kalina81
24.03.06, 16:51
Jestem po rozmowie ze znajomymi, no cóż...chwilowo byłymi znajomymi

Naprawdę próbowałam być asertywno-kłamliwo-łagodna i pupa zbita mi z tego wyszła.
ja- słuchajcie, bardzo Was przepraszam za pochopne zaproszenie(sic!!! sami się
wprosili do cholery), ale po przedyskutowaniu tego z naszą paczką wyjazdową
doszliśmy do wniosku, że i tak jedziemy dość dużą grupą i powiększanie jej
uniemożliwi nam wypoczynek. My już razem jeździlismy, znamy się dobrze, w
razie nieporozumienia załatwiamy wszytsko prosto w oczy, jak jadą nieznajomi,
to atmosfera nie sprzyja pełnemu wyluzowaniu się. Także przepraszam jeszcze
raz, ale może wspólnie wybierzemy się innym razem.
oni- no ale my się już nastawiliśmy!
moje cisnienie się podnosi z lekka
ja- rozumiem i naprawdę mi przykro, ale uznaliśmy, że nie zmieniamy planów i
liczebności naszej grupy, nie tylko ja o tym decyduję, moi znajomi nie chcą po
prostu jechać wspólnie w grupie z nieznajomymi. Możecie przecież też jechac
skoro się nastawiliście, tylko mieszkac gdzie indziej.
oni- no to skoro nie chcą niech nie jadą!! musisz z nimi jechać?
ja zaczynam gubic się w akcji, ciśnienie osiąga poziomo krytyczny, czuję jak
moja asertywność i poczucie winy spieprzają z podkulonymi ogonami
ja- ej! chwileczkę! umówiłam się z grupą ludzi na wyjazd, nieopacznie
zaproponowałam go wam (kłamstwo!!!!) bez konsultacji z całą grupą i ponosze za
to konsekwencję, między innymi z przykrością muszę wam odmówić wspólnego
wyjazdu. Naprawdę, może innym razem...
oni(przetrawiają chwilę)- eeee, to może faktycznie lepiej nie jedźmy, to twoje
towarzystwo to chyba jakieś świry (grrrr!) wielkie mi halo, bo ktoś chce z
nimi jechać.
ja(totalnie ugodowo)- taaa faktycznie są trochę dziwni, w każdym razie raz
jeszcze przepraszam.
oni- to wiesz co? olej ich! jedźmy razem, jeszcze D.(mój eks)z nami pojedzie,
bedzie super co?
no i tu już niestety moja dyplomacja zawiodła

ja- k&*%$a mać, czy wy jesteście normalni? Wpi&*#@$alacie mi się na wyjazd,
zapraszacie mojego eksa, a gdy mówię, że tak nie da rady proponujecie mi olać
przyjaciół i jechać z wami, waszym szajbniętym i niewychowanym bachorem oraz
moim eksnarzeczonym na urlop???? Sory jak nie rozumiecie po ludzku, to wam
powiem tak, że zrozumiecie. Po pierwsze nie zaproponowałam wam wyjazdu tylko
pinformowałam, że JA jadę, wy uznaliście, że jedziecie ze mną, po drugie na
dokładkę zaprosiliście D. na MÓJ wyjazd, po trzecie, żeby móc jechac z
jakimkolwiek towarzystwem to trzeba mieć dziecko mogące przebywać z ludźmi,
nie gryzące, nie kopiące, nie wrzeszczące, nie zajmujące sobą uwagi wszystkich
wokól, bo nie po takie atrakcje ludzie biorą urlopy, jak się ma natomiast małe
zwierzątko, to najlepiej trzyamc je w klatce i w odosobnieniu. Więc powtarzam,
że bardzo mi przykro, ale z nami nie pojedziecie....
Tak to mniej więcej szło, naprawdę bardzo się starałam, ale ja chyba jestem
albo łagodna, albo agresywna, choć naprawdę starałam sie być ASERTYWNA. Widać
przede mną długa droga

trochę mi głupio, trochę mi się śmiac chce z tego,
ale ogólnie kamień z serca, że nie jadą z nami.
Bardzo dziękuję za wszystkie rady, wszystkim mamom. Przydały mi się do
ułożenia tego pieknego monologu z początku rozmowy, a że dalej nie wyszło to
już moja wina.