W obronie biedy i nędzy

16.03.06, 10:22

Pewna kobieta opisała na forum o swoim strachu, ma chore serce, podejrzenie
nowotworu, nie pracuje, jej facet tez stracił prace, fakt, nie wiemy, czy to
prawda, czy nie, ale niektóre głosy forumowiczek, były bardzo krytyczne...
W tym miejscu chciałabym napisac wam o tym, jak moja rodzina popadła w biede,
z powodu choroby, zmian ustrojowych etc. Ja wiem, czym jest głud, i nigdy nie
pogrąże złymi słowami człowieka który prosi o pomoc, nawet jeżeli nie jestem
pewna jego prawdomówności i intencji, a może własnie dlatego...
..............................................................................
W 1985 roku zdiagnowzowano u mojej mamy raka piersi, był to sporej wielkości
guz, trzeba było go usunac. W tamtych latach zreszta, nawe jezeli guz był
niewielkich rozmiarów to i tak najcześciej usówano całą pierś. Moja mama
miała wtedy 34 lata, tako 36, ja 6, zas moja siostra Agnieszka 8. Mama poszła
do szpitala, zdecydowała razem z tata, ze nalezy powiedziec nam prawde,
zreszta moi rodzice zawsze wychodzili z takiego założenia, że njagorsza
prawda jest lepsza od nawet małego kłamstwa. Pamietam, jak dziś, jak teto
przyszedłwszy ze szpitala, stanął w przedpokoju, oparł sie o szfke na buty i
strasznie szlochał. Byłyśmy przerazone!!!Nasz tata, taki silny i mądry
płacze. To był pierwszy raz , gdy widziałam u ojca łzy...
Powiedział nam, ze mamie odjeli cyci, że była chora, i, żeby choroba nie
zaatakowała innych organów trzeba było ja odjac. Przytuliłam sie do siostry i
płakałam cichutko, za bardzo nie rozumiałam co sie stało, ale wiedziałam, że
to COŚ bardzo złego. Mam wróciła do domu, bardzo się bała, że umrze i , że
nie doczeka mojej komunii świętej, z tego tez powodu ubłagała naszego
proboszcza, żebym mogła razem z siostrą przyjąć ten sakrament. Miałam 6
lat...tak sie cieszyłam z białaj sukienki!!! jak to dziecko, w dodatku takie
małe, za bardzo nie rozumiałam dlaczego ja ide do komunii, a moje kolezanki i
koledzy z zerówki jeszcze nie, wszystkie dzieciaki mi zazdrościły...
Tato pracował w metalchemie, taki opolski zakład pracy. Działał dobrze,
pracownicy mieli super zaplecze socjalne, wyjeżdrzali na eksport do
Czechosłowacji. Jak mama zachorowała , tato zrezygnował z tych wyjazdów, ale
mimo tego było nam dobrze w sensie materialnym. Nie było przerzutów, mam
wróciła do pracy (była dyrektorką w przedszkolu). Wszystko było ok. Do
czasu...
Po roku nowotwór zaatakował powtórnie, zaczeły sie przerzuty, wszedzie. Mama
przestała pracowac, dostała rentę. Marne grosze...była jeszcze młoda, nie
zdąrzyła przepracowac wielu lat...Mimo tego jakoś dawaliśmy sobie rade
finansowo. Moje rzycie upływało pomiędzy domem, a szpitalem, znałam
wszystkich lekarzy na onkologii, wszystkie pielegniarki... Szpital był mi
drugim domem. Wtedy szpitale prowadziły inna politykę wobec rodzin pacjentów,
nie wolno było długo przebywać u chorego. My z aga stanowiłysmy wyjątek od
reguły. Personel nas uwielbiał. Więc spedzałysmy tak całe dni, po szkole...
cdn
    • kalinkaagata Re: W obronie biedy i nędzy 16.03.06, 10:44

