agamiki
17.02.06, 11:31
zaczną od tego że od kilku dni uczę dziecko ranno wstawiać, a wieczorem
zasypiać, zdarzało mu się zasnąć o 3.00 w nocy, a wstawać o 11.30 (o 5.00
przez sen jadł kaszkę) i wszyscy byliśmy zmęczeni, wiec coraz wcześniej go
budziłam, aż dziś on sam wstał o 6.20. No ok. Mąż był w trasie, więc jak się
obudziłam dzwonię do Niego, okazuje się że samochód mu się zepsuł i dzwoni po
ludziach żeby ktoś po niego przyjechał z przyczepą, bo ma towar w tym naszym
nieszczęsnym aucie. A jest teraz w poznaniu wiec do warszawy niezły kawałek.
Pytałam czy ja mam po niego przyjechać drugim autem a dziecko zostawić z mamą
lub teściową, powiedział że nie, że już ktoś tam ma po niego przyjechać, że
być może tym naszym autem. w końcu godzina 9.00 syn usnął, dzwonię do męża,
on zajęty, więc mnie zmożyło i położyłam się dalej spać. Nagle budzi mnie
pukanie do drzwi, zrywam się, tak jak stoję tak otwieram - czyli generalnie
taka "z wyra", a tu stoi jakiś przystojniak i z rozbrajającym uśmiechem
mówi:
Dzień dobry, jestem kolegą tomka...... przyjechałem po kluczyki....
Wiecie co ja powiedziałam? "O Boże". Tylko tyle.
Na szczęście nie musiałam szukać tych kluczyków, bo leżały w przedpokoju,
wręczyłam mu i zamknęłam drzwi. Dzwonię do męża, on wkurzony że wyłączyłam
telefon, domofon i wogóle nie ma ze mną kontaktu, a on ma takie problemy,
stoi na tym zimnie.
Dziewczyny jak mi głupio, wstyd i totalnie źle!!! Ja sobie spokojnie śpię jak
mój mąż na tej trasie stoi i jeszcze ten koleś to podobno dwa razy pukał, ja
raz musiałam nie słyszeć, to mój mąż myślał że wyszłam z dzieckiem na dwór i
moja matka miała już do mnie jechać żeby mnie znaleźć (!), bo ten koleś w
życiu mnie nie widział to jakby miał mnie znaleźć.
No i to już koniec. Chyba tylko zapaść się pod ziemię

(