniecznie wszystko trzeba pamiętać, bo mozna żyć nie znając na pamięć anatomii żaby, ale warto wiedzieć gdzie można to sprawdzić, gdy wiedza ta jest potrzebna. Jestem przekonana, że jest pewna ilośc informacji, które dla każdego jest obowiązkowa, ale ta ilość powinna być taka, by dzieciak miał szansę byc orłem w jednej wybranej dziedzinie. Trudno sobie wyobrazic matematyka, informatyka, czy fizyka, który by nie wiedział kto to był Kochanowski, ale juz niekoniecznie musi znać na pamięć wszystkie jego teksty. A, że z roku na rok rosnie liczba idiotów, to fakt. Kiedyś człowiek by zapewnic sobie rozrywke czytał, uczył się języków, rozmawiał, teraz włącza się telewizor i ogląda mordobicie, słucha non stop "muzyki", obejrzyjcie sobie kiedys jakis teledysk na MTV, aż strach się bać - jakie bedzie pokolenie rówieśników naszych dzieci?
        • sylwiksylwik Tylko ze takie rozumowanie prowadzi dzieciakow 14.02.06, 15:07
          do tego, ze zaczynaja twierdzic, ze nie warto niczego sie uczyc bo wszystko
          mozna znalezc w google...
          Ja za taka sytuacje winie nie tylko system (ktory tez jest winien) ale i
          rodzicow, ktorzy biadola przy dziecku, ze system zly, ze pani zle tlumaczy, ze
          pni nie potrafi zainteresowac lekcja, ze takich glupot musi sie moje biedne
          dziecko uczyc.

          Moim zdaniem niezlym lekarstwem byloby wprowadzenie kamer do wszystkich klas
          lekcyjnych zeby rodzice popatrzyli na swoje biedne aniolki.

          Takie przemyslenia mam po tym jak moja kolezanka poszla uczyc fizyki do
          gimnazjum. Na ogol jak wchodzila do klasy dziewczyny kladly nogi na stol,
          uczniowie nie zapisywali zadnych notatek, potrafili podejsc i zdjac jej spinke z
          wlosow bo uczen jest nietykalny a nauczyciel....


          • kalina_p co do wkuwania na pamiec... 14.02.06, 15:13
            zeby tego własnie uniknąć, poszlam do liceum społecznegowink
            Pamietam koleznki,kolegów, którzy uczyli sie tysiaca bzdur, a nikt nie uczyl
            ich własnie, jak zdobywac wiedze, jakłączyc pewne faky. W efekcie mieli 5 i 6
            ze wkucie na pamiec materiału, a wiedzieli połowę tego, co ja i moi koledzy z
            liceum spolecznego. inny system nauczania, inny program, zachecanie do zajęć
            pozalekcyjnych, kółka zainteresowań...może tędy droga?
            mam wrażenie, że państwowe szkoly w wiekszości nagradzaja dobra pamięć a nie
            samodzielne mysleniesad A czego sie takie dzieciaki tuz przed klasówka
            nawkuwaja - to tak samo szybko zapomna.
          • wieczna-gosia Re: Tylko ze takie rozumowanie prowadzi dzieciako 14.02.06, 15:26
            moze była kiepska nauczycielka?

            ale i
            > rodzicow, ktorzy biadola przy dziecku, ze system zly, ze pani zle tlumaczy, ze
            > pni nie potrafi zainteresowac lekcja, ze takich glupot musi sie moje biedne
            > dziecko uczyc.
            biadolilam. Poszlo moje dziecko do nowego gimnazjum spolecznego- nie biadole.
            Powiem wiecej- chwale. W podstawowce moje dziecko na 10 nauczycieli mialo 5 nie
            do zycia (juz nie mowie o nim, dla mnie na zebraniach byli nie do zycia...)
            teraz ma jednego ktory wzbudza moje watpliwosci i to niewielkie.

            ja zawsze powtarzam ze samo odchudzenie klas z 30 do 20 ucznio przyniosloby
            wzrost dyscypliny i spokoju, nawet bez zmian programowych smile
          • aniald1 Re: Tylko ze takie rozumowanie prowadzi dzieciako 14.02.06, 17:17
            sylwiksylwik napisała:
            >
            > Takie przemyslenia mam po tym jak moja kolezanka poszla uczyc fizyki do
            > gimnazjum. Na ogol jak wchodzila do klasy dziewczyny kladly nogi na stol,
            > uczniowie nie zapisywali zadnych notatek, potrafili podejsc i zdjac jej spinke
            > z wlosow bo uczen jest nietykalny a nauczyciel....

            też uczyłam w gimnazjum, państwowym i nigdy nie widziałam takiego zachowania. W
            większości przypadków uczniowie zachowują się tak jak na to pozwala nauczyciel.
            • kai_30 Re: Tylko ze takie rozumowanie prowadzi dzieciako 14.02.06, 17:57
              A ja widuje takie zachowania, a raczej - uznawanie takich zachowan za norme. Nie
              pozwolilabym sobie zdjac spinki z wlosow, ani w ogole naruszac mojej prywatnosci
              w zaden sposob, ale chamstwo, tzw lekcewazacy stosunek do nauki itp jest na
              porzadku dziennym. Wiecej czasu spedzam na przywolywaniu delikwentow do porzadku
              i wymierzaniu sankcji niz na uczeniu. To moj pierwszy rok w gimnazjum i chyba
              ostatni. Uczniowie zachowuja sie tak jak na to pozwala nauczyciel? Tiaaa...
              zwlaszcza ci, ktorzy maja sprawy sadowe w toku (w mojej szkole np za:
              podpalenie, pobicie, narkotyki, kradziez itd itp). Rzeczywiscie nauczyciel jest
              wielkim autorytetem dla mlodocianych kryminalistow. A szkola ich wyrzucic nie
              moze, bo sa niepelnoletni i chodza do rejonowego gimnazjum.
          • mika_p Re: Tylko ze takie rozumowanie prowadzi dzieciako 14.02.06, 21:22
            sylwiksylwik napisała:

            > Tylko ze takie rozumowanie prowadzi dzieciako
            > do tego, ze zaczynaja twierdzic, ze nie warto niczego sie uczyc bo wszystko
            > mozna znalezc w google...

