agacz2905
21.02.06, 09:04
Witajcie. Dziś rano dowiedziałam się od niani moich dzieci, że jest w ciąży i
będziemy musiały się pożegnać. Nie zmartwiło mnie to akurat zbytnio, wiem
jednak, że dzieci to przeżyją, bo w odróżnieniu ode mnie i mojego męża bardzo
nianię lubią. Pojawia się też oczywiste pytanie co dalej? Syn ma dokładnie 5
lat, córka dokładnie 2,5. Syn ma za sobą epizod żłobkowy, i to dość długi
epizod, bo od pocz. września 2003 do stycznia 2005 - chodził do żłobka i
mniej więcej wszystko było ok., w styczniu 2005 (już jako czterolatek) musiał
jednak przestać uczęszczać, bo zaczął poważnie chorować i od tego czasu jest
w domu (normalnie pochodziłby pewnie do żłobka do sierpnia 2005, a od
września miał iść do przedszkola. Tak się jednak nie stało, ponieważ Szymek
miał od września zaplanowaney początek leczenia, wizyty i zabieg na
Okulistyce CZD w Warszawie - uznaliśmy, że na ch....mu narażanie go na ciągłe
infekcje, gdy tymczasem trzeba było całkowicie poskromić niemal permanentną
infekcję oczu - był to wymóg konieczny, aby przeprowadzić zabieg. Wszystko
się mniej więcej powiodło, kanaliki łzowe ma obecnie "naprawione", trzeba
jedynie pilnować i w razie najmniejszej opuchlizny natychmiast wkraczać z
kroplami, bo inaczej znowu mu się te drogi łzowe posklejają od środka... Oto
pokrótce opis, jaki na wpływ oczu może mieć astma oskrzelowa, nawet ta niby-
opanowana... MARZĘ o tym, żeby moje dzieci poszły do przedszkola, choć z
drugiej strony wielu rzeczy się obawiam. Do żłobka, do którego chodził Szymek
mam zaufanie i chyba dla Agatki (2,5) lepiej by było, gdyby poszła do żłobka.
Przedszkole natomiast mamy parę kroków od naszego bloku i logistycznie
biorąc, wygodnie byłoby posyłać ich właśnie tam (choć z opinii i z moich
obserwacji poczynionych jeszcze w okresie urlopu macierzyńskiego i
wychowawczego na Agatkę

sądząc, jest to baaaardzo średnie przedszkole).
Właściwie nie mam ochoty szukać kolejnej niani, z powodów finansowo-
egoistycznych, czyli nie stać nas właściwie i poza tym: dzieci naprawdę nas
męczą popołudniami. Nie chcę być źle zrozumiana, może faktycznie ja jako
osoba niepełnosprawna i niewyspana

szybko się męczę, mój mąż jako dużo
starszy ode mnie i takoż niewyspany - również. Dzieciaki natomiast tryskają
energią, nakręcają się nawzajem, mamy poważne trudności, żeby je okiełznać i
położyć spać (zwł. szymka) przed 22, 23 godziną. Szymek jest niereformowalnym
niejadkiem, przez 1,5 roku żłobkowania jadł tylko przynoszone z domu jogurty,
ew. panie miksowały mu posiłki, bo nie było sposobu, żeby zmienić to jego
niejadztwo. Syn bardzo niewyraźnie mówi, żadną siłą nie mogliśmy spowodować,
żeby wykonywał proste ćwiczenia zalecone przez logopedę. Jest indywidualistą,
introwertykiem, ale mimo wszystko martwię się, że w przedszkolu będą się z
niego śmiać (bełkotliwa mowa, okulary...). O Agatkę martwię się o wiele
mniej., przede wszystkim ona nie ma (na oko sądząc) tak silnej alergii i
astmy, jaką ma jej brat, nie jest niejadkiem, nie ma chorych oczu ani wady
wzroku i ogólnie rozwija się bardziej harmonijnie niż Szymek. Ech, coś za
długi ten post się zrobił. Mam mętlik w głowie. Czy jest tu ktoś, kto może mi
napisać, że jego dzieci chodzą do publicznych placówek, nie chorują non stop
i z grubsza wszyscy sa zadowoleni, rodzina jakoś funkcjonuję? Pozdrawiam
Agnieszka