Trudny poród...dla faceta

13.03.06, 13:23
Na początku link do artykułu
kobieta.gazeta.pl/rodzicpoludzku/1,70807,3203295.html#dalej
Przyznam, że trochę zdziwiła mnie opinia jednego z panów wspominających swój
poród z żoną, pierwszy raz spotkałam się z aż tak negatywną opinią.
A jak jest z Waszymi mężami, czy wspólny poród dla któregoś z nich był również
trochę traumatycznym przeżyciem?
U nas były dwie cesarki, więc wspomnienia są bardzo miłe(ale wiem, że nie
zawsze takie są, szczególnie wtedy kiedy poród jest naturalny), przyjemna
muzyczka, żarty lekarzy i pielęgniarek i mąż (w zielonych spodniach, bluzie
chirurga, okrągłej czapeczce i maseczce rozśmieszjący mnie do łez)który bardzo
przejęty trzymał, maluszki na rękach w chwilę po tym jak przyszły na świat.
Uśmiecham się na samo wspomnieniesmile
♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
    • anoosia2 Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 13:40
      JA mam mieszane uczucia, z jednej stony chciałam rodzić razem, a z drugiej
      wiedziałam jak tatuś reaguje na sama krew. Nie zdecydowaliśmy sie i nie
      żałuje,mój poród był długi, męczący i na 100% nie jak z reklamy. Sama nie
      umiałam sobie poradzic z wspomnieniami, z niektórych momentów porodu, było
      bleee. Dobrze, że tego nie oglądał.
      KAżdy związek i poród jest inny, decyzja o obecności partnera powinna być
      podejmowana wspólnie i dobrze przeanalizowana, nie można wymuszac na kimś
      jeżeli nie czuje się na siłach.
      • miirabelka Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 13:50
        W zasadzie się z Tobą zgadzam anoosiu2 chociaż bardzo przemawia do mnie ten
        fragment:
        "Gdyby mnie tam nie było, Ania miałaby słabo. Kilka razy musiałem zrobić
        awanturę, żeby się nią zajęli. Lekarz, położna i anestezjolog inaczej się
        zachowują, gdy przy kobiecie jest facet"

        ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
    • 76kitka Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 14:02