            Szukanie w google to też sztuka. Precyzyjne pytanie do wyszukiwarki, tak, aby
            zawęzić wyniki wyszukiwania do sensownych stron, to nie jest łatwa sprawa - i
            po forach widać, że ludzie tego nie potrafią.
            • sabulka Re: Tylko ze takie rozumowanie prowadzi dzieciako 15.02.06, 10:04
              jedna z Was uważa, że sylwik powinna z pasją uczyć ułamków i tabliczki mnożenia
              studentów matamatyki , a jesli nie ma chęci i zamiłowania to się minęła z
              zawodem! o zgrozo to studenci z dobrymi ocenami z liceum , a nie uczeń szkoły
              podstawowej...
              ja bym tych wszystkich nieuków wywaliła ze studiów, nie wszyscy musza być mgr -
              ami, do pracy fizycznej też są potrzebni ludzie, jak nie umie liczyć to się na
              sprzedawcę nie nadaje nie mówiąc o zawodzie nauczyciela...
              • aniald1 Re: Tylko ze takie rozumowanie prowadzi dzieciako 15.02.06, 10:36
                sabulka napisała:

                > jedna z Was uważa, że sylwik powinna z pasją uczyć ułamków i tabliczki mnożenia
                >
                > studentów matamatyki , a jesli nie ma chęci i zamiłowania to się minęła z
                > zawodem! o zgrozo to studenci z dobrymi ocenami z liceum , a nie uczeń szkoły
                > podstawowej...
                > ja bym tych wszystkich nieuków wywaliła ze studiów, nie wszyscy musza być mgr -
                > ami, do pracy fizycznej też są potrzebni ludzie, jak nie umie liczyć to się na
                > sprzedawcę nie nadaje nie mówiąc o zawodzie nauczyciela...

                Widzisz, ja takich "pożal się boże" (sylwik to nie o Tobie) doktorantów miałam
                na swoich studiach. Ledwo co skończyli studia a już zapomnieli jak to jest być
                studentem. Zero elastyczności i chęci współpracy ze studentami. Nie miało
                znaczenia czy ktokolwiek cokolwiek rozumie - oni musieli odklepać zaplanowane
                wczesniej - z duzym namaszczeniem pewnie - zajęcia.
                I powtórzę to , co już wczesniej napisałam - nie każdy musi mieć wyzsze
                wykształcenie to fakt ale też nie każdy nadaje się do tego aby uczyć (jeśli dla
                nauczyciela czy wykładowcy głównym problemem jest to, że uczy to o czym tu
                rozmawiać)
                Pozdrawiam
    • misia311 Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 14:28
      cóż, studiów nie każdy musi kończyć...
      podczas prowadzenia przeze mnie ćwiczeń na uczelni jeżeli ktoś nie miał
      podstawowej wiedzy nie uzyskiwał zaliczenia, proste
      zgadzam się z Tobą - > Z roku na rok coraz wiecej przychodzi idiotow, za
      przeproszeniem,
    • mamalgosia Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 14:42
      Każdy kij ma dwa końce.
      Jednym końcem jest to, co napisałaś: coraz więcej niedouków (ja to tak nazwę,
      aczkolwiek Twoje słowo niestety też pasuje). Gimnazjalista nie potrafi
      przeczytać zdania, a jak już przeczyta, to nie zrozumie treści. Naprawdę:
      analfabetyzm - nawet nie wiem, czy wtórny, czy przypadkiem nie pierwotny.
      Ale to przeładowanie jest faktem. A może zły dobór treści programowych.
      Przyznam, że wiązałam pewne nadzieje z reformą oświaty, niestety sie zawiodłam.
      Myslałam, że dziecko nauczy się odróżniać lipę od grabu, ale nie, ono nadal
      musi wkuwać układ pokarmowy tasiemcasad A z mojej działki: chemia jest co prawda
      pasjonująca, ale jak nauczyć dzieciaka stechiometrii, jeśli ono ma problem z
      mnożeniemsad (no i tak po prawdzie: po jakiego grzyba to wszytsko na etapie
      gimnazjum na przykład - stechiometria rzecz jasna, nie mnożenie)
    • kai_30 Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 15:06
      Program jest rzeczywiscie przeladowany. Przeladowany w bezsensowny sposob, bo
      wiadomosciami, ktore spokojnie mozna znalezc w zrodlach, i naprawde
      niekoniecznie dziecko w podstawowce musi miec szeroka wiedze encyklopedyczna. Ba
      - malo ktory uczen jest w stanie taka wiedze faktycznie przyswoic. Konczy sie to
      oczywiscie metoda 3Z - zakuc, zaliczyc, zapomniec. Taka samoobrona. To jedna
      strona medalu.

      Druga jest taka, ze poziom tzw ambicji spadl zatrwazajaco. Trojka to obecnie
      bardzo przyzwoita ocena, nic tlyko sie cieszyc, ze sie zaliczylo. Prawie nikomu
      nie zalezy na tym, zeby sie rzeczywiscie czegos nauczyc - chodzi tylko o
      zaliczenie kolejnego sprawdzianu, przekulanie sie z klasy do klasy przy jak
      najmniejszym "wkladzie wlasnym".

