melena2
25.02.06, 09:39
Postanowiłam poruszyć nowy temat (chyba jeszcze niekt go nie podejmował?), bo
zdarzyło mi się coś bardzo przykrego.
Jak zapewne same wiecie z własnych doświadczeń, wiele znajomości jakoś
przestaje się utrzymywać, kiedy wychodzi się za mąż (koleżanka dowodzi, że
Twój wybranek to kretyn i chyba na mózg ci padło, że go wybrałaś), a jeszcze
inne pękają, iedy na świat przychodzi Wam dziecko.
Nie twierdzę, że moje dzecko to 8 cud świata - dla nas, jej rodziców, tak, jak
najbardziej, ale osoby postronne mogą mieć inne zdanie.
Ale, słuchajcie. Jestem osobą po 30-tce, mała pojawiła się 5 lat po ślubie
jako dziecko wytęsknione i wyczekane.
A tu od mojej kleżanki, mocno nielubiącej dzieci (przynajmniej tak twierdzi)
usłyszałam, że:
- jesteśmy nieodpowiedzialni
- ZA WCZEŚNIE to dziecko mamy
- dziecko zrujnuje nas finansowo
- na pewno obniży mi się poziom intelektualny, bo teraz NA PEWNO zajmuję się
tylko kupkami i zupkami
- NA PEWNO wyglądam po ciąży fatalnie i mężowi się już nie spodobam
- choćbyśmy stawali na głowie, to i tak nie wiadomo co z dziecka wyrośnie, ale
najczęściej nie wspaniały dzieciak, tylko degenerat, który przeputa nasze
pieniądze a nas wsadzi do domu starców i pryśnie w świat
Argumentów przeciwko posiadaniu dzieci było jezcze więcej, ale daruję już sobie...
Wiecie co, poryczałam się, jak przeczytałam jej mejla. Po prostu wylała na
mnie wiadro żółci. Nie rozumiem, skąd taka zawiść i chęć dokopania mi na całej
linii???
Mąż mnie pociesza, że przez koleżankę przemawia żal - niemożność posiadania
własnych dzieci (jej mąż już posiada z poprzedniego związku i odżegnuje się od
następnych). Możliwe. Ale dlaczego zieje od niej taka nienawiść?... Toż nie
wymagam, żeby się naszą córką zachwycała, wystarczyłoby krótkie stwierdzenie:
"OK, fajnie, wasza decyzja, co do mnie, to ja nie lubię dzieci i nie będę ich
miała" I temat byłby zamknięty.
Zrobiło m i się bardzo przykro i w takiej sytuacji chyba nie ma sensu
kontynuować znajomości...