      Mojego męża wszystko obrzydza smile Ale dał radę, nie zaglądał poniżej mojego pasa, nie przyglądał się pępowinie i łożysku. Trzymał mnie za rękę, masował plecy, podtrzymywał na piłce. Mi Jego obecnośc pomagała, a On też cieszył się, że tam jest. Tyle, że ja nie krzyczałam, nawet próbowaliśmy dowcipkować we czwórkę, bo przez czały czas była z nami położna i studentka. Po kilkunastu godzinach dostałam znieczulenie i w tym czasie rozpoczęła się II faza porodu, wtedy byłam tylko ja i parcie. Oboje nie żałujemy rodzinnego porodu warto było wydać 1000 złotych, żeby przywitać dzieciątko wspólnie.
    • volta2 Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 14:11
      dla mnie poród nie ma nic z metafizyki i dla mojego męża również. była to
      sprawa do załatwienia i tyle. ja nie płakałam i on też się jakoś szczególnie
      nie wzruszał. dziś o tym nie rozmawiamy, nie rozpamiętujemy, pępowiny nie
      odcinał a jednak bardzo mi pomógł swoją obecnością.
      Kolega, który to przechodził przed nami tak skwitował swoją obecność: nie ma
      metafizyki, jest za to fizjologia, mocz, kał, czym tu się zachwycać. Ale też
      był, żonie pomógł.
    • kalina_p Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 14:18
      my bylismy razem (za darmo, nie płacilismy za ten "luksus"), ale to wyszlo jakos
      samo...ja nie chciałam, zeby mąz byl przy ostatniej fazie, bo dla mnie to bylo
      obrzydliwe, nie chciałam, zeby oglądał. Ale tak szybko jakos poszlo (poród
      naturalny 2,5 godziny), że w końcu nie wyszedł, został, przeciął pępowinę, był
      bardzo przejety, bardzo to przezył, ale pozytywnie.
      Przyniósł mi mała po ważeniu, pierwszy ją na rękach trzymał, malo nie zemdlał
      potem z wrażenia.
      lekarze byli bardz mili, położne tez, zajmowali sie nami obojgiem (trojgiem).
      Wspominamy, z zadowoleniem, jesli będę jeszcze raz rodzic, to tez z mężem.
      Alemyślę, że wiele zależy od stosunku między małżonkami - czy sa ze soba
      naprawde blisko, czy moga na sobie polegać. No i to najwazniejsze - czy sie
      siebie nawzajem wstydza. wiadomo, że jeśli facet odwraca sie z obrzydzeniem, jak
      zona siusia w lesie, to niech lepiej na poród tz nie patrzywink)
      • babka71 Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 17:12
        podpasek nie kupi , bo to wstyd w supermarkecie, tampona "toże".., itd..
        i jak w trakcie porodu zobaczy łożysko to mdleje o MATKO I CORKO WIELKA MI
        RZECZ...!!!
        LEPSZA NIŻ SASRANE PAMPEMRSY, z ludzkim dzieciaskowym gównem, smierdządzece
        ale swoje
      • mamama28 Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 22:00
        >Ale myślę, że wiele zależy od stosunku między małżonkami - czy sa ze soba
        naprawde blisko, czy moga na sobie polegać. No i to najwazniejsze - czy sie
        siebie nawzajem wstydza.
        Oj...Chyba trochę generalizujesz i przy okazji dzielisz pary na "lepsze"- te,
        które są blisko i rodzą razem i resztę czyli "gorsze"-te,które jak piszesz "nie
        mogą na sobie polegać". Nie wyobrażam sobie bym mogła być z mężem bliżej niż
        jesteśmy, nie wstydzimy się siebie -ku zgrozie wszystkich gości nie mamy drzwi
        w łazience smile. Ale nie wyobrażam też sobie by był kiedykolwiek obecny przy II
        fazie. Dlaczego? Nie chcę by widział coś, czego nawet ja nie chciałabym
        widzieć. Kiedyś (po godzinach) w pracy podkusiło mnie by obejrzeć w sieci
        zdjęcia z porodu.Efekt? Nie byłam w stanie samodzielnie wrócić do domu (mąż
        musiał po mnie przyjechać). A "miętka" nie jestem - przy sekcjach zwłok i
        krojeniu zwierząt (takie studia)powieka mi nawet nie drgnęła. Nie dajmy się
        zwariować "poprawności politycznej" głoszącej, że poród razem to czysta
        metafizyka i potwierdzenie wartości związku!
        • kalina_p Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 23:54
          nie do konca mnie zrozumialas - chodzilo mi o to, żeby na poród wspólny pod
          presja własnie mody nie chodzily pary, które nie sa pewne w 100%, że nie będa
          potem mialy do siebie awersji...
          Ja tez nie chciałam iśc z mężem, bo nie chciałam, zeby to "obrzydlistwo""
          ogladałwink Wyszło tak, ze byl i było ok. Ale było ok w duzej części dlatego, że
          on potraktował to jako zupełnie normalna czynnośc fizjologiczną, która jjest
          naturalna, nie ma sie czego wstydzić/brzydzic itd.
          Jeśli ktos wstydzi sie przy tym drugim rozebrac przy zapalonym świetle, to niech
          nie mysli o wspólnymporodzie, bo pewnie będzie to porażka dla obu stronsad
        • drinkit Re: Trudny poród...dla faceta 15.03.06, 21:48
          mamama28 napisała:
          nie wstydzimy się siebie -ku zgrozie wszystkich gości nie mamy drzwi
          > w łazience smile

          Tzn. ze jak ktoś siedzi u Was w domu na klopie, to inni go widzą?
          • mamama28 Re: Trudny poród...dla faceta 18.03.06, 23:10
            Napisałam, że w ŁAZIENCE, a nie w toalecie. Ale niektórych to szokuje. Jedna
            znajoma (ze zdumieniem):"O Boże to znaczy, że jak mąż je śniadanie a ty się
            kąpiesz, to on patrzy?" Ano patrzy smile))
    • melka_x Ja ja ja 13.03.06, 14:36
      Dla jednych poród będzie doznaniem metafizycznym (w końcu pojawia się nowy
      człowiek), dla innych będzie skupiać się na fizjologii (fakt, że zupełnie uciec
      się od tego nie da) to indywidualna kwestia.