      w szpialu. uczyłysmy sie bardzo dobrze, każda 5 bardzo cieszyła mame, zawsze
      nam powtarzała, że bez wykształcenia bedzie nam ciężej, niz z...
      Mijały lata, nadzszedł rok 91' Najcieższy rok dla nas...
      Metalchem funkcjonował cora gorzej, nie wypłacał pracownikom całych pensjii,
      dawał jakies smiesznie małe zaliczki...W domu zaczeło brakowac produktóe
      pierwszej potrzeby. Tato łapał sie jakis fuch, z tego były dodatkowe pieniazki,
      ale nie dużo, leki mamy tez kosztowały sporo, część była sporo refundowana, ale
      inne nie. Nie można było oszczędzac na lekach mamy. Całymi dniami jadłysmy
      chleb z drzemem na sniadanie, a na kolacje chleb z smarzona cebula. Tato jadł
      obiady w pracy, przemycał z zakładowej stołówki zupe w słoiku do domu.
      Przynosił tez mleko ( w domu mówili na mnie kot, bo uwielbiałam pić mleko, przz
      to, że w ciąży też piła hektolitrami Kalka ma skaze białkowasmile)
      Przynosił też wodę mineralna. Z tego mleka mam wazyła biały ser. Kwasiła mleko,
      jak było kwasne mleko, to na obiad był bal!!!kartofle z kwasnym mlekiem, z
      sadzonym jajkiem!!!
      Mama prowadziła zeszyt w który notowała zakup, kazdego produktu, kazdy obiad
      planoała z tygodniowym wyprzedzeniem.
      -W poniedziałek pomidorowa, na drugie danie ziemniaki]
      -Wtorek, moze Mitek przyniesie cos ze stołowki ( tato to Mitek, na mame tato
      mówił Kicia, takie zdrobnienia jeszcze z ich narzeczenstwa) itd
      Każdy dzień tygodnia zanotowany, każdy nawet najdobniejszy wydatek
      cdn Kalka zrobiła kupkesmile
      • dzoaann Re: W obronie biedy i nędzy 16.03.06, 11:09
        Doskonale Cię rozumiem.Nie wiem jak można uważać,że choroba to np.wymówka przed
        pracą.I jak ja sobie poradziłem to inni też powinni.To absurd.Czasem życie po
        prostu daje w kość i pewne rzeczy są nie do przeskoczenia...
        Naszej rodzinie dokopala choroba i śmierć mojego Taty,wiec też wiem co to
        bieda...
        • joanna666 Re: W obronie biedy i nędzy 16.03.06, 11:52
          Kalinko, bardzo Cię proszę, dopisz w wolnej chwili do końca. Domyślam się, że
          end nie będzie taki wcale happy. Ale przyda się jako lektura obowiązkowa dla
          paru panienek na forum, które nie za bardzo wiedzą, na jakim świecie żyją. Ich
          naiwność nieraz rzuca na kolana. Każą np. iść do pracy dziewczynie, która pisze,
          że ma ciężką sytuację materialną (być może naciąga opis, ale nie o to
          chodzi...). Nie piszą natomiast, jaki będzie wynik finansowy tej pracy, jeżeli
          dziewczyna więcej zapłaci opiekunce, niż zarobi. I czy wpłynie to na wyjście
          rodziny ze stanu biedy.
          Prawda jest taka, że w naszej sytuacji często wystarczy mały "ślizg" finansowy
          (np. kradzież potrzebnego do pracy samochodu, który był na kredyt), lub większy
          - długotrwała choroba, odmowa renty czy chociażby taka w wysokości 500 zł.
          Większość lasek na forum (takie są moje szacunki) ma dochody przy dwójce
          pracujących rodziców nie więcej, niz 3 tysiące. W razie, gdy jedna osoba traci
          pracę na kilka miesięcy, to już robi sie problem.
          • kalinkaagata Re: W obronie biedy i nędzy 16.03.06, 11:56

            oki, napisze,teraz ide na spacerek z niunia, jak wróce, napisze ciąg dalszy.
            Mysle, że jest troszku dziewczyn, co przezyły różne chwile w zyciu, ale
            faktycznie, ten kto nie zazna biedy, bądź, nie zobaczy na własne oczy, nie
            zrozumie
            • wesolek11 Re: W obronie biedy i nędzy 16.03.06, 12:02
              Też czekam...
              • kalinkaagata Re: W obronie biedy i nędzy 16.03.06, 20:10

