beznadzieja (długie)

25.03.06, 12:48
Od urodzenia synka bardzo często łapałam doły ale podobno normalne. Teraz mam
takiego doła że widzę już tylko dno. Czuję się tak beznadziejnie. Nic. Jedno
wielkie nic. Nie radzę sobie ze wszystkim. Niewiem co mnie trzyma przy życiu.
Życiu? Wstać rano z poczuciem beznadziei i czekać tylko aż dziecko zaśnie
żeby móc samemu zasnąć. W między czasie obrobić dziecko, odprowadzić do
żłobka (albo się denerwować, kombinować kogoś do opieki jak zachoruje), pójść
do pracy, odebrać dziecko ze żłobka, wkurzać się na wszystko po drodze, w
domu tylko patrzeć na zegar kiedy będzie noc. I tak co dzień. Nie jem prawie
nic bo mi się nie chce, nie mam na to siły. I tak co dzień. I świadomość że
każdy następny dzień będzie taki sam beznadziejny. Tylko po co to wszystko?
Chyba dlatego że brak mi odwagi żeby to skończyć bo to najlepsze rozwiązanie.
Nie widzę innego. Przecież nic się nie zmieni. Mąż będzie ciągle zmęczony,
będzie tkwił w beznadziejnej pracy z brakiem wypłaty, w marnej kawalerce
będzie ciągle tak samo, będę czuć się jak dziad w ubraniach sprzed 10 lat,
wstydzę się gdziekolwiek wychodzić, nie chcę patrzeć na normalnych,
szczęśliwych ludzi. Może problem z tym że w pracy (bo znajomych nie mam)
stykam się z ludźmi którzy coś osiągnęli, mają mieszkanie, wakacje, wyjście
rozrywkowe, ubranie, i tak patrzę i na tym tle jestem dziadem. Może powinnam
się zatrudnić na kasie w supermarkecie wtedy byłabym na lepszej pozycji. Wiem
że nie inni mają gorzej, ale czy mam się do tych porównywać? Dlaczego mam nie
patrzeć na tych lepszych? Już nie mam 20 lat gdzie miałam prawo nic nie mieć.
Trzydziestka na karku a tu nic. Beznadziejny dzień jak co dzień. Może to
głupie ale najbardziej doskwierają mi warunki lokalowe, kawalerka w
żulerskiej okolicy, nie to że wstyd mi zaprosić kogoś znajomego, mi wstyd
przed listonoszem, że jestem dziadem. Nie znam ludzi w podobnej lub gorszej
sytuacji, takich oglądam tylko w telewizji. Wszyscy naokoło mają lepiej. Wiem
powinnam wziąć sprawy w swoje ręce a nie narzekać. Ale co mam zrobić. Ja. Mąż
nic. Nie mam w nim żadnego oparcia. Jego pomoc ogranicza się do kąpania
dziecka. On nie myśli że trzeba nastawić pranie, ugotować, posprzątać i
najważniejsze-zarobić na to wszystko. Jak nie ma na benzynę to dzwoni żeby mu
przelać na konto albo bierze papierosy w sklepie na krechę. Mieszkam z nim
ale nie wiem czy coś jeszcze czuję. Chyba przyzwyczajenie. Nie pokazał że
jest mężczyzną, głową rodziny, odpowiedzialnym i opiekuńczym mężem. Patrzę na
jego nieudaczność i widzę jej jeszcze więcej. Wszystko mnie denerwuje, nic
nie jest w stanie zainicjować, najwyżej marnie wykonać jak ja to wskażę. A ja
bym chciała poczuć się że ktoś ma mnie pod opieką i nie muszę się wiecznie
martwić o wszystko. Dosłownie o wszystko. Nie pomaga przeczekanie. Śmieci
mogłyby leżeć tygodniami popakowane w worki (bo tylko takie jest w stanie
wynieść) a nie zauważy że trzeba coś zrobić, muszę to powiedzieć i włożyć w
rękę. Nie wiem co mam robić? Może powinnam się wyprowadzić i zostawić go
samego na trochę? Ale bardzo wątpię czy to da do myślenia i jakichś kroków,
decyzji, zmian. Beznadzieja, beznadzieja, beznadzieja. Wiem że mam zdrowe
dziecko i to jest cud, a wszystko inne nie powinno być ważne, ale jakoś nie
mogę tej reszty nie zauważać. Chciałam się wyżalić. Przepraszam.
    • moofka Re: beznadzieja (długie) 25.03.06, 13:02
      jestes bardzo mloda jeszcze, coc to za wiek trzydziestka
      natomiast zdecydowanie szkoda kzadego dnia, zeby tkwic przy boku kogos kogo nie
      szanujesz za brak inicjatywy i godzic sie na cos na co godzic sie nie chcesznie
      wiem, z cezgo wynika taka wlasnie inercyjna postawa Twojego meza
      ale moze uda sie kopnac go w zad, tak zeby poczul, ze to ie wszystko, co jest
      Wam winien
      z drugiej strony, nie mozna miec wszystkiego, ale pewne - dajace zadowolenie
      minimum jest niezbedne
      problemy finansowe pewnie kazdy ma od czasu do czasu
      jesli natomiast one powoduja ze jestes nieszczesliwa no to ruszcie sie
      niech chlop sie ruszy, cos trzeba zrobic
      kasa z nieba nie leci
      glowa do gory, idzie wiosna, a chlopina niech szuka nowej roboty, kim jest z
      zawodu?