      Szczerze powiedziawszy, ja sie niespecjalnie dziwie. Jesli nauczycielka
      geografii wymaga wykucia na pamiec wszystkich rzek Ameryki Polnocnej (test
      polega na wpisaniu nazw na "pustej" mapce), nauczycielka matematyki prosbe o
      wyjasnienie zadania kwituje haslem: "Macie to umiec i kropka", na fizyke trzeba
      nauczyc sie calej strony wzorow a na niemiecki tabeli czasownikow
      nieregularnych, i wszystko to w tym samym tygodniu - kazdy by wymiękł i
      ograniczyl sie do zrobienia porzadnych sciag przynajmniej z polowy przedmiotow.
      Ja też smile
      • sylwiksylwik Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 15:13
        Ale program jest ciagle okrajany czyli ze dzieci maja mniej do nauki niz my
        mielismy (z matematyki i fizyki).
        Dzieci nawet nie probuja sluchac nauczyciela matematyki a potem twierdza ze pani
        zle tlumaczy - pani wina.

        Jak nauczyc sie jezyka niemieckiego nie uczac sie slow? (w tym przypadku
        czasownikow nieregularnych).

        Przy obecnym programie fizyki cala strona wzorow to sie zbiera przez semestr a
        nie przez tydzien.

        • wieczna-gosia Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 15:35
          > Ale program jest ciagle okrajany czyli ze dzieci maja mniej do nauki niz my
          > mielismy (z matematyki i fizyki).
          owszem, ale jednoczesnie maja wprowadzane pewne zaawansowane pojecia, ktorych m
          nie mielismy.
          zupelnie nie widze powodu dla ktorego mialabym po liceum wiedziec co sie roni z
          sin x/ cos x. Od tego jest kolko matematyczne dla fascynatow. Ja nie wiedzialam,
          poszlam na studia techniczne gdzie po raz pierwszy uslyszalam ze rozniczka to
          nie jest wyniczek odejmowanka, a mimo to przezylam. Wzielam sie ostro do robioty
          i kiepsko ale zaliczylam kurs matematyki wyzszej. A liczenia PIT a w liceum nie
          ucza chociaz powinni.

          Ja tez akademik jestem, ale mnie prawde mowiac nie truszaja braki w wiedzy moich
          studentow. To- co mnie rusza to waskie horyzonty myslenia. Kiedy chce polozyc
          pol grupy- wystarczy ze odwroce mape o 180 stopni. Polowa grupy nei ma nawet
          refleksji, by tez mape przelozyc, chociaz morze czarne zeby szczerzy z bieguna
          polarnego. Wystarczy ze zadam jakies dosc szczegolowe pytanie, na ktore
          odpowiedz jest na mapie, ale nie bezposrednio tylko w objaseiniach z boku. Druga
          polowa grupy lezy. Mozna isc na kawe. TO mnie wkurza.

          Osobiscie na studiach nauczylam sie na pamiec:
          1. tabeli oktresowej czyli trias jura kreda itd, tylko bardziej szczegolowo-
          bardzo mi sie przydaje
          2. systematyki po lacinie- przydaje sie
          3. symboli pierwiastkow po angielsku i fransucku- przyadje sie.

          informacje o tym czym jest rozniczka z pamieci usunelam, liczy program.
          • wieczna-gosia biegun polarny... to mi kwiatek wyszedl :) 14.02.06, 15:37

          • sylwiksylwik Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 15:43
            wieczna-gosia napisała:

            > > Ale program jest ciagle okrajany czyli ze dzieci maja mniej do nauki niz
            > my
            > > mielismy (z matematyki i fizyki).
            > owszem, ale jednoczesnie maja wprowadzane pewne zaawansowane pojecia, ktorych m
            > nie mielismy.
            > zupelnie nie widze powodu dla ktorego mialabym po liceum wiedziec co sie roni z
            > sin x/ cos x.

            no tak ale to bylo na wykladzie i trudno oczekiwac zeby ktos kto ma uczyc
            matematyki nie mial pojecia o funkcji sinus i cosinus



            Od tego jest kolko matematyczne dla fascynatow. Ja nie wiedzialam
            > ,
            > poszlam na studia techniczne gdzie po raz pierwszy uslyszalam ze rozniczka to
            > nie jest wyniczek odejmowanka, a mimo to przezylam. Wzielam sie ostro do robiot
            > y
            > i kiepsko ale zaliczylam kurs matematyki wyzszej. A liczenia PIT a w liceum nie
            > ucza chociaz powinni.
            >
            > Ja tez akademik jestem, ale mnie prawde mowiac nie truszaja braki w wiedzy moic
            > h
            > studentow. To- co mnie rusza to waskie horyzonty myslenia. Kiedy chce polozyc
            > pol grupy- wystarczy ze odwroce mape o 180 stopni. Polowa grupy nei ma nawet
            > refleksji, by tez mape przelozyc, chociaz morze czarne zeby szczerzy z bieguna
            > polarnego. Wystarczy ze zadam jakies dosc szczegolowe pytanie, na ktore
            > odpowiedz jest na mapie, ale nie bezposrednio tylko w objaseiniach z boku. Drug
            > a
            > polowa grupy lezy. Mozna isc na kawe. TO mnie wkurza.

            ale wlasnie to mnie wkurza - niechec do uzycia mozgownicy.




