frajerka1
21.02.06, 12:11
Strasznie to przykre jak osoba, którą kochasz tobą gardzi. Mój ojciec
pogardzał mną odkąd pamiętam. Za to, że nie jestem chłopcem (według niego
wszystkie baby sa głupie) za każdą słabszą ocenę za to, że jestem nieśmiała a
nie przebojowa, za to, że gadam głupoty, później za to ze wybrałam nie takie
studia jak powinnam (wybrałam niestety to, co mnie interesowało a nie to, z
czego jest kasa), nie takiego męża jak powinnam (mój mąż ani nie jest bogaty
ani nie pochodzi z bogatej rodziny), dobrze, że przynajmniej moje dziecko
akceptuje, ale jeżeli mój synek byłby dziewczynką nie miałby takich forów u
dziadka. Ileż ja będąc dzieckiem nie starałam się o jego akceptacje, robiłam
wszystko żeby zdobyć jego uznanie nawet jak oglądałam telewizje ciągle
patrzyłam na jego twarz czy dany program mu się podoba czy się uśmiecha tak
bardzo było to dla mnie ważne. Niestety przeważnie widziałam w jego oczach
pogardę a czasami wydawało mi się, że nienawiść. To chyba spowodowało, że
przez całe życie uważałam ze jestem nikim, jestem głupia nic nie warta
ogólnie jestem najbardziej beznadziejnym człowiekiem świata. Jak spotkałam
swojego męża długo nie mogłam mu uwierzyć ze mu na mnie zależy, przecież
kogoś takiego jak ja niemożna kochać. Teraz mam prawie trzydzieści lat i nie
powinnam się już tym przejmować, ale za każdym razem jak się z nim zobaczę i
widzę jego twarz czuje ból w sercu. A wczoraj byliśmy u moich rodziców. Jak
mój mąż z moją mamą poszli z dzieckiem na spacer usłyszałam od mojego ojca ze
moje życie jest do dupy ,że jestem beznadziejna że jakby żył tak jak ja to
poszedłby się powiesić. Ogólnie jestem głupią frajerką. Pisze to tutaj, bo
tylko tu mogę o tym komuś powiedzieć i się wyżalić. A w normalnym życiu za
bardzo bym się wstydziła i nie miałabym odwagi. Zresztą jedną z rzeczy, jaką
mnie nauczył jest to, że tylko frajerzy pokazują swoje uczuci i słabości.