loolamoon
13.03.06, 00:20
Witam wszystkie obecne i przyszle mamy,
Mam do Was pytanie, czy ktoras z was przechodzila kryzys zwiazkowy podczas
ciazy? Ja wlasnie chyba przechodze i jest mi z tym bardzo ciezko. Mieszkam z
moim mezem w Kanadzie, jego kraju, jestem w czwartym miesiacu ciazy i wczoraj
wyprowadzilam sie z naszego mieszkania do jego brata....
Zaczne od tego, ze mojego meza kocham i uwazam (caly czas) za odpowiedzialna
osobe. Od poczatku ciazy bardzo sie cieszyl i pomagal mi na ile umial. Dodam,
ze ja pracuje na pol etatu i lwia czesc finansowa pokrywa on. Troche mi tez
czasami ciezko byc w tak waznym dla mnie momencie tak daleko od mojej rodziny
i przyjaciol. Jestem zzyta z jego bracmi i sistrami i oni zawsze sluza mi
pomoca i rada. Moj maz jest 'wyjatkowym' dzieckiem, poniewaz jako nastolatek
byl bardzo 'trudnym' rodzice przyjeli wobec niego zasade, ze na wszystko
nalezy mu pozwolic. Pisze o tym, bo wydaje mi sie ze tu lezy sedno naszego
problemu. Od jakiegos miesiaca maz przestal sie ze mna liczyc, nie jest wazne
jak ja sie na cos zapatruje, robi to na co ma ochote. Chodzi przede wszystkim
o wychodzenie. Wsciekalam sie, prosilam, plakalam, tlumaczylam, ze nie
powinien przedkladac spokoju w naszym domu nad zabawe z kolegami. NIc nie
pomagalo, zostawial mnie, wsciekla, zaryczana, bezradna.... Jak, ze z natury
jestem silna i wydawalo mi sie, ze jednak mam naniego jakis wplyw, zagryzlam
zeby,schowalam do kieszeni nadwyrezona dume i ostatnie tygodnie staralam sie
powoli i jak dziecku tlumaczyc mu, ze moja ciaza nie jest koncem jego zycia,
ale ze nasze (jego nawyki; calonocnych imprez, palenia trawy, co pewien czas
zapodawania tabletek extazy musza sie zmienic). Przez kilka tygodni ja
staralam sie byc nie kaprysna i mila, organizowalam obiady dla jego znajomych
u nas w domu, etc. I wydawalo sie, ze wszystko sie powoli uklada... Do
ostatniego puatku, kiedy to poinformowal mnie, ze wychodzi na drumm and bass
party z kolazanka swojej ex dziewczyny i kolega. POniewaz przysieglam sobie,
ze nie bede sie wsciekala i robila scen, przytulilam go mocno i poprosilam,
zeby zostal, odepchnal mnie (dosc brutalnie) i powiedzial, ze musi sie
wybawic. Ja na to powiedzialam, ze ja tez moge pojsc. Zaczal smiac mi sie w
twarz i powiedzial, ze chyba zwariowalam, bo jestem w ciazy i ze nigdzie nie
ide. Wrocil o czwatrej. Rano znalazlam u niego tabletke extazy. Nie
wytrzymalam tego, spakowalam sie, a on mi na to powiedzial, ze pewnie znowu
go strasze i ze i tak sie nie wyprowadze. Byl bardzo arogancki. Zamowilam
taxowke i pojechalam do jego brata. Siedze tu drugi dzie, on nawet nie
zadzwonil. Serce mie sie sciska i uwazam, ze ten steres jest zupenie nie
potrzebny teraz przede wszystkim dziecku.... Jestem na niego wsciekla i wiem,
ze nie pozwole siebie tak traktowac, w ciazy czy bez ciazy nie dam nikomu
grac ze mna w taki paskudny sposob. Nie wiem co mam myslec i jak przyjac
taktyke. Prosze was, jesli ktoras z was przechodzila trudne chwile z
partnerem podczas ciazy i udalo jej sie stanac na nogi, napiszcie mi o tym.
Napiszcie jak do NICH mowic, zeby rozumieli.... JA probowalam chyba
wszystkiego, wyprowadzke przesuwalam do samego konca, jednak to byla
ostatecznosc... Dzieki za wszystkie odpowiedzi, Pozdrawiam, Loola