    • karina210205 Re: beznadzieja (długie) 25.03.06, 13:09
      Jeżeli delikatne sugestie nie docierają do Twojego męża to trzeba go pobudzić
      do działania bardziej brutalnymi środkami. Czy rozmawiałaś z nim o tym jak się
      czujesz tylko tak szczerze? jeżeli nie to czas chyba powiedzieć mu to wszystko
      co tu napisałaś. A tak w ogóle to skoro Twój mąż nie ma żadnych perspektyw
      rozwoju zawodowego to może Ty możesz coś zrobić aby poprawić waszą sytuację. Ja
      mieszkam z rodzicami ale uwierz mi wolałabym kawalerkę nawet w obskurnej
      dzielnicy.
      • filipianka Re: beznadzieja (długie) 25.03.06, 13:18
        rozmawiamy od roku, ja ryczę, on mówi-co ja mogę? boję się, itp
        oboje pracujemy tylko ja zarabiam 2/3 całego budżetu (oczywiście jeśli on
        dostanie całą wypłatę, bo daje się wykorzystywać-nadgodziny, zaliczkowe
        wypłaty, co też nie wygląda dobrze w moich oczach)
        problem w tym że ja chcę żeby on coś zrobił, mam wrażenie że utrzymuję
        pasożyta, inne dziewczyny są na wychowawczym czy idą do pracy dla siebie, bo
        głównym źródłem dochodu rodziny jest mąż, problem w moim poczuciu że jestem
        gorsza, że dla mnie nikt nie robi tego wszystkiego, nie nosi tego ciężaru
        zapewnienia bytu, opieki
        • moofka Re: beznadzieja (długie) 25.03.06, 13:24
          wkurzaja mnie takie typy, ktore siedza na glodowej pesnji doopy nie rusza, no
          ale on przeciez COS robi i pracuje
          jest mlody zdrowy i moze znalezc lepsza prace jesli bedzie chcial, tylko musi
          sie ruszyc,
          albo jest takim tchorzem, albo takim leniuchem
          gdzie pracuje i co robi?
          co umie?
        • karina210205 Re: beznadzieja (długie) 25.03.06, 13:26
          to powiedz mu żeby zmienił pracę. jeżeli Twoja praca daje główny dochód to
          powinniście dać sobie radę nawet jak on nie będzie pracował jakiś czas. Może on
          boi się że nic innego nie znajdzie? On chyba nie bardzo wierzy w siebie.
        • 76kitka Re: beznadzieja (długie) 25.03.06, 13:27
          Może skoro jesteś bardziej przedsiębiorcza udały by Ci się wystarac się o lepszą pracę dla męża. Sa ludzie nieśmiali, bezwolni, maminsynki, nie wszyscy są przedsiębiorczy i przebojowi. Napewno w tym ile zarabia twój mąz nie ma Jego złej woli, nie znam nikogo, kto chciałby mało zarabiać, ale znam kilka osób, które nie potrafią upomnieć się o swoje, taki charakter. Albo Mu pomożesz i będziesz stale mobilizować i może zacznie się to wszystko kręcic, albo Go zostawisz i będziesz decydować o tym jak wykorzystać zarobione przez siebie pieniądze sama. Korzystałaś już z pomocy na forum oddam przyjmę ?
          • moofka Re: beznadzieja (długie) 25.03.06, 13:30
            76kitka napisała:

            > Może skoro jesteś bardziej przedsiębiorcza udały by Ci się wystarac się o
            lepsz
            > ą pracę dla męża. Sa ludzie nieśmiali, bezwolni, maminsynki, nie wszyscy są
            prz
            > edsiębiorczy i przebojowi.
            ________________________
            no niby tak
            ale zeby mezczzyne kochac, to trzeba go sznaowac
            moze ja jestem jakas dziwna. ale nie potrafilabym sznaowac chlopa, ktoremu
            musze prace zalatwiac i ktory siedzi na moim utrzymaniu
            a to ja mam sie zamrtwiac za co prad zaplacic
        • sutra Re: beznadzieja (długie) 25.03.06, 13:30
          Powinnaś:
          a) zadbać o to, żeby się wyspać. I żeby się regularnie wysypiać. Niewyspanie
          bardzo pogłębia stany depresyjne, poczucie bezradnosci, braku perspektyw, a
          nawet samo w sobie wywołuje powyższe. Aż do myśli samobójczych. Wiem, bo sama
          to przerabiałam. W niedzielę wykop gdzies męża z dzieckiem i śpij pół dnia, aż
          się wyśpisz;
          b) zacząć od ustawienia meża nie od razu żeby zarabiał, ale żeby więcej
          zajmował się domem, skoro nie zarabia. I nie czekaj, aż sam coś zauwazy i
          zrobi, tylko przypisz mu konkretne obowiązki, tak żeby było wiadomo, że to jego
          zadanie i ty go z tego możesz rozliczać. To też bazuje na moim doświadczeniu,
          mój mąż równiez zarabia mniej ode mnie, ale został wdrozony do różnych
          obowiązków i nie mam wrażenia, że targam cały dom na swoich barkach z dzieckiem
          i pasozytem w charakterze głównego balastu.
    • liweczka1 Re: beznadzieja (długie) 25.03.06, 16:50
      Wiesz...pomyśl co by było jakby mąż wogóle nie miał pracy....Bezrobocie to
      plaga, nie jest łatwo znaleźć cokolwiek. Ale w domu na pewno powinien Ci
      bardziej pomagać. Ja też mieszkam w kawalerce, kupionej na kredyt, to
      nieistotne gdzie, ważne że sie kocha.
Pełna wersja