Moja psinka...

03.03.06, 22:04
Po 15 latach naszego wspolnego życia, musiałam zawieść ją do weterynarza, na
ten ostatni zastrzyk. Już nie mogłyśmy razem z mamą patrzeć jak leży, nie je,
nie wstaje, nie może się załatwić. Lekarz nie chciał już jej nawet badać.
Powiedział, żeby tego nie przdełużać. Zawieźliśmy ją na psi cmentarz. Ma
teraz tam swoja kwaterkę przy małej sośnie, obok nieznanego jej Asa. Jest
razem z nią jej zielona żabka. To było moje drugi dziecko. Połowa mojego
życia, które razem spędziłyśmy. Szkoda, ze to nie wiosna. Mogłabym ją
pochować na działce, tak jak planowałam.
    • thaures Re: Moja psinka... 03.03.06, 22:09
      Domyślam się jak się czujesz- mojego psa też trzeba było uśpić, bo się już
      strasznie męczył- miał 16 lat i był zawsze- śmiałam się,że po moim wyjściu z
      domu rodzicom został mój " brat". Perr był uśpiony w styczniu 2000 roku, nie
      było psich cmentarzy- mój mąż spędził pół dnia na działce żeby wykopać dół-
      zima wszystko zamarznięte... Działkę sprzedaliśmy 2 lata temu- od razu
      prosiłam, żeby pod TYM drzewem za bardzo nie kopać. Do tej pory myśląc o moim
      piesiu mam łzy w oczach...
    • ojejkuniu Re: Moja psinka... 03.03.06, 22:10
      współczuję,
      to zawsze okropne jak umiera zwierzak z którym tyle tak sie przezyłosad
    • bary14 Re: Moja psinka... 03.03.06, 22:12
      Ja stracilam swojego ukochanego psa w ostatnia Wigilie. Ogladam jego zdjecia,
      wspominam jak wiele daly mi kontakty z nim, ile radosci wniosl do naszego domu.
      Snil mi sie juz nie raz. Byl naprawde wspanialym psiakiem.
    • marychna31 Re: Moja psinka... 03.03.06, 22:28
      Szczerze współczuję. Wiem co to znaczy stracić ukochanego zwierzaka.... Ważne,
      że Twój piesek przezył szczęśliwe chwile z Wami i że byliście z nim do końca....
      • ibulka Re: Moja psinka... 03.03.06, 23:34
        Pamiętam stratę mojego pierwszego psa... Miałam 14 lat. Histeria, ryk. Wróciłam
        ze szkoły i mojej ukochanej suczki z czekoladowymi oczami już nie było... Przez
        miesiąc nie mogłam dojść do siebie... I jakoś tak później unikałam zwierząt...

        Pewnego dnia pod drzwi mojego mieszkania na 10. piętrze (!) podrzucono koszyk.
        W koszyku spał jamnik. Szczeniak. Żółty. Okropny.
        Ma na imię Hamlet i warczy, kiedy zabieram mu miskę. Jest okropny. Ale kochany.

        Zwierzęta to najlepsi przyjaciele człowieka. I bardzo Ci współczuję. Nie wiem,
        czy Cię to w jakiś sposób pocieszy, ale usypiając psinkę pomogłaś jej i ulżyłaś
        w cierpieniu, i na pewno byłaby Ci za to wdzięczna smile
        Trzymaj się kiss
    • mmu Re: Moja psinka... 04.03.06, 13:18
      Bardzo mi przykro, wiem, jak cierpisz...
      ale pomyśl sobie,ile fantastycznych chwil razem przeżyłyście, cudownych
      spacerków, zabaw, przytulanka...to zostanie z Tobą na zawsze a bezpowrotnie
      omija tych, co to nie mają zwierząt.
      jakbyś chciała, to pisz na maila, wysłucham wszystkiegosmile
      pozdr
      M.
Pełna wersja