      To, że naciskanie faceta jest idiotyczną i szkodliwą nadgorliwością jest chyba
      oczywiste (choć odnośnie tego artykułu - trudno mi wyobrazić sobie dorosłego
      faceta, który tak kompletnie nie potrafi zwerbalizować swojego sprzeciwu, "nie,
      nie wejdę na salę operacyjną". W końcu chyba go tam skrępowanego pasami nie
      wnieśli?wink

      Mnie natomiast co innego tutaj uderzyło. Cała publikacja to JA, JA, JA. Kwestia
      żony, pojawienia się dziecka - wszystko to jest potraktowane marginalnie (nie
      dowiedziałam się np. czy kobieta wściekła się, że mąż wbrew ustaleniom znalazł
      się obok, czy też może się jednak ucieszyła, a może było jej już wszystko
      jedno. O tym nie ma zdania). I o wielu innych rzeczach.
      Rozumiem, że to miał być artykuł o porodzie rodzinnym oczami faceta. Ale czy
      naprawdę w chwili gdy ma się urodzić dziecko myśli faceta krążą wyłącznie wobec
      jego obaw, jego strachu, jego niesmaku, jego reakcji, jego doświadczeń z krwią,
      żywicą itd itd itd. No kurczę bladę czy naprawdę poród oczami mężczyzny to
      bezustanne gniecienie myśli pt: 'jak ja taki wrażliwiec sobie poradzę'? I
      niemal już nic więcej?
      • cocollino1 Re: Ja ja ja 13.03.06, 14:56
        Ha, no wlasnie. W takim momencie jak porod, przynajmniej ja to tak odebralam,
        maz myslal o tym czy z dzieckiem wszystko ok i ze mna oczywiscie. Nie
        zastanawial sie w tym momencie czy poleciala krew-dorosly chlop, to wie ze
        bedzie leciec, nie zastanawial sie czy to wyglada ladnie czy nie, bo
        najwazniejsze bylo zdrowie dziecka i moje. Wiadomo, ze nie zagladal we mnie,
        zeby cos zobaczyc, byl zeby mnie wsperac swoja obecnoscia. Nie poszedl tam
        ogladac porod, tylko po to by byc z nami. Ale oczywiscie facet musi tego
        chciec, zmuszany, moze miec wlasnie takie odczucia po porodzie jak ten tatus.
      • miirabelka Re: Ja ja ja 13.03.06, 15:13
        melka_x bardzo trafne podsumowaniesmile
        ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
        • verdana Re: Ja ja ja 13.03.06, 15:42
          To, czego się właśnie najbardziej obawiam, to nacisk na facetów i zmuszanie ich
          do uczestniczenia w porodzie, którego wcale nie chcą ogladąć. Bardzo to
          nieładnie, ale wtedy oczywiste dla wielu będzie myślenie o sobie 9zemdleję i co
          sobie inni o mnie pomyslą? Wytrzymam czy nie?). Nie bardzo rozumiem
          zastrzeżenia - chyba dobrze, ze autor napisał prawdę, a nie kolejny cukierkowy
          obrazek. Napisał, co myslał w czasie porodu - a nie to, co powinien był mysleć.
          I dobrze wiedzieć, ze i tak bywa. Żony nie maja tylko szans sie o tym
          dowiedzieć, bo przecież mąż im o tym po porodzie nie opowie...
          Ale mnie zdarzyło sie wysluchiwac wspomnień facetów wepchnietych na porodówkę.
          W ich wspomnieniach, nie przeznaczonych dla ukochanej żony, przebijała
          wściekłość "A mowiłem jej, że nie chcę, ale się uparła", egoizm "marzyłem, żeby
          przyszedł lekarz i kazał zrobić cesarkę, bo wtedy mógłbym w tym nie
          uczestniczyć" i bezradność "ona sie męczyła, a ja nie mogłem pomóc. Co ze mnie
          za mężczyzna?" i determinacja "Nigdy więcej".
          Warto naprawdę wiedzieć, że i tak bywa, zanim podejmie sie decyzję o rodzinnym
          porodzie.
          • cocollino1 Re: Ja ja ja 13.03.06, 15:51
            No oczywiscie, ze warto napisac, ze mezczyzni czuja sie tak jak opisal ten
            facet. Jednak wyraznie widac, ze wlasie zostal do tego przymuszony. Wiadomo, ze
            facet nie musi koniecznie byc przy porodzie i wcale nie oznacza to, ze jest
            bardziej wrazliwy wobec siebie, a mniej wobec zony. Warto podkreslac, ze to on
            sam powinien podjac decyzje, i ze przymuszany- owszem moze bedzie obecny, ale
            wywola to wiecej szkody niz pozytku.
          • melka_x Re: Ja ja ja 13.03.06, 15:57
            Cholera wcięło mi post.

