morgianna
27.02.06, 09:35
Na początek zaznaczę że piszę pod zmienionym nickiem na potrzeby tego
wątku,tak jest łatwiej.
od kilku dni jestem chora , wczoraj moj stan pogorszył sie do tego stopnia
ze nie byłam w stanie podniesc sie z łozka (ogromny bół głowy, zatok,kaszel
katar, gorączka bóle , wszystkie objawy nasilone do maximum)
niestety jak codzien miałam na głowie dom i dziecko (jakos dawałam rade
przez wczesniejsze dni zrobic cos w domu ale wczoraj tragedia ,byłam w stanie
jedynie patrzec na moje dziecko by nie zrobiło sobie krzywdy (2,5 roku)nie
mialam sily jak codzien sprzatac latac za małym by nie demolowal mieszkania
(nie wiem jakim cudem udalo mi sie z tymi zawrotami głowy zrobic szybki obiad
zeby przynajmniej było co zjesc).o 15 pojawil sie moj maz wracajacy z pracy i
juz od progu uslyszalam stek wulgaryzmow , ze w domu syf ,burdel wszystko
powywracane , obrazony kilka godzin pozniej ogarnął mieszkanie ,cały czas
wyzywajac i kur***ąc ze musi to robic , ze on nie lezal caly dzien do gory
dupa ( jak ja zapewne itd)ze leze w poscieli i bedzie cala usyfiona
(dziecko , picie w niej herbaty)powinnam ja schowac i cały czas podobne
pretensje.pozniej właczył sobie gre twierdzac ze zajmuje sie dzieckiem , a
wygladalo to tak ze mały latal samopas i co jakis czas wpadal do mojego łozka
poskakac po chorej mamie , gdy sie zdenerwowałam odrzekł abym sie odczepiła
bo przeciez sie nim zajmuje.prawdziwy horror zaczął sie wieczorem kiedy
przyszła pora kapieli karmienia usyspiania dziecka , zucał jajecznicą i
wyzwiskami w strone małego bo ten zestresowany nie chcial jesc , zaciganol go
do kapieli w ktorej prawie ze zlosci go utopił cały czas demonstrując jaki to
jest w******* a ja leze, dodam ze w nocy uraczył mnie stekiem klątw ze tłuke
sie wlazience ( wymiotowałam) ostentacyjnie zatykał uszy gdy kaszlałam,
pomijam ze nie zaproponował herbaty a mleko z czosnkiem musiałam zrobic sobie
sama dodatkowo wypijajac je w łazience bo szanowny mąz wstaje do pracy takze
nie pozolil mi chocby na 5 minut zapalic swiatła ( mamy salon połaczony z
kuchnią)dodam ze moja mama przejeta sytuacja wiedzac ze jestem chora ( i
dodatkowo po ciezkiej wielomiesiecznej walce z nowotworem) sama z małym
dzieckiem cały czas sie martwi troszczy deklaruje pomoc on zas kwituje ten
fakt zdaniem ze skoro jest taka dobra to niech sie przeniosę(!) nie miałam
siły sie z nim kłócic ale byłam tak skopana ,rozalona jego zachowaniem ze az
mnie sciskało, powiedziałam mu ze zmieniłam o nim zdanie i to jest mega
rozczarowanie .Wychodzi na ze jest cudowny jak wszystko jest dobrze jak
wszystko sie układa ,gdy jestem zdrowa mam siłe pucowac sprzatac całymi
dniami mieszkanko zajmowac sie non stop dzieckiem, wszytko w domu jest tip
top ,ja piekna, pachnąca,dziecko grzeczniutkie wtedy jest dobry
kochający ,jesli zas nie jestem w stanie spłeniac swoich obowiązkow, w
obliczu ekstremalnej sytuacji wstepuje w niego diabeł ,wczoraj demonstrujac
złosc wyzywał w kółko ze tylko ja mam prawo sie zle czuc.(zawsze gdy cos sie
dzieje jestem przy nim i troszcze sie o niego jak moge)

Stwierdziłam zatem
ze mam go dosc zignorowałam gdy dzis jak niby nigdy nic chciał mnie
przytulac, dzis jest zle choc o niebo lepiej niz wczoraj ale nie zamierzam
wypruwac z siebie flaków , nie bede robic mu obiadu, olewam go tak jak on
mnie w trudne sytuacji!Co Wy zrobiłybyscie na moim miejscu?