            >
            > Osobiscie na studiach nauczylam sie na pamiec:
            > 1. tabeli oktresowej czyli trias jura kreda itd, tylko bardziej szczegolowo-
            > bardzo mi sie przydaje
            > 2. systematyki po lacinie- przydaje sie
            > 3. symboli pierwiastkow po angielsku i fransucku- przyadje sie.
            >
            > informacje o tym czym jest rozniczka z pamieci usunelam, liczy program.
            • wieczna-gosia Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 16:01
              nie cytuj mi calego posta kawalkami bo po pierwsze to niezgodne z netykieta a
              poza tym czytac sie nie da.

              Mi sie jednak zdaje ze o czyms innym piszemy.

              twoje studia maja przygotowac ludzi do bycia nauczycielami. Ja wyrazilam wlasnie
              swoje zdanie na temat tej konkretnej funkcji- nie uwazam, znajomosc dzialan byla
              szczegolnie potrzebna czlowiekowi niezainteresowanemu. Unas profesor z
              matematyki, ktory sie po mnie przepelzl, ale ktorego bardzo cenie i ktorego
              uwielbiam sluchac- dal nam liste zagadnien, ktorych na wykladzie nie bedzie nam
              tlumaczyl. Na cwiczeniach asystenci pobieznie je wyjasnili, okazalo sie kto wie,
              kto nie. I radz se sam czlowieku.

              ja nie skarze sie na braki merytoryczne moich studentow- one oczywioscoe
              istnieja ale swietej z siebie robic nie bede, tez mialam braki. I mysle ze wbrew
              pozorom pod wzgledem "kumatosci" w odwracaniu mapy- bylam podobna bo to ze
              szkola z nas czyni waskich jak butelka- to proces wieloletni.

              Ja w szkole mialam 4 nauczyceli, ktorzy uczyli mnie myslec. Ot, po prostu, Na
              studiach nauczono mnie myslec, krytycznie podchodzic do wielu spraw. W liceum
              mialam umiec i tyle. No to umialam smile
    • aniald1 Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 15:10
      Jestem nauczycielką w liceum (jednego z przedmiotów ścisłych).
      W naszym systemie szkolnictwa wiele się zmienia (czy na lepsze czy na gorsze to
      zupełnie inna sprawa). Programy ciągle ulegają zmianie. Dlaczego wyzsze uczelnie
      tego nie zauważają? Trudno się przestawić?
      Rozumiem, że nie każdy musi skończyć studia ale według mnie chwała mu za to, że
      próbuje (nawwet jesli zupełnie mija się ze swoim "powołaniem"). Użyte przez
      Ciebie określenie dotyczące ludzi zaczynających studia oburzyło mnie. Jesli tak
      uważasz najwyższa pora może aby odejść z uczelni i zająć się czymś innym
      (sfrustrowani wykładowcy nie są nikomu potrzebni). Z osób, z takim podejściem
      jak Ty z biegiem lat robią się starzy, nieuprzejmi, zapatrzeni w siebie i w swój
      geniusz "pseudonaukowcy" mający za nic młodych ludzi.
      Próbowałaś z tymi studentami porozmawiać, ustalić co sprawia im największy
      problem i zająć się najpierw tym bez sztywnego podchodzenia do tematu.
      Nie tak dawno skończyłaś studia a nie pamiętasz już niektórych swoich
      wykładowców? Ja odrzuciłam propozycję bycia doktorantką na PG bo m.in nie
      odpowiadało mi takie skamieniałe, przedmiotowe podejście do studenta.



      sylwiksylwik napisała:

      > Na forum tym i innych ciagle sie przewija temat taki, ze dzieci w szkolach sa
      > przeladowywane niepotrzebna wiedza, ze program jest przeladowany, ze biedne
      > dzieci itd...
      > Jestem doktorantka i mam zajecia ze studentami - na ogol analiza matematyczna
      > i powiem szczerze ze wiedza z jaka przychodza uczniowie ze szkol jest
      > zatrwazajaca...
      > Z roku na rok coraz wiecej przychodzi idiotow, za przeproszeniem, ktorym
      > trudnosc sprawiaja zadania, ktore ja mialam pod koniec podstawowki (takie
      > trudniejsze zadania na ulamkach - skracanie ulamkow). Studenci ci maja byc
      > przyszlymi nauczycielami matematyki, fizyki, informatyki.
      > Kurcze chodzilam do liceum w malym miasteczku i moi znajomi z profilu
      > humanistycznego mieli wyzszy poziom wiedzi matematycznej niz Ci z ktorymi sie
      > spotykam.
      > To nie jest moja prywatna opinia, ale wszystkich pracownikow uczelni, z jakimi
      > rozmawialam na ten temat.
      > Ze coraz wiecej przychodzi ludzi, ktorzy nic soba nie reprezentuja. A ich
      > obroncy krzycza, ze biedactwa sa przeladowane wiedza...
      > O co chodzi?
      • sylwiksylwik Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 15:24
        aniald1 napisała:

        > Jestem nauczycielką w liceum (jednego z przedmiotów ścisłych).
        > W naszym systemie szkolnictwa wiele się zmienia (czy na lepsze czy na gorsze to
        > zupełnie inna sprawa). Programy ciągle ulegają zmianie. Dlaczego wyzsze uczelni
        > e
        > tego nie zauważają? Trudno się przestawić?
        > Rozumiem, że nie każdy musi skończyć studia ale według mnie chwała mu za to, że
        > próbuje (nawwet jesli zupełnie mija się ze swoim "powołaniem"). Użyte przez
        > Ciebie określenie dotyczące ludzi zaczynających studia oburzyło mnie. Jesli tak
        > uważasz najwyższa pora może aby odejść z uczelni i zająć się czymś innym
        > (sfrustrowani wykładowcy nie są nikomu potrzebni). Z osób, z takim podejściem
        > jak Ty z biegiem lat robią się starzy, nieuprzejmi, zapatrzeni w siebie i w swó
        > j
        > geniusz "pseudonaukowcy" mający za nic młodych ludzi.