            Verdano nie będę polemizować, bo masz w dużej mierze racje. Ale ja pisałam o
            czym innym. Kilka bitych stron, gdzie niemal każde zdanie zaczyna się od "ja",
            gdzie niemal w każdym wciąż i na nowo, pod każdym kątem i w każdym możliwym
            kontekście analizowana jest własna wrażliwość. Ja to, ja tamto, ja siamto, ja
            ten tego, ja ten śmiego, ja się boję, ja się obawiam, ja czuję, że zaraz
            poczuję to i czuję, że to co poczuję, będzie naprawdę dla mnie straszne, więc
            czuję, że się jeszcze gorzej za chwilę poczuję itd itd itd i raptem 1 zdanie
            dotyczące pojawienia się córki? Nie odbierając mężczyznom prawa odmowy do
            uczestnictwa w rodzinnym porodzie jak bardzo trzeba być skupionym na sobie,
            żeby stworzyć takie proporcje?
            • verdana Re: Ja ja ja 13.03.06, 16:58
              Po pierwsze, taki artykuł u niego zamówiono. Artykuł z punktu widzenia faceta.
              Po drugie , z moich doświadczeń wynika, ze duża część facetów tak własnie
              reaguje w sytuacjach stresowych (i niestresowych też...). Niestety - można
              ubolewać, ale nie można tego zignorować.
              • babka71 facet z GW to debil i tyle 13.03.06, 17:06
                nikt normalny decydujący sie na poród rodzinny nie pi..przy takich głupot
                podpucha i tyle!!!!!!!!!!!!
                wspołczuję żonie tego Pana!!!!
              • melka_x Re: Ja ja ja 13.03.06, 17:12
                > Po pierwsze, taki artykuł u niego zamówiono. Artykuł z punktu widzenia
                > faceta.

                Nie musisz mi tego tłumaczyćsmile. I co? Poród z punktu widzenia faceta (a w
                każdym razie autora) to tylko bezustanna autonaliza? Ocean refleksji pt "co ja
                czuję, że czuję, i co czuję, że będę czuć i co w związku z tym czuję" przy
                śladowych myślach związanych z tym co może czuć dziecko czy żona?
                • babka71 pogubiłam sie co wreszcie czujesz? 13.03.06, 17:14
                  • melka_x Re: pogubiłam sie co wreszcie czujesz? 13.03.06, 17:18
                    Ja też się trochę pogubiłam w tym co w czasie porodu czuł, że czuł i co czuł,
                    że będzie czuł i jak się z tym czuł autor artykułu (bo o tym był mój post).

                    A serio - jak myślicie co autor będzie czuł gdy trzeba będzie wczepionemu w
                    niego dziecku krew pobrać? Tak, tak - prawdziwą krew, nie żywicętongue_out big_grinDD
                • babka71 zamówiłaś artykuł 13.03.06, 17:16
                  i co z tego jestes w w sumie szcześliwsza??!!!!!!
                  gdzie jest twój mąż a nie Ty??!!!
                  • wieczna-gosia Re: zamówiłaś artykuł 14.03.06, 08:09
                    babko melka odpowiada verdanie smile)))))
                • anoosia2 Re: Ja ja ja 13.03.06, 17:17
                  Tekst jak tekst, miał byc z punktu widzenia mężczyzny i był. Było o odczuciach,
                  emocjach, bez zakłamania i słodzenia, live is brutal. Lepiej jest oszukiwać i
                  tkwić w przekonaniu, że wszysko jest takie altruistyczne w życiu? Dobrze jest
                  przeczytać, że nie wszyscy widzą tak samo, egoizm nie rozumiem dlaczego, ja
                  tego nie widze tak.
                  Skojarzyło mi się troche z wątkiem podczepionym ostatnio z innego podforum o
                  nawiązywaniu kontaktu z duszą nienarodzonego dziecka. Ludzie mają różna
                  wraźliwość dla jednych poród to fizjologia, dla innych metafizyka takie ich
                  prawo.
    • babka71 Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 17:18
      miirabelka dlaczego mnie blokujesz na Gazecie Wyborczej??
      • miirabelka do babki71 13.03.06, 17:28
        ??????????????????

        ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
        • dzoaann Re: do babki71 13.03.06, 17:46
          A tak w ogóle to są jeszcze kobiety które zdecydowanie nie chcą faceta przy
          porodzie?Ja tak miałam.Czułam się jak kobieta pierwotna,miałam potrzebę by NIKT
          mi nie przeszkadzał,nie oglądał,a każdy dotyk mnie wkurzał.Przeszkadzali mi
          lekarze i położne,a co dopiero mąż.Skończyło się na tym ,że lekarz stał
          obok,połażna tylko dziecko "złapała",a ja i tak najlepiej bym chciała to sama
          zrobić!Mąż w tej sytuacji by mnie dobił...
    • qunegunda stracil ochote na sex na 2 miesiące :DD 13.03.06, 21:21
      ciekawe w czym mu to przeszkdzalo;
      w znalezieniu sobie kochanki, czy wizycie w agencji towarzyskiej?
      no bo chyba nie w uprawianiu z zoną w pologu.
    • em_em71 Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 21:57
      Wiecie co? Tak sobie myślę, że uczestnictwo ojca dziecka przy porodzie jest
      szczególną manifestacją (w pozytywnym znaczeniu) troski, miłości, oddania,
      opieki, etc...
      Decyzję pozostawiłam mężowi. Chodził ze mną na wizyty kontrolne, był przy
      wszystkich USG, bardzo "kibicował" tej ciąży. Ginka była znajoma,
      zaprzyjaźniona, bez ogródek stwierdziła, że nie wyobraża sobie jego absencji w
      tak ważnym wydarzeniu, ja nie zajęłam stanowiska... Był, bo sam chciał, bardzo
      mi pomógł, pierwszy powiedział, że widać główkę, dodawał mi sił na maxa, po
      wszystkim - zrobił kolację, pojechał do domu, by o 7 rano następnego dnia znów
      być przy mnie. Dla nas obojga - wspomnienie porodu to wielkie wzruszenie.
      • latouche Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 22:48
        em_em71 napisała:
        > Był, bo sam chciał, bardzo
        > mi pomógł, pierwszy powiedział, że widać główkę, dodawał mi sił na maxa, po
        > wszystkim - zrobił kolację, pojechał do domu, by o 7 rano następnego dnia znów
        > być przy mnie. Dla nas obojga - wspomnienie porodu to wielkie wzruszenie.
        U nas to samo przy obydwóch porodach smile Mimo wszelkiego bólu, fizjologii i
        "kobiecych wnętrzności" to dla nas obojga bardzo cenne wspomnienia smile Przy
        pierwszym nie chciałam męża przy porodzie, ale opowieść koleżanki o jej porodzie
        przważyła szalę, za bardzo się bałam, i zmieniłam zdanie, z czego Jose bardzo
        się cieszył smile Przy drugim od razu wiedziałam, że chcę go mieć przy sobie. Poród
        zaczął się w nocy, i mąż musiał zostać w domu ze starszym synkiem, kiedy ja
        pojechałam rodzić, na szczęście zdążył dojechać na ostatnie półtorej godziny.
        Ja tam się panicznie boję szpitali i bardzo się cieszyłam, że mogłam rodzić w
        małej klinice, z najbliższą osobą u boku.
    • cyborgus Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 23:00
      U nas w ogole nie musielismy tego dyskutowac. Oboje wiedzielismy ze jak rodzic
      to tylko razem, nie wyobrazalismy sobie tego inaczej. Nie wyobrazam sobie ze
      moja maz, a ojciec mego dziecka moglby nie byc przy jego narodzinach, i ze
      mialabym tam lezec samotnie. Dla niego to tez bylo oczywiste, byl bardzo
      podekscytowany, tyle lat w koncu czekal na to dziecko.
      Dwoje zrobilo, dwoje urodzilosmilesmilesmile
      • wszystkienikizajete Re: Trudny poród...dla faceta 13.03.06, 23:19
        Najbardziej w ciąży wkurzało mnie to - wszyscy pytali mojego męża - będziesz
        przy porodzie? wytrzymasz? dasz radę? JAsny gwint - mnie nikt nie pytał czy ja
        nie zemdleję przy porodzie, wyboru nie miałam:/, więc w czym problem? jak ja
        muszę sobie poradzić, to facet chyba też powinien "dać radę", tym bardziej ,że
        jego nie boli!
    • mamapiotra Re: Trudny poród...dla faceta 14.03.06, 08:00
      Moj maz byl caly czas ze mna podczas porodu. jesli nawet cos innego czul lub myslal niz powinien, nigdy do tego sie nie przyzna. dal rade, byl czuly, kochnay i troskliwy, tak, jak trzeba. smile ale ja nie krzyczalam na niego. mialam zadanie do wypelnienia i tylko to mnie interesowalo. i tez mnie wkurzalo, gdy polozna lub lekarz probowali mnie dotknac smile
    • be.em Re: Trudny poród...dla faceta 14.03.06, 09:01
      mój mdleje na widok krwi i igłysmile)) w życiu nie chciałam, żeby był ze mnąsmile ale
      się uparłsmile chodziliśmy razem do szkoly rodzeniasmile ustaliliśmy, że jest ze mną
      do kuliminacyjnego momentu, potem wypad za drzwismile z kimś muszę gadać i chodzić
      po korytarzu, a potem, to mi lekarz i położna jest potrzebna nie mąż zielony z
      wrażeniasmile no i w trakcie porodu był, masowal, głaskał, pocieszał... jak
      zaczęły się skurcze parte trzymal mnie za rękę.. jak zaczał się właścwiy moment
      ja kazałam mu wyjśc, a on nie chciał.. został, pomógł, zeszklił się jak syn był
      już na świecie.. przeciął pępowinę, policzył paluszkismile))