                W tym czasie tato wyrabiał sobie "po" niemieckie. Tato jest slązakiem, ale jako
                pierwszy w rodzinie wyrabiał takie papiery, więc trwało to długo, weryfikacja
                wszystkich danych i takie tam...
                Własciwie namówiła go do tego mama, bo w domu juz brakowało wszystkiego, a w
                prasie non stop pojawiały się oferty wyjazu do Niemiec, warunek-paszport
                niemiecki.
                Mama poszła do opieki społecznej, Panie z opieki dały mamie troszku pieniedzy,
                z zastrzezeniem, że ma za nie kupić sobie jedzenie-mama miała bardzo słaba
                hemoglobine-anemia. Chemia zjadała ją od srodka. Przestały nawet juz wypadac
                jej włosy, przestała wymiotować, wzieła tyle chemii, że organizm zaczął się na
                tę trucizne uodparniac. Po chemia, to nic innego jak trutka, owszem zabija
                komórki nowotworowe, ale problem polega na tym, że zabija tez zdrowe komórki.
                No wiec lampy...Mama ma całe ciało pomalowane w fioletowe kwadraty-miejsca
                naswietlania....
                Chowam się z swoją bieda w szkole, nie mam nowych ubrań, wszystko z paczek z
                Niemiec od rodziny, ale to nawet nie rzuca sie tak w oczy, bo ciuszki sa
                naprawde ładne, i inne od tych polskich.
                W szkole otworzyli sklepik, dzieciaki wystaja na przerwach i kupuja różne
                batoniki, hitem są wodne lizaki, takie smakowe, zamrożony sok...Ja nie chodze
                do sklepiku...
                Śniadanie zjadam gdzieś na uboczu, bo znowu mam chleb z margaryna...
                Nikt nie domysla sie naszej biedy, nie widac jej, rodzice skrzętnie ją ukrywają.
                Zreszta może było wtedy więcej takich rodzin?
                Klasa srednia przestawała isnieć, ale zaczołeś robić interesy i miałes
                pieniądze, albo...Specyfika tamtych lat...
                Pamiętam to dokładnie, był 17 luty 1992 roku, tako dostał paszport niemiecki,
                załatwił sobie prace...pojechał...
                Nie mielismy telefonu, zadzwonił do sasiadów, że wszystko dobrze, że praca
                lekka, fachowa, ślusarka...
                Przyjechał na święta wielkanocne, tylko na 3 dni...
                Przywiózł marki, tyle pieniedzy!!!!
                Widze to jak dziś:
                tato rozłożył pieniądze na stole w duzym pokoju, mama sie popłakał, tato
                powiedział, ze koniec naszej nędzy, że teraz juz bedzie dobrze...
                Poszliśmy do sklepu, co tato włożył do koszyka to mama wyjmowała, tato sie
                smiał Kiciu, juz nie musisz planować kazdego wydatku...Liczyła nadal, inaczej
                juz nie umiała....
                Pamiętam , że po raz pierwszy piłam wtedy sok z kartonu, nazywał się donald,
                pomarańczowy, kupiłam sobie tez lody z soku owoców, i stwierdzxiłam , że śa
                paskudne...
                Miałam wtedy 13 lat, Aga 15, zostałyśmy praktycznie same w domu, tato w
                Niemczech, mama w szpitalu.
                Gdy miałam 15 lat zaczełam się buntowac, dlaczego nie moge miec normalnej
                rodziny?DLACZEGO?
                Zaczeły sie problemy w szkole
                • dzoaann Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 01:37
                  Wiesz,co ?Czytam i ryczę..pisz,pisz,pisz...ale nie zanidbuj historii o wrednej
                  suce,ja se imiona poukładałam i czekam co dalej.papatki
                  • mamaemmy Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 02:32
                    ja tez rycze.
                    • wesolek11 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 08:12
                      Pisz dalej.
                      • mama007 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 08:25
                        Boże, ja siedzę w pracy i ryczę. ale pisz dalej, bo się tu zapłaczę tym
                        bardziej....
                • anoosia2 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 08:38
                  Ej gdzie jestes, pisz dalej smile. Czytam wszystkie twoje opowieści, ty sie
                  kobieto marnujesz zacznij pisać może zawodowo? BArdzo ciekawe te twoje
                  opowieści i to budowanie napięcia.
                  Strasznie mi przykro, że ty i twoja rodzina tyle wycierpieliście, poryczałam
                  się, pomyślałam o mojej mamie, ona tez chorowała, pamiętam do dziś jak
                  czekaliśmy na wyniki wycinku brrr, ale jej się udało
                  Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy smile
                  • kalinkaagata Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 08:59

                    jestem , jestem
                    Ucze sie sporo, bo przygotowuje sie do egz. na doradcę, więc zadziej goszcze na
                    emamie;-(((
                    Zaczełam nauke w liceum w klasie humanistycznej, nowe towarzystwo, nowi ludzie,
                    jakoś ciężko sie aklimatyzowałam w mojej nowej klasie. Poznałam w tym samym
                    czasie inna młodziez, przez koleżanke, palili papierosy, mówili
                    innym "językiem" niz ja, byli baaardzo zbuntowani, i niezależni. Strasznie mi
                    to inponowało....
                    No taaak, nieodpowiednie towrzystwo...koszmar kazdego rodzica...
                    Zawalałam lekcje, z piatkowej uczennicy stałam sie jedynkową...
                    W domu, nawet nikt nie wiedział, mama była zbyt słaba, aby chodzic na
                    wywiadówki, zreszta, już cały czas przebywała w szpitalu, tato był w Niemczech.
                    Okłamywałam mame, że w szkole wszystko dobrze, wierzyła mi, bo niby dlaczego
                    miała mi nie wierzyć, przeciez zawsze byłam "takim dobrym dzieckiem".
                    W końcu się wydało...
                    Mama bardzo płakała....
                    Obiecałam porawe zaczełam chodzic do szkoły, powiedziałam mojej wychowawczyni o
                    chorobie mamy, o mojej samotności, zaczełam chodzić do p[edagoga szkolnego,
                    klasa zaczeła mnie akceptować, chyba dopiero teraz pojeli moje czasami dziwne
                    zachowanie....
                    Nadszedł dzień 5 marca 1995r, był to poniedziałek....
                    Szykowałyśmy się z Agą do szkoły....Czekałyśmy jeszcze na tatę, bo miał
                    przyjechac w tym dniu z Niemiec
                    Do drzwi zapukał listonosz, przyniósł telegram
                    -panie listonoszu, co to za wiadomość?
                    -nie wiem, chyba coś od babci...
                    Otwieramy telegram, co to babcia mogła napisać?
                    ...............................................
                    "mama zmarła wczoraj o godzinie 20:00.
                    ..............................................
                    Był to telegram z szpitala...
                    Stałyśmy w przedpokoju i patrzyłyśmy na siebie nie rozumiejac co to znaczy...
                    Jak to zmarła?
                    Nasza mamusia????
                    Nawet nie umiałysmy płakac, wtedy jeszcze nie...
                    Działałysmy jak jakieś automaty, zadzwoniłysmy do naszych szkół, potem do
                    szpitala kazali przyjechac nam po rzeczy mamy...
                    Pojechałysmy...
                    Mama była już w kostnicy...
                    cdn
    • ant25 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 11:32
      Agatko,

