polarna77
25.03.06, 07:39
Sorry, za szybko poszło. Dziewczyny doradźcie. Miesiąc temu mój mąż wyjechał
i prędko nie wróci, bo pojechał do pracy. Ja z naszym 14-sto miesięcznym
synem mieszkam u teściów. Oni cały czas, mimo moich usilnych próśb noszą go
na rękach itd. I wczoraj teściowa przyszła do nas, a on do niej zaraz na
rączki. Ja na to, że nie można tak, a ona się śmieje i robi swoje. A Mały
zaczyna pokazywać straszne złości dzięki temu i wyje, kładzie się na podłodze
itp jak nie dostaje tego co chce... Najgorsze to to, że jak tylko pojawią się
w okolicy, to Mały mnie olewa i idzie do nich, a gdy chcę go wziąć, albo oni
wychodzą to płacze... Jest mi tak strasznie przykro i tak źle... Wiem, że oni
go cały czas zabawiają (a umie się ślicznie bawić sam), cały czas go noszą i
pozwalają wywalać wszystko z szafek i walć rękami po komputerze. A ja próbuję
go trochę wychować i uważam, że jak się sam bawi to nie przeszkadzać, jak
zaczyna chodzić, to nie brać na ręce...
Może któraś z Was też miała podobny problem i podzieli się taktyką...?
U reszty rodziny, gdzie nikt koło Małego nie skacze aż tak, jest wszystko ok,
a tu chyba go tracę... A jeszcze za chwilę muszę iść do pracy i obawiam się ,
że wtedy już zupełnie przestanę mu być potrzebna.
Pozdrawiam