        No rozgryzlas mnie, nie dosc ze nauczyciel przedmiotu scislego to jeszcze
        psycholog...

        > Próbowałaś z tymi studentami porozmawiać, ustalić co sprawia im największy
        > problem i zająć się najpierw tym bez sztywnego podchodzenia do tematu.

        Tak oczywiscie. Sprawia im problem tabliczka mnozenia (po co umiec przeciez jest
        kalkulator). Sprawia im trudnosc odejmowanie w pamieci w zakresie do 100.
        Dzialania na ulamkach (np. w sin x / cos x ktos skraca x...) takie rzeczy mozna
        mnozyc.
        Mialam wypelnione godziny konsultacji ze studentami konsultacjami.
        Rozwiazywalismy te same zadania co na zajeciach tylko indywidualnie. Prawie
        takie same byly na kolokwiachi na poprawach kolokwiow... Wiec twoje oskarzanie
        mnie naprawde jest nie fair.
        Prowadze korepetycje z fizyki i na ogol jak spotykam sie z kims pierwszy raz
        jestem od progu informowana ze en ktos nie lubi fizyki, ze nie rozumie i nigdy
        nie zrozumie a ja mam nauczyc tak zeby zaliczyc test. Chodzi mi o podejscie -
        zakladanie ze czegos sie nigdy nie zrozumie.
        pozdrawiam serdecznie





        > Nie tak dawno skończyłaś studia a nie pamiętasz już niektórych swoich
        > wykładowców? Ja odrzuciłam propozycję bycia doktorantką na PG bo m.in nie
        > odpowiadało mi takie skamieniałe, przedmiotowe podejście do studenta.
        >
        >
        >
        > sylwiksylwik napisała:
        >
        > > Na forum tym i innych ciagle sie przewija temat taki, ze dzieci w szkolac
        > h sa
        > > przeladowywane niepotrzebna wiedza, ze program jest przeladowany, ze bied
        > ne
        > > dzieci itd...
        > > Jestem doktorantka i mam zajecia ze studentami - na ogol analiza matematy
        > czna
        > > i powiem szczerze ze wiedza z jaka przychodza uczniowie ze szkol jest
        > > zatrwazajaca...
        > > Z roku na rok coraz wiecej przychodzi idiotow, za przeproszeniem, ktorym
        > > trudnosc sprawiaja zadania, ktore ja mialam pod koniec podstawowki (takie
        > > trudniejsze zadania na ulamkach - skracanie ulamkow). Studenci ci maja by
        > c
        > > przyszlymi nauczycielami matematyki, fizyki, informatyki.
        > > Kurcze chodzilam do liceum w malym miasteczku i moi znajomi z profilu
        > > humanistycznego mieli wyzszy poziom wiedzi matematycznej niz Ci z ktorymi
        > sie
        > > spotykam.
        > > To nie jest moja prywatna opinia, ale wszystkich pracownikow uczelni, z j
        > akimi
        > > rozmawialam na ten temat.
        > > Ze coraz wiecej przychodzi ludzi, ktorzy nic soba nie reprezentuja. A ich
        > > obroncy krzycza, ze biedactwa sa przeladowane wiedza...
        > > O co chodzi?
        >
        >
        • aniald1 Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 15:45
          Ja Ciebie nie zamierzam oskarżać. Próbuję tylko wyciągnąć wnioski z tego co
          napisałaś. Sama zobacz:

          >Mialam wypelnione godziny konsultacji ze studentami konsultacjami.

          a czym innym powinny być one wypełnione???

          albo

          >No rozgryzlas mnie, nie dosc ze nauczyciel przedmiotu scislego to jeszcze
          psycholog...

          Po co takie złośliwości?? Lubisz tak układać swoje relacje z ludźmi?
          Zastanawiałaś się czy Twoi studenci Cię szanują (o lubieniu nie wspomnę)

          Ja też się nie raz złoszczę i zastanawiam dlaczego ktoś czegoś nie wie - choć
          powinien. Potem jednak zastanawiam się co mogę zrobić aby problem rozwiązać. i
          jeszcze jedno podkreślę - moi uczniowie nie są idiotami.
          Piszesz o korkach z fizyki - dla przeciętnego człowieka fizyka w tradycyjnej
          formie przekazywanej w szkole czy na uczelni jest nie do zrozumienia - ja w
          takich sytacjach robię wszystko aby pokazać uroki przedmiotu. Ja dopiero na IV
          roku studiów (lepiej późno niż wcale) zrozumiałam, że fizyka może być ciekawa.
          Stało się to dzieki fantastycznemu profesorowi, który każdego umiał przekonać,
          że fizyka jest niesamowita. Ale on się starał, był elastyczny, dał się lubić,
          szanowaliśmy go jak nikogo innego ale przede wszystkim zobaczył w nas ludzi a
          nie tylko studentów i nigdy nie byliśmy dla niego idiotami (powtarzam się ale
          mnie to ubodło).
          Żeby pracować z młodzieżą trzeba widzieć sens tej pracy.
          Pozdrawiam




          >>>>>>>>>>>
          No rozgryzlas mnie, nie dosc ze nauczyciel przedmiotu scislego to jeszcze
          psycholog...

          > Próbowałaś z tymi studentami porozmawiać, ustalić co sprawia im największy
          > problem i zająć się najpierw tym bez sztywnego podchodzenia do tematu.