      Łzy staneły mi w oczach, strasznie mi przykro...

      kochana wiem ze masz egzamin i Malutka, ale wiesz...ja zacznam sie od Ciebie
      uzalezniać, z niecierpliwoscia czekam z cd
      • kalinkaagata Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 14:19

        Rozmawiał z nami ordynator, mamy serce nie wytrzymało, nie było w stanie
        przepompowywać krwi, więc krew zalała płuca i mama się utopiła we własnej krwi.
        Podczas tej rozmowy jeszcze jako tako się trzymałyśmy, gorzej, gdy zaczepiły
        nas kobiety, które lezały naprzeciwko pokoju mamy (mama leżała w jednopokojowym
        pokoju). Powiedziały, że mama cały dzień mnie wołała, krzyczała Agatko, Agatko,
        gdzie jest moja córeczka...
        W niedziele akórat nie byłysmy u mamy, byłyśmy w sobotę. Nigdy sobie nie
        wybaczę tego, ze nie poszłam do niej w niedziele. Nigdy...
        Już do końca zycia bedzie przesladował mnie krzyk umierającej matki. Nie
        rozumiem, dlaczego personel nie zadzwonił do nas, pielegniarki miały nasz numer
        (rok wczesniej załozono nam telefon). Nie wiem, dlaczego mama wołała mnie, nie
        Agnieszke, nie tatę....
        Zabrałyśmy rzeczy mamy i zadzwoniłysmy po taxi, nie dałybysmy rady z tymi
        wszystkimi ubraniami, torbami i reklamówkami dojechac do domu. Pamiętam, jak
        podjechałyśmy pod blok. Wysiadamy z taxi, pamiętam jak dziś trzymałam na reku
        maminy płaszcz, taki różowawy, jedyna nowa rzecz którą mama sobie kupiła w
        ostatnim czasie, bo pomimo tego, ze nam sie dobrze wiodło już od 3 lat, mama
        nadal nic sobie nie kupowała, oszczędzali z tata na samochód (póki co tato miał
        malucha). Nam kupowała wszystko, sobie nic...
        No więc wysiadamy z taxi, podbiega do nas tato który własnie wrócił z Niemiec,
        nie było nas w domu, nie miał klucza, więc czekał na nas w maluszku, bo do
        niego o ironio do niego miał klucze. Krzyknał:
        -mama wyszła z szpitala?
        I uśmiech zamarł na jego ustach, gdy zobaczył ten płaszcz...i, że z taxi mama
        nie wychodzi...
        -tato, mama nie zyje...
        Tatuś mocno nas przytulił, sąsiedzi spogladali przez firanki...widziałam
        ich...oni juz wiedzieli, bo prze wyjściem poiformowałysmy sąsiadke, że tato
        może przyjechac, i, że w razie czego zaprosi tate na chwilke do siebie, bo nie
        ma klucza, jakos głupio w tym całym zamęcie nie pomyślałyśy o tym , aby jej
        klucz zostawic. Nie zaprosiła taty, nie mogła mu spojrzec w oczy, bo my jej
        powiedziałysmy, gdzie i po co jedziemy. Bała sie, ze sie rozpłacze, gdy na nią
        spojrzy...
        Weszłyśmy z tatą do klatki, do domu...
        Weszlismy do kuchni, miejsca najbardziej rodzinnego, w którym jakoś najwięcej
        zaszwe czasu się spedzało wspólnie...
        Wtedy po raz drugi i ostatni widziałam tate płaczącego...w sumie to nie był
        płacz...to było wycie...tak , jak wyje ranione smiertelnie zwierze
        Kalka sie obudzila
        cdn
        • ant25 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 14:29
          ...ja nie wiem co powiedziec ...nie wiem łzy same lecą
          • wesolek11 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 14:32
            smile
            • mieszkowamama Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 14:58
              Ta historia jest bardzo podobna do mojej... Tylko mam nadzieję, że Twoje życie
              też tak dobrze się ułożyło, jak moje smile


              Czekam na c. d.
        • aluniaaa Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 14:48
          o rany..sad(
          Ala
          Moje słoneczka
          • psylwia Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 14:53
            łzy same mi lecą Agato
            nie wiem jak one mogły nie zadzwonić do Ciebie, współczuję Ci
            pozdrawiam
        • joanna666 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 15:27
          Droga Kalinkoagato...
          ...nie miej wyrzutów sumienia. Widocznie stan Twojej mamy w sobotę wydawał się
          na tyle stabilny, że nikt nie podejrzewał nagłego pogorszenia się. Gdyby tak
          było, na pewno siedziałybyście tam od 6.00 do 22.00.
          Wyrzuty, i to potężne, powinien mieć personel, a nawet te pacjentki, które
          słyszały, a nie poprosiły od mamy o telefon do domu i same nie zadzwoniły.Na
          pewno któraś z nich była chodząca. W 1995 roku już były automaty!!!!
          Jestem twarda i staram się nie okazywać żalu, ale w tym momencie siąpię nosem,
          zwalając to na katar.
        • jobeel Re: W obronie biedy i nędzy 19.03.06, 20:26
          Agatko! Czekamy na ciag dalszy!
          Pzdr.
    • magdzik777 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 14:53
      wzruszyłam się...
      czekam na c.d.

      pozdrawiam
      -----------------

      Magda mama Oli
    • rebeka77 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 15:11
      Mamo Kalki , z zapartym tchem czytam wszystko co napiszesz .
      |Przykro mi z powodu twojej mamy . Znam siłę wyrzutów sumienia . Mój tata nie
      żyje i nie widziałam go długo przed śmiercią .Studiowałam w innym mieście .

      |Przytulam .Mama Kalki.
    • blou1 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 16:56
      U mnie podobnie tato zmarł gdy miałam 14 lat brat 18. Mama pracowała fizycznie
      za bardzo małe pieniądze. Nieraz płakała. Z perspektywy czasu i racji tego, że
      sama jestem mamą i żoną rozumiem to co przeżywała i gdybym była w takiej jak
      mama sytuacji nie dałabym rady. Nie wiem z kąd brała pieniądze, wiecznie
      pożyczki. A my do szkoły i wydatki na nas. Najgorsze jest to, że gdy wydawało
      się że życie jakoś się mamie poukładało przyszła choroba. Nowotworowa, najpierw
      u pana z którym się spotyka a po roku u mamy. I kiedy tak analizuję jej życie
      mam ochotę wyć do Boga z pretensjami za to wszystko co ją spotyka.
      Ale chciałam pisać o czym innym. Dobrze dziewczyny że jesteście i dobrze że od
      was można czasem usłyszeć coś pozytywnego. I nie ma chyba sensu pisanie na
      temat tych "życzliwych" inaczej forumowiczek.
    • lizka76 Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 18:12
      Witajcie.Niewiem czy mogę cokolwiek napisać,żeby znowu ktoś nie napisał,że
      wymyślam. Trudno jak ktoś tak pomyśli. Moja Mamusia też była chora na
      nowotwora, walczyliśmy z chorobą 5 lat.Miałyśmy tylko siebie,bo mój ojciec był
      alkoholikiem i zmarł jak miałam 15 lat. Jak Mama myślała, że teraz trochę
      odżyje okazało sie,że ma nowotwora piersi.Była operacja,leczenie.Póżniej niby
      spokój.Nagle Mamusia zaczęła tracić pamięć.Na świecie już była moja córeczka.
      Mama nie widziała Świata po za nią.Ale do rzeczy.Udałyśmy się do lekarza,bo to
      co z mamą zaczęło się dziać to było straszne.Traciła przytomność,wymioty i inne
      rzeczy.Natychmiast zrobili mamie tomogrof.Diagnoza 10% wolnego mózgu.Nie
      przjeli Mamy na oddział onkologiczny,bo lekarz powiedział,że to nie mam sensu.
      Trafiła na oddział neurologiczny,żeby tylko trochę złagodzić ból.Rozmowa z
      lekarzem jakie będą dalsze objawy itp.Rady dobrych koleżanek,żebym oddała mamę
      do ośrodka,gdzie umrze,bo ja sobie zmarnuje życie.Nie oddałam.Zabrałam ją do
      siebie.Pamiętam jakby to było teraz.18 czerwca 2000roku.Opikowałam sie
      nią.Myłam,karmiłam,podawałam kroplówki.Nie wierzyłam,że Mama mnie opuści.Nagle
      przełom 4 sierpnia 2000roku moja Mamusia odzyskała świadomość.Zażyczyła sobie
      obiad rosół i rolady.Pierwszy raz samodzielnie zjadła cały obiad.Tuliła moją
      corkę tuliła mnie.Było tak cudownie.Do wieczora.Temperatura ponad 40
      stopni.Brak świadomości.Przyjazd pogotowia słowa lekarza Agonia.To
      niemożliwe.Moja Mamusia nigdy mnie nie zostawi.Już nic się dla mnie nie
      liczyło. Za wszelką cenę próbowałam zbić gorączkę,prosiłam,błagałam.Mamusiu
      walcz.Ja cię potzrebuję.Byłam przy niej cały czas dzień i noc.6 sierpnia
      godz.19 moja Mamusia umarła na moich rękach.Jednak mnie zostawiła.Dlaczego.Do
      tej pory nie potrafię się z tym pogodzić i sądzę,że nie zrobiłam wszystkiego,
      żeby ją zatrzymać.
      • psylwia Re: W obronie biedy i nędzy 19.03.06, 23:10
        ale co mogłaś jescze zrobić ?
        przecież byłas przy Niej , opiekowałaś się, to co mogłaś zrobiłaś
        pozdrawiam
    • natiania Re: W obronie biedy i nędzy 17.03.06, 21:29
      koieto masz dar opowiadania, nie myślałaś o tym by książki pisać. Wzruszająca
      opowieść, łzy się same cisną do oczu. pozdrawiam
      • denay z calym szacunkiem 18.03.06, 00:33
        historia jakich wiele zycie pisze...
        • iwles Re: z calym szacunkiem 20.03.06, 08:27
          niestety........ masz rację ......... życie pisze takie scenariusze aż nazbyt
          często.

          Choroba, strata bliskich, cierpienie ........

          Z całym szacunkem, Denay - trochę szacunku ........
    • dorotadu książki może za dużo powiedziane ale ... blog...?? 18.03.06, 00:39

    • m_o_k_o Re: W obronie biedy i nędzy 18.03.06, 13:38
      bardzo smutne dzieciństwo....
      Ściskam Cię mocno i rozumiem co czuje osoba bliska, która widzi jak nowotwór
      zabija człowieka.
      p.s
      Wczoraj zmarł nasz dziadzio, któryw domu był tydzień(1,5 miesiąca temu
      dowiedział się że ma nowotwór, rak go zabił sadMiał 76 lat
      Mój syn, czyli jego prawnuk o niczym nie wiem, nie wiem jak mu powiedzieć, on
      jest taki wrażliwy. Powiem mu jutro ( we wtorek jest pogrzeb)
    • kiniozaur Re: W obronie biedy i nędzy 18.03.06, 16:35
      Twoja historia mnie wzruszyła. Nie twierdzę jednak , że miałaś smutne
      dziecińsywo jak napisała jedna z dziewczyn , bo były w nim przecież radosne
      chwile. Rodzice kochali siebie nawzajem i Was. A choroba sama w sobie nie jest
      w moim mniemaniu smutna , poprostu któregoś dnia przychodzi i trzeba z nią
      walczyć.

      Czytając niektóre wypowiedzi forumowiczek ( m.in. we wspomnianym przez Ciebie
      poście)tak sobie myślę , iż większość z nich nie ma pojęcia o tzw. ciężkim czy
      też trudnym życiu. Nie wszyscy ludzie są zaradni , przedsiębiorczy ,
      operatywni; nie wszyscy potrafią sobie sami radzić w życiu. Nie każdy ma czy
      chce prowadzić własną firmę, nie każdy potrafi załatwiać sprawy w urzędzie ,
      nie każdy umie walczyć o swoje. I nie wynika to z czyjejś głupoty , lenistwa ,
      chęci naciągnięcia kogoś na coś , braku ambicji itp.Wielu ludzi w naprawdę
      trudnej sytuacji wstydzi się poprosić o pomoc. I przykro mi czytać , kiedy ktoś
      się złąmie , poprosi , i zostanie brutalnie zbluzgany. Wiem , że jest wielu
      oszustów i naciągaczy. Ale jak ja mam to zweryfikować??? Wolę być naciągnięta
      na coś 100 razy niż nie pomóc 1 raz osobie naprawdę tego potrzebującej. Tak
      wolę.
      • eliza34 Re: historia kalinki 18.03.06, 19:57
        Popłakałam się czytając historie Twojej mamy,a szczególnie mocno w tym momencie
        gdy napisałaś ,ze jej serce nie wytrzymało.....Wiem co czujesz, wychowałam się
        w dobrej i kochającej rodzinie i u nas bieda też się zaczęła kiedy tata zaczął
        chorować- załamał się po śmierci swojej mamy (babci) i przestały pracować mu
        nerki.Stracił pracę, zanim dostał rentę po kilku miesiacach w 1989 roku
        mielismy baaardzo cieżko w domu.Ze szpitali wyszedł z wszczepionym dodatkowo
        wirusem wątroby powodującym marskosć - walczyliśmy o jego zdrowie 14 lat
        róznymi metodami (lekarze ,zioła, bioenergoterapeuci). Pod koniec 2002 roku
        zaczął czuć się gorzej,a w 2003 roku w tym samym dniu co ja pojechałam na
        porodówkę rodzić 2-go synka sparaliżowało go od pasa w dół. Nie chcieli mi nic
        mówić,leżał w szpitalu , wypisali go do domu w grudniu 2003 -papiery pełne
        badań, nic się już nie da zrobić -Zus nawet nie pytał-dali od razu zasiłek
        pielęgnacyjny-DIAGNOZA dodatkowo jeszcze RAK -faza końcowa. Ciągle mu mówiłam -
        prosżę walcz, kochamy Cię (był własciwie jak tata dla mego najstarszego
        syna,którego chowałam samotnie i który świata poza dziadkiem nie widział (miał
        7,5 roku)), drugim wnukiem nacieszył się 2-a miesiące. Zmarł w domu (ja
        widziałam go w sobotę i trzymałam za rękę, zmarł w niedzielę w nocy) tak jak
        Twoja mama- nie mogli zatamować krwi, pewnie było to samo co z Twoją
        mamą.....Ciagle myślę,co mogłam jeszcze zrobić...czego nie dopatrzyłam....
        Ale to on zrobił też coś dla mnie - miałam później sygnały-teraz już nie boję
        się śmierci (tak jak kiedyś zawsze się bałam), bo na tym zycie się nie
        kończy....
        Eliza
    • maxima10 Re: W obronie biedy i nędzy 20.03.06, 07:12
      Ty polskiej ortografii nie znasz nawet w stopniu podstawowym, az sie nie daje
      czytac. Moze lepiej za pisanie elaboratow sie nie bierz. W Polsce i na Swiecie
      wiele osob cierpialo i cierpi biede.
      • iwles Re: W obronie biedy i nędzy 20.03.06, 08:37
        maxima10 napisała:
        > W Polsce i na Swiecie wiele osob cierpialo i cierpi biede.