      w trakcie opowiadań o porodzie zaprzyjaźnionej parze, która była tuż pzred
      porodem - mój mąż mowił o tym z taki żarem, o uczuciach do mnie, do małego..
      oczywiście była i fizjologia, ale stwierdził, że nawet o tym nie myślałsmile do
      dziś łączy nas niezapomniane przeżyciesmile

      i sex mamy dalej tak doskonały jak przedsmile)
      • efka30 Re:...a wystarczyło stac przy głowie żony.... 14.03.06, 17:34
        ...a nie zaglądac jej między nogi,żeby oszczędzic sobie "szczegółów".Tak
        właśnie zrobił mój mąż.Siedział przy mnie trzymając mnie za rękę i przemawiał
        czule...Po prostu BYŁ.I o to chodziło,żebym czuła jego bliskośc .On zresztą
        miał taki sam zamiar.Z samego porodu porodu widział gotowego Kubusiai czym
        prędzej pobiegł,żeby dopilnowac pielęgnacji go smile)
        A potem przyszedł do mnie zdał mi relację,że z maluszkiem wszystko ok i
        strasznie nam kocha.Było super!!!Dla nas obojga...a raczej trojga smile)
    • mika_p Ja, ja, ja - jeszcze inny facet 14.03.06, 22:41
      Na F.Niemowlę wypowiada sie tatuś, pomijam już, że czterotygodniowego noworodka
      nazywa terrorystą i cwaniakiem, ale poczytajcie sobie to:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=38442355&a=38500456
      Jak on się poświęcił dla żony, jak pracuje w domu, jak sprząta i gotuje, jak
      jest specjalistą od przewijania, jak on, jak on, jak on.
      O żonie niewiele, o dziecku tyle, ze wrzeszczy.

      Faceci tak mają?
    • lidkakn1 Re:Wolę nie wspominać... 18.03.06, 23:18
      Zazdroszczę. Dwa razy rodziłam sama.Chodziłam po pustych korytarzach i
      zagryzałam samotnie zęby. Pamiętam okna bez firanek i kaloryfery,na których
      się wspierałam podczas niezwykle bolesnych skurczów. Męża i tak kocham. Ale
      wolę nie wspominac.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja