Choroba a zachowanie meza:-(

    • niusianiusia Mój też mnie tak potraktował raz... hehe 27.02.06, 22:50
      hehe, zaprosiliśmy gości, tzn małżeństwo moich znajomych ze szkoły, jedzeni
      było ostre i trzeba było je solidnie popijać, a że popijaliśmy dobrym winem, to
      poszło 6 butelek.do tego ach te wspomnienia.... Mąż i żona kolegi nie byli w
      stanie nam dorównać wiec tylko kibicowali. Nawet nie wiem kiedy się upiłam. W
      nocy ciężko chorowałam, rano nie mogłam się podnieśc z łóżka. Jak kłoda
      leżałam, kac turbo gigant.. Maz się obraził, nie podał mi nawet szklanki wody.
      Wezwałam mamę, przywiozła Alka Zelcer, do wieczora trochę przeszło....do
      dzisiaj jak to wspominam to mi się śmiać chce...
      • sowa_hu_hu niusia 27.02.06, 23:00
        mysle że jesli chodzi o autrke wątku to raczej nie do śmiechu to wszystko...
        tak wiec twoja sytuacja jest w ogóle nie do porównywania...
        • psylwia Re: niusia 27.02.06, 23:12
          współczuję Ci , z tego co piszesz nie możęsz liczyć na swojego męża w trudnych
          sytuacjach, Ty się bardzo starasz , a on co tylko bierze a co Ci daje wrto aż
          tak się szarpa? porozmawiaj z nim może to coś da, sytuacja jest bardzo trudna ,
          nie podejmuj pochopnych decyzji.Jesteś bardzo dzielna przejść przez nowotwór
          mogę się tylko domyśla co to dla Ciebie było
          pozdrawiam
    • maadzik3 Re: Choroba a zachowanie meza:-( 28.02.06, 15:14
      Jesli historia jest prawdziwa chyba pomyslalabym o stopniowym uniezaleznianiu
      sie w ogole, a jesli jestes niezalezna finansowo o rozwodzie.
      Magda
    • mamabianusi Re: Choroba a zachowanie meza:-( 02.03.06, 18:02
      czytajac twoj post naszly mnie refleksje.jestem z moim juz mezem 2 lata.w tym czsie 2 razy chorowalam na depresje.juz wczesniej przez to przechodzilam wiec byl uprzedzony.pierwszy raz nastapil po 3 misiacach bycia razem.bardzo to przezyl,ale i bardzo wspieral pozwalajac mi gadac i wyplakiwac sie do woli.widzial mnie brudna, zaryczana, trzesaca sie,kompletnie zaniedbana,bez przerwy wyzalajaca sie i powtarzajaca w kolko to samo.watpilam we wszysttko, nawet w niego i wiedzial o tym.sam jestupelnie innym typem czlowieka, nie potrafi zrozumiec na czym to polega i przyznaje sie do tego.ale byl ze mna.niedawno przyznal mi sie ze jedynie wtedy mial watplkiwosci co naszego zwiazku, czy podola.bal sie nawrotu,nie wiedzial czy bedzie w stanie zyc z osoba ktora twierdzi ze nigdy nie bedzie szczesliwa,mimo ze mnie kocha.zawsze byl ze mna szczery,o tym drugim mi powiedzial...rok pozniej powtorka.miesiac wyciety z zyciorysu.wtedy powiedzial ze przekonal sie jak bardzo mnie kocha i ze nigdy mnie nie opusci,zawsze bedzie o mnie walczyl i bedzie przy mnie.od tamtej pory mialam jeszcze kilka trudniejszych okresow,teraz mam baby blues.ale moj maz wspiera mnie, byl przy mnie przy trudnym porodzie.wiem ze ten post brzmi jak przechwalki.ale moj maz nie jest idealem.jesr strasznym balaganiarzem, lubi zeby go obsluzyc,lubi spedzac czas przed tv.do spratania nie mozna go zagonic.za to wiem ze w naprawde istotnych sprawach nigdy mnie nie zawiodl.wierze ze pozostaniemy z soba na dobre i na zle.czytajac takie posty jak powyzej mowie sobie ze bede bardziej tolerancyjna,nie ma idealow, choc na poczatku ja chcialam sobie takiego wychowac
Inne wątki na temat:
Pełna wersja