        Kochana, to czemu czytasz ten wątek ? Omiń go, przecież takich jest wiele ...
      • natiania Re: W obronie biedy i nędzy 20.03.06, 14:08
        To, że ktoś nie pisze ortograficznie czy stylistycznie to nie znaczy, że nie ma
        prawa opowiedzieć swojej historii.
      • mamaemmy Re: W obronie biedy i nędzy 21.03.06, 12:56
        aj pewnie poczułaś się lepiej!Panno przemądrzalska...
        • mamaemmy Re: W obronie biedy i nędzy 21.03.06, 12:56
          to było do niejakiej maximy
    • jobeel Re: W obronie biedy i nędzy 20.03.06, 10:43
      Podciagamy do góry. Może Agatko sobie przypomisz o ciagu dalszym. Czekamy.
      • kalinkaagata Re: W obronie biedy i nędzy 20.03.06, 15:22

        Po śmierci mamy zamknełam sie w sobie. Przestałam chodzić do szkoły. Nie
        rozmawiałam z nikim, siedziałam całe dnie w swoim pokoju. Dzwonili ze szkoły,
        ze mam wrócić, że i tak dostane promocje do nastepnej klasy...Wróciłam ...po
        papiery. Nie znoszę litości, nie potrafiłabym znieść wzroku mojej klasy,
        nauczycieli.
        Tato z początku nic nie mówił na ten mój bunt, po pewnym jednakże czasie
        odbyliśmy powazna rozmo, powiedział, że jakąś szkołę muszę skończyc, w związku
        z tym , że lubie gotowac, może powinna być to zasadnicza szkoła zawodowa-
        cókiernictwo...
        Jak ja to usłyszałam!!!!!
        Ja!!!!
        Zawsze miałam takie ambicje, i JA mam zostac cukiernikiem????? O NIE!!!!
        Od wrzesnia poszłam do nowego liceum, do liceum mojej siostry, gdyz na inne
        tato nie wyraźił zgody, chciał, zeby Aga miała mnie na oku (poza tym był
        przewodniczaca szkoły).
        Tato postawił nam warunek, albo uczymy sie i mamy wszystko (czytaj zostaje w
        Niemczech), albo wraca do Polski i klepiemy biede.
        Na poczatku ciężko było wrócic mi do nauki, ale juz w drugiej klasie byłam
        najlepszą uczennicą w klasie. Po szkole sredniej poszłam na polibude skończyłam
        jeden kierunek, potem drugi. Agnieszka skończyła prawo na uniwerku we Wrocku,
        pomomo tego, że studiowała zaocznie dostała sie po studiach na aplikacje
        referendarską, po aplikacji zdała w MS egzaminy najlepiej z posród wszystkich
        aplikantów z całej Polski. Ja obecnie robie podyplomówke. Ciesze sie , że Aga
        osiągneła swój cel (pracuje w KRS, ma własne biuro i sekretarza), bo przezemnie
        nie mogła studiowac dziennie ( w Opolu prawo jest od 2 lat)a majac młodsza
        szalona siostre na karku, nie chciała zamieszkac we Wrocławiu, wiec studiowała
        zaocznie.
        Aga wyszła za mąż, ja również, dobrze nam sie żyje, ale wiem jedno:
        Masz racje maximo10, bieda jest na całym swiecie, ale wiesz dlaczego tak sie
        dzieje? bo ludzie tak własnie ją traktuja-jest i tyle, i będzie, może i będzie,
        ale trzeba robić WSZYSTKO, aby z tej biedy się wykaraskać, bieda czasami jest
        na zyczenie, TAK, np. jeżeli w rodzinie jest alkochol i to on staje się
        pierwszą potrzebą. Ale co w momencie, gdy nastepuje śmierć, jednego z rodziców,
        poprzedzona długotrwałą chorobą? Mój ojciec wybrał prace w Niemczech, z tego
        powodu pod względem finansowym było nam dobrze, jezeli chodzi o ciepło rodzinne
        to siostra mi matkowała. Miała okropne dzieciństwo, nie przezywała buntu, nie
        mogła, w wieku praktycznie 15 lat (mama juz nie wychodziła praktycznie ze
        szpitala) została matka 13-letniej zbuntowanej dziewczynki, studiowała zaocznie
        wymarzone prawo, nie chodziła na imprezy,sprzatała, gotowała, prała. Ja na
        początku, życia jej nie ułatwiałam, byłam strasznie wredna zołzą, nieraz
        słyszałam , jak płakała przeze mnie w swoim pokoju. Później troszku zmądrzałam:-
        ))))
        Wiem czego uniknełam.
        W klatce mojego rodzinnego bloku (teraz mieszka tam tylko tata, przy czym
        słowo "mieszka" jest nieodpowiednie, bo więcej go nie ma niż jest) miszkaja
        dwie dziewczyny, jedna 17, druga 18 lat, ich tato zmarł 2 lata temu, mama
        pracuje w Niemczech, ma tam jakiegoś faceta.
        Dziewczyny juz parokrotnie wylatywały ze szkoły, raz nie otrzymały promocji do
        drugiej klasy.
        Przyłaża do nich jacyś blokersi, również w nocy.
        U nas w domu była zasada, żaden facet nie ma prawa zostac na noc, wychodzi
        przed 22. Zmieniłysmy to dopiero gdy Aga sie zaręczyła (miała 24 lata).
        Dziewczyny te pala trawke, matka ich nie płaci czynszu za mieszkanie.
        Strasznie mi ich szkoda, gdyz mają zupełnie nie te co trzeba priorytety, nie
        wiem jak im pomóc, chyba nie ciekawie skończą, jezeli sie ktoś nimi nie zajmie.
        ...............................................................................
        A co do moich błędów ortograficznych:
        zawsze je robiłam, wynikaja przyznaje z mojego lenistwa, jeżeli tekst
        przeczytam to je poprawie, jezeli nie to sa, na forum naprawde nie mam czasu
        ich poprawiac, ja po prostu wyrywam chwile dla forum, to mój swoisty odpoczynek
        od nauki (testy na doradcę) i obowiazków domowych.
        Mam nadzieje, że nie jestescie złe na te błędy....
        A Maxima10...
        Po prostu...
        Nie musisz mnie czytać...
        Ty z kolei nie używasz interpunkcji...
        I co?
        Czepia sie ktoś tej interpunkcji????
        • jobeel Re: W obronie biedy i nędzy 20.03.06, 15:36
          Napisz jeszcze coś o sobie, jak Tobie się ułozyło. Ja jestem tu od niedawna.
          Ale już Cię polubiłam smile
          Cieszy Cię na pewno każdy dzień, każda drobnostka. I dobrze, bo z drobiazgów
          składa się życie.