          Tak oczywiscie. Sprawia im problem tabliczka mnozenia (po co umiec przeciez jest
          kalkulator). Sprawia im trudnosc odejmowanie w pamieci w zakresie do 100.
          Dzialania na ulamkach (np. w sin x / cos x ktos skraca x...) takie rzeczy mozna
          mnozyc.
          Mialam wypelnione godziny konsultacji ze studentami konsultacjami.
          Rozwiazywalismy te same zadania co na zajeciach tylko indywidualnie. Prawie
          takie same byly na kolokwiachi na poprawach kolokwiow... Wiec twoje oskarzanie
          mnie naprawde jest nie fair.
          Prowadze korepetycje z fizyki i na ogol jak spotykam sie z kims pierwszy raz
          jestem od progu informowana ze en ktos nie lubi fizyki, ze nie rozumie i nigdy
          nie zrozumie a ja mam nauczyc tak zeby zaliczyc test. Chodzi mi o podejscie -
          zakladanie ze czegos sie nigdy nie zrozumie.
          pozdrawiam serdecznie
          >>>>>>>>>>>>>
          • sylwiksylwik Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 15:55
            aniald1 napisała:

            > Ja Ciebie nie zamierzam oskarżać. Próbuję tylko wyciągnąć wnioski z tego co
            > napisałaś. Sama zobacz:
            >
            > >Mialam wypelnione godziny konsultacji ze studentami konsultacjami.
            >
            > a czym innym powinny być one wypełnione???

            chcialam Ci uswiadomic ze poswiecalam tym studentom bardzo duzo mojego czasu i
            energii, rowniez czasu, ktorego nie musialam poswiecac. Ze ich nie olewalam, jak
            sugerowalas nie traktowalam po chamsku.
            Zrozum, to czego uczylam mialo byc dla nich (i jest dla mnie) narzedziem a nie
            celem samym w sobie.


            >
            > albo
            >
            > >No rozgryzlas mnie, nie dosc ze nauczyciel przedmiotu scislego to jeszcze
            > psycholog...
            >
            > Po co takie złośliwości?? Lubisz tak układać swoje relacje z ludźmi?
            > Zastanawiałaś się czy Twoi studenci Cię szanują (o lubieniu nie wspomnę)



            A kto zaczal ze z takich jak ja biora sie sfrustrowani, itd.


            pozdrawiam





            >
            > Ja też się nie raz złoszczę i zastanawiam dlaczego ktoś czegoś nie wie - choć
            > powinien. Potem jednak zastanawiam się co mogę zrobić aby problem rozwiązać. i
            > jeszcze jedno podkreślę - moi uczniowie nie są idiotami.
            > Piszesz o korkach z fizyki - dla przeciętnego człowieka fizyka w tradycyjnej
            > formie przekazywanej w szkole czy na uczelni jest nie do zrozumienia - ja w
            > takich sytacjach robię wszystko aby pokazać uroki przedmiotu. Ja dopiero na IV
            > roku studiów (lepiej późno niż wcale) zrozumiałam, że fizyka może być ciekawa.
            > Stało się to dzieki fantastycznemu profesorowi, który każdego umiał przekonać,
            > że fizyka jest niesamowita. Ale on się starał, był elastyczny, dał się lubić,
            > szanowaliśmy go jak nikogo innego ale przede wszystkim zobaczył w nas ludzi a
            > nie tylko studentów i nigdy nie byliśmy dla niego idiotami (powtarzam się ale
            > mnie to ubodło).
            > Żeby pracować z młodzieżą trzeba widzieć sens tej pracy.
            > Pozdrawiam
            >
            >
            >
            >
            > >>>>>>>>>>>
            > No rozgryzlas mnie, nie dosc ze nauczyciel przedmiotu scislego to jeszcze
            > psycholog...
            >
            > > Próbowałaś z tymi studentami porozmawiać, ustalić co sprawia im największ
            > y
            > > problem i zająć się najpierw tym bez sztywnego podchodzenia do tematu.
            >
            > Tak oczywiscie. Sprawia im problem tabliczka mnozenia (po co umiec przeciez jes
            > t
            > kalkulator). Sprawia im trudnosc odejmowanie w pamieci w zakresie do 100.
            > Dzialania na ulamkach (np. w sin x / cos x ktos skraca x...) takie rzeczy mozna
            > mnozyc.
            > Mialam wypelnione godziny konsultacji ze studentami konsultacjami.
            > Rozwiazywalismy te same zadania co na zajeciach tylko indywidualnie. Prawie
            > takie same byly na kolokwiachi na poprawach kolokwiow... Wiec twoje oskarzanie
            > mnie naprawde jest nie fair.
            > Prowadze korepetycje z fizyki i na ogol jak spotykam sie z kims pierwszy raz
            > jestem od progu informowana ze en ktos nie lubi fizyki, ze nie rozumie i nigdy
            > nie zrozumie a ja mam nauczyc tak zeby zaliczyc test. Chodzi mi o podejscie -
            > zakladanie ze czegos sie nigdy nie zrozumie.
            > pozdrawiam serdecznie
            > >>>>>>>>>>>>>
            • verdana Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 16:04
              Przede wszystkim - wcale nie poziom uczniów spadł, tylko liczba studentów
              wzrosła. Jesli kiedys studiowało 7 %, a teraz chyba powyżej 30 - to
              automatycznie oznacza, że pozim musi spaść cudów nie ma. Dostaje sie bowiem na
              studia ze 20% osób, które kiedyś nie przesxły by przez egzaminy. Nie wiem -
              lepiej to czy gorzej, ale tak jest.
              A zmniejszanie programów - śmiech na sali. Po pierwsze trzy lata gimnazjum sa
              praktycznie stracone. Po drugie, w 2,5 roku liceum nie sposób wiele się
              nauczyć. Po trzecie, sama pisze podręczniki i miniumum programowe jest takie,
              ze ja - dr hab. historii nie jestem w stanie nauczyć się na ocenę bdb. programu
              historii do liceów. To raczej kalendarium, dziesiątki nazwisk, dziesiątki dat
              (a wszystko może być na teście) w dziesiątkach różnych podręczników.
              W dodatku napisane hermetycznym językiem, którego autorzy nawet nie racza
              tłumaczyć.
              Uczeń już na poziomie podstawówki zaczyna tracic nadzieje, ze jest w stanie
              wszystko ogarnąć. Na poziomie gimnazjalnym ma już pewność.
            • aniald1 Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 17:10
              sylwiksylwik napisała:
              > Zrozum, to czego uczylam mialo byc dla nich (i jest dla mnie) narzedziem a nie
              > celem samym w sobie.

              Jesli nie opanowali tego narzędzia to i tak żadnego celu nie osiągniesz.

              > > albo
              > >
              > > >No rozgryzlas mnie, nie dosc ze nauczyciel przedmiotu scislego to je
              > szcze
              > > psycholog...
              > >
              > > Po co takie złośliwości?? Lubisz tak układać swoje relacje z ludźmi?
              > > Zastanawiałaś się czy Twoi studenci Cię szanują (o lubieniu nie wspomnę)
              >
              >
              >
              > A kto zaczal ze z takich jak ja biora sie sfrustrowani, itd.
              >
              >
              > pozdrawiam

              Umysł ścisły i takie wnioski wyciąga wink)) Ja nie napisałam, że uważam, że
              jesteś sfrustrowana (a tak swoją drogą to nie jesteś? ten post daje wiele do
              myslenia).

              Podsumowując: nie kazdy musi mieć wyższe wykształcenie ale też nie każdy musi
              być wykładowcą młodzieży.
              Mysle, że szkoda czasu na dalsze "pyskówki" smile))
              Pozdrawiam i życzę samych sukcesów
              • sylwiksylwik Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 17:27
                > Podsumowując: nie kazdy musi mieć wyższe wykształcenie ale też nie każdy musi
                > być wykładowcą młodzieży.

                Nigdy nie aspirowalam do bycia wykladowca mlodziezy (swoja droga kto to taki?)
                ani wykladowca matematyki
                ani wychowawca mlodziezy
                napisalam o sobie, ze jestem doktorantka - sluchaczem studiow doktoranckich

                a wiec nie prowadze wykladow, nie tworze programow, prowadze zajecia w ramach
                moich studiow.

                > > > Zastanawiałaś się czy Twoi studenci Cię szanują (o lubieniu nie wsp
                > omnę)

                I nie mam potrzeby zeby wszyscy ludzie z ktorymi sie spotykam mnie lubili
                oczekuje od nich szacunku z racji tego ze jestem drugim czliwiekiem, takiego
                samego jakim z jakim ja do mich podchodze.

                Nie jest moim celem zyciowym wychowywac czy uczyc studentow. Zajecia to epizod w
                moim zyciu.

                Przykro mi ze tak mnie ocenilas
                pozdrawiam
                • aniald1 Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 15.02.06, 10:27
                  sylwiksylwik napisała:

                  >
                  > Zajecia to epizod w moim zyciu.
                  >

                  Wybacz sylwik ale właśnie tu pies jest pogrzebany. A że przy okazji nie mozna Ci
                  odmówić racji w kilku kwestiach to też fakt.
                  Pozdrawiam
    • nunia01 Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 17:23
      Niestety muszę potwierdzić spadek wiedzy/możliwości intelektualnych/poziomu
      ambicji u nowych roczników studentów. Z roku na rok jest coraz gorzej.
      W tym roku studenci trzeciego roku 'znarowili' się i nie chcieli robić projektu
      w arkuszu kalkulacyjnym. Na pierwszym roku mają podstawy informatyki gdzie się
      uczą używać, więc zawsze wymagałam umiejętności używania. Myślałam, że skoro
      nowe roczniki studentów coraz wcześniej miałay doczynienia z kompem, to taki
      problem nie wystąpi. Nieststy wystąpił - połowa liczyła 'ręcznie' i pewnie
      uważa, że się nad nimi pastwię, a z prostego projektu zrobiło się monstrum.
      I tak się dzieje na większości przedmiotów - nie tylko na moichsad
      • thaures Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 20:11
        Uczę języka obcego w Zespole Szkół- z roku na rok jest gorzej-język część
        uczniów zaczyna od zera, część to kontynuacja. Uczę w sumie 70
        pierwszoklasistów- ok 20 jest aktywna, robi pracę domowe i w ogóle próbuje się
        uczyć. U mnie w szkole tragedią jest frekwencja uczniów-przez to również i ich
        wyniki w nauce.Poniżej 50 procent nieobecności jest się nieklasyfikowanym. Ale
        potem wystarczy przyjść zdać semestr i jest ok. I mnie wkurza, bo duża część
        zalicza minimum i w drugim semestrze nie chodzi, by znowu na koniec zaliczyć-
        po prostu studenci... Mam wrażenie ,że z roku na rok jest gorzej- kiedyś w
        klasie było paru kiepskich uczniów, teraz jest paru dobrych. Szkoda mi dzieci,
        które są zdolne, a trafiają do klasy słabej- z miesiąca na miesiąc widać jak te
        dobre dzieci się cofają. Są wyjątki- jasne, ale niewiele. Trzy lata temu szkoła
        próbowała otworzyć klasę zawodową- w mieście powyżej 200 000- zgłosiło się 7
        osób- klasa nie powstała, a uczniowie przeszli do technikum- za rok mają
        maturę.I pewnie część z nich zda, a potem za ciosem pójdą na studia...
    • janka19 Re: o co chodzi??? do mam nauczycielek 14.02.06, 20:03
      Przypomnijcie sobie ile osób z Waszych klas podstawowych szło do liceum ? U
      mnie byli to najlepsi uczniowe, reszta nawet nie marzyła o liceum, szła do ZSZ
      bądź do technikum zdobyć zawód.
      A z liceum na studia, jakieś 20 % najlepszych. Nie piszę tu o najlepszych
      liceach bo tam wiadomo, ida prawie wszyscy. Tylko o takich przecietnych.
      Teraz wszyscy, prawie 100% zasuwa do liceum a potem jakieś 80 % na studia. Jak
      nie dostaną się na dzienne to na zaoczne, jak nie państwowa uczelnia to
      prywatna.
      Automatycznie poziom w klasach liceum spadłi to bardzo.
      A jak z kolei oblejesz za dużo takich tłuków to idziesz na dywanik do dr, bo i
      on musi się tłumaczyć przed starostą. I mamy błędne koło.
    • triss_merigold6 To dzięki reformom oświaty:) 14.02.06, 20:29
      Teraz do liceów idzie ok. 70% młodzieży, kiedyś szło jakieś 30% z czego
      niewielu na studia. Obecnie niemal każdy po maturze wybiera jakieś studia,
      najchętniej na publicznej uczelni. Obniżył się średni poziom licealistów więc
      tym samym kandydatów na studia. Są wybitni ale sporo takich co kiedyś
      pokończyliby zawodówki, najwyżej technika i poszli do pracy. Teraz chcą
      studiować cokolwiek w nadziei na lepszą pracę w przyszłości.
      Różnica między studentami na dziennych i na wieczorowych jest spora (choć coraz
      mniejsza niż jeszcze 3-4 lata temu).
      Gimnazjum to czas stracony, pierwszy rok liceum to czas wyrównywania poziomu
      klasy, ostatni rok trwa praktycznie półtora semestru i polega na nauce
      rozwiązywania idiotycznych zestawów nowej matury.
    • kot_gargamela Z innej strony 15.02.06, 10:17
      Sylwik proszę nie brać tego do siebie. Piszę tak ogólnie.
      reprezentuję tą drugą stronę-studiujących. Byłam studentką matematyki na wielce
      szanownym uniwersytecie i po roku zrezygnowałam sama. Czemu?? Bo poziom był
      żenujący. Zwłaszcza doktorantów (proszę się nie obrażać). Zero umiejętności
      pedagogicznych, a gościu z analizy matematycznej nie wiedział jakie są zasady
      działania na logarytmach( i wielu innych rzeczy), na egzamin musiałam wykuwać
      iles tam twierdzeń z dowodami (nikt nie wymagał ich znajomośc i praktycznej)
      wiele razy usłyszałam, że jestem beznadziejna, d**pą wołową itd. Dlatego jeżeli
      mówimy, że system jest chory, to chore są również uczelnie wyższe. Podstawówka,
      gimnazjum, liceum-ble, studia-cacy.Nie nie i jeszcze raz nie. Studia tez bywają
      ble.

      Teraz studiuje coś innego. Studia wyleczyły mnie raz na zawsze z miłości do
      matematyki. I twierdzę, że na studiach te mniej zdolne jednostki wykruszają się
      same. Na pierwszym roku było duzo osób z przypadku, takich co studiowały dla
      samego studiowania itp. Z roku na rok, w zasadzie z egzaminu na egzamin jest
      ich mniej. To chyba dobrze?? To, co pisze dotyczy studiow dziennych
      państwowych, nie znam sie na prywatnych. Pozdrawiam.
      • sylwiksylwik Re: Z innej strony 15.02.06, 11:50
        Zwłaszcza doktorantów (proszę się nie obrażać). Zero umiejętności
        > pedagogicznych, a gościu z analizy matematycznej nie wiedział jakie są zasady
        > działania na logarytmach( i wielu innych rzeczy),

        ok, ja np jestem astronomem mialam prowadzic zajecia z analizy. Przygotowania do
        zajec zajmowaly mi czas, ale byla to dla mnie przyjemnosc, bo byla to analiza
        dla pierwszego roku, na pierwszym semestrze i na poziomie analizy jaka mialam w
        4 klasie liceum. A moi studenci mieli problem z tabliczka mnozenia...

        Fakt, to co piszesz jest zenujace i i gdybym miala prowadzic zajecia z ktorejs
        tam mechaniki kwantowej to moglabym sie skompromitowac.


        na egzamin musiałam wykuwać
        > iles tam twierdzeń z dowodami (nikt nie wymagał ich znajomośc i praktycznej)

        ja tez, i np to co zdalam na pierwszym roku (algebre) zrozumialam na trzecim bo
        bylo mi to potrzebne na mechanice nieba (to rowniez mowilam moim studentom -
        gdzie co mi sie przydalo).


        > wiele razy usłyszałam, że jestem beznadziejna, d**pą wołową itd.

        widocznie mialam szczescie, ze na roku bylo ze mna 7 studentow i kazdy od 2 - 3
        oku mial swojego opiekuna naukowego i uczestniczylismy w zyciu naukowym centrum
        astronomii. Ale to, co Cie spotkalo (wyzwiska) to chamstwo czloweka nie systemu.



        jeżeli
        >
        > mówimy, że system jest chory, to chore są również uczelnie wyższe.
        Podstawówka,
        >
        > gimnazjum, liceum-ble, studia-cacy.Nie nie i jeszcze raz nie. Studia tez bywają
        >
        > ble.

        Tak na uczelniach tez sa problemy.


        pozdrawiam
Pełna wersja