          Trzymaj się cieplutko.
          • kalinkaagata Re: W obronie biedy i nędzy 20.03.06, 16:25

            No cóż...
            Wyszłam za mąż...
            Kocham swojego meża....
            mamy własną działalność gospodarcza, ale chciałabym być doradca podatkowym,
            denerwuje mnie, że widywałam mojego męża 24h/dobę.
            Obecnie jestem na wychowawczym.
            Mamy sliczną córeczke Kalinkę (jutro kończy 7 miesiecy)
            Mieszkamy na peryferiach miasta Opola, pod samym lasem.
            • dzoaann Re: W obronie biedy i nędzy 20.03.06, 20:51
              O rany,ale się zryczalam...Powiedz ,Kalinkoagatko,bo nie czytałam wszystkich
              strasznych opowieści,czy Twoja mama Ci się śniła lub w inny sposób dawała Ci
              znać z tamtego świata?Ja nie pogodziłam się ze śmiercią Taty,czasem mi się
              śni,ale ulgi to nie przynosi...
              • eliza34 Re: W obronie biedy i nędzy 21.03.06, 17:11
                KalinkoAgato ja myślałam,ze MAXIMA o błędach napisała do mnie. Trudno jest
                stukać na klawiaturze jak się trzyma dziecko na ręku(moze ona tego nie
                rozumie,ale ja tak).
                Bardzo, bardzo się cieszę,ze masz teraz dobrą rodzinę i że Twoja siostra tyle
                Ci pomogła.
                Prosżę napisz jeszcze jak radzi sobie Twój tata teraz ??
                Ja np. cżęsto oglądam ostatnie zdjęcia z okresu jak rodzice byli razem i mama
                tak bardzo się postarzała przez te 2 lata, odkąd go nie ma....
                Czy Twój tata tez sie zmienił??
                Eliza
            • efka30 Re: Do kalinkaagata 21.03.06, 22:27
              Podziwiam Cię dziewczyno.I...już Cię polubilam.Poryczałam sie jak mops sad(
              A ortografia...Olewaj tych ,którzy takimi pierdołami głowę
              zawracają...Wiadomo,że pisanie na forum odbywa się często z małą jęcząca
              wiercipiętą na rękach smile)/Mój Puchatek np.nie lubi siedziec.Jak z nim stoje to
              wszystko jest OK.Jak siądę do kompa-zaczyna się jęczeniesmile)/i nikt wtedy nie
              patrzy na błędy.Ja np.piszę zawsze z małych liter ,bo szkoda mi czasu,no a
              czasami 1 rękę mam zajętąsmile)
              Pozdrawiam Cię serdecznie.Trzymaj się cieplutkosmile).Serdeczności dla Twojej
              rodzinkisad(
              Bieda jest straszna...kto jej nie zaznal,nie jest w stanie